Piątek niewidoczny, ale przynajmniej kontynuuje dobrą serię
Weszło

Piątek niewidoczny, ale przynajmniej kontynuuje dobrą serię

We wrześniu pominięcie Piątka w meczu z Włochami przyjęliśmy ze spokojem. Wiadomo, to były dopiero jego początki, ten wystrzał formy traktowaliśmy bardziej jako ciekawostkę. Jednak teraz, po takiej serii, po takim wkładzie w dorobek Genoi i liczbę pochwał zbieranych tu i ówdzie, brak nominacji do pierwszej jedenastki zyskałby rangę delikatnego skandalu. W Polsce nastąpiła Piątkomania. Mimo że Piątek w zasadzie w reprezentacji nie zaistniał, już zyskał pokaźne grono zwolenników. Krzysiek być może oszałamiającego występu nie zanotował, lecz przynajmniej zdobył debiutancką bramkę w narodowych barwach. 

Już od początku wyglądał dość dobrze. Albo inaczej – starał się. Kilka niezłych zrywów, a po jednym z nich oddał pierwszy celny strzał w meczu. Lekki, ale w światło bramki. Rui Patricio zbyt wielu problemów z jego obroną nie miał. Przez większość pierwszych 45 minut, nasz schemat wyglądał dość siermiężnie – laga na Piątka bądź Lewandowskiego. W szóstej minucie ten młodszy dobrze zastawił się przed Rubenem Diasem, następnie wycofał piłkę do Zielińskiego, ale akcja spaliła na panewce. Chwilę później, w analogicznej sytuacji, napastnik Genoi stracił futbolówkę.

Piątek nie zdążył nawet wywołać fali memów o swoim „kryzysie”, a już strzelił bramkę. 19. minuta, dobre dośrodkowanie Rafała Kurzawy na długi słupek, strzał głową, bramkarz Wolves zblokowany, gol. Tym samym napastnik Genoi zdobył CZTERNASTĄ bramkę w tym sezonie. Przypomnijmy – mamy 11 października. Nawet nie połowę miesiąca. Niesamowity gość. Prezes Genoi – Enrico Preziosi – już zapewne liczy pieniądze z jego przyszłego transferu.

I w tym momencie kończymy pochwały dla Piątka z pierwszej połowy. Polacy po golu spuchli, co skutkowało brakiem podań w stronę obu napastników. W niektórych momentach nie potrafiliśmy wyjść z własnej połowy. Duet z przodu próbował zmienić owy stan rzeczy, ale raczej z mizernym skutkiem. W drugiej odsłonie było zresztą podobnie. Dominacja Portugalczyków, taktyczna przepaść. Piątek miał moment, w którym dobrze się zastawił, następnie zgrał do Zielińskiego, ale nic więcej. Z niesmakiem oglądaliśmy ten mecz. W naszych coś drgnęło od 70. minuty. Goście spuścili z tonu, ponieważ wygrywali 3-1 i tu nie ma co się dziwić. Kuba zdobył bramkę kontaktową, bez zbyt dużego udziału napastnika Genoi.

Trudno ocenić nam występ Krzysztofa Piątka. Fakt, bez jego trafienia wynik mógłby być jeszcze gorszy, ale z drugiej strony od pamiętnej 19. minuty narzucił na siebie pelerynę niewidkę. Przesuwał, pressował i tu jego działania kończyły się. Zdecydowanie na plus należy zaliczyć debiutanckiego gola. Napastnik dobrze zachował się w polu karnym, znowu wyszła jego kapitalna czutka w szesnastce rywala. Bramka, jedna z wielu, które – miejmy nadzieję – jeszcze zdobędzie z orzełkiem na piersi. Następna okazja? Już w niedzielę, przeciwko Włochom. Takie okoliczności Krzysiek wręcz uwielbia.

fot. FotoPyK