Śląsk przegrał w sądzie z Plaku, a teraz pozwie Żelema?
Weszło

Śląsk przegrał w sądzie z Plaku, a teraz pozwie Żelema?

Śląsk Wrocław przegrał w sądzie z Sebino Plaku i będzie musiał wypłacić mu milion złotych odszkodowania. W klubie nikt nie wzbrania się przed odpowiedzialnością, słyszymy wprost, że „za błędy trzeba zapłacić”. Ale nowe władze Śląska próbują pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które naraziły spółkę na straty – czyli doprowadziły do rozwiązania kontraktu z Albańczykiem z winy klubu. Właściwie nie „osoby”, a „osobę” – Pawła Żelema, byłego prezesa wrocławian.

Konflikt  między Plaku a Śląskiem ciągnął się cztery lata. Jeśli jakimś cudem przeoczyliśmy gimnastykę, jaką nad Albańczykiem wyprawiali wrocławianie, to warto przypomnieć, bo mieliśmy wtedy do czynienia z nadzwyczajnym cyrkiem. Nawet jak na standardy polskiej piłki.

W klubie po kilkunastu miesiącach gry Plaku zorientowano się, że gość piłkę kopie słabo i wielkiego pożytku z niego nie będzie. Ale ówczesne władze nie wpadły na pomysł taki, by spróbować go sprzedać większemu frajerowi. Nie pomyślano o tym, by poszukać wypożyczeń z zobowiązaniem płacenia mu okazałej pensji. Oj nie. Śląsk wpadł na wspaniały pomysł poszmacenia piłkarza w „Klubie Kokosa”. Plaku miał siedzieć w klubie od rana do wieczora, miał biegać po parku ponad dziesięć kilometrów, miał zapieprzać na siłowni, później trenować z rezerwami i jeździć z nimi na mecze, ale… w roli widza, bo w kadrze meczowej i tak się nie znajdował. Generalnie jego ówczesny rozkład tygodnia wyglądał tak:

plaku

Każda minuta spóźnienia na zajęcia – 2o tysięcy złotych kary. Śląsk wlepiał mu kary z absurdalnych powodów. Pewnego razu piłkarz pojechał na obrady Komisji Ligi w swojej sprawie, więc siłą rzeczy nie mógł być w biurach w Warszawie i na treningu we Wrocławiu jednocześnie. Ale we Wrocławiu nikomu nie przeszkadzało to w tym, by wlepić mu karę.

Ktoś powie – skoro płacili mu kupę kasy, to mogli z nim robić co im się chciało. No własnie – nie do końca tak to działa. Plaku poszedł do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie, a ten orzekł, że umowa między nim a Śląskiem została rozwiązana z winy klubu, a zatem należy mu się odszkodowanie. Dalej Piłkarski Sąd Polubowny miał określić sumę, która należy się byłemu reprezentantowi Albanii.

No i właśnie co dowiedzieliśmy się, że wrocławianie będą musieli przelać na konto Sebino niespełna milion złotych. Wyrok jest prawomocny.

Z tego co słyszymy – nikt w Śląsku nie będzie machał szabelką i przeciągać procesu. Zresztą nie bardzo jest co przeciągać – jeśli w ciągu 30 dni klub nie dopełni zobowiązań, to dobierze się do nich Komisja Dyscyplinarna, która w wachlarzu kar ma nawet wycofanie licencji na grę w Ekstraklasie. Więc siłą rzeczy władze wrocławian wiedzą, że sprawa jest przegrana. Ale próbują ustalić winnego tej sytuacji. A właściwie już go znaleźli i prawdopodobnie będą próbowali obciążyć go częścią lub całością kary nałożonej na nią przez CAS i PSP.

Chodzi o Pawła Żelema, który miał prowadzić „negocjacje” z Plaku i który miał wydawać decyzje o tym, by Albańczyk pokornie przekonał się do obustronnego rozwiązania kontraktu lub obniżki pensji. Plaku w „New York Times” tak opisywał tamte sceny: – W sierpniu dwóch działaczy pokazało mi dokumenty, które miały być aneksem do mojej umowy. Chcieli zmniejszyć mi wynagrodzenie o ponad połowę i na decyzję dano mi 20 minut. Później prezes z tłumaczącym wszystko na angielski wiceprezesem powiedział, że jeśli tego nie podpiszę, to zniszczą mi karierę.

Żelema w klubie już nie ma, teraz jest prezesem w Piaście Gliwice. Ale z tego co słyszymy, to wkrótce Śląsk będzie chciał go obciążyć winą za spuściznę w postaci milionowej kary za traktowanie Plaku jak zabawkę. Na stronie wrocławian ukazało się nawet stosowne oświadczenie:

„WKS Śląsk Wrocław SA przyjmuje do wiadomości orzeczenie Piłkarskiego Sądu Polubownego przy Polskim Związku Piłki Nożnej w sprawie byłego piłkarza klubu Sebino Plaku.

Orzeczenie zostało wydane przez II instancję Piłkarskiego Sądu Polubownego. Tym samym klub wykorzystał wszelkie możliwości odwoławcze dostępne przed tym sądem.

Mając na względzie dobro spółki WKS Śląsk Wrocław SA, klub wystąpi na drogę sądową przeciwko Prezesowi Zarządu klubu z czasów, gdy doszło do naruszenia dóbr Sebino Plaku.”

Póki co do Żelema żaden pozew nie dotarł, natomiast wiele wskazuje na to, że wkrótce do niego dotrze. I przyznajemy, że będziemy się przyglądać się tej sprawie z zainteresowaniem. Werdykt sądu (o ile do konfrontacji prawnej ostatecznej dojdzie) odpowie na pytanie – czy szkody wynikające z niedopełnienia umów pokrywa klub? Czy jednak prezes, który tę decyzję zainicjował i zaakceptował? Z tego co słyszymy – jeśli Śląsk Żelema pozwie, ten będzie bronił się tym, że jego ruchy zostały zaakceptowane przez radę nadzorczą.

Ponad dwa miesiące temu rozmawialiśmy m.in. o tej sprawie z Dariuszem Sztylką, dyrektorem sportowym wrocławian. Wtedy Sztylka mówił tak: – Ta sprawa nauczyła nas, że skoro kontrakt został podpisany, to nie można traktować drugiej strony tak, jakby piłkarzowi nic się nie należało. Ja to szanuję. Ale ktoś popełnił błąd, za co klub mocno finansowo cierpi. Dziwi mnie jedynie, że osoby, które do tego doprowadziły, nie ponoszą za to odpowiedzialności. Ale tak jak powiedzieliście – ten trup do dziś jest w szafie i brzydko pachnie.

Śląskowi dzięki letnim czystkom w kadrze udało się odchudzić miesięczny budżet na pensje o ponad 300 tysięcy złotych (odejście Kamila Vacka, Bobana Jovicia czy Mateusza Lewandowskiego). W domu był już porządek, tymczasem przez błędy sprzed kilku lat znów w przedpokoju zaczęło śmierdzieć trupem. I aż sami jesteśmy ciekawi tego, jak ta sprawa się potoczy – czy Śląsk zapłaci ten milion, czy jednak spróbuje pociągnąć do odpowiedzialności Żelema? A jeśli spróbuję, to co orzeknie sąd?

fot. FotoPyk