Łysy pajac z Chelsea popsuł zacne widowisko
Anglia

Łysy pajac z Chelsea popsuł zacne widowisko

Sobota z Premier League w najlepszym wydaniu – nawet jeżeli starcie Chelsea i Manchesteru United miało swoje momenty przestoju, to i tak zapamiętamy je na długo. Z uwagi na fantastyczny dublet Anthony’ego Martiala. Niesamowitego gola Rossa Barkleya, który uratował punkt dla The Blues dosłownie w ostatnich sekundach spotkania. No i z uwagi na Jose Mourinho. Portugalski szkoleniowiec rzadko daje sobie wydrzeć prowadzenie w ostatnich sekundach, a jeśli już tak się dzieje, to ma nieopisaną ochotę spuścić komuś łomot. I gdyby nie interwencja służb porządkowych, to doszłoby na Stamford Bridge do regularnej bójki.

Cały Jose – fantastyczne spotkanie, gol w 96 minucie, a i tak mówimy tylko o jego kolejnym ekscesie. Choć tym razem to on padł ofiarą prowokacji, a nie był jej autorem. Mourinho został wyprowadzony z równowagi przez członka sztabu szkoleniowego Chelsea. Najpierw niejaki Marco Ianni, jeden z asystentów Maurizio Sarrego, prowokująco świętował gola tuż przed jego nosem, później jeszcze coś w stronę rywala wygadywał. Nie sposób na razie zgadnąć, co szkoleniowiec Czerwonych Diabłów właściwie usłyszał, ale rozsierdziło go to niebywale. Do tego stopnia, że chciał skopać tyłek Ianniego, a wybuch agresji musieli okiełznać stewardzi.

Po końcowym gwizdku „The Special One” pokazał jeszcze widzom na palcach, ile mistrzowskich tytułów zdobył na Stamford Bridge. Wyglądał na wzruszonego, wściekłego, zmęczonego, sfrustrowanego i buńczucznego jednocześnie. Ciekawe, kiedy ten facet w końcu eksploduje z nadmiaru emocji, których tłumienie przychodzi mu z coraz to większą trudnością.

Na razie szczegółów całej awantury nie znamy, ale, niemal instynktownie, aż chce się tym razem stanąć w obronie Portugalczyka. Powinien był zachować zimną krew, to jasne. Jednak to jest akurat facet, który dla Chelsea zasłużył się tysiąc razy bardziej niż jakiś anonimowy pajac ze sztabu. Dzisiaj Jose przeżywa trudne chwile i naprawdę nie zasłużył na kolejny pozasportowy cios. I to w miejscu, które przed laty nazywał swoim domem. Trzy mistrzostwa, które wyliczył na palcach to fakt, nie opinia. Nikt w niebieskiej części Londynu nie powinien o tych osiągnięciach nigdy zapomnieć.

Pozostaje nam liczyć na to, ze prowokacje asystenta nie pozostaną bez konsekwencji. I nawet nie chodzi o działania ze strony federacji. Wydaje się, że w samej Chelsea powinni podjąć konkretne kroki i wymierzyć Ianniemu karę. Żeby udowodnić, iż wiedzą, jak należy na Stamford Bridge traktować legendy.

Tyle o kwestiach pozaboiskowych, ale i o meczu wypadałoby parę słów napisać. Działo się na murawie sporo, choć bohaterowie widowiska nie zafundowali nam klasycznej wymiany ciosów. W pierwszej połowie dominowali gospodarze, kreując sobie sporo okazji bramkowych i spychając Manchester do – momentami rozpaczliwej – defensywy. Goście właściwie nie istnieli, choć gola stracili nie z akcji, lecz po stałym fragmencie. Doskonały wyblok Davida Luiza wykorzystał Anthony Rudiger, urwał się Paulowi Pogbie i głową wpakował piłkę do sieci.

Francuz tak się sfrustrował swoją pomyłką, że aż zaczął tupać ze złości na widok futbolówki trzepoczącej w sieci.

Jednak druga odsłona przyniosła poważne zmiany w przebiegu gry. Nie można powiedzieć, żeby goście nagle zdominowali spotkanie, ale na pewno odzyskali rezon. Za to Chelsea straciła rozmach i kontrolę nad meczem. Mourinho znów umiejętnie poprzestawiał swoich podopiecznych i, podobnie jak w wygranym 3:2 starciu z Newcastle, doskonale skorzystał z piętnastominutowej przerwy. Obrona Chelsea zaczęła się mylić, z czego dwa razy skorzystał Anthony Martial. Najpierw futbolówka spadła mu pod nogi po siedemnastu rykoszetach, a on bezlitośnie wykończył akcję, nie zważając na zwijającego się z bólu obrońcę gospodarzy. Później perfekcyjnie sfinalizował szybką, składną kombinację gości. W 73 minucie zrobiło się 1:2 i naprawdę zapachniało… Niespodzianką? Sensacją?

Jednak defensywa United rozsypała się tuż przed końcowym gwizdkiem arbitra. Cóż się nawywijało w polu karnym – po prostu trzeba zobaczyć.

Potem do akcji wkroczył łysy pajac i dalszą część historii już omawialiśmy. Jose Mourinho przyznał po meczu, że Maurizio Sarri przeprosił go za swojego współpracownika i obiecał, że wyciągnie wobec niego konsekwencje. Portugalczyk przeprosiny przyjął.

Chelsea 2:2 Manchester United

A. Rudiger 21′, R. Barkley 90+6′ – A. Martial 55′, 73′

fot. Newspix.pl