To który w końcu jest lepszy, Carlitos czy Jesus Imaz?
Weszło

To który w końcu jest lepszy, Carlitos czy Jesus Imaz?

W zeszłym sezonie obaj stanowili o ofensywnym obliczu Wisły Kraków, chociaż rozdział na tego grającego pierwsze skrzypce i tego będącego jego tłem był bardzo widoczny. Niemal cały splendor spływał bowiem na Carlitosa, który zdobył 24 gole, co dało mu tytuł króla strzelców, oraz zaliczył 7 asyst. Przy tak imponujących liczbach dorobek Jesusa Imaza, na który złożyło się 8 goli i 3 asysty, wyglądał bardzo skromnie. Tak to jednak w piłce bywa, że odejście lidera potrafi uaktywnić innych zawodników z drużyny, którzy muszą wziąć większy ciężar na własne barki. Faktem pierwszym jest, że Imaz w tym sezonie błyszczy zdecydowanie jaśniej i sprawia, że w Krakowie nikt już specjalnie za jego rodakiem nie tęskni. Natomiast drugim faktem jest, że początki Carlitosa w Legii są dosyć trudne i wciąż daleko mu do dyspozycji, jaką prezentował przed rokiem. A przez to zasadne staje się dziś pytanie, który Hiszpan jest bardziej pożyteczny dla swojej drużyny – Carlitos czy jednak Jesus Imaz?

Niedzielny mecz Legii z Wisłą nie przyniósł w tym względzie odpowiedzi. Obaj zawodnicy strzelili dwa gole i stali się głównymi architektami zdobyczy punktowej swoich drużyn. Imaz wykorzystał dwie sytuacje oko w oko z Arkadiuszem Malarzem, Carlitos wykończył świetne podanie Nagy’a, po czym ukłuł w samej końcówce, wkręcając w ziemię Sadloka i efektownie finalizując kontrę warszawian. Ogólnie jednak równość pomiędzy hiszpańskimi atakującymi nie jest sprawą jedynie ostatniego meczu. Od początku ligowego sezonu obaj strzelili po 5 goli i poprawili 3 asystami, przez co ex aequo zajmują trzecie miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej ligi, ustępując jedynie Starzyńskiemu i Wrzesińskiemu. Co więcej, obaj oddali po 33 strzały na bramkę rywala oraz średnio 0,8 raza na każde 90 minut gry tworzyli partnerom z drużyny dogodną sytuację strzelecką. Na tym jednak podobieństwa pomiędzy nimi się kończą.

Najbardziej oczywistą różnicę stanowią pozycje, na których obecnie występują obaj piłkarze. Carlitos jest w Legii najbardziej wysuniętym piłkarzem, Jesus Imaz jest ustawiany na skrzydle i charakteryzuje się dużą mobilnością za plecami Zdenka Ondraska. Być może po powrocie do zdrowia Jarosława Niezgody także legionistę częściej będziemy oglądać w drugiej linii, bo z pewnością jest to zawodnik uniwersalny, który może stanowić zagrożenie z wielu sektorów boiska. Inna sprawa, że po liczbach Carlitosa i Imaza w ogóle nie widać, że grają w klubach trochę inaczej. Poza wspomnianymi podobieństwami pod względem goli, asyst czy tworzenia sytuacji partnerom, wiślak wyróżnia się częstszym rozpoczynaniem akcji bramkowych (3 asysty drugiego stopnia przy zerze Carlitosa), natomiast legionista znacznie częściej posyła piłkę w pole karne rywala (a w teorii powinno być odwrotnie). Analizując suche statystyki naprawdę ciężko byłoby rozsądzić, które należą do środkowego napastnika, a które do ofensywnie usposobionego pomocnika.

Jakie można wskazać największe różnice w grze obydwu graczy? Tu z pomocą przychodzi nam raport InStat po 12 kolejkach ligi. Wynika z niego, że Jesus Imaz jest lepszy m.in. pod względem:

– Skuteczności podań (81% vs 59%),
– Przejęć piłki (2 na mecz vs 1,3),
– Zebranych drugich piłek (5 na mecz vs 3,1).

Z kolei po stronie Carlitosa stoi większość parametrów ofensywnych:

– Celność strzałów (52% vs 33%),
– Pojedynki ofensywne (23 na mecz, 32% udanych vs 12 na mecz, 29% udanych),
– Dryblingi (3,6 udanych w meczu vs 1,6).

Ogólnie więc, pod względem zaawansowanych statystyk Carlitos prezentuje się lepiej. Potwierdza to także sumaryczny parametr InStat Index – 248 w przypadku legionisty i 242 u wiślaka. Wydaje się jednak, że w tym konkretnym przypadku liczby nieco fałszują ogólny obraz. O Carlitosie można powiedzieć, że to właśnie one go ratują, bo w zgodnej opinii wciąż gra w Legii poniżej oczekiwań. Nie ma tego błysku czy choćby lekkości i gracji, jaką pokazywał jeszcze w poprzednim sezonie. Wciąż bywa bardzo nieskuteczny i – tak jak w ostatnim meczu – zazwyczaj częściej marnuje sytuacje, niż zamienia je na gole (wg portalu Ekstrastats po 11. kolejce wykorzystał ledwie 1 z 6 dogodnych okazji strzeleckich, które miał). Z kolei w raporcie InStata przewodzi innej klasyfikacji – jest ligowcem, który najczęściej trafia w obramowanie bramki (3 razy). I tak naprawdę w Warszawie wciąż wszyscy czekają, aż w końcu odpali i będzie grać na miarę ogromnych oczekiwań.

Z Jesusem Imazem jest odwrotnie, bo akurat w stosunku do jego osoby tak wielkich oczekiwań nie było. Tymczasem on gra tak, że utrata Carlitosa nie wydaje się przy Reymonta specjalnie bolesna. Wiślak robi zdecydowanie lepsze wrażenie na boisku, co widać między innymi po naszych notach – ze średnią 5,25 jest drugim po Ondrasku najlepszym piłkarzem Białej Gwiazdy, a na Carlitosa (średnia 4,58) spogląda naprawdę z daleka. Tak jak jego niedawny kumpel z szatni wciąż mimo wszystko rozczarowuje, tak on pozytywnie zaskakuje bardzo dobrą grą. No i dopiero się rozkręca, bo po dość przeciętnym początku częstotliwość dobrych i bardzo dobrych meczów znacząco u niego wzrosła.

To, co jeszcze przed sezonem wydawało się oczywiste, dziś stanowi zagadkę. Bo naprawdę nie sposób powiedzieć, który dziś prezentuje większą klasę. Inna sprawa, że jest to sytuacja ze wszech miar w ekstraklasie pożądana – czołowy piłkarz ligi zmienia klub na teoretycznie lepszy, a w jego miejscu wyrasta bardzo godny następca, który poziomem w ogóle od niego nie odstaje. I jedyne, czego można żałować, to że przed rokiem – kiedy obaj grali jeszcze w jednym zespole – z winy Jesusa Imaza akurat nie trafili na siebie ze swoim szczytem formy.


create free polls | comment on this

Fot. 400mm.pl