Dawno nie było tak wyjątkowego El Clásico
Hiszpania

Dawno nie było tak wyjątkowego El Clásico

Mówi się, że każde El Clásico jest wyjątkowe, ale co w takim razie powiedzieć o dzisiejszym starciu Barcelony z Realem Madryt? Dla wielu młodych kibiców największy klasyk w Hiszpanii był równoznaczny z pojedynkiem Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. W końcu tak było przez niemal 11 ostatnich lat. Musiała minąć piłkarska epoka, żeby ten legendarny mecz odbył się bez dwóch najlepszych piłkarzy na świecie. Z jednej strony trochę przykro, że nie będzie można podziwiać tych kozaków, ale z drugiej nie możemy się już doczekać pierwszego gwizdka Jose Sancheza. Nadchodzi nowe pokolenie, a to zawsze budzi dreszczyk emocji. 

Ostatni raz El Clásico bez Messiego i Ronaldo odbyło się 23 grudnia 2007 roku. Oczywiście Argentyńczyk był już wtedy zawodnikiem Barcelony, ale nie mógł zagrać, ponieważ leczył uraz mięśnia dwugłowego uda. Z kolei Portugalczyk grał dla Manchesteru United, a na Santiago Bernabeu zawitał dopiero półtora roku później. Wówczas na Camp triumfowali Królewscy, którzy wygrali po golu Julio Baptisty. Od tamtego meczu minął kawał czasu i pewnie niewiele osób pamięta, co działo się na boisku. W końca mowa o czasach, gdy w sklepach papierosy były po 6,20 zł, mistrzem Polski było Zagłębie Lubin, a pierwszy odcinek polskiej edycji „Mam Talent” miał odbyć się dopiero za rok.

Przez ponad dekadę dwóch najlepszych piłkarzy na świecie, a być może w historii futbolu zdominowało nie tylko klasyk, ale całą piłkarską scenę. Gdy Julio Baptista 11 lat temu strzelał zwycięską bramkę na Camp Nou, Leo Messi i Cristiano Ronaldo nie mieli na koncie żadnej złotej piłki. Dziś mają po pięć na głowę! Trudno więc myśleć, że dzisiejszy klasyk będzie taki jak inne w ostatnich latach. Nie inaczej myśli dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, Dominik Piechota: – Bez wątpienia klasyk wiele straci na absencji Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Trzeba jednak przyzwyczajać się do tego obrazka, bo co prawda Argentyńczyk jeszcze w kilku takich spotkaniach zagra, ale nie wyobrażam sobie, by Portugalczyk wrócił do Hiszpanii.

Taka sytuacja sprawiła, że zastanawiamy się kto odegra główną rolę w El Clasico. Duży ból głowy muszą mieć osoby tworzące okładki, ponieważ mogą postawić na Luisa Suareza, Karima Benzemę, Lukę Modricia, a może zdecydują się na dwóch bramkarzy? Opcji trochę jest, ale mimo wszystko spodziewam się jednak na czołówkach piłkarzy ofensywnych, ponieważ oni zawsze przyciągają największą uwagę – dodaje Piechota.

Zwycięstwo Barcelony w Totolotku można obstawić po kursie 2,00

Nieco inne zdanie na ten temat ma komentator Canal+, dziennikarz tygodnia „Piłka Nożna”, a także autor książek o hiszpańskim futbolu, Leszek Orłowski: – Moim zdaniem ten mecz wcale nie musi wiele stracić na absencji Messiego i Ronaldo. W ostatnich latach Barcelona i Real Madryt były zorientowane na to, by grać na swoją gwiazdę. Teraz będą musieli radzić sobie bez nich, a więc to jest świetny moment, żeby wykreowali się nowi, wielcy piłkarze. Bo w sumie gdzie mają się rodzić gwiazdy, jeśli nie w takich starciach?

No właśnie, czeka nas sporo zaskoczeń, bo do końca nie wiadomo, jak Ernesto Valverde zastąpi Leo Messiego. Przed tygodniem powiedzielibyśmy, że trener Barcelony wybierał będzie z trzech opcji:

a) zmiana taktyki

b) Dembele

c) Malcom

Oczywiście wariant trzeci jest najmniej prawdopodobny, ponieważ Brazylijczyk w ostatnich tygodniach lądował zwykle na trybunach. Trudno więc przypuszczać, by nagle miał zastąpić Leo Messiego. Opcja z wystawieniem Dembele również wydaje się mało prawdopodobna, ponieważ Francuz na boisku wprowadza więcej chaosu niż pożytku. Na dodatek sprawia problemy poza boiskiem, które nie poprawiają jego sytuacji. Od samego początku 21-latkowi nie przypadł do gustu… szofer zatrudniony przez klub. Piłkarz nie przestrzegał również diety, dlatego specjalnie dla niego FC Barcelona zatrudniła francuskiego kucharza, który gotuje mu śniadania, obiady i kolacje. Mało? Dembele notorycznie spóźnia się na treningi, organizuje sobie krótkie podróże bez wiedzy klubu, a także nie angażuje się w akcje marketingowe. Nic dziwota więc, że spóźnił się na zbiórkę przed meczem Ligi Mistrzów z Interem Mediolan. Taka paleta uchybień, a także kiepska postawa na boisku, raczej przekreśla jego szansę na występ od pierwszej minuty w niedzielnym meczu. Ba, być może nawet przekreśla jego przyszłość w Barcelonie, bo z takim podejściem Dembele mógłby grać w Barcelonie, ale tej ekwadorskiej.

A co na ten temat sądzą nasi eksperci?

Dominik PiechotaPodejrzewam, że raczej dojdzie do zmiany taktyki. Valverde wściekł się po spotkaniu z Sevillą, w którym Dembele miał sporo głupich strat piłki. Po raz kolejny więc pokazał brak dojrzałości. Trener Barcelony zresztą sam powiedział, że Francuz ma czystą kartę i musi się starać, bo nie liczą się straty piłki, ale odpowiednia reakcja. Także tutaj jest jeszcze pewien defekt, nad którym 21-latek musi popracować. Zwłaszcza przed starciem z Realem Madryt, który w genach ma szybkie kontrataki i błyskawiczne wykorzystywanie błędów rywala. Właśnie z tych powodów nie sądzę, żeby Dembele dostał szansę od pierwszej minuty. Tym bardziej nie wydaje mi się, by zagrał Malcom, bo trudno liczyć na niego w takim starciu, jeśli wcześniej nie łapał się nawet na ławkę rezerwowych. Być może częściej teraz będzie w kadrze meczowej, ale raczej nic więcej. Najbardziej realna jest opcja ze zmianą ustawienia i wystawieniem wyżej Sergiego Roberto. Hiszpan już nie raz w przeszłości udowadniał, że doskonale radzi sobie w spotkaniach tej rangi. To będzie też zabezpieczenie dla Nelsona Semedo, który nie jest najpewniejszy w obronie. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że prawa flanka w Barcelonie jest gorzej zabezpieczona od lewej.

Leszek OrłowskiSpodziewam się zmiany taktyki i grania na dwóch napastników, ponieważ Dembele – według Ernesto Valverde – wciąż jest piłkarzem niedojrzałym taktycznie, by udźwignąć ciężar takich spotkań. Strata piłki w środkowej strefie boiska może skończyć się utratą bramki, którą później będzie trudno odrobić… Na pewno nie wystąpi również Malcom, który w tym sezonie nie dostawał praktycznie żadnych szans. Pozostaje więc ustawienie 4-4-2 z Sergim Roberto, który zajmie miejsce Leo Messiego, ale oczywiście będzie grał inaczej niż Argentyńczyk.

Czwarta niespodziewana opcja pojawiła się dopiero po meczu z Interem, w którym dobrze zaprezentował się Rafinha. Wcześniej nie mówiło się o Brazylijczyku w kontekście występu w El Clásico, ponieważ wydawało się, że Valverde niespecjalnie w niego wierzy. Co prawda młodszy z braci Alcantara zaliczył świetny presezon i wystąpił w podstawowym składzie w meczu o Superpuchar Hiszpanii z Sevillą, ale niczym w nim nie zachwycił. Został zmieniony w 57. minucie przez Ivana Rakiticia, a ponownie na murawę wybiegł dopiero po miesiącu w meczu ligowym z Realem Sociedad. I wtedy również nie pokazał się z najlepszej strony, co skończyło się szybką zmianą. Poza tym 25-latek zaliczył ogony w starciach z Tottenhamem i Valencią. Nie było więc najlepiej, dlatego mało kto się spodziewał, że Txingurri odkurzy go w meczu z Interem. A tym bardziej mało kto się spodziewał, że Rafinha odpali. Tymczasem były zawodnik Celty Vigo nie tylko zabłysnął strzelonym golem, ale przede wszystkim dobrze radził sobie w grze kombinacyjnej. Oczywiście miał kilka złych zagrań, ale nie wprowadzał chaosu. Nie tracił głupich piłek i wiedział jak trzeba się ustawiać. Cóż, pod względem taktycznym Rafa Alcantara zjada Dembele na śniadanie. Nic więc dziwnego, że katalońska prasa widzi w nim faworyta do występu w dzisiejszym meczu.

***

Ostatnie tygodnie na pewno nie były udane dla Barcelony, ale trudno mówić o kryzysie, jeśli mistrz Hiszpanii jest liderem w lidze, a na podwórku europejskim rozprawił się bez problemu z Tottenhamem i Interem. Z całą jednak pewnością po drugiej stronie barykady wystąpił kryzys i można przypuszczać, że trwa on nadal. Skromna wygrana z Victorią Pilzno niewiele zmienia obraz sytuacji. Piłkarze Realu Madryt w tym sezonie są nieskuteczni w ataku, pasywni w środku pola, a na dodatek popełniają fatalne błędy w obronie. Oczywiście wszystko to przekłada się na wyniki, które – łagodnie mówiąc – są nieakceptowalne. Za naturalne należy więc uznać, że madrycka prasa w ostatnich tygodniach pisała głównie o zwolnieniu Julena Lopeteguiego. Były selekcjoner reprezentacji Hiszpanii zdołał jednak utrzymać stanowisko i na Camp Nou wystąpi dziś w roli trenera, a nie najbardziej rozgoryczonego kibica świata.

Real Madrid press conference

Dominik PiechotaZwolnienie Julena Lopeteguiego byłoby pokazem nerwowych ruchów. Słusznie więc, że nie został zwolniony przed klasykiem. Bo kto miałby poprowadzić drużynę na Camp Nou? Pewnie skończyłoby się na asystencie albo kimkolwiek innym, bo nowego trenera raczej nie udałoby się ściągnąć na niedzielę. Poza tym, gdy nie ma nazwiska, które gwarantuje wyniki, trzeba dać szansę obecnemu szkoleniowcowi. Hiszpan potrzebuje czasu, by poprawić błędy, o których doskonale wie. Tak więc utrzymanie Lopeteguiego do El Clasico było dla mnie minimum. Po przegranym klasyku, ale w dobrym stylu, również bym go nie zwalniał. Jeśli jednak będzie mizeria i kompromitacja nie czekałbym już ze zmianami na ławce trenerskiej. Po prostu teraz chodzi o to, jak zespół zareaguje. Przede wszystkim liczy się sygnał, że zaczęło dziać się coś dobrego.

Wygraną Realu Madryt w Totolotku można obstawić po kursie 3,60

Leszek OrłowskiZmieniając trenera trzeba zastanowić się jakie są warianty. Tak naprawdę na rynku nie ma wielu opcji, które gwarantowałyby coś lepszego. Moim zdaniem tylko Antonio Conte dawałby gwarancję poprawy. Natomiast problemem Realu Madryt jest niewłaściwe przygotowanie fizyczne. Ten dołek formy na pewno musiał kiedyś przyjść, ale zaczął się bardzo wcześnie. Wiadomo, że Real zaczynał sezon bardzo wcześnie, co mogło utrudnić zadanie trenerowi, ale nie zmienia to faktu, że błędy Lopeteguiego i jego sztabu były spore. Mleko się jednak wylało, dlatego Hiszpan niech teraz biega ze ścierą i ratuje to, co się da uratować. Na pewno nikt lepiej tego nie posprząta, bo nikt tak dobrze jak on nie zna przyczyn tego kryzysu. Musi być jednak ostrożny, bo kolejna wpadka będzie oznaczała koniec zabawy. I nie ma znaczenia czy ta wpadka będzie w El Clasico, w rewanżu z Victorią Pilzno czy Realem Valladolid. Obronienie jednej piłki meczowej niczego nie zmienia. Bez wątpienia niedzielne spotkanie jest meczem o posadę dla trenera Realu Madryt. Jeśli przegra, a nawet zremisuje w złym stylu, pracę raczej straci.

Oczywiście plotki o zwolnieniu trenera nie wpływają dobrze na morale drużyny, a to przecież nie wszystko. Wiele mówi się o zimowym odejściu Marcelo. Notabene sam Brazylijczyk udzielając absurdalnego wywiadu po meczu z Victorią Pilzno również nie poprawił atmosfery. Na jednym z treningów oliwy do ognia dolał także Sergio Ramos, który dał się ponieść emocjom po starciu z Sergio Reguilonem. Wielokrotny reprezentant Hiszpanii, po tym jak został przewrócony przez kolegę z drużyny, dwukrotnie kopnął piłką w jego stronę. Co prawda ten mały konflikt został już wyjaśniony przez piłkarzy na portalach społecznościowych, ale niesmak pozostał.

Dominik PiechotaWypowiedź Marcelo była absurdalna, ale chyba tak wyszło przez irytację z powodu kontuzji. Paradoksalnie myślę, że atmosfera w szatni Realu Madryt wcale nie jest zła. Bardziej chyba rośnie w piłkarzach frustracja z tego powodu, że im nie wychodzi. W meczu z Victorią Pilzno nie doszło do oczyszczenia, ale również nie było totalnego zniszczenia. Co prawda wygrana skromna, ale myślę, że dała im trochę spokoju.

Leszek OrłowskiWłaśnie nie do końca wiadomo jak jest z atmosferą w szatni. Z jednej strony piłkarze stoją murem za trenerem i deklarują, że chcą nadal z nim pracować. Mówiąc w skrócie nie przestali wierzyć w projekt Lopeteguiego. Z drugiej strony są napięcia pomiędzy poszczególnymi zawodnikami. Być może trwa w szatni Realu walka między starymi i młodymi. Bo też na pewno sam trener waha się przed każdym meczem, czy ma zagrać Modrić, czy może Ceballos. 

***

Bez wątpienia Lopetegui popełnił wiele błędów w przygotowaniach, ale trudno obwiniać go za fatalną skuteczność zespołu. Przykładowo w meczu z Levante Królewscy oddali 34 strzały, a golem zakończył się tylko jeden z nich. Nic więc dziwnego, że Los Blancos nie potrafili strzelić bramki przez osiem godzin i dwie minuty! Tak haniebnej serii, jeśli chodzi o czas bez gola, nie było nigdy w 116-letniej historii klubu. Problemów poza strasznie słabą skutecznością jest jednak znacznie więcej, o czym opowiedzieli Leszek Orłowski i Dominik Piechota.

Dominik PiechotaDo niedawna największym problemem Realu Madryt była skuteczność. Królewscy dobrze grali do 20 metra, a dalej nie, ponieważ brakowało im pomysłu. Przede wszystkim widzę jednak problemy z intensywnością. Bardzo daleko im do poziomu, który prezentowali w kluczowych momentach poprzednich sezonów. Nie ma już tego napędu, który pozwalał rozwalać najlepsze zespoły Europy. Brakuje również zaangażowania w meczach ze słabszymi zespołami. Fakt, że Marcelo w ostatnich meczach był najlepszym atakującym, jest tutaj najbardziej wymowny. 

Leszek OrłowskiKiedy piłkarze nie mają tzw. szybkości dynamicznej, zrywności, to wszędzie na boisku jest źle. Pojawiają się niepotrzebne przestrzenie między formacjami, pomocnicy rozgrywają monotonnie, a obrońcy nie nadążają z powrotami po akcjach ofensywnych. Jedna niedoskonałość wywołuje momentalnie drugą, więc mowa tutaj o naczyniach połączonych. 

***

Tradycyjnie jedni mają większe problemy, a drudzy mniejsze. Gdyby jednak logicznie podejść do tego spotkania, powinniśmy spodziewać się najgorszego El Clásico w ostatniej dekadzie. Oczywiście takie podejście byłoby błędne, bo klasyki już nie raz napisały zupełnie nielogiczną historią. – Królewscy dobrze zaczęli ten sezon. Teraz jest gorzej, lecz to wciąż Real. Derby są wyjątkowe i nie ma w nich faworytów. W każdym razie Barcelona gra u siebie, co zawsze ma jakąś wagę – powiedział Pep Guardiola. A jaki scenariusz na ten mecz przewidują nasi eksperci?

Dominik Piechota: Z całą pewnością nikt nie będzie chciał się otworzyć i zaryzykować. Real Madryt zmienił styl i teraz chce prowadzić grę. Akurat pod wodzą Lopeteguiego dobrze operują piłką i długo się przy niej utrzymują. Podejrzewam więc, że Barcelona kompletnie nie zdominuje tego spotkania, jeśli chodzi o posiadanie piłki. Pewnie będą Katalończycy przeważać, ale niewiele. Raczej zapowiadają się szachy, bo chyba nikt nie będzie chciał pójść na wymianę ciosów. Nie oznacza to jednak, że ten mecz będzie nudny. Mój typ? FC Barcelona – Real Madryt 2:1.

Totolotek oferuje kurs 2,3 na zakład, że w meczu padnie więcej niż 3,5 gola 

Leszek OrłowskiSpodziewam się znakomitego widowiska. Przed przyjściem Messiego i Ronaldo do Hiszpanii klasyki były wspaniałe. Gdy oni byli na boisku nie zawsze tak było. Dlatego nie łączyłbym tych faktów. Futbol nie jest jak matematyka. Wydaje mi się, że ten mecz może potoczyć się niezwykle ciekawie, bo trenerzy niewiele wiedzą o sobie. Jak na boisku byli Argentyńczyk i Portugalczyk wiadomo było jak się trzeba ustawiać i niwelować atuty największych gwiazd. Teraz czeka nas sporo zaskoczeń. Mój typ? FC Barcelona – Real Madryt 3:3. 

***

Przewidywane składy według Mundo Deportivo: 

FC Barcelona: ter Stegen; Roberto, Piqué, Lenglet, Alba; Rakitić, Busquets, Arthur; Rafinha, Suárez, Coutinho.

Real Madryt: Courtois; Nacho, Varane, Ramos, Marcelo; Casemiro, Modrić, Kroos; Isco, Bale, Benzema.

Przewidywane składy według ASa

FC Barcelona: ter Stegen; Semedo, Piqué, Lenglet, Alba; Rakitić, Busquets, Arthur; Roberto, Suárez, Coutinho.

Real Madryt: Courtois; Nacho, Varane, Ramos, Marcelo; Casemiro, Modrić, Kroos, Isco; Bale, Benzema.

***

Bartosz Burzyński

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (2)