Iga + Łukasz = WNM. Czy to może być para na medal?
Inne sporty

Iga + Łukasz = WNM. Czy to może być para na medal?

W szczenięcych czasach, kiedy w szkole czy na podwórku zaczynała się tworzyć jakaś para, na murkach, chodnikach i ławkach regularnie powstawały napisy w stylu „Julka + Paweł = WNM”. W tamtym przypadku ten skrót oznaczał „wielką, nieskończoną miłość”. My też postanowiliśmy napisać o parze, którą również opiszemy symbolem „WNM”. Tym razem jednak skrót należy rozszyfrować jako „wielka nadzieja medalowa”. Czy Iga Świątek i Łukasz Kubot są w stanie stworzyć miksta, który za nieco ponad półtora roku sięgnie po olimpijski medal w Tokio?

Zacznijmy od tego, że medalu w tenisie nie zdobyliśmy nigdy w historii. Kiedy czołową zawodniczką świata niedługo przed II wojną światową była Jadwiga Jędrzejowska, tenisa kobiecego w ogóle nie było w programie igrzysk (był od 1900 do 1924, a potem od 1988 roku). Z podobnych powodów olimpijskiego sukcesu nie mógł odnieść Wojciech Fibak- męski tenis także wrócił do programu igrzysk dopiero w 1988, kiedy najlepszy polski tenisista miał już 36 lat i powoli szykował się do odwieszenia rakiety na kołek. Minęły lata i przyszła epoka Agnieszki Radwańskiej. Choć krakowianka regularnie wygrywała duże turnieje, a w rankingu dobiła do 2. miejsca, na turniejach olimpijskich nigdy jej nie szło. Nawet w 2012 roku, kiedy kilka tygodni przed igrzyskami w Londynie osiągnęła życiowy sukces, docierając do finału Wimbledonu. Chwilę potem, na tych samych kortach, odpadła już w pierwszej rundzie. Do olimpijskich laurów nie zbliżyli się świetni przez lata debliści Marcin Matkowski i Mariusz Fyrstenberg. Nie zbliżyli się również mający genialne momenty Jerzy Janowicz oraz Łukasz Kubot, kiedyś bardzo solidny singlista, dziś jeden z kilku najlepszych deblistów świata.

Co z tym mikstem?

Od igrzysk w Londynie w programie jest także turniej miksta, w którym droga do medalu jest najkrótsza i teoretycznie – najłatwiejsza. W singlu do rywalizacji przystępuje 64 zawodników, lub zawodniczek. W deblu – po 32 najlepsze pary. Tymczasem w grze mieszanej walkę toczy tylko 16 duetów. W praktyce oznacza to, że po wygraniu dwóch spotkań rozpoczyna się bezpośredni bój o medal olimpijski. Niestety, póki co mikst nie był polską specjalnością i nie udało się wygrać nawet nie dwóch, ale nawet jednego meczu. I to w dwóch podejściach. W Londynie Agnieszka Radwańska i Marcin Matkowski (rozstawieni z czwórką) przegrali w I rundzie. W Rio de Janeiro „Matkę” zastąpił Łukasz Kubot, ale znów skończyło się na porażce na dzień dobry. A może by tak teraz skuteczniej zaatakować Tokio?

ogimage-1200x630

Dziś sytuacja jest taka: Agnieszka Radwańska jest na równi pochyłej. Zmaga się z kolejnymi kontuzjami, przypuszczalnie trochę również z wypaleniem. Powoli z jej obozu, póki co nieśmiało, padają pierwsze sugestie, że być może czas kończyć karierę. Nawet jeśli najbardziej utytułowana osoba w historii polskiego tenisa wróci na korty, to trudno zakładać, że będzie w takiej dyspozycji, która mogłaby jej dawać szansę walki o medale w Tokio.

Pod jej nieobecność na największą gwiazdę kobiecego tenisa w kraju szybko wyrasta Iga Świątek. 17-letnia wychowanka Legii Warszawa, podobnie jak jej starsza koleżanka z Krakowa, juniorską karierę podsumowała zdobyciem tytułu na juniorskim Wimbledonie. Wcześniej wygrała debla na juniorskim Roland Garros, a przed chwilą dołożyła do tego jeszcze złoty medal w grze podwójnej na Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskich. Jednym słowem: krzywa mocno wznosząca. Czy jednak za 20 miesięcy Iga będzie gotowa do walki w singlu o medal w Tokio? Ba, czy w ogóle będzie w stanie się zakwalifikować do wąskiego grona uczestniczek olimpijskiego turnieju? Oczywiście, życzymy jej jak najlepiej i mocno wierzymy w jej potencjał, ale póki co trzeba w tym miejscu postawić znak zapytania.

Jak awansować?

Awans na igrzyska olimpijskie w tenisie jest zarazem prosty i bardzo trudny. Prosty, bo nie ma żadnych turniejów, skomplikowanych systemów kwalifikacji, baraży, repasaży i innych wynalazków. Nie ma też cudów takich, jak w siatkówce, gdzie drużyna aktualnych (i poprzednich) mistrzów świata nie jest pewna gry na turnieju i musi się przebijać przez wieloetapowe eliminacje. W tenisie jest o tyle prościej, że o wszystkim decyduje pozycja w rankingu. Najkrócej mówiąc: jesteś odpowiednio wysoko – grasz, jesteś za nisko – nie grasz. Rzecz w tym, że znalezienie się na wystarczająco wysokim miejscu to właśnie ta trudna sprawa. W przypadku singla, miejsce mają zapewnione tenisistki i tenisiści notowani na światowych listach od 1. do 56. miejsca. Ważna uwaga: w każdym przypadku tylko czworo reprezentantów jednego kraju może grać w jednym turnieju, więc w praktyce na igrzyskach mogą zagrać osoby notowane niżej niż na 56. pozycji. Pozostałe osiem miejsc dostaną zwycięzcy lokalnych turniejów, złoci medaliści z Rio oraz jeden reprezentant gospodarzy.

W przypadku debla sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. 10 miejsc otrzymuje 10 graczy z najwyższym rankingiem deblowym (na dziś – między innymi Łukasz Kubot). Każdy z nich może dobrać sobie partnera ze swojego kraju, jedyny warunek to miejsce w czołowej 300 rankingu. Kolejne miejsca w turnieju zajmowane są na podstawie tak zwanego „rankingu łączonego”, który liczy się, dodając miejsca w rankingu (singlowym, bądź deblowym) partnerów. Im niższy łączny wynik, tym większa szansa na grę.

kubot

W mikście niestety obowiązuje tylko zasada „rankingu łączonego”. W praktyce oznacza to, że aby stworzenie pary Świątek/Kubot było realne, Iga będzie musiała do igrzysk zdecydowanie poprawić ranking. Na razie na liście WTA jest notowana na 175. miejscu, co oczywiście nie daje jej podstaw, by choćby marzyć o bilecie do Tokio. Ale spokojnie, ta dziewczyna w osiem miesięcy zaliczyła skok o ponad 700 pozycji. Dlaczego więc nie mielibyśmy zakładać, że przy odpowiednim tempie rozwoju w lecie 2020 roku nie będzie w okolicach powiedzmy 40. miejsca?

Cele Kubota

Łukasz Kubot przez lata był głównie solidnym singlistą. Truskawką na torcie jego gry pojedynczej był ćwierćfinał Wimbledonu pięć lat temu. Wynik tyle znakomity, co mocno zaskakujący w przypadku gościa, który w rankingu ATP najwyżej był na 41. miejscu, a do turnieju przystępował jako gracz numer 130. światowej listy. Genialnego występu na londyńskiej trawie nikt jednak Łukaszowi nie odbierze, podobnie jak miejsca w prestiżowym Last 8 Club, czyli elitarnym klubie zrzeszającym graczy, którzy choć raz zagrali w ćwierćfinale na kortach All England Lawn Tennis And Croquet Clubu.

Faktem jednak jest, że londyński sukces był największy i… ostatni w singlowej karierze. Wkrótce potem Kubot zdał sobie sprawę, że jeśli chce jeszcze coś znaczyć w światowym tenisie, to potrzebuje partnera. Niewiele wody w Wiśle upłynęło i Polak mógł się pochwalić zwycięstwem w deblowym Australian Open, rok temu dołożył także triumf w Wimbledonie. To dało mu awans na pozycję najlepszego deblisty świata. Mimo perturbacji w tym sezonie, razem z Marcelo Melo dotarł do finału US Open i wkrótce zagra w kończącym sezon turnieju ATP Finals.

Jeśli chodzi o marzenia i cele do zrealizowania, to oczywiście Kubotowi zostały triumfy w Roland Garros i US Open oraz wygranie turnieju mistrzów. Nie da się ukryć, że mocny niedosyt może czuć także patrząc na historię swoich występów na igrzyskach olimpijskich. W Rio de Janeiro przystąpił do turniejów debla (z Marcinem Matkowskim) i miksta (z Agnieszką Radwańską). Wygrał w sumie jeden mecz.

Łukasz to ambitny facet i nie zdziwię się, jeśli pod koniec kariery będzie celował właśnie w turniej olimpijski. Dla mnie wspomnienia z igrzysk i trzy występy olimpijskie to najjaśniejsze punkty kariery. Tego nie da się porównać z niczym innym, nawet z Wielkimi Szlemami. Dla każdego sportowca, także dla zawodowego tenisisty, występ na igrzyskach to coś absolutnie wyjątkowego – mówi nam Klaudia Jans-Ignacik, była znakomita deblistka. – Pomysł zestawienia w mikście Łukasza i Igi Świątek jest bardzo dobry. Oboje świetnie serwują i returnują. Łukasz ma gigantyczne doświadczenie, a Iga ogromny talent. Pytanie tylko, czy to się może udać. Póki co, jej ranking jest zdecydowanie za niski. Na igrzyskach kolejka do udziału w turnieju gry mieszanej jest bardzo długa. Z miejsca gra jedna para gospodarzy, piekielnie mocny ranking mają dwie pary amerykańskie. Nawet przy założeniu, że Łukasz utrzyma pozycję w pierwszej dziesiątce listy ATP, Iga musiałaby awansować w okolice trzydziestki, żeby taka para mogła myśleć o starcie w Tokio. To oczywiście możliwe, ale droga póki co jest daleka.

Jans-Ignacik z własnego doświadczenia ocenia, że w mikście najważniejsze jest zgranie i odpowiednia komunikacja. Bez tego trudno o dobry wynik. – Jeśli chcielibyśmy poważnie traktować pomysł olimpijskiego miksta Świątek/Kubot, dobrze by było, żeby mieli kilka okazji do wspólnego grania na turniejach wielkoszlemowych. Najłatwiej z tym może być na Wimbledonie, bo tam zamiast 32 par występuje aż 48 – wyjaśnia.

Co więcej, Kubot i Świątek nawet w przypadku zbyt niskiego rankingu, mogliby poprosić o dziką kartę. W końcu on jest ćwierćfinalistą singla i mistrzem debla, a ona mistrzynią juniorek.

Krok po kroku do Tokio

W podobnie ostrożnym tonie wypowiada się Tomasz Świątek, ojciec Igi. Sam był wyczynowym sportowcem (wioślarzem) i olimpijczykiem (Seul, 1988). To on skutecznie namówił córkę na udział w niedawnych Igrzyskach Olimpijskich Młodzieży, skąd wróciła ze złotym medalem w deblu.

Wartość igrzysk olimpijskich jest znacznie większa niż każdej innej imprezy, z turniejami wielkoszlemowymi włącznie. To podsumowanie całych czterech lat przygotowań – podkreśla. – Czy występ w mikście z Łukaszem Kubotem mógłby być naszym planem? Ciekawy pomysł! Na razie jednak to zbyt odległy cel, żeby o nim mówić. Póki co zależy nam na tym, żeby kariera Igi dalej rozwijała się we właściwym kierunku. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, wtedy w ogóle będziemy mogli myśleć o tym, żeby lecieć do Tokio. Na razie to tylko spekulacje.

iga_swiatek_550x500

Adam Romer, redaktor naczelny miesięcznika „Tenisklub” i autor tenisowego programu na antenie Weszło FM, także jest ostrożnie nastawiony do tego pomysłu. Podkreśla, że na razie taki duet najwyżej delikatnie majaczy na horyzoncie. Aby słowo stało się ciałem, trzeba by spełnić kilka warunków.

Na dziś widzę kilka procent na realizację tej idei. Po prostu za dużo tutaj niewiadomych: nie mamy pojęcia, czy Łukasz wciąż będzie grał w tenisa za dwa lata, nie wiemy, czy Iga zdoła się zakwalifikować do Tokio – wylicza. – Do miksta na igrzyskach trudno się dostać, gra tylko 16 par, które zgłaszają się już na miejscu, formując się z uczestników turniejów singla i debla. Jestem w Wiedniu i spytałem Łukasza Kubota, co sądzi o takim pomyśle. Powiedział, że na razie za wcześnie na takie spekulacje, ale… wszystkie opcje są możliwe.

Kubot gra więc w Wiedniu, potem leci na turniej ATP Finals. Świątek póki co odpoczywa, nadrabia zaległości w szkole (po wagarach potrzebnych na wyjazd do Buenos Aires) i powoli zaczyna myśleć o nowym sezonie. W połowie grudnia poleci do Auckland, w styczniu zagra w eliminacjach Australian Open. To będzie jej pierwsze spotkanie z dorosłym tenisem na najwyższym poziomie. Czy jednym z kolejnych będzie Tokio? To może się udać. Dodajmy tylko, że w 2012 roku parę w turnieju miksta stworzył jeden z najlepszych singlistów świata Andy Murray i zaledwie 18-letnia Laura Robson. Skończyło się na srebrnym medalu. Iga, Łukasz i polscy kibice nie mieliby nic przeciwko podobnemu scenariuszowi…

JAN CIOSEK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (4)