Już prawie 500 minut Lewego bez gola w kadrze. Pora zacząć się niepokoić?
Weszło

Już prawie 500 minut Lewego bez gola w kadrze. Pora zacząć się niepokoić?

Robert Lewandowski od pięciu meczów dla biało-czerwonych nie potrafi trafić do siatki. Jego strzelecka niemoc trwa już prawie pół tysiąca minut (dokładnie 470). Po raz ostatni bramkę zdobył w pierwszej połowie ostatniego sparingu przed mundialem w Rosji – z Litwą. Sam „Lewy” przyznał jednak wtedy, że nieraz większym wyzwaniem dla niego i kolegów były treningi na zgrupowaniu niż to spotkanie.

Od 12 czerwca kapitan reprezentacji nie cieszył się z gola w narodowych barwach. Czy pora zacząć się niepokoić?

Fakty nie wyglądają zachęcająco. Lewandowski tylko raz podczas reprezentacyjnej kariery miał dłuższą passę bez bramki w meczach o punkty (a w omawianym okresie wszystkie takie były). Między czerwcem 2012 a marcem 2013 roku nie znalazł drogi do siatki rywali w sześciu kolejnych bojach o konkretną stawkę. Po strzale na 1:0 w meczu otwarcia Euro 2012 z Grecją, nie strzelał na tym turnieju z Rosją i Czechami oraz w eliminacjach do MŚ 2014 z Czarnogórą, Mołdawią, Anglią i Ukrainą. Przełamał się dopiero na San Marino i to po rzutach karnych. Doliczając rozegrane w międzyczasie sparingi, nie zapisał na swoje konto gola w dziewięciu meczach z rzędu, co i tak nie było rekordową niemocą, bo za kadencji Franciszka Smudy nie trafiał przez 11 spotkań. Inna sprawa, że wówczas nie pełnił jeszcze kluczowej roli w zespole narodowym i nieraz wchodził z ławki.

 – Nie przywiązywałbym większej wagi do tej statystyki. Mowa o napastniku, który już tyle razy pokazywał klasę, że nie ma co do niej żadnych wątpliwości. To kwestia czasu, kiedy będzie miał sytuacje i zacznie strzelać – mówi nam Sylwester Czereszewski.

Tak czy siak, na papierze przedstawia się to niepokojąco. A w praktyce? Nie można powiedzieć, że Lewandowski ma tu czyste papcie, że nic od niego zależało i wina leży głównie po stronie drużyny.

Z Senegalem jedyną szansą na gola był rzut wolny, który sam wywalczył. Jego strzał obronił bramkarz z ligi gwinejskiej. Z Kolumbią po dalekim zagraniu nie był może w stuprocentowej sytuacji, ale w takiej, w której od napastnika klasy światowej można oczekiwać czegoś więcej (zatrzymał go wychodzący Ospina). Oprócz tego „Lewy” nie zrobił wtedy sztycha, Yerry Mina wyłączył go z gry. A gdy na początku pojawiała się nadzieja na zrobienie czegoś konkretnego, snajper Bayernu przegrał pojedynek z ostatnim obrońcą lub fatalnie zagrywał w pole karne przy kontrze. Z Japonią pretensje mógł mieć wyłącznie do siebie, Kamil Grosicki obsłużył go idealnym podaniem, ale nie skończyło się to nawet celnym strzałem.

Pierwsza połowa z Włochami w Lidze Narodów była w tym czasie jego zdecydowanie najlepszym fragmentem w reprezentacji. Robert rozbijał obrońców, wypracował sam na sam Piotrowi Zielińskiemu, a później zaliczył piękną asystę, gdy pomocnik Napoli już nie spudłował i dobrze dołożył nogę. Po przerwie Lewandowski zgasł zupełnie. Miał utrudnione zadanie po zejściu Zielińskiego, ale też samemu w kilku momentach powinien wybierać lepsze rozwiązania. Wczoraj z Portugalią w zasadzie jedyne pozytywy w jego grze to udział przy obu golach, oprócz tego był bezradny. – Mam wrażenie, że selekcjoner Ligę Narodów traktuje jednak trochę eksperymentalnie, widać, że sprawdza różne rozwiązania. Nie mówię, że mamy przejść nad wszystkim do porządku dziennego, ale podchodziłbym do tego z rezerwą. Z Portugalią ogólnie szwankowała ofensywna gra całego zespołu. Co my tak naprawdę mieliśmy? Gola po rzucie rożnym, groźny strzał głową Bednarka po rzucie wolnym i bramkę Błaszczykowskiego po jedynej udanej akcji przez 90 minut – analizuje Czereszewski.

Trochę niepokojące jest to, że „Lewy” w LN już nawet nie dochodzi do sytuacji, co po części musi być związane z eksperymentami Jerzego Brzęczka. Duet z Krzysztofem Piątkiem nie okazał się udanym rozwiązaniem. Obaj raczej się dublowali na boisku, zamiast się wspomagać i podwajać naszą siłę rażenia. – Piątek i Lewandowski byli kompletnie odcięci od podań. Zieliński w kadrze znów grał „po swojemu”, czyli po prostu źle. Krychowiak w grze do przodu jest słaby, z całej trójki moim zdaniem najlepiej wypadł Klich, choć w tym wypadku nie znaczy to wcale, że dobrze. Piątek jest typowym lisem pola karnego. Musimy mieć podania, dośrodkowania, partnerów koło siebie, a wczoraj poza tym jednym rożnym Kurzawy napastnicy nie dostawali piłek z żadnej strefy. W pewnym momencie Robert jak za dawnych czasów cofał się głębiej i próbował rozgrywać. Widać było jego frustrację i ja ją rozumiem – tłumaczy były napastnik Legii Warszawa.

I dodaje: – Nie da się ocenić ich jako duetu, bo ten duet nie istniał. Od razu miałem przeczucie, że nic dobrego z takiego ustawienia nie wyjdzie. Gdy objęliśmy prowadzenie, napisałem smsa koledze, że i tak przegramy 2:3. Ten zdziwiony, dlaczego tak sądzę. Odpowiedziałem mu, że mało które zespoły na świecie – nawet te najlepsze – grają na dwóch napastników, którzy kompletnie się nie wracają. A co dopiero, gdy rywalem jest ktoś taki jak Portugalia. Po bramce Piątka goście zdecydowanie przyspieszyli, wzięli się do roboty i wiedziałem, że to się dobrze nie skończy. Trafiłem wynik, gorzka satysfakcja. Problem, o którym mówię, widzieliśmy przy golu na 1:2. Ani Lewandowski, ani Piątek w żaden sposób nie utrudnił dalekiego zagrania do Rafy Silvy. Jasne, zawsze można mówić, że ten nie pokrył, ten się źle ustawił, ale jeśli dostajemy w nasze pole karne dośrodkowanie za dośrodkowaniem, podanie za podaniem, to w końcu ktoś się pomyli. Grunt, żeby jak najwięcej kasować w zarodku, a przy tak grających napastnikach nie było na to szans. Stali sobie we dwóch, samotne gołąbki i patrzyli, co się dzieje. Co innego, gdy gonimy wynik, wtedy wprowadzamy drugiego do ataku, ryzykujemy. Ale nie można tak grać przez 90 minut, ciągle brakowało nam jednego zawodnika w drugiej linii. Portugalia po wyrównaniu zaczęła się z nami bawić. Obnażyła nasze braki, ale może właśnie takiego meczu potrzebowaliśmy.

Podobnie zresztą wyglądała „współpraca” nowej gwiazdy Genoi z Arkadiuszem Milikiem w spotkaniu z Irlandią, co może być pierwszym sygnałem, że Piątek najlepiej sprawdza się jako jedyny napastnik. Żeby się utwierdzić w tym przekonaniu, potrzeba jeszcze kilku prób w takich konfiguracjach, ale początkowe wrażenie nie może być inne. – Niech Piątkowi żre jak najdłużej, ale jeszcze długo niepodważalnym numerem jeden wśród napastników będzie Lewandowski. Moim zdaniem nie „stać” nas jako drużyny, żeby grać dwójką w ataku od pierwszych minut. Co oczywiście nie jest jedyną przyczyną porażki z Portugalczykami, bo każda formacja źle funkcjonowała, zawiedliśmy jako zespół. Ale jak mówię, nie robiłbym tragedii. Adam Nawałka, pomijając sam mundial, wysoko zawiesił poprzeczkę i trudno będzie komukolwiek mu dorównać – uważa 23-krotny reprezentant kraju.

Nie oznacza to, że były król strzelców Ekstraklasy w pełni rozgrzesza naszego kapitana. – Widać, że Robert nie jest w najwyższej formie i również on ma mały kryzys, nie tylko Bayern. Tacy giganci przeważnie jednak po kilku tygodniach biorą się w garść i sądzę, że tu będzie tak samo. Inna sprawa, że Lewandowskiemu w kadrze nie pomagają koledzy, większość też nie jest w gazie, do tego eksperymenty z ustawieniem i taktyką. To się skumulowało, ale nie widzę powodów do bicia na alarm w kwestii samego Roberta – podsumowuje Czereszewski.

Oby się nie mylił. Najlepiej byłoby uspokoić siebie i wszystkich obserwatorów już w niedzielę w meczu z Włochami. Inaczej wątek zaciętego magazynku w karabinie naszej gwiazdy coraz częściej będzie przywoływany. I trudno się dziwić, bo od kogo mamy wymagać najwięcej, jak nie od Lewandowskiego?

Fot. FotoPyk