post Avatar

Opublikowane 20.10.2018 08:37 przez

Norbert Skorzewski

– Nie ukrywam, że gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że zagram w Śląsku, że w ogóle wrócę do Ekstraklasy, to nie uwierzyłbym. Przede wszystkim po pierwszym sezonie w Holandii, który był dla mnie bardzo udany. Grałem dużo, zbierałem pochlebne recenzje. Zrealizowałem to, co chciałem, odciąłem się od negatywnych komentarzy, udowodniłem swoją wartość na boisku. No ale właśnie, przyszedł drugi sezon, który był jaki był. Trochę pozmieniało się w klubie. Kilku zawodników odeszło, Groningen wzięło naszego trenera. Przyszedł inny szkoleniowiec, dziwny – opowiada nam Wojciech Golla, który podsumowuje swoją holenderską przygodę. Zapraszamy.

*

Nie wiem, czy powinniśmy się tutaj spotykać.

Dlaczego?

Gdybym kilka lat temu powiedział ci, że zagrasz w Śląsku, pewnie byś nie uwierzył?

Nie ukrywam, trudno byłoby w to uwierzyć. Przede wszystkim po pierwszym sezonie w Holandii, który był dla mnie bardzo udany. Grałem dużo, dobrze, zbierałem pochlebne recenzje. Czułem się pewnie, mimo że to był mój pierwszy sezon za granicą. No i Eredivisie, było czy nie było mocna liga. Zrealizowałem to, co chciałem, bo nie zależało mi tylko i wyłącznie na wyjeździe, ale również regularnej grze. Wcześniej pojawiało się sporo głosów, że nie podołam, ale nigdy nie zwracałem na nie uwagi. Odciąłem się, udowodniłem swoją wartość na boisku.

No ale właśnie, przyszedł drugi sezon, który był jaki był. Trochę pozmieniało się w klubie. Wiadomo, jak to jest, kiedy pojawiają się przyzwoite wyniki. Kilku zawodników odeszło, Groningen wzięło naszego trenera. Przyszedł inny szkoleniowiec, dziwny. Peter Hyballa.

Dlaczego dziwny?

W moim pierwszym sezonie większość treningów odbywała się z piłką. Ale przyszedł niemiecki trener. Nie potrafił dopasować się do holenderskiej piłki, która słynie z techniki, z gry piłką. A on przyszedł i zarządził harówkę. Mieliśmy treningi po dwie i pół godziny. Jestem przyzwyczajony do takiej pracy, w końcu grałem w Polsce. Tak długie zajęcia się zdarzały. Rzadko bo rzadko, ale jednak. Dla chłopaków z Holandii to było zderzenie z zupełnie inną rzeczywistością, z zupełnie inną filozofią. Większość składu nie dawała radę, marudziła. To nie mogło się udać.

Do tego doszły zmiany kadrowe. Odeszło sześciu zawodników z pierwszego składu. Kadra była słabsza.

Ty też mogłeś odejść, mówiło się o zainteresowaniu niemieckich klubów.

Tak, jak najbardziej. Jako beniaminek wygraliśmy z Feyenoordem, zagraliśmy jeszcze kilka dobrych meczów. Na ligę holenderską jeździ sporo skautów, więc na pewno brali mnie pod uwagę. Było zainteresowanie innych klubów, ale głównie z Polski. Jednak będąc tam, nie myślałem o powrocie. Czułem się pewnie, chciałem przede wszystkim ustabilizować swoją pozycję w Holandii po pierwszym sezonie.

Choć o Niemczech też słyszałem. W pierwszym sezonie, po meczu z Groningen, dowiedzieliśmy się, że Janio Bikel jest obserwowany przez sztab Porto i Benfiki. W pewnym momencie ktoś powiedział, że przyjechali również Niemcy, by obserwować właśnie mnie. Choć nie wiem, ile było w tym prawdy, bo nikt do mnie później nie dzwonił. Skończyło się tylko na słowach.

Otarłeś się nawet o reprezentację Polski. W marcu, tuż przed Euro 2016, mówiło się o powołaniu dla ciebie.

Kto wie, co by było, gdybym na kadrę ostatecznie pojechał. Powołanie jest dużym plusem dla zawodnika, jego wartość automatycznie wzrasta. Wtedy sam gracz czuje się pewniej. Byłem w formie, czułem się gotowy. Poszedłem do Holandii, grałem wszystko, noty były bardzo dobre. Decyduje jednak trener.

Liczyłeś na więcej?

Wiadomo, niepodważalne miejsce mieli Kamil Glik i Michał Pazdan. Walczyło się o ławkę. Miałem dobry sezon, ale pamiętajmy, że rywalizacja była spora. Thiago Cionek, Bartosz Salamon, Marcin Kamiński, Igor Lewczuk. Trener wybrał jak wybrał, ale nie ukrywam – gdybym dostał powołanie, dałbym radę, bo czułem się gotowy. Coś poszło nie tak. Patrząc z perspektywy czasu – na to powołanie nie zasłużyłem, skoro po chwili zaliczyłem bardzo słaby sezon, a teraz wróciłem do Polski. Wciąż jednak wierzę, że się odbuduję.

W marcu, kiedy mówiło się o twoim powołaniu, nagle wylądowałeś na ławce w klubie.

Pokłosie zamieszania, które miało miejsce zimą. Nasz kapitan – stoper – miał odejść do Rosji, ale nie przeszedł testów medycznych. W klubie byli pewni, że wszystko będzie w porządku, więc ściągnęli nowego zawodnika. I w pewnym momencie zrobiło się ciasno. Długo graliśmy trójką stoperów, bo trener nie chciał nikogo wyrzucać ze składu, ale nie osiągaliśmy dobrych wyników. Widać było, że brakuje zgrania, automatyzmów. Wypadłem na miesiąc. Bolało, bo wcześniej byłem kluczowym zawodnikiem. A tutaj bez słowa posadzono mnie na ławkę. Spodziewałem się, że trener podejdzie, pogada, wytłumaczy swoją decyzję, ale nie zrobił tego. Dziwne.

Wróciliśmy do gry dwójką środkowych obrońców, ale stoperzy popełniali błędy. Szybko wróciłem do składu. Inna sprawa, że później graliśmy w kratkę, trzy ostatnie spotkania przegraliśmy. Zaczęło się mówić o zmianie trenera, atmosfera była gęsta. Wszyscy zawodzili, ja również mocno obniżyłem loty. Jeżeli jeszcze w marcu można było mówić o reprezentacji, to kilka tygodniu później nie miałem już nadziei.

A szkoda, bo długo wszystko układało się dobrze. Forma rosła. Na początku nie było łatwo. Wiadomo jak to jest, kiedy zagraniczny zawodnik wchodzi do drużyny. Inny trening, inna liga. Wszystko było nowe. Trzeba było się dostosować, a nie szukać wymówek. Jestem człowiekiem, który stara się jak najszybciej dostosować do otoczenia, w którym się obraca. Pomogło mi to, jaki jestem. Nie odpuszczałem, walczyłem, choć były pogłoski, że przyszedłem z Polski, więc nie dam rady. Ale tak jest zawsze – w przypadku każdego zawodnika odchodzącego z Polski pojawia się nutka niepewności w kontekście tego, jak sobie poradzi. Dla mnie najważniejsza była świadomość i cel, do którego dążyłem. Tak jak powiedziałem – nie chciałem iść za granicę, by siedzieć na ławce, by czekać pół roku na szansę. Wyjechałem, by grać. Ciężko trenowałem, dobrze wyglądałem w sparingach. Generalnie okres przygotowawczy był kluczowym testem, który zdałem bez problemów. Angielski znałem, więc potrafiłem się dogadać. I tak krok po kroku wchodziłem do drużyny, koledzy bardzo dobrze mnie przyjęli. Nie potrzebowałem aklimatyzacji, to na pewno.

W klubie miałem dwóch kierowników. Jednego ogarniającego sprawy drużyny i drugiego – pomagającego w typowych, codziennych problemach. Mieszkanie, urzędy i tak dalej, więc tak naprawdę nie miałem czym zaprzątać sobie głowy.

Choć zaskoczyło mnie, że w Holandii wynajmuje się puste mieszkania. Nie byłem na to gotowy. Jechałem z kierownikiem, wchodzimy do apartamentu, a tam brak podłogi, brak mebli. Wytłumaczył mi, że gdy ludzie się wyprowadzają, zabierają wszystko ze sobą. Dosłownie wszystko . Trochę musieliśmy biegać, generalnie na początku mieszkałem w hotelu, ale ostatecznie udało się znaleźć „gotowe” mieszkanie, choć nie było łatwo.

Rzuca się w oczy to, że ludzie – praktycznie wszędzie – jeżdżą rowerami. Jest ich wiele. A jak już jedziesz samochodem, musisz uważać na radary. Na początku trochę mnie połapali. Na każdym skrzyżowaniu w mieście jest jakaś kamera. Ograniczenie do 50 kilometrów na godzinę, jechałem 53 i przyszło mi 50 euro mandatu. Pierwsze dwa tygodnie były trudne, kilka mandatów przytuliłem.

5

Jakie miałeś wejście do szatni?

W porządku. Wszyscy byli ciekawi, kim jestem. Bo przychodziłem z Polski, pamiętali Andrzeja Niedzielana i Arkadiusza Radomskiego. Śmiałem się, że w pewnym momencie byłem jedną z trzech osób z Polski – obok Niedziela i Radomskiego właśnie – która wiedziała, jak prawidłowo wymawiać nazwę NEC Nijmegen. „ENEJSEJ”, a nie „NEK”. Zwracali na to uwagę, poprawiali mnie.

Pewnego dnia otrzymałem przesyłkę. Buty. Czarno-żółte. Pech chciał, że zbliżały się derby z Vitesse. Znienawidzony rywal NEC. Wyszedłem na trening, wszyscy w szoku. „Ej, weź przemaluj te buty” – mówili. „Nie no, co wy, pogięło was” – śmiałem się, bo nie dowierzałem, że mówią na poważnie. Okazało się jednak, że innym chłopakom przyszedł ten sam model, który od razu przemalowali, więc zrobiłem to samo. I były czarne, już nie dawałem pretekstu do niczego.

Z perspektywy czasu nie dziwię się, że tak to wyglądało. Derby są konkretne. Dzień przed meczem kibice pojawili się na treningu. Fajerwerki, doping. Czuć atmosferę. Tak samo na stadionie, albo tuż przed meczem. Jedziemy na wyjazd, dojeżdżamy na miejsce, kibice nas wyzywają. Niby normalne, tak jak w Polsce, ale i tak dreszczyk jest. Nasz kierownik drużyny mówił nawet, że te mecze można porównać do derbów Krakowa, bo kiedyś na nich był. Z tą różnicą, że o ile atmosfera jest gorąca, o tyle nie ma się czego obawiać. Nikt się nie bije, nikt nie rzuca rac na boisko. Może dlatego, że są gigantyczne kary. Nie brakuje jednak dopingu i opraw.

Czuć było presję kibiców, nawet abstrahując od derbów?

Niezbyt. To nie było duże miasto, mieliśmy mały stadion. Oczywiście, cały czas był komplet, cały czas był doping, ale byliśmy beniaminkiem, kibice nie oczekiwani nie wiadomo czego. Byli przyjaźni. To jest w Holandii fajne. Kiedy ludzie widzą, że jesteś piłkarzem, starają się pomagać, są uprzejmi, gościnni. Przede wszystkim żyją klubem, nierzadko zdarzało się, że rozpoznawali mnie na ulicy.

Czym różni się holenderski trening od polskiego?

Wszystko z piłką. Rozgrzewka z piłką, bieganie z piłką. Tutaj widzę największą różnicę – nie potrzebowaliśmy biegać po lesie, wystarczyły nam ćwiczenia, często banalne, które, gdy wykonywaliśmy je z odpowiednią jakością, naprawdę wchodziły w nogi. W Polsce często się to rozdziela – najpierw bieganie, potem piłka. Nie mówię, że to zły sposób, ale nie zawsze trzeba trzymać się schematu, są również inne możliwości. W Holandii przekonałem się, że z piłką przy nodze można się zmęczyć i odpowiednio przygotować fizycznie. Kwestia przygotowania dobrego treningu i podejścia do niego na sto procent. Kiedy wykonujesz proste podanie, nie możesz go lekceważyć, tylko musisz starać się dograć do partnera. Celnie, jak najlepiej. Wtedy takie zajęcia mają sens. I w Holandii tak było, pełen profesjonalizm. Mówię oczywiście o pierwszym sezonie, bo potem – jak mówiłem – przyszedł niemiecki trener, który nie potrafił się dopasować i zaczęło się bieganie.

Nie miałeś problemu, żeby się dostosować?

Nie. Jestem raczej technicznym zawodnikiem, lubię rozgrywać piłkę – na to w Holandii kładzie się największy nacisk – więc nie miałem większych problemów. Podobała mi się ta filozofia – nie wybijaj piłki byle dalej, lecz staraj się robić wszystko, żeby rozegrać akcję krótkimi podaniami.

Po treningu mieliście swobodę?

Raczej tak. Były spotkania z psychologami, dietetykami, ale na zasadzie, że kto chciał z nich korzystać to korzystał. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Nic dziwnego, mówimy w końcu o dorosłych ludziach. Nie było wielkiej kontroli – chodzenia za nim, sprawdzania, co jemy, ile śpimy. Jeżeli byłeś dobrze przygotowany do treningu, nikt nie miał pretensji. Boisko było najważniejsze.

Pytam, bo Mariusz Stępiński przyznał jakiś czas temu w Przeglądzie Sportowym, że – cytat – u nas wszystko jest odwrotnie. Najważniejsze jest odżywianie, psycholog, dobry hotel. I jeszcze żeby piłkarze nie używali telefonów w szatni i nie spóźniali się na zbiórkę. Mam wrażenie, że w tym wszystkim zapominamy o… treningu.

To prawda. Moim zdaniem zawodnicy, których spotkałem w Holandii, odżywiali się raczej słabo. Byłem w szoku, zdarzało się, że jedli przed meczem dziwne posiłki. Gdybym je zjadł, na pewno nie czułbym się dobrze.

Co na przykład?

Zbliżał się mecz z PSV. Siedzieliśmy na stołówce. Patrzę, a tu kolega bierze sobie zupę pomidorową, kilka kromek chleba i je. Mnie byłoby ciężko. Chyba. Bo jest też możliwość, że tylko mi się tak wydaje, w końcu nigdy nie próbowałem. Może mam zakodowane, że to nie jest dobre, choć – jak widać – Holendrzy pokazują coś innego. To chyba indywidualna kwestia zawodnika. Można się źle odżywiać, super trenować i rozgrywać dobre mecze. A można się dobrze odżywiać, super trenować i robić to samo.

Najważniejsze, by się rozwijać.

A ty rozwinąłeś się w ciągu trzech lat, które spędziłeś w Holandii?

Idąc do innej ligi, siłą rzeczy chłoniesz wiedzę. Poprawiłem detale. Podanie, przyjęcie, spojrzenie za ramię. Proste sprawy, których uczy się za młodu – nawet w Polsce – ale późnej, mam wrażenie, często się o nich zapomina. Nowością było ustawienie się do przeciwnika, kiedy mamy piłkę. W Holandii trzeba było cały czas rozgrywać. A jest sporo rozwiązań, by wyjść spod pressingu, grając po ziemi. Wystarczy dobre ustawienie.

6

Rozmawialiśmy o tym, co stało się w drugim sezonie. Ciebie można zapamiętać przede wszystkim z bardzo słabych występów z czołówką – samobój z Ajaxem, zawalenie kilku goli z PSV.

Jak nie idzie całej drużynie, nawet gdybyś grał dobrze, zawsze popełnisz jakiś błąd. Ale fakt – grałem słabo. Wielka szkoda, bo gdybym potwierdził swoje umiejętności drugi rok z rzędu, może faktycznie mógłbym liczyć na coś więcej. Ale nie ma co gdybać, nie wyszło.

Wszystko zwieńczyła sytuacja z VAR-em, w barażach o utrzymanie. W sumie dość śmieszna. Graliśmy z NAC Breda. Było 0:0. Ich bramkarz chwycił piłkę, chciał ją wykopać. Byliśmy źle ustawieni, zostałem jeden na jeden z napastnikiem. Szła długa piłka, chciałem wziąć ją z góry, żeby nie czekać na kozioł. Ale dosłownie chwilę wcześniej napastnik pociągnął mnie za koszulkę, wytrącając z równowagi. Wszedł przede mnie, wychodził sam na sam, ale się wywrócił. I co? I sędzia pokazał mi czerwoną kartkę. Nie wierzyłem, bo wydawało mi się, że ewidentnie było widać, że pociągnął mnie za koszulkę, przez co straciłem równowagę. Dostałem czerwoną kartkę, schodziłem z boiska. Kierownik powiedział jednak, że jest VAR i mam poczekać. Na szczęście udało się i wróciłem na boisko. A schodziłem, bo nie byłem przyzwyczajony do tego, że za chwilę będzie wideoweryfikacja. To były dopiero początki. Nie wiem czy to prawda, ale ktoś mi mówił, że byłem pierwszym zawodnikiem w Holandii, którego cofnięto po czerwonej kartce.

Szkoda, że nic to nie dało, bo ostatecznie przegraliśmy baraże i spadliśmy.

Czułeś, że uciekła ci szansa na poważniejsze granie?

Trochę tak. Spadliśmy, nie chciałem zostać w klubie, ale NEC miało opcję przedłużenia mojego dwuletniego kontraktu o kolejny sezon. Skorzystali z tego, choć nie widziało mi się, by grać w drugiej lidze. Bardzo naciskałem na klub, chodziłem, prosiłem o zgodę na odejście. Na każdym kroku pokazywałem, że nie jestem zadowolony. Choć kiedy przychodził trening, dawałem z siebie wszystko. Bo zdawałem sobie sprawę, że trenuję dla siebie. Obrażanie się byłoby bez sensu. Pojawiło się kilka opcji, ale klub żądał za dużo. „Chcemy, żebyś został, bo celujemy w szybki awans” – argumentowali. Ostatecznie, pod koniec okienka, udało mi się ich złamać, dostałem zielone światło, ale zabrakło czasu, by gdzieś odejść.

Pojawił się temat Zagłębia Lubin.

Dokładnie. Nie chcę wdawać się w szczegóły, zabrakło czasu.

Czułeś, że możesz stracić sezon? Wiadomo, jak postrzegana jest druga liga holenderska.

Nie chciałem grać w drugiej lidze, ale skoro zostałem, starałem się robić wszystko, żeby wywalczyć awans. Gdyby się udało, nie byłoby źle. Generalnie nie powiem, że grałem na siłę, ale widziałem różnicę pomiędzy dwoma najwyższymi ligami. Przepaść. Na początku meczu jest porządek, a od 60. minuty – akcja za akcję, chaos, brak organizacji. Na mecze wyjazdowe przychodziło 500 osób. Czułem się jak podczas sparingu. Do tego większość drużyn dysponowała sztuczną nawierzchnią, fatalna sprawa. Tylko pięć czy sześć zespołów posiadało murawę trawiastą.

Pomimo wszystko, mam wrażenie, że z pobytu w drugiej lidze wycisnąłem maksa. Grałem solidne, do mojej postawy na boisku nikt nie może się przyczepić. Pojawiły się zapytania z Eredivisie, ale nie chciałem pójść do klubu pokroju NEC, żeby znowu walczyć o utrzymanie w lidze.

Serio? Trochę dziwne.

Poziom byłby wyższy, ale miałem 25 lat. Nie byłem młody, w drugoligowej szatni byłem jednym z najstarszych zawodników. Wydawało mi się, że taki ruch nie byłby dla mnie dobry, trudno byłoby o miejsce w składzie.

Nie jest też tak, że kluby chciały mnie tylko dlatego, że dobrze grałem na zapleczu. Pamiętano mi pierwszy, udany sezon. Bo nie ukrywajmy – zaplecze holenderskiej ekstraklasy nie jest zbytnio respektowane.

W pewnym momencie pojawiła się oferta z Bułgarii. CKSA Sofia. Zapoznałem się ze wstępnymi warunkami, zdecydowałem się tam polecieć. Jednak nie leciałem podpisać kontrakt, najpierw chciałem zobaczyć, jak wygląda baza, kraj, miasto. Zależało mi na tym, żeby się zapoznać. Cóż, może grałbym w Bułgarii, ale nie jest powiedziane, że na pewno podpisałbym kontrakt. Koniec końców nic z tego nie wyszło. Siedziałem w samolocie w Berlinie, przyszła burza, wszystko się opóźniło. Lot został odwołany, niemal od razu pojawił się temat Śląska i wszystko jakoś się ułożyło. Działacze byli konkretni, długo się nie zastanawiałem.

Latem mówiło się po raz kolejny o Zagłębiu, był też bodajże temat Lecha.

Było oficjalne zapytanie z Zagłębie, jeszcze zimą. Ale chcieli, żebym podpisał kontrakt w grudniu i doszedł do nich w czerwcu. Pewnie nie miałbym problemów, żeby dograć rundę w Holandii, ale nie chciałem się w to bawić. Zresztą, moje myślenie było takie, że wywalczymy awans, będę zawodnikiem Eredivisie, przez co pojawi się więcej ofert. Cóż, nie udało się. Co do Lecha – docierały głosy o zainteresowaniu, ale żadnej oficjalnej oferty nie było.

Nie irytuje cię twoje obecna sytuacja? Wyjeżdżałeś jako solidny stoper, zaliczyłeś dobry rok w Holandii, a wróciłeś i jesteś jednym z wielu.

Mieliśmy słaby początek, tak jak wcześniej mówiłem – kiedy nie idzie drużynie, automatycznie każdy wygląda słabiej. Zdaje sobie sprawę, że powinienem wyglądać lepiej. To mnie trochę boli, ale nie ma co się nad tym rozwodzić, trzeba pracować, by wrócić na właściwy poziom.

Wyjeżdżałem jako solidny stoper, racja. Duża w tym zasługa Dariusza Wdowczyka, który dostrzegł we mnie stopera w Pogoni. Przyszedł na jeden z pierwszych treningów, zarządził gierkę, dał mnie na środek obrony. „Przyszedł nowy trener, więc pewnie mam pozamiatane” – pomyślałem. Ale później podszedł, wytłumaczył, że widzi mnie na tej pozycji. No i się udało, zaaklimatyzował się.

Dużo dał mi również Czesław Michniewicz. Dużo treningów typowo defensywnych, w których szlifowaliśmy ustawienie. Zaimponował mnie tym, że gdy przyszedł do klubu, to wiedział o mnie sporo. Naprawdę sporo, aż byłem w szoku. Mamy trening, rozgrzewkę. Podchodzi. „No, Wojtek, jesteś ze Złotowa. W Złotowie to, w Złotowie tamto…”. Niesamowicie się przygotował, wiedział wszystko.

W ostatnim meczu sezonu, po którym wyjechałeś do Holandii, otwarcie poprosiłeś go, żeby cię nie wystawiał. W obawie przed kontuzją.

Miałem podpisany kontrakt w Holandii, poprosiłem go, trener nie miał z tym problemów. Nie zagrałem.

Docenił to, że nie owijałeś w bawełnę, tylko szczerze podszedłeś do sprawy?

Generalnie staram się mówić o wszystkim prosto z mostu. To, co myślę. Jestem szczerzy. Tak to powinno w piłce wyglądać, i tak było w przypadku moich relacji z Czesławem Michniewiczem. Dlatego nie udawałem kontuzji, a po prostu zapytałem trenera, czy byłaby możliwość mnie oszczędzić.

7

Myślisz, że gdybyś nie odszedł z Lecha do Pogoni, rozwinąłbyś się? Pytam, bo Bartosz Bereszyński jakiś czas temu przyznał, że gdyby został w Lechu, grałby w drugiej lidze.

W tamtym momencie w Lechu istniała polityka, która polegała na tym, że młodych zawodników regularnie się wypożyczało. A z tych wypożyczeń mało kto wracał. To był znak. Zresztą, w tamtym momencie byłem pomocnikiem. Na moją pozycję było sporo dobrych zawodników, wiedziałem, że nie będę grał od razu, dlatego nie zdecydowałem się na przedłużenie kontraktu. Czułem, że mogę grać w seniorskiej piłce, więc przeszedłem do Pogoni. Kluczowy moment. Bo czułem, że mógłbym skończyć jak większość wychowanków.

Jest w twojej karierze jakaś decyzja, której podjęcia żałujesz?

Trudno powiedzieć, być może jeszcze za wcześnie na takie wnioski. Za to cieszę się z tego, że wszędzie, gdzie poszedłem, występowałem regularnie. Czy to w Pogoni, czy to w Holandii. To na pewno spory plus.

Przed wyjazdem za granicę, miałeś ofertę bodajże ze wschodu. Skąd dokładnie?

Z Izraela. Warunki były w porządku, ale byłem młodym zawodnikiem, nie chciałem odchodzić akurat tam, bo wydawało mi się, że taka decyzja zamknęłaby mi drogę do gry na wysokim poziomie. Postawiłem na Holandię, na rozwój.

A w przyszłości myślisz o takiej karierze, a’la Mierzejewski?

Nie, raczej Europa. Nie jestem taki, żeby rzucić wszystko i wyjechać nie wiadomo jak daleko.

Rozmawiał Norbert Skórzewski

Fot. FotoPyk

Opublikowane 20.10.2018 08:37 przez

Norbert Skorzewski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 7
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Korniszon
Korniszon

Po tym tytule to myślałem, że chodzi o korupcje. Paskudny clickbait 😀

SmyQ
SmyQ

Czytam tytuł, pierwszy akapit, myślę – co za parówa z tego Golli, pograł w jakimś dziadowskim klubie w Holandii i myślał, że Pana Boga za nogi złapał. Tymczasem wystarczyło przebrnąć przez dwa pierwsze pytania by zobaczyć, że pan Wojciech został bezczelnie pociągnięty w tej kwestii za język a potem sparafrazowany. „Dziennikarstwo”, psia mać. Dalej tej żenady już nie czytałem.

Pozniej wymysle nick
Pozniej wymysle nick

dokłądnie, tak oczywista próba manipulacji, że aż się wkurwiłem i nie czytam dalej.

Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów
Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów

Artykuł zawiera lokowanie Czesława

Travis
Travis

Ciekawy wywiad w jakże piękny i zabawny poranek! Fajnie się czytało XD

jimmylennon88
jimmylennon88

Znowu trener winny.

kvsperski
kvsperski

„Jestem przyzwyczajony do takiej pracy, w końcu grałem w Polsce”

kurtyna

Weszło
01.07.2020

Z cyklu niebywałe, a jednak: West Ham znów wygrywa z Chelsea!

Jesteś wklejony punktowo w strefę spadkową, przegrywasz właściwie mecz za meczem, twoim trenerem jest David Moyes, raczej niekojarzony w ostatnich latach ze zwycięstwami – a mówiąc uczciwie bardziej mem niż szkoleniowiec. No i jakby tego było mało, przyjeżdża do ciebie Chelsea, chwalona w tym sezonie, walcząca o Ligę Mistrzów, niepokonana od pięciu spotkań. Gdzie szukać […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Grają bez trenera, są w strefie barażowej. Pierwsza liga, styl życia

Osiem meczów – tyle wynosiła jeszcze niedawno passa GKS-u Tychy bez wygranej. Tyszanie byli w rozsypce, od marca prowadził ich dyrektor sportowy, który otwarcie przyznawał, że nie ma na to zajęcie ochoty. Teraz jego rolę przejęli tymczasowi szkoleniowcy, więc na dobrą sprawę GKS od czterech miesięcy nie mają pierwszego trenera. I co? I właśnie dostali […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Mladenović w Legii, czyli kontynuacja rozsądnej polityki transferowej

Stało się to, o czym mówiło się od jakiegoś czasu. Filip Mladenović został piłkarzem Legii Warszawa. Serb nie przedłużył kontraktu z Lechią, bo ta nie była w stanie mu płacić (albo obiecać) tyle, ile chciał piłkarz, a on sam wiedział, że chcieć może dużo. Ma za sobą świetny sezon, jest w trakcie co najmniej dobrego, […]
01.07.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE – GOŚCIEM MACIEJ SAWICKI

01.07.2020
Blogi i felietony
01.07.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Kluby z niemieckiej Bundesligi. Hiszpańskiej LaLiga. Włoskiej Serie A. Kluby z angielskiej Premier League oraz oczywiście niezawodne kluby węgierskie. Jeśli mielibyśmy w tym gronie wskazać niepasujący element, nie byłoby to szczególnie wielkie wyzwanie. A jednak, mimo tysięcy różnic jest coś, co łączy kluby z lig TOP 4 oraz Węgier. Jest to obecność w europejskich pucharach. […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Styl wciąż nędzny, ale są punkty. Ważne zwycięstwo Miedzi Legnica

Najpierw cenny remis z Wartą Poznań, teraz ważne zwycięstwo z Puszczą Niepołomice. O stylu gry Miedzi Legnica trudno mówić w ciepłych słowach, ale solidne punktowanie po rozstaniu z Dominikiem Nowakiem może oznaczać, że zadziałał osławiony efekt nowej miotły i legniczanie pod wodzą Ireneusza Kościelniaka jednak na finiszu sezonu nie wylecą poza miejsca barażowe, zachowując tym […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Awans? A po co to komu! Olimpia stawia na PJS, trener i piłkarze odchodzą z klubu

Olimpia Elbląg właśnie pokonała Pogoń Siedlce 1:0, umacniając się na miejscach barażowych w drugiej lidze. Pokonała ją składem, w którym znalazło się miejsce dla aż sześciu młodzieżowców, w tym dla jednego 16-latka. O ile w większości przypadków powiedzielibyśmy: „wow, kapitalna sprawa, cóż za odwaga”, tak tu ciężko o taką ocenę. Dlaczego? Dlatego, że elblążanie o […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

„Branie czołowych ekstraklasowców może Legii nie wystarczyć na puchary”

Jerzy Podbrożny nie był zachwycony ruchami Aleksandara Vukovicia na początku sezonu, ale dziś przyznaje, że serbski trener się obronił. Czterokrotny mistrz Polski i dwukrotny król strzelców Ekstraklasy komentuje też sprowadzenie Filipa Mladenovicia (które nie jest jeszcze oficjalne, ale coraz bardziej prawdopodobne) i politykę transferową nastawioną na przejmowanie czołowych ligowców, szykowane odejście Michała Karbownika, szanse Legii […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

To już pewne: Wójcicki zagra w Zagłębiu. Znamy szczegóły transferu

Spekulacje o tym, że Jakub Wójcicki trafi do Zagłębia Lubin, ciągnęły się niczym odwiedziny teściowej. Ale według naszych informacji temat jest już zamknięty. Boczny obrońca faktycznie trafi do „Miedziowych”, którzy wygrali walkę o niego z dwoma – a w zasadzie nawet trzema – ligowymi rywalami. Znamy także szczegóły dotyczące tego transferu, który lubinianie ogłoszą zapewne […]
01.07.2020
Weszło Extra
01.07.2020

Ruud van Nistelrooy. Pazerny na gole aż do przesady

Wybitni piłkarze bardzo często mają ego rozdmuchane do granic możliwości. Jest to zresztą charakterystyczne dla wielu znakomitych sportowców. Kto oglądał serial „Ostatni taniec”, ten na pewno doskonale tę prawidłowość rozumie. Problem pojawia się wtedy, gdy wielkie ego jednego zawodnika zaczyna przytłaczać resztę zespołu. Gdy gwiazdor, zamiast ciągnąć kolegów za sobą do sukcesu, podtapia ich ciężarem […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Vuković 2022. Trener Legii przedłuża kontrakt

Największy wygrany tego sezonu? Bardzo możliwe, że Aleksandar Vuković. Doskonale pamiętamy, jaka atmosfera panowała wokół Serba na początku rozgrywek. Powiedzieć, że lud domagał się jego krwi, to nic nie powiedzieć. Dziś Vuković jest na przeciwległym biegunie. I właśnie przedłużył z Legią kontrakt do czerwca 2022 roku. Nic nie zapowiadało sukcesu Beznadziejny styl w eliminacjach do […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Dlaczego ŁKS nie był w stanie oszukać przeznaczenia?

Bajki w świecie literatury kończą się klasycznym „żyli długo i szczęśliwie”, zamykamy książkę, bierzemy następną. W piłce nożnej oczywiście bajki kończą się zdecydowanie bardziej brutalnie. Za każdym wielkim i niespodziewanym sukcesem Leicester City czy Piasta, idzie wielka wyprzedaż ikon tegoż sukcesu. Za każdą piękną baśnią o niespodziewanym utrzymaniu czy nadprogramowym awansie, idzie zazwyczaj drugi sezon. […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Leroy Sane, czyli kozak mimo łatki lenia. Czy Bayern robi właśnie deal roku?

– Można założyć, że najlepszym słowem opisującym uczucia Leroya Sane w ciągu ostatnich 18 miesięcy jest „zirytowany” – takimi słowami „The Athletic” opatrzył tekst o tym, dlaczego Niemiec zdecydował się na transfer do Bayernu. Transfer, który wisiał w powietrzu już od roku i który dziś niewielu już zaskakuje. A jednak wciąż jest to ruch, który można określić […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Co wspólnego ma Liverpool z KTS-em Weszło?

Kibicom europejskiej piłki New Balance kojarzy się głównie z Liverpoolem, ewentualnie z FC Porto. Firma sponsoruje też jednak „nieco” mniejsze kluby, jak chociażby KTS Weszło. Nasi dzielni zawodnicy dostali od niej nowy sprzęt – buty Furon v6 i Tekela v3 – który postanowili przetestować. Zachwycony był nim jeden z liderów drużyny – Daniel Ciechański, któremu […]
01.07.2020
Bukmacherka
01.07.2020

Leicester walczy o pozostanie w top 4. Jak wypadnie w meczu z Evertonem?

Leicester City przez długi czas miał prawo czuć się bezpiecznie w strefie dającej kwalifikacje do Ligi Mistrzów. Po wznowieniu rozgrywek forma „Lisów” jest jednak przeciętna i miejsce w top 4 jest już zagrożone. Dlatego wyjazd do Liverpoolu na mecz z Evertonem urasta do rangi arcyważnego. Jak Leicester poradzi sobie w starciu z ligowym średniakiem? Typujemy […]
01.07.2020
Bukmacherka
01.07.2020

Esport defuse w eWinner – cashback do 50 PLN na e-sport!

Początki tygodnia? Bywają trudne, to fakt. Dlatego każda rzecz, która nieco umila nam poniedziałki, jest na wagę złota. Zgodnie z tą myślą, eWinner zadbał o nową promocję dla graczy na otwarcie tygodnia. Ciekawą, bo dotyczącą fanów e-sportu, czyli coraz większej liczby graczy w naszym kraju! O co konkretnie chodzi? Nowa promocja eWinner to „Esport defuse”. […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Gikiewicz: Miałem oferty ze wszystkich najlepszych lig

– Powiem, które kluby dawały konkretne pełnomocnictwa, bo jakieś tam gadanie o zwykłym zainteresowaniu to specjalnie mnie nie interesuje, bo takich potencjalnie chętnych to przez te wszystkie lata może i miliony było. Do brzegu. Gorący był temat Montpellier i Bordeaux, ale wystrzelił koronawirus i wszystko upadło. W zimie pytał West Ham, kiedy Łukasz Fabiański złapał […]
01.07.2020
Bukmacherka
01.07.2020

Bonus na Premier League! Zgarnij 20 PLN z aplikacją Totolotek!

Bonus dla graczy Premier League korzystających z aplikacji? Nie można wymarzyć sobie lepszego połączenia. Zwłaszcza że chodzi o promocję dwudniową, która obejmie m.in. mecz Manchesteru City z Liverpoolem. Dzięki niej możemy zgarnąć bonus 20 PLN! Jak skorzystać z oferty? Przede wszystkim musimy mieć telefon, a na nim aplikację bukmachera Totolotek. Zakładamy jednak, że z tym […]
01.07.2020