Tomasz Kędziora z golem sezonu Ligi Europy?
Weszło

Tomasz Kędziora z golem sezonu Ligi Europy?

To był naprawdę przyzwoity dzień z Ligą Europy. Wszyscy Polacy zagrali chociażby kilka minut, dwóch z nich strzeliło gole, a Tomasz Kędziora swoim strzałem śmiało może kandydować do nagrody za bramkę sezonu w Lidze Europy. Poza tym – Hiszpanie znów sprawili łomot reszcie świata, kibice Marsylii rozwalili autokar z piłkarzami Lazio, a Ruben Loftus-Cheek walnął hattricka. Zapraszamy na obszerne podsumowanie tej kolejki biedniejszej siostry Ligi Mistrzów.

Jak poszło Polakom?

Jacek Góralski (Łudogorec) – 28 minut z AEK Larnaca (1-1)
Jakub Świerczok (Łudogorec) – 6 minut z AEK Larnaca (1-1)
Jakub Rzeźniczak (Karabach) – 90 minut z Worskłą Połtawą (0-1)
Patryk Małecki (Spartak Trnawa) – 20 minut z Dinamo Zagrzeb (1-2)
Damian Kądzior (Dinamoo Zagrzeb) – 16 minut ze Spartakiem Trnawa (2-1)
Igor Lewczuk (Bordeaux) – 90 minut z Zenitem Sankt Petersburg (1-2)
Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów) – 90 minut z Rennes (2-1), gol
Jakub Piotrowski (KRC Genk) – 15 minut z Beskiktasem (4:2), gol (?)

Show dnia skradł Tomasz Kędziora, który strzelił prawdopodobnie najładniejszą bramkę kolejki w Lidze Europy. A może i gola kolejki całych europejskich pucharów. Od dawna wiedzieliśmy, że Tomek ma solidne kopyto i potrafi przyładować, ale gorzej jest z celnością – czasami podbiegał gdzieś pod pole karne, ładował z całej siły i piłka frunęła gdzieś w trybuny. Ostatni raz pięknie trafił w Superpucharze z Legią, ale to było trzy lata temu.

Teraz strzelił podobnie. Ale ładniej. Mocniej. Celnej. No i jednak w ciut poważniejszych rozgrywkach. Zresztą – co będziemy wam gadać, popatrzcie sami:

Jego Dynamo ograło ostatecznie Rennes 2-1 i jest to wygrana o tyle cenna, że Ukraińcy wyprzedzili Francuzów w tabeli i mają tyle samo punktów, co pierwsza Astana. Dynamo ma pięć oczek, a Rennes trzy. Zatem gol ex-lechity nie tylko był piękny, ale i bardzo cenny.

Jeśli dziwi was znak zapytania przy golu Jakuba Piotrowskiego, to obejrzyjcie tę powtórkę:

Sami nie wiemy, czy zaliczylibyśmy to trafienie Polakowi, czy to jednak był samobój. Kluczowe wydaje się określenie, czy piłka po strzale Piotrowskiego leciała w bramkę. Niemniej były piłkarz Pogoni Szczecin wszedł na boisko po raz pierwszy od około miesiąca i dał sygnał trenerowi, że warto wystawiać go nieco częściej. Piotrowski ma bardzo dużą rywalizację w środku pola, Genk idzie świetnie (są liderem w belgijskiej ekstraklasie i w Lidze Europy), a w lidze wciąż nie zadebiutował. Gdy ostatni raz wystąpił w pucharze, to zanotował asystę. Gdy w czwartek wybiegł na Besiktas, to miał swój udział strzelił gola, a jego ekipa efektownie wygrała 4-2. Dwa gole dla Belgów strzelił Mbwana Samatta – ten sam, który zdobył dwie bramki w meczach z Lechem.

Pozostałym Polakom poszło znacznie gorzej. Z pucharami prawdopodobnie żegna się Kuba Rzeźniczak. Dziś zaliczył solidny występ przeciwko Worskłej, ale głównie dlatego, że nie miał zbyt wiele do roboty. Mecz toczył się w totalnie apatycznym tempie, tak jakby obie ekipy (przed spotkaniem miały po zero punktów) już pogodziły się z odpadnięciem. Przy bramce do powiedzenia nie miał nic – z dystansu przymierzył Kułach, stojący w bramce Vagner bronił piłkę jakby była gorącym kartoflem. Co może dziwić – od początku sezonu na ławce siedzi Halldorsson.

Trudna jest też pozycja Łudogorca. Ma na koncie tylko jedno oczko, to zdobyte dzisiaj, więc dogonić FC Zurych i Bayer Leverkusen będzie więcej niż ciężko.

Swoje minuty – pierwszy raz od września – dostał Igor Lewczuk i generalnie rzecz ujmując, swoich notowań nie poprawił. Przy dośrodkowaniu Nabiullina, które zakończyło się bramką Dziuby, delikatnie mówiąc nie przeszkadzał. Bordeaux przegrało i tym samym szanse na awans zachowuje tylko matematyczne – ciężko liczyć na cokolwiek, mając na półmetku rozgrywek zero punktów.

Kozak: Nenad Bjelica

W Polsce przylgnęła do niego łatka dobrego trenera bez wyników. W Chorwacji… odkleja ją spektakularnie. Ekipa z Zagrzebia nie bierze jeńców, po trzech kolejkach ma komplet punktów w silnej grupie – oprócz Spartaka jest w niej Fenerbahce i Anderlecht. Na jego korzyść zagrali dziś rywale do wyjścia z grupy – obie ekipy podzieliły się punktami.

Mecz Dinama wydawał się najciekawszy z polskiej perspektywy, ale obaj Polacy pojawili się na boisku dopiero w końcówce. Dziwić może sytuacja zwłaszcza Kądziora – o ile w lidze gra praktycznie wszystko i regularnie asystuje, o tyle w Europie kompletnie nie znajduje zaufania w oczach Bjelicy. Ani razu nie wystąpił jeszcze w wyjściowym składzie Dinama, łącznie – wraz z eliminacjami – uzbierał 52 minuty. Licho. Chorwacki szkoleniowiec swoimi decyzjami się jednak broni – świadczą o tym wyniki.

Zgodnie z oczekiwaniami: Dudelange

Luksemburczykom sił starcza w Lidze Europy tylko na pierwsze połowy. Na przerwę każdego z trzech meczów schodzili z całkiem korzystnym dla siebie wynikiem 0:0. Później jednak – jak dziś z Olimpiakosem – dostawali po nosie. Dziś skończyło skończyło się na 0:2. Oprawca Legii Warszawa wciąż czeka zatem na gola w Lidze Europy. O rany, jak to o nas świadczy.

Jak poradziły sobie wielkie marki?

Jeśli mielibyśmy wskazać jakiś mecz, który mógł dziś przykuć do telewizora – teoretycznie byłoby to spotkanie Sportingu z Arsenalem. Na teorii się skończyło – tempo było raczej ślamazarne, a Unai Emery kilka największych dział pozostawił w rezerwie. Skończyło się 1:0 po golu Welbecka – nie było to zwycięstwo najbardziej pewne, jednak seria jedenastu wygranych z rzędu wrażenie robić musi.

Podobnego szczęścia nie miał AC Milan, od którego lepszy okazał się Betis (2:1). Posada trenera Gattuso wisi na włosku, główny zarzutem do jego pracy jest defensywa – Włosi powoli przestają już pamiętać, jak to jest nie stracić bramki w meczu. Jedyną drużyną, która nie wypłaciła im w tym sezonie strzała, było… Dudelange.

Antybohaterem meczu dostał Reina, który przy Donnarummie może sobie pograć tylko w Lidze Europy. Najpierw nie poradził sobie z prostym, płaskim dośrodkowaniem (Sanabria wbił do pustaka), później odbił strzał przed siebie, z czego znów skorzystał Sanabria (sędzia odgwizdał spalonego – niesłusznie), do tego asystował rywalom nieudanym wybiciem, a na koniec omal nie wyleciał z boiska, absurdalnie wychodząc z bramki (pachniało ręką, Reina jednak się uratował). Drugiego gola Betis zdobył po strzale z dystansu Lo Celso, Milan odpowiedział trafieniem Cutrone w końcówce. Choć z gry Włosi mieli nieco więcej, byli groźni tak, że pierwszy celny strzał oddali dopiero po godzinie gry, gdy było już po herbacie.

Zgodnie z oczekiwaniami wygrała z kolei Chelsea. Ich starcie z BATE było właściwie teatrem jednego aktora. I nie – nie był nim Hazard, William czy Giroud, a Ruben Loftus-Cheek. Tak, to nie pomyłka. Chłopak po ośmiu minutach gry miał już na koncie dublet, a w drugiej połowie skompletował hattricka. Ale żeby to jeszcze o gole chodziło – gość miał dzień konia. Wychodziło mu absolutnie wszystko.

Aż jedenaście goli strzeliły rywalom dwie kolejne kapele z Hiszpanii – Villarreal i Sevilla. Zespół Javiera Calleji bez problemów ograł Rapid Wiedeń 5-0 i w trzech meczach Ligi Europy zdobył już dziesięć goli. Villarrealowi nie przeszkadzało nawet to, że w końcówce meczu grali w dziesiątce po czerwonej kartce dla Costy i mimo gry w osłabieniu strzelili piątego gola. Pod względem bramkowym przebiła ich jednak Sevilla, która rozbiła 6-0 Akhisarspor, dostarczyciela punktów w tej grupie. Do przerwy 3-0, po 20 minutach drugiej połowy 6-0. Zero litości dla dziurawej tureckiej obrony. Sevilla po prostu bawiła się futbolem. O właśnie tak:

W Marsylii patologia

Choć w meczu Marsylii z Lazio padły dwa piękne gole, a mecz dostarczył sporo wrażeń, to i tak emocje sportowe pozostaną pewnie w cieniu tego, co działo się przed spotkaniem. Od wczoraj trwała regularna nawalanka między fanami obu klubów, które udało się opanować policji dopiero po użyciu gazu łzawiącego. W nocy chuligani OM wywiesili przed hotelem, w którym spali fani Lazio, dwa świńskie łby. Ale jakby tego było mało, to bandyci w barwach Marsylii obrzucili autobus z piłkarzami przyjezdnych kamieniami i racami. Ostatecznie mimo pękniętej szyby zawodnikom Lazio udało się dotrzeć na stadion, a później pięknie się bandziorom zrewanżowali – ograli gospodarzy 3-1.

Gole prawie tak ładne, jak ten Kędziory

Mbwana Samatta z Genk:

Adam Marusić z Lazio:

Dimitri Payet z Marsylii:

WYNIKI:

GRUPA A:
AEK Larnaka – Łudogorec Razgrad 1-1
FC Zurych – Bayer Leverkusen 3-2

GRUPA B:
RB Lipsk – Celtic 2-0
RB Salzburg – Rosenburg 3-0

GRUPA C:
FC Kopenhaga – Slavia Praga 0-1
Zenit St. Petersburg – Bordeaux 2-1

GRUPA D:
Anderlecht – Fenerbahce 2-2
Spartak Trnawa – Dinamo Zagrzeb 1-2

GRUPA E:
Karabach FK – Worskła Połtawa 0-1
Sporting CP – Arsenal 0-1

GRUPA F:
AC Milan – Real Betis 1-2
F91 Dudelange – Olympiakos 0-2

GRUPA G:
Glasgow Rangers – Spartak Moskwa 0-0
Villarreal – Rapid Wiedeń 5-0

GRUPA H:
Eintracht Frankfurt – Apollon Limassol 2-0
Olympique Marsylia – Lazio 1-3

GRUPA I:
Besiktas – KRC Genk 2-4
Sarpsborg 09 – Malmo FF 1-1

GRUPA J:
Sevilla – Akhisarspor 6-0
Standard Liege – FK Krasnodar 2-1

GRUPA K:
Jablonec – Astana 1-1
Rennes – Dynamo Kijów 1-2

GRUPA L:
Chelsea – BATE Borysow 3-1
PAOK Saloniki – Vidi 0-2

fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (6)