Ewolucja w kadrze? Chyba ewolucja problemów
Weszło

Ewolucja w kadrze? Chyba ewolucja problemów

Z jednej strony zdawaliśmy sobie sprawę, że nie stać nas na wymianę pokoleniową, z drugiej – sam Jerzy Brzęczek zapowiadał, że większą rolę odgrywać będą przedstawiciele nowej generacji. Ewolucja zamiast rewolucji. Ale słowa słowami, rzeczywistość rzeczywistością. Zamiast świeżej krwi, mamy zakrzep. Ale w sumie czego się spodziewaliśmy? W końcu warunki mamy, jakie mamy. Boli tylko, że na tle Portugalczyków nasze nowe rozdanie wygląda jak polski Mikrus MR300 przy Bugatti Veron Cristiano Ronaldo.

Przed meczem analizowaliśmy, jak wielką przemianę względem Euro 2016 przeszła reprezentacja Portugalii. Najdobitniej obrazuje to porównanie składów z naszych dwóch ostatnich spotkań – na mistrzostwach Europy i wczoraj.

Euro 2016: Rui Patricio – Cedric Soares, Pepe, Jose Fonte, Eliseu – Renato Sanches, William Carvalho (96. Danilo Pereira), Adrien Silva (74. Joao Moutinho), Joao Mario (80, Quaresma) – Nani, Cristiano Ronaldo.

Liga Narodów 2018: Rui Patricio – Joao Cancelo, Pepe, Ruben Dias, Mario Rui – Ruben Neves, Pizzi (75. Renato Sanches), William Carvalho – Bernardo Silva (90. Bruno Fernandes), Andre Silva, Rafa Silva (85. Danilo Pereira).

Punkty wspólne? Aż pięć. Patricio, Pepe, Carvalho w pierwszym składzie, Sanchez i Pereira z ławki. Jasne, w odwodzie pozostają Ronaldo (pewnie prędzej czy później wróci) czy Guerreiro (kontuzjowany zarówno w 2016, jak i teraz), a Bernardo Silva pojechałby na Euro gdyby nie odniósł kontuzji. Ale wymianę pokoleniową i tak widać gołym okiem, i – co najważniejsze – wygląda ona naprawdę płynnie.

W kadrze – względem mistrzostw Europy – zostali jeszcze Cedric Soares i Eder, choć ten drugi raczej z braku laku, bo klasowego napastnika poza Andre Silvą nie widać. Jakkolwiek spojrzeć, z pociągu wyleciało czternastu zawodników, i to nie licząc wspomnianych Ronaldo i Guerreiro.

Fonte, Moutinho, Quaresma czy nawet Nani (niepowoływany od Pucharu Konfederacji 2017) stali się reliktami przeszłości, choć nie zakończyli reprezentacyjnych karier tak jak Piszczek, trudno też porównywać ich do Pazdana czy Mączyńskiego, którzy grali na Euro, a teraz w kadrze się nie znaleźli. Miejsce doświadczonych Portugalczyków zajęli inni – młodzi zdolni. 21-letni Dias czy jego rówieśnik Neves to najlepsze przykłady. Generalnie kilka nazwisk można jeszcze wymienić. Wiadomo, część zawodników, którzy znaleźli się w kadrze dwa lata temu, teraz nie gra z powodu problemów w klubie. Flagowym przykładem Joao Mario, który nie rozegrał żadnego spotkania w Interze.

Grzechem byłoby jednak porównywać tylko skrajności – najstarszych i najmłodszych. Na październikowe zgrupowanie pojechało szesnastu graczy, którzy na Euro 2016 nie tyle nie powąchali murawy, co w ogóle nie byli w kadrze. Niektórzy mają 25 lat, taki Rui liczy sobie 27 wiosen. Na mistrzostwa Europy nie pojechał, ale – jak widać – cały czas był gotowy, by do kadry narodowej wskoczyć.

Czy my posiadamy takich zawodników? Czy jesteśmy w stanie – nawet lekką ręką – zrezygnować z dwóch-trzech nazwisk, a zastępstwo znajdzie się samo?

No nie. Wiadomo, że nie. Tak samo wiadomo, że Portugalczycy – jak większość zachodnich nacji, a pewnie i część północnych, południowych i wschodnich – mają większe możliwości rotacji, a my nie możemy sobie pozwolić, żeby rezygnować z ogranych kart.

I niestety, wychodzi nam to bokiem. Ale co gorsza – jesteśmy do tego zmuszeni.

Błaszczykowski strzelił gola, być może niektórzy na chwilę zapomną, jaka jest jego sytuacja. Ale ile można jechać na rezerwie? Jędrzejczyk? Kolejna zgrana karta, która – z powodu bryndzy na lewej obronie – musi wracać na rękę. Mimo że najlepsze mecze w tym sezonie rozgrywał na prawej obronie i w środku, w kadrze potrzebny jest na innej pozycji.

W ogóle, wejście Błaszczykowskiego i Grosickiego jest symboliczne, bo pokazuje, że nie mamy alternatyw. Jak trwoga to do Kuby, jak trwoga to do Grosika, jak trwoga to do Jędzy.

Brzęczek próbuje, tego mu nie odmawiamy. Pojawił się Piątek, pojawił się Klich (ale dobrze byłoby, żeby zagrał coś konkretnego w meczu o punkty), pojawił się Reca (ale zniknął na włoskich trybunach), pojawiło się kilka innych nazwisk jak Szymański czy Pietrzak z Ekstraklasy. Fajnie, jednak o wymianie pokoleniowej nie ma mowy i absolutnie nie jest to wina selekcjonera. Warunki są, jakie są. Niestety, ale zgoła inne niż te Portugalczyków.

Brzęczek musi się skupić na czymś innym. Na ten moment nie stać nas na rewolucję w kontekście nazwisk, więc skupmy się na rewolucji w grze zespołu. Przede wszystkim na ewolucji postawy defensywnej, która kuleje od dłuższego czasu, a dobry mecz z Włochami nieco zaciemnił obraz nędzy i rozpaczy.

Bo można się cieszyć, że z Irlandią skutecznie zabezpieczaliśmy wolne przestrzenie, przede wszystkim na bokach obrony, ale prawdziwą weryfikacją są silni rywale. Test z Portugalią został oblany.

A pamiętajmy, jakie prawidłowości rządzą w ostatnim czasie w reprezentacyjnej piłce, czego najlepszym przykładem mundial – jeżeli nie jesteś wyrachowany, jeżeli nie jesteś solidny w defensywie, to masz piramidę problemów. Nie istniejesz.

I my wczoraj nie istnieliśmy. Nawet nie zasłużyliśmy, żeby przegrać tak nisko.

Fot. FotoPyk