Nostalgia i arogancja – dlaczego z Holandią jest tak źle?
Weszło

Nostalgia i arogancja – dlaczego z Holandią jest tak źle?

Nostalgia to silny i niebezpieczny narkotyk. W drodze na szczyt przyjemnie jest patrzeć za siebie i podziwiać drogę, którą udało ci już się przejść. Ale jeśli zapatrzysz się zbyt długo, to możesz nie zauważyć wspinaczy, który mijają cię raz za razem i wyprzedzają w drodze na wierzchołek. To właśnie stało się z Holandią, która tak bardzo delektowała się swoimi sukcesami sprzed lat, że w pewnym momencie nie zauważyła, jak piłkarska elita odjechała jej sprzed nosa. Nieobecność na Euro we Francji, nieobecność na mundialu w Rosji i… no właśnie – jakie szanse na renesans własnej wielkości?

W 1988 roku Holandia miała w pierwszej piątce plebiscytu Złotej Piłki aż czterech piłkarzy. „Futbolem totalnym” zachwycał się cały świat, a inspiracje tamtym systemem do dziś są widoczne u najlepszych trenerów świata, takich jak Jurgen Klopp czy Pep Guardiola. Fani futbolu w latach 70. cieszyli oko bandą Cruyffa, dekadę później najpiękniej na świecie grała drużyna z Van Bastenem, Koemanem, Rijkaardem i Gullitem, następnie do holenderskiej szatni weszło pokolenie Bergkampa, Overmarsa czy van der Saara, by wreszcie reprezentacja nasyciła się kolejnymi rocznikami z Davidsem czy Seedorfem oraz Robbenem, Sneijderem i van Persiem.

Ale to już było. Holandia po fatalnym Euro w Polsce i na Ukrainie weszła jeszcze na szczyt podczas brazylijskiego mundialu, gdzie zajęła trzecie miejsce. Ale brak kwalifikacji na ME we Francji (gdzie zagrali m.in. Albańczycy, Walijczycy czy Islandczycy) i późniejsze fiasko w walce o awans na mistrzostwa świata w Rosji oznaczało poważny kryzys holenderskiego futbolu. Mało tego – poza Virgilem van Dijkiem próżno szukać Holendrów wśród piłkarzy, którzy wiodą światowy prym na swoich pozycjach. A liga holenderska popadła w przeciętność i w rankingu UEFA znajduje się dopiero na jedenastym miejscu – za Turcją czy Ukrainą.

Co spowodowało, że „Oranje” wpadli w dołek? To po prostu był pech? A może zawaliła mentalność? Problem już zdiagnozowano czy Holendrzy czekają aż ich piłka naprawi się sama?

Jeden z holenderskich dziennikarzy wysunął ciekawą tezę o tym, jak Holandia zginęła z własnej broni. Futbol totalny, oparty na agresywnym posiadaniu piłki i elastyczności taktycznej, rozproszył się po całym świecie. I o ile Holendrzy zostali przy tym systemie na lata, o tyle inni wzięli narzędzia od Cruyffa i stworzyli swoją grę jeszcze lepszą. – My zadowoliliśmy się tym, że gramy w piłkę dobrze, a świat dzięki naszym metodom zaczął grać w piłkę znacznie lepiej. I od siebie z przeszłości i od nas w teraźniejszości – czytamy. Frank Arnesen, były dyrektor sportowy PSV, mówił tak: – Piętnaście lat temu to było nierealne, że gracze tacy jak Mesut Ozil czy Ilkay Gundogan zostaliby ukształtowani w Niemczech i stamtąd poszliby w świat. Teraz inne kraje są przed Holandią, a teraz Holandia musi inspirować się nimi. Wcześniej to zawsze piłka holenderska była tą, która wytyczała trendy. 

W futbolu zachwyt swoją nieomylnością nie jest wszak niczym nowym. To samo można zarzucić Anglikom, który po wymyśleniu piłki nożnej uznali, że to oni grają w tę grę w jedyny słuszny sposób. Wyspiarze rozwieźli piłki futbolowe po całym świecie, sprzedali obcokrajowcom kilka zasad, a gdy kilka dekad później przyszło im się zmierzyć ze sobą, to Anglicy musieli zweryfikować swoje przeświadczenie o byciu narodem piłkarskich bogów.

GDANSK 01.06.2016 MIEDZYNARODOWY MECZ TOWARZYSKI: POLSKA - HOLANDIA 1:2 --- INTERNATIONAL FRIENDLY FOOTBALL MATCH: POLAND - NETHERLANDS 1:2 QUINCY PROMES LUCIANO NARSINGH GEORGINIO WIJNALDUM KEVIN STROOTMAN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Holenderski futbol stracił po prostu pokolenie piłkarzy wybitnych. W pewnym momencie w kadrze ich zespołu próżno było szukać piłkarzy ofensywnych, o których zabijałyby się najsilniejsze kluby świata. Gwiazdą ofensywy jest Memphis Depay, który odbił się od Manchesteru United i z podkulonym ogonem trafił do Lyonu. Quincy Promes szalał z lidze rosyjskiej, ale w Sevilli póki co nie błyszczy. Georginio Wijnaldum to piłkarz dobry, ale nie znaleźlibyśmy dla niego miejsca w światowej czołówce na swojej pozycji. Babel, Tete, de Roon, Vormer, Vilhena, Strootman, de Jong – to piłkarze, którzy mogliby grać obok Sneijdera i Robbena, ale na pewno nie wejdą w ich buty.

Holenderskie media piszą o braku mostu między pokoleniem początku lat ’80 i drugiej połowy lat ’90. W niektórych meczach eliminacji do mundialu w wyjściowej jedenastce Holandii brakowało piłkarzy w wieku 25-31 lat. 15 zawodników ze składu, który walczył o mundial, nie miało na swoim koncie nawet 20 występów w kadrze. Dziesięciu z nich nie dobiło nawet do dziesięciu meczów w koszulce reprezentacji. W zespole „Oranje” następuje wymiana kadr, ale jest ona bardzo bolesna – ci, którzy mieliby gwarantować płynność, są zbyt słabi. A ci, którzy mieliby zastąpić odchodzących na emeryturę, nie są jeszcze wystarczając dobrzy.

Holandia w ostatnich latach stała się krajem niespełnionych talentów. Szczególnie jeśli chodzi o piłkarzy ofensywnych, a zwłaszcza skrzydłowych. Memphis Depay miał w Manchesterze United nawiązać do Cristiano Ronaldo, albo chociaż do Naniego, a skończyło się rychłym pożegnaniem. Ibrahim Affelay miał asystować przy golach Messiego w Barcelonie, a dziś jego statystyki w La Liga czy w Premier League wyglądają po prostu żenująco. Eljero Elia i Ismael Aisatti – pamiętacie takich gagatków? Oni też mieli zastąpić Robbena, a skończyli w lidze tureckiej. I to wcale nie w Besiktasie czy w Galatasaray. Mamy wymieniać dalej tych, w których talent wierzono, a którzy kariery nie zrobili? Bazoer, Kishna, El Ghazi, Riedewald, Siem de Jong…

Ale holenderski futbol nie jest przecież tak słaby, by przegrać eliminacje do dwóch dużych imprez z rzędu. Może nie mogą rywalizować z Niemcami czy Francją, ale wiele krajów europejskich powinni ogrywać z łatwością w drodze na Euro czy na mundial. Wydaje się, że przyczyn należy szukać w nikłej elastyczności taktycznej, błędach w doborze selekcjonerów i w tym, o czym już wspomnieliśmy – wymianie kadr.

GDANSK 01.06.2016 MIEDZYNARODOWY MECZ TOWARZYSKI: POLSKA - HOLANDIA 1:2 --- INTERNATIONAL FRIENDLY FOOTBALL MATCH: POLAND - NETHERLANDS 1:2 RUUD VAN NISTELROOY DANNY BLIND DICK ADVOCAAT FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Generalnie Holandia ma problem z kadrą trenerską na najwyższym poziomie. Z jednej strony mają uznanych na świecie fachowców, z drugiej jednak obracają się w gronie tych samych nazwisk i niechętnie podchodzą do pomysłu zatrudnienia w tej roli obcokrajowca. Stąd te dziwne zmiany – van Gaal do prowadzenia kadry podchodził dwukrotnie, podobnie było z Hiddinkiem, a Advocaat trenerem reprezentacji był nawet trzykrotnie. Mieszanie tą samą łyżką z nadzieją, że herbata stanie się od tego słodsza. „The Telegraph” nazwał to ładnie „recyklingiem trenerów”. Obracanie się wśród tych samych nazwisk, wymiany selekcjonera średnio co dwa lata, dawanie szans kompletnym debiutantom tylko ze względu na ich doświadczenie piłkarskie.

Priya Ramesh, dziennikarka współpracująca z Guardianem, pisze tak: – Najlepsi trenerzy, którzy chcą grać „po holendersku”, nie są Holendrami. Biorąc pod uwagę, że reprezentacja niewiele może już stracić, być może krokiem w dobrym kierunku byłbym eksperyment z zagranicznym trenerem. Teraz Holendrzy są w rozdarciu między nostalgią za rolą innowatora futbolu a rzeczywistością, w której taktyka daje przewagę. Dziś reprezentacja nie ma stylu, z którego była znana, ani wyników.

Ronald Koeman, obecny selekcjoner, zapytany na jednej z konferencji o plan na jego kadrę, dość niechętnie przyznał, że być może sposobem na osiąganie nawet tych małych celów jest dostosowanie taktyki do aktualnych możliwości reprezentacji. Tak, by nie silić się na odkrywanie futbolu na nowo, a by postawić na utylitaryzm – dostosować taktykę do piłkarzy, a nie wkładać Depaya czy Babela w buty Cruyffa, Overmarsa czy Bergkampa i liczyć, że ci będą grać tak samo, jak w latach 70., 80. czy 90.

Kadrze nie pomaga też słabość ligi, która wypadła już poza najlepszą dziesiątkę lig europejskich. Dzisiaj Eredivisie zajmuje jedenaste miejsce w rankingu UEFA. Wyprzedza ją ekstraklasa turecka, ukraińska, belgijska, portugalska i rosyjska, a ponadto oczywiście BIG5, czyli Ligue 1, Serie A, Bundesliga, La Liga i Premier League. Choć obraz zamazuje i tak wyskok Ajaksu w sezonie 2016/17, gdy klub z Amsterdamu dotarł do finału Ligi Europy, gdzie przegrał z Manchesterem United. A poza tym?

– w zeszłym sezonie Feyenoord zajął ostatnie miejsce w swojej grupie w Lidze Mistrzów, a Ajax odpadł w eliminacjach z Niceą

– dwa lata temu PSV zajęło ostatnie miejsce w swojej grupie w Lidze Mistrzów, a Ajax odpadł w eliminacjach z Rostowem

– trzy lata temu PSV doszło do 1/8 finału i odpadło z Atletico, a Ajax odpadł w eliminacjach z Rapidem Wiedeń

– cztery lata temu Ajax zajął trzecie miejsce w grupie, a Feyenoord odpadł w eliminacjach z Besiktasem

– pięć lat temu Ajax zajął trzecie miejsce w grupie, a PSV odpadło w eliminacjach z Milanem

Czyli (nie licząc obecnego sezonu) na ostatnie dziesięć prób szturmowania fazy pucharowej Ligi Mistrzów, holenderskim drużynom tylko raz udało się wyjść z grupy. W ciągu tych pięciu lata ani razu Holandia nie miała dwóch zespołów w fazie grupowej Ligi Mistrzów, bo Ajax, PSV lub Feyenoord odpadały w eliminacjach. Dopiero w obecnym sezonie PSV udało się przedrzeć przez ostatnią rundę eliminacji.

Brak wyników w Europie to w dużej mierze konsekwencja sprowadzenia się Holandii do roli dostarczyciela piłkarzy do lepszych lig. Tak wygląda wykres kwot transferowych, które przepływały między poszczególnymi ligami w latach 2010-2018:

heatmapa

źródło: www.football-observatory.com

Eredivisie, według danych sprzed sezonu, była drugą „najmłodszą” ligą w Europie. Tylko w lidze litewskiej średnia wieku piłkarzy była niższa. Holenderskie rozgrywki są też relatywnie szybko drenowane przez bogatych – zdolny wychowanek wyjeżdża z kraju zanim jeszcze osiągnie swój szczyt umiejętności. Klub z Premier League rzuca poważnymi pieniędzmi i nikt w Ajaksie, PSV czy Feyenoordzie nie myśli, czy chłopak za sezon będzie mógł pomóc swojej drużynie w walce o Ligę Mistrzów. Po prostu sprzedają, by zaraz wprowadzić do składu kolejnego młodziana. Natomiast dziś – poza wyjątkami jak van Dijk – ci młodzi, obiecujący Holendrzy nie wyrastają na piłkarzy ze ścisłego światowego topu.

Nadzieją na odbudowę holenderskiej piłki miał być projekt „Zwycięzcy jutra”. KNVB, tamtejszy związek piłki nożnej, po kompromitacji na Euro 2012 postanowił stworzyć plan naprawczy. Do dyskusji zaproszono legendy, fachowców, trenerów, ex-piłkarzy – van Bastena, Jola, van Bommela, val Galla, ten Cate’a, Brandsa… Generalnie – śmietanka myśli szkoleniowej. Wreszcie sporządzono coś na wzór raportu, który powstał pod przewodnictwem Jelle Goesa. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że wielu uczestników tamtych konferencji szybko zdystansowało się do dzieła końcowego i prosiło o to, by nie łączyć ich z tą receptą na poprawę stanu piłki. Choć KNVB próbowało sprzedawać „Zwycięzców jutra” jako dzieło przełomowe, to każdy zdawał sobie sprawę, że to kompletna klapa. Raport spotkał się z powszechną krytyką.

Wim Jonk, były dyrektor akademii Ajaksu, mówi tak: – Związek nie był wtedy zainteresowany naszymi podpowiedziami. Jaka jest recepta? Musimy wrócić do podstaw. Stworzyć piłkarzom warunki podobne do futbolu ulicznego, czyli dużo kontaktów z piłką na małej przestrzeni. Najważniejsza jest edukacja trenerów. Trenerzy młodzieżowi mają skłonność do zachowywania się i krzyczenia, jakby byli Conte albo Kloppem. Niech dzieciaki dryblują, niech popełniają błędy. Muszą się nauczyć podejmowania własnych decyzji, kreatywności. Musimy przestać ich wysługiwać i zarzynać samodzielność.

I dalej: – Co trzeba zrobić? Najpierw holenderski futbol musi zdać sobie sprawę z tego, że ma problem i zaakceptować to. Następnie zlokalizować miejsce, w którym cię boli, czyli znaleźć wadliwą część systemu. Słyszę, że reformatorzy myślą o mentalności, sile fizycznej i umiejętnościach bronienia. Owszem, to są rzeczy ważne, ale nie kluczowe w tym, że Holandia jest w tyle! W raporcie „Zwycięzcy jutra” jest jedenaście punktów, które trzeba poprawić. I żaden z nich nie dotyczy umiejętności gry w piłkę. Żaden! W Holandii wciąż mówią, że jesteśmy dobrzy technicznie i taktycznie. Nie, nie jesteśmy. Nadal się przeceniamy – mówi współautor tzw. Planu Cruyffa, który zmienił filozofię funkcjonowania akademii Ajaksu.

Czyli nie tylko nostalgia, ale i w pewnym sensie arogancja.

Dziś Holendrzy nadzieje pokładają we wspomnianym już van Dijku, 19-letnim de Ligtcie z Ajaksu, dwa lata starszym de Jongu również z Ajaksu i jego rówieśniku Bergwijnie z PSV. I albo wreszcie to pokolenie wypali, albo Holendrów czeka kryzys, jakiego nie mieli od przełomu lat 70. i 80., gdy nie pojechali na trzy wielkie turnieje z rzędu. Tylko wtedy dostać się na nie było zdecydowanie trudniej.

DAMIAN SMYK

źródła: Guardian, The Telegraph, Mykhel, Statista, FootballObservatory, Sportskeeda, The Economist

fot. główne: NewsPix

KOMENTARZE (10)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Juri

ani trochę mi ich nie żal . zawsze byli aroganccy i ze skłonnością do wywyższania się. W dodatku jeszcze na Naszym Euro robili cyrk z jakimś wydumanym rasizmem na ich treningu . bardzo dobrze że dostają porządnie po dupach to ich otrzeźwi

vladtepes

Z bardzo prostego powodu. Będąc teraz w Holandii przez miesiąc rozmawiałem z Polakiem, który żyje tam od 20 lat. To jest naród który we krwi ma handlowanie, tak było w przeszłości i tak jest dziś. Robią wszystko aby osiągnąć zysk, Np. Ajax jest na giełdzie i z tego powodu liczą się przede wszystkim dochody. Sprzedają więc wszystko co da się sprzedać zanim piłkarz zostanie wyszkolony i osiągnie pełnię umiejętności. A im szybciej tym lepiej, bo jeszcze się okaże ze zawodnik nie rozwija się tak jak miał i jego wartość spadnie.

pejsbuk

Szrot wiecie jaki.
Punkty za pochodzenie.

derlis

Przyczyna jest według mnie prosta: odchodząc z Holandii wybierają do dalszego rozwoju kluby bez ładu i składu, bądź kluby w których zwyczajnie się nie rozwiną:
– Promes sobie poszedł do przeciętnej Rosji,
– Klaassen do wiecznie nieogarniętego Evertonu,
– Depay do zniszczonego United,
– Blind j/w,
– Riedewald do corocznie grasującego w dolnej połowie tabeli Crystal Palace,
– Bazoer do kompletnie rozbitego od czasu wicemistrzostwa Wolfsburga,
– Janssen do Tottenhamu w którym za konkurencję ma Harry’ego Kane’a i chyba tylko jakiś kompletnie niepoprawny optymista (on sam?) liczył że to wypali,
– Martins Indi do rokrocznie wymieniającego pół składu Porto,
– Kongolo do rozsprzedanego Monaco,
– Clasie do Southampton,
– Hoedt j/w,
– Leroy Fer do Norwich
Można wymieniać i wymieniać, tylko nielicznym obierającym taką drogę się poszczęści (van Dijk, Wijnaldum)

derlis

Dla porównania zobaczmy do jakich klubów przechodzili w porównywalnym czasie zawodnicy np. francuscy (również transfery z rodzimej ligi):
– Varane do Realu Madryt,
– Coman do Juventusu,
– Umtiti do Barcelony,
– Dembele do Dortmundu,
– Mendy do Manchesteru City,
– Tolisso do Bayernu
– Lacazette do Arsenalu (choć raz że za późno, a dwa że w kadrze i tak jest pomijany),
– Bakayoko do Chelsea (klub wybrał dobry, ale się nie sprawdził)

marcinw13
Manchester United 1997/98

Głównym problemem Holendrów wydaje się być ich liga, która jest wydrenowana przez big5 do granic możliwości. Jak słusznie zauważono w artykule młodzi, zdolni wyjeżdżają coraz wcześniej, za coraz mniejsze pieniądze. Co więcej, holenderskie kluby wydają się już od dłuższego czasu niezainteresowane szkoleniem rodzimego narybku, zamiast tego ściągają utalentowanych małolatów z całego świata blokując tym samym młodych Holendrów. A Holandia to mały kraj w porównaniu do takiej Hiszpanii, więc i talentów pomarańczowi mają odpowiednio mniej. Wcześniej nadrabiali to świetną jakością szkolenia w klubach, a obecnie to nie jest możliwe z powyższych przyczyn. To wszystko jest konsekwencją przemiany piłki klubowej w korpo-piłkę, gdzie bardzo liczni maluczcy harują na nielicznych wielkich. Kasa misiu, kasa…

Kolejna ważna rzecz – Holendrzy, zarówno na poziomie reprezentacji, jak i ligi, są skostniali taktycznie. Świat już dawno ich rozpracował i wdrożył w życie własne, lepsze rozwiązania w organizacji gry. W zasadzie to samo można powiedzieć o ich metodach treningowych. Wcześniej przez lata słynęli ze swojego znakomitego, zunifikowanego systemu szkolenia. I teraz ta unifikacja ich położyła, bo ktoś, gdzieś przegapił moment zmiany trendów szkoleniowo-taktycznych we współczesnej piłce. I tak jak przeminęła era Mourinho, przeminęła era tiki-taki, tak już dawno przeminęła era futbolu totalnego w wykonaniu holenderskim.

I na koniec, jeżeli Holendrzy faktycznie uważają, że mają piłkarzy dobrych technicznie, to są w błędzie od dawien dawna. Nawet srebrna ekipa ze Sneijderem, Van Persim i Robbenem z wyłączeniem tej trójki to były drewniaki, silne fizycznie, świetne taktycznie, ale wciąż drewniaki, przecież taki Van Bommel mógłby gołą stopą wbijać gwoździe w beton.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Pilkarski_kibic

1982, 1984, i 86 – to jest przelom lat 70-tych i 80-tych ??! :) :)

Vooyek_Zbooyek

Pokolenie pokoleniu nierówne. W czasach od lat 90-tych mieli swoje złote pokolenie Holendrzy, mieli Czesi, Bułgarzy, Grecy teraz Chorwaci. Nasze złote pokolenie to „trójka z Dortmundu” kilka lat temu. Szykujmy się na lata posuchy.

pejsbuk

jak tak dalej pojdzie to bedziemy ogladac mecze Ekstraklasy w . wykonanu miedzynarodowki

wpDiscuz