Kim jest Kibu Vicuna – nowy trener Wisły Płock?
Weszło

Kim jest Kibu Vicuna – nowy trener Wisły Płock?

Jeśli z nowym trenerem nie zrobimy progresu, położę swoją głowę – odważnie zadeklarował na Twitterze dyrektor sportowy Wisły Płock Łukasz Masłowski. Już wiemy, że zatrudnił człowieka, u którego właśnie słowo „progres” jest wpisane w trenerskie DNA. To Jose KIBU Antonio Vicuna. Kolejny hiszpański wynalazek? Czy kibice Wisły Płock mają się obawiać, że w kryzysie postawiono na obcokrajowca? To nie Kiko Ramirez czy Angel Perez Garcia. Też Hiszpan, ale od 11 lat będący przy Ekstraklasie. Perfekcyjnie mówiący w naszym języku. Zakochany w Polce – Kasi. Posiada też polskie obywatelstwo. Człowiek łączący naukę u Lopeteguiego i Bielsy czy wychowawca Azpilicuety, Monreala i Raula Garcii z jedenastoletnim rozeznaniem w polskiej piłce. 

Miał kilka lat, kiedy na podwórku prosił starszych kolegów o dołączenie do gry w piłkę. Jednym z proszonych był między innymi obecny trener Realu Madryt, Julen Lopetegui.  – Pamiętam Kibu od małego, byliśmy dzieciakami i graliśmy razem w piłkę. On był ode mnie młodszy, ale zapamiętałem go jako zakochanego w futbolu. Był młokosem. Nie dawaliśmy mu za bardzo pograć, bo był od nas wszystkich mniejszy. Mimo to pokazywał ogromną chęć do gry – wspomina Lopetegui w klipie przedstawiającym wizję futbolu Kibu Vicuni na jego stronie internetowej kibu.es. Rodziny Vicuni i Lopeteguiego znają się od lat. A większych nazwisk, z którymi miał styczność Vicuna jest sporo. Bo wiedzę zdobywa się nie tylko z książek i internetu, a przede wszystkim ze świata.

Kibu przyglądał się między innymi pracy Marcelo Bielsy w Athleticu Bilbao. Jak opowiada – całe treningi u Bielsy prowadzi jego sztab szkoleniowy, a on chodzi wokół boiska i obserwuje. Kwadrans przed rozpoczęciem zajęć wszystko jest przygotowane, a boisko wygląda jak lotnisko – jest pełne sprzętu, profesjonalizmem pachnie jak czekoladą w fabryce Wedla.

Vicuna był też w Atletico Madryt, gdzie oglądał z bliska treningi Diego Simeone. Na rozmowę spotkał się tam między innymi z Profe Ortegą, czyli Oscarem Ezequielem Ortegą del Rio, trenerem przygotowania fizycznego Atleti. Człowiekiem, o którym w Hiszpanii mówią, że on trenuje ciała, żeby Diego Simeone mógł trenować głowy. Był też u Mauricio Pellegrino w Alaves czy na stażu w Hercie Berlin. Jednak najbliżej drużyny dopuścił go oczywiście kolega z dziecięcych lat, gdy prowadził Porto. Julen Lopetegui codziennie z nim przebywał, rozmawiał o futbolu, pozwolił być w samym środku drużyny podczas treningów.

A jak zaczynał? Od 16 roku życia trenował dzieci, łącząc to ze studiami. W Hiszpanii nie było tak łatwo studiować AWF, w wielu miastach brakowało sportowych uczelni. Kibu studiował na uczelni z prawem i dziennikarstwem, wybrał to drugie. Odbył praktyki w największej gazecie w Pampelunie oraz poleciał na staż w magazynie ekonomicznym do Argentyny. Grał też w drużynie uniwersyteckiej w Nawarze. Kiedy ukończył studia, wziął się za prowadzenie drużyny, miał wówczas 25 lat. Szybko zrobił kurs UEFA B, potem UEFA A i UEFA Pro. Ten ostatni ukończył w 2002 roku. Zajął się pracą z młodzieżą w Osasunie, gdzie poznał się z Janem Urbanem. Vicuna trenował juniorów młodszych, a Urban juniorów starszych, a następnie rezerwy. Mieli kontakt, ale pracowali oddzielnie. Jan Urban zadzwonił do niego w 2007 roku i zaproponował pracę jako drugi trener w Legii. Potem pracowali w Zagłębiu Lubin, ponownie w Legii, Osasunie, Lechu Poznań i Śląsku Wrocław. Piłkarze mówią, że Kibu był łącznikiem między Urbanem, a drużyną. Rozmawiał dużo z zawodnikami, chciał znać ich problemy i przekazywać bodźce oraz wiedzę potrzebną do indywidualnego rozwoju. Jednak hiszpańskie przysłowie mówi: „Lepiej być głową myszy niż ogonem lwa”. Stąd chęć samodzielnej pracy.

Jedna z ciekawszych ofert przyszła z litewskiego FK Troki, zespołu startującego w eliminacjach Ligi Europy, jednak na Litwie skazywanego na szybkie odpadnięcie. Z każdym kolejnym meczem Vicuni w roli trenera, kibice doznawali coraz bardziej emocjonujących meczów. Jego zespół najpierw ograł Cefn Druids z Walii – raczej norma. Potem pokonał na wyjeździe Irtysz Pawłodar i awansował dalej – to było już zaskoczenie. Spójrzmy na bilans Irtyszu u siebie w pucharach – 5 wygranych, remis, porażka. O tym stale przypominanym „trudnym terenie” przekonała się Jagiellonia czy Crvena Zvezda. W końcu Troki trafiły na Partizan Belgrad. Bukmacherzy nie dawali im żadnych szans, płacili 10 zł za każdą postawioną złotówkę na awans Litwinów prowadzonych przez Kibu Vicunę. Niespodzianka było blisko – po przegranej 0:1 w pierwszy meczu, Troki prowadziły takim samym stosunkiem w rewanżu. Serbowie zdołali jednak wyrównać i przygoda pucharowa się zakończyła. W lidze Kibu poprowadził Troki w 9 meczach – wygrał 5 z nich, 2 zremisował i 2 przegrał. Zostawia drużynę na czwartym miejscu w tabeli, uskrzydloną po ostatnim zwycięstwie z Żalgirisem Wilno.

Zrzut ekranu 2018-10-10 o 18.04.34

Zrzut ekranu 2018-10-10 o 18.25.54

Vicuna co jakiś czas wylatywał z Litwy na nieco ponad 24 godziny, żeby odbyć całodniowe szkolenie w Madrycie. Wykształcenie to słowo, które musi paść w tekście o nowym trenerze Wisły Płock. Kurs UEFA Pro to jedno, natomiast hiszpańska federacja daje trenerom możliwość pójścia jeszcze dalej. Konkretnie chodzi o kurs UEFA Master dla grupy 40 trenerów. Wśród nich jest Vicuna, który ukończył kierunek przygotowanie fizyczne, a teraz kończy analizę taktyczną i scouting. Można oczywiście pomyśleć, że takie kursy są dobre do pokazania papierka czy dopisania sobie dwóch haseł na wizytówce, ale tak naprawdę chodzi o coś zupełnie innego. O kontakt z topowym futbolem. Na UEFA Master przyjeżdżają tacy ludzie jak Monchi (dyrektor sportowy Romy), Carles Planchart (analityk Pepa Guardioli w Manchesterze City), Javier Minano (współpracownik Vicente Del Bosque podczas wygranych przez Hiszpanów mistrzostwa świata i Europy) czy pierwsi trenerzy klubów La Liga. Wszystko wedle opinii, że najlepszy nauczyciel to taki, który jest równocześnie najlepszym uczniem. Na marginesie – wychowankami Vicuni z zespołów juniorskich są Cesar Azpilicueta, Nacho Monreal, Javi Martinez czy Raul Garcia. Kibu do teraz utrzymuje z nimi stały kontakt.

Nauka od ludzi z wielkiej piłki nie zawsze wygląda tak jak moglibyśmy sobie wyobrażać… Wyjątkiem był Roberto Martinez, obecny selekcjoner reprezentacji Belgii, zresztą brązowy medalista mundialu. Na konferencji dla trenerów 3 lata temu zaczął wykład gorzej niż Victor Valdes mecz Real – Barcelona w 2011 roku, kiedy Benzema pokonał go w 1. minucie. Otóż wszedł na scenę i… nie wiedział, co powiedzieć. Przez chwilę powtarzał banały, był całkowicie pogubiony w myślach, aż wypalił: „Bardzo dziękuję hiszpańskiej federacji za zaproszenie, przepraszam was wszystkich, ale nie jestem przygotowany”. I zszedł ze sceny. Cała sala, w tym Kibu Vicuna, zaczęła bić mu brawo dla otuchy, ale był to moment, który pokazał, że i ludzie z topu mają gorsze dni.

Kibu powtarza, że jego zespół trenuje tak, jak ma grać. Intensywnie, z dużą dawką dynamiki, każdy trening na maksa. Ale jednocześnie podkreśla, że zaangażowanie ma być normą, a nie czymś, za co przede wszystkim chwali się piłkarzy. Bo najważniejsza jest przecież jakość, z jaką wykonują kolejne ćwiczenia. Oczywiście nie przesadzajmy, to nie tak, że każde przyjęcie piłki powinno być dryblingiem. Po prostu piłkarz ma dawać z siebie wszystko, co ma najlepszego. Często powtarzana przez Mateusza Borka teoria – że polski piłkarz nie gra za granicą, bo może poradziłby sobie w sobotę, ale na mecz w weekend musi sobie zapracować zapieprzaniem i udowadnianiem wyższości nad rywalem w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek i piątek – wpisuje się w trenerskie DNA Kibu Vicuni. Hiszpan nie toleruje odpuszczania w defensywie i nieróbstwa.

Kibu to osoba, która nie odpala trybu Niagara i nie leje wody aż miło. W swojej pracy kieruje się logiką, dlatego zawsze stara się wytłumaczyć, co robi i dlaczego. Czy będzie otwarty na konferencjach prasowych? W Polsce po porażkach często słyszymy banały. Słowa mielone przez trenerów wyłącznie dla uspokojenia, jak guma przez Sir Alexa Fergusona. Vicuna nie lubi gadania bzdur, jego filozofią jest tłumaczenie, przede wszystkim piłkarzom w szatni. Od niego zawodnicy będą słyszeli prawdę,niezależnie od tego, czy grają, czy nie. Rezerwowi nie będą chowani do szafy, tylko śmiało będą mogli go spytać, co mają poprawić, żeby wrócić do gry. Niby norma, ale na pewno nie u każdego trenera.

Paul Samuelson powiedział kiedyś: “Inwestowanie powinno być raczej jak oglądanie schnącej farby lub rosnącej trawy. Jeśli chcesz emocji, weź 800 dolarów i ruszaj do Las Vegas”. Prezes Jacek Kruszewski i dyrektor Łukasz Masłowski to rozumieją i nie szarpali się z księgową o nazwisko trenera z pierwszych stron gazet. W mediach wśród kandydatów padali Radosław Sobolewski czy trener Rakowa Marek Papszun. O Kibu Vicuni nie było mowy. Pracuj w ciszy, niech efekty robią hałas, chciałoby się powiedzieć.

Samuel Szczygielski