Kibice Lecha przerywają bojkot, ale trauma wciąż w nich tkwi
Weszło

Kibice Lecha przerywają bojkot, ale trauma wciąż w nich tkwi

W środowisku poznańskim utarło się, że Lech to klub balansujący od kryzysu do kryzysu. Raz maszyna losująca wyrzuca kryzys, który prowadzi do schrzanienia idealnej pozycji do walki o mistrzostwo Polski. Raz Kolejorz wpada w dołek na początku sezonu i we wrześniu trener pakuje walizki. Teraz posada Ivana Djurdjevicia jest bezpieczna, jednak nie da się ukryć – lechici znów rozczarowują. W ostatnich czterech meczach zdobyli zaledwie cztery punkty (a w ostatnich siedmiu ledwie pięć) i w Poznaniu znów się gotuje…

Poznałem już atmosferę w Poznaniu. Tutaj wygrasz jeden mecz i wszyscy pytają o mistrzostwo, przegrasz dwa kolejne i już mówi się o kryzysie – mówił Nenad Bjelica po kilku miesiącach pracy w Lechu. Chorwat szybko poznał się na tym, jak zmienna bywa temperatura w stolicy Wielkopolski. W każdym klubie jest presja, w każdym klubie stawia się sobie cele i w każdym klubie kibice rozliczają władze/trenera/piłkarzy za ich realizowanie. Ale chyba w żadnym klubie w Polsce oczekiwania fanów tak bardzo nie pokrywają się tym, co osiąga ich ukochana drużyna.

Dlatego nikt w Poznaniu nie zadowala się tym, że po jedenastu kolejkach Lech ma do lidera kilkupunktową stratę, którą można zniwelować w ciągu dwóch kolejek. – Daj spokój, przecież za dwa tygodnie przy korzystnym układzie wyników to wy możecie być na pierwszym miejscu – jeśli powiesz tak do kibica Kolejorza, to w optymistycznym wariancie u twojego rozmówcy wystąpi hiperwentylacja objawiająca się pianą w kącikach ust. W pesymistycznym wariancie – dostaniesz w ryja. „Minimalizm” jest w Wielkopolsce tępiony. Ma być najlepiej. I to już teraz, a nie za tydzień.

Lech pokona u siebie Koronę? Kurs w Totolotku wynosi 1,84

I na początku sezonu wydawało się, że to „najlepiej” powstało na zgliszczach poprzedniego sezonu w błyskawicznym tempie. Prawie jak w tych amerykańskich programach, gdy ekipa remontowa na oczach domowników rozwala im buldożerem mieszkanie, a tydzień później na tym samym miejscu stoi wypasiona willa. Doskonale pamiętamy przecież atmosferę w Poznaniu po ostatnim meczu sezonu – kulminacja frustracji, złości i rozgoryczenia nie tylko za straconą szansę na mistrzostwo Polski, ale na funkcjonowanie klubu przez ostatnie kilka lat. Czyli dostarczanie kibicom permanentnej serii rozczarowań – od kompromitacji w europejskich pucharach z Żalgirisem czy Stjarnanem, przez trzy z rzędu porażki w finale Pucharu Polski i na wiecznym oglądaniu pleców Legii (a ostatni i Jagiellonii) w samej lidze.

Lekiem na całe zło miał być Ivan Djurdjević. Klubowa legenda, człowiek-temperament, zadziora. On miał być gwarantem tego, że wreszcie zobaczymy Kolejorza konkretnego, z jajami wielkości kokosów. Do tego doszły konkretne transfery – Portugalczycy za kilka milionów złotych, superstrzelec z niższych lig hiszpańskich, solidny ligowiec z Wisły Kraków. No i co? No i na początku sezonu żarło aż miło. Lech wygrywał z lidze jak leciało, przeszedł kolejne fazy eliminacji do Ligi Europy. A później…

A później dostał w czapkę od Genk (choć to akurat przyjęto w Poznaniu ze spokojem, bo widziano, że Belgowie byli po prostu trzy klasy lepsi) i przyszło pierwsze załamanie w Ekstraklasie. Dzisiaj Kolejorz jest na siódmym miejscu i przed tą kolejką do lidera tracił cztery punkty. Ktoś powie – no i na co w tym Lechu narzekają, skoro wcale nie jest tak źle? I być może ten ktoś będzie miał rację. Ale żeby zrozumieć kibiców Kolejorza trzeba wczuć się w ich sytuację – samemu przeżyć te wszystkie wtopy z ostatnich sezonów, samemu przełknąć te lata rozczarowań, samemu przetrawić miano „Adasia Miauczyńskiego polskiej piłki”. I może właśnie przez tę traumę kibice z Poznania są tak wyczuleni na każdy symptom zbliżającego się kryzysu.

Lech wygra, a w meczu padnie więcej niż 2,5 gola? Atrakcyjny kurs w LV Bet – 2,9

Jestem tutaj, by coś zbudować. Mam swój plan, swoje refleksje, mam materiał do budowy. Ale budowa drużyny to proces. Wiele osób myślało zapewne po tym bardzo dobrym początku sezonu, że wszystkie problemy zostały załatwione i teraz będziemy już tylko iść w górę. Ale tak nie jest. Pamiętajmy o tym, co było w maju. Przebudowujemy zespół, podejmujemy ważne decyzje i po prostu dzień po dniu pracujemy, byśmy na koniec sezonu wreszcie mogli się cieszyć z kibicami – mówił ostatnio Ivan Djurdjević. „Djuka” określił swoje cele już przy uzgadnianiu kontraktu z Lechem – trener nie ma żadnej premii za zajęcie drugiego czy trzeciego miejsca. Nie dostanie też ani złotówki w bonusie za dotarcie do finału Pucharu Polski. Premie ma wyłącznie za mistrzostwo Polski i zdobycie pucharu. Wóz albo przewóz.

Ostatnio podszedł do mniej jeden z piłkarzy. Pyta „trenerze, dlaczego było tak mało kibiców na meczu, przecież w poprzednim sezonie chodziło prawie dwa razy tyle?”. Powiedziałem mu, że ludzie się rozczarowali i w ten sposób wyrażają dezaprobatę dla gry, którą oglądali. On pyta „no i co teraz?”. Odpowiedź jest prosta „teraz, to musicie tak zapieprzać, żeby oni na ten stadion wrócili” – opowiada Serb.

Wiemy, że przynajmniej część kibiców Kolejorza wróci na stadion już na sobotni mecz z Koroną Kielce. Stowarzyszenie Kibiców Lecha Poznań ogłosiło przerwanie bojkotu, który – w bardziej lub mniej oficjalnej formie – trwał od początku sezonu. Oto fragment komunikatu Grup Kibicowskich Lecha:

Wszystkich, którym na sercu leży dobro i marka naszej ekipy kibicowskiej, a także wszystkich którzy wyżej niż dziadowskie działania niekompetentnych ludzi w klubie oraz pokraczne występy boiskowych parodystów cenią sobie wartości stricte kibolskie, nasze święte barwy, Kolejowy Herb, Kocioł i nasze miasto oraz region – gorąco zapraszamy i zachęcamy do przyjścia w sobotę do Kotła. Jednocześnie szanujemy i nie wnikamy w powody dla których ktoś dalej chce i będzie bojkotować mecze. Od maja odbył się szereg spotkań zarówno z rozmaitymi ludźmi z różnych stanowisk w klubie, jak i też kibiców zarówno tych zrzeszonych w grupach kibicowskich jak i niezrzeszonych np. przez akcję „Lechici”. Materiałów i informacji z tych spotkań jest sporo, także każdy ma bazę do wyrobienia sobie własnego zdania i podjęcia wyboru dotyczącego jego udziału w meczach i w życiu ekipy kibicowskiej Lecha Poznań. My uważamy że obecny stan dłużej trwać nie może, że roztrwaniany jest dorobek wielu lat i nasza marka, a także wysiłek osób, którym się jeszcze chce. Nie może być tak, że tracimy to wszystko i zaniedbujemy, bo jeden z drugim dyletant z klubu lub z boiska zaniedbuje lub nieudolnie wykonuje swoją pracę. 

I może właśnie ten zorganizowany doping jest remedium na brak koncentracji piłkarzy Lecha. Bo wydaje się, że to nie brak ambicji czy niedostatek umiejętności był w ostatnich kolejkach kluczowy do tego, że Kolejorz w czterech meczach zdobył cztery punkty. Chodziło raczej o błędy, które wynikały z roztargnienia (wyjście Putnockiego na grzyby w Zabrzu czy w Gdyni), dekoncentracji (główka Janickiego pod nogi Jimeneza w Zabrzu) czy chwilowe wyłączanie się z pressingu (szalony pościg Tiby za Żurkowskim przy golu na 0:2).

Coś czujemy, że jeśli Kocioł ryknąłby raz czy dwa, to koncentracja lechitów wzrosłaby o te kilkanaście procent. I już w sobotę wieczorem będziemy mogli się przekonać, czy tak faktycznie będzie.

fot. FotoPyk