post Avatar

Opublikowane 10.10.2018 10:17 przez

redakcja

Tadeusza Pawłowskiego życie doświadczyło bardzo mocno – siedem lat temu zmarł jego syn Paweł, młodszy syn Piotr wymaga całodobowej opieki i dzień po dniu walczy o powrót do zdrowia. A mimo to trener Śląska jest jednym z najbardziej pogodnych trenerów. I pewnie to właśnie ten uśmiech, który nie schodzi z jego twarzy, powoduje, że jest postrzegany jako szkoleniowiec miękki i uległy. – Tak mówią ludzie, którzy mnie nie znają. Nie będę nikomu na siłę udowadniał jaki jestem naprawdę. Ale wiem, jak jestem postrzegany. Nawet prezes klubu zdziwił się, gdy po rurach w klubie niosła się moja ostra rozmowa z zawodnikami w szatni – uważa.

***

Jest pan jednym z tych trenerów, o których częściej mówi się „miły, sympatyczny, uśmiechnięty”, a nie „dobry, punktujący, z sukcesami”.

Nie jest mi z tym przyjemnie. Ludzie nie znają mnie od tej zawodowej strony.  Sporo dziennikarzy tak pisze, ale nie są na treningach, nie widzą  tego jak prowadzę grupę i jak zarządzam zespołem. Trenerzy, kierownik, fizjoterapeuci – zarządzam nimi. Jeśli ktoś publicznie nie krzyczy i nie przeklina, to ma łatkę trenera miękkiego, który trenuje uśmiechem?

Ale wie pan, że taka łatka została panu przyklejona.

Wiem.  Że miękki, że się uśmiecha, a na trenera trzeba kogoś, kto smaga biczem. Ale powiem tak – ja jestem bardzo dobrze wykształcony i życie też mnie doświadczyło. Wiele w życiu widziałem – treningi Bayernu Monachium, przygotowania reprezentacji Hiszpanii do mistrzostw Europy i mundialu, również treningi Borussii Dortmund i Liverpoolu. Mogłem podejrzeć wielkich trenerów. I wiem, że praca trenera nie polega na krzyku.

Uśmiech jednak panu i tak towarzyszy.

I to od dzieciaka. Jak się nie uśmiecham, to ludzie się pytają – „Tadek, coś ci jest? Wszystko w porządku”? Po meczu w Białymstoku ludzie z klubu pytali „takie zwycięstwo, a pan taki poważny i bez uśmiechu?”.  A po prostu telewizja pokazywała mnie wtedy, gdy akurat się nie uśmiechałem.

W sytuacjach, gdy muszę być stanowczy, to robię to, co trzeba. Było wiele takich przypadków – także w Śląsku. Sebastian Mila, ostatnio Arek Piech wysłany do rezerw…

Wcześniej do rezerw wysyłał pan też chociażby Tadeusza Sochę i Wojciecha Pawłowskiego.

Dokładnie. Więc to nie jest tak, że jestem miękki i tylko poklepuję piłkarzy po plecach. Albo słyszę, że „Pawłowski to trener od młodzieży”. Przecież jako trener pracuje od 1988 roku. I w tym czasie tylko przez sześć lat pracowałem z juniorami, a poza tym to była wyłącznie praca z seniorami. Zresztą w klubach zawodowych zajęcia w zespołach U17 i U19 niewiele różnią się od tych, które przeprowadza się w drużynach seniorskich.

Czyli łatka wesołego misia-maskotki jest pana zdaniem niezasłużona?

Ci, którzy ze mną pracują na co dzień wiedzą, że to ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Stara się pan tę łatkę odklejać?

Nie, nie myślę o tym, za dużo mam roboty, by skupiać się na takich rzeczach. Nie będę nikomu na siłę udowadniał jaki jestem naprawdę. Ale wiem, jak jestem postrzegany. Nawet prezes klubu zdziwił się, gdy po rurach w klubie niosła się moja rozmowa z zawodnikami w szatni. Było ostro. Nie będę się sztucznie zmieniał, nie będę cudował pod publiczkę. W Białymstoku pod moją wodzą Śląsk wygrał 50. mecz, a to chyba całkiem niezły dorobek, skoro tych spotkań w roli trenera Śląska mam nieco ponad sto. Czyli wygrywam z zespołem prawie co drugi mecz. Do tego wejście do TOP4, gra w europejskich pucharach, zdobycie nagrody trenera roku 2014.

Wygodnie wymienia się sukcesy, ale słabe momenty też były. Po początku tego sezonu zrobiło się gorąco?

Wyniki były słabe. Nastąpiła pewna wymiana kadry. Odeszli doświadczeni piłkarze, w ich miejsce sprowadziliśmy młodzież z I ligi, Farshada, Wojtka Gollę, później dotarł do nas Łukasz Broź, po kontuzji był Cotra. Teraz ten skład się wyklarował, nowi piłkarze zaczęli rozumieć jak chcemy grać. Po dobrej grze w grupie spadkowej w tamtym sezonie chciałbym, żebyśmy zrealizowali swoje założenia. Nie krzyczeliśmy przed sezonem, że idziemy po mistrzostwo. Znamy swoje ograniczenia. Celujemy w górną ósemkę, a może i w coś więcej.

Mówiąc „znamy swoje ograniczenia” ma pan na myśli finanse?

Latem pożegnaliśmy kilku zawodników, dzięki czemu klub co miesiąc oszczędza między 350 a 400 tysięcy złotych. Niech to będzie wymowne.

Dalej zwraca się pan do piłkarzy per „chłopcy”? Nawet w trakcie rozmowy tej użył pan tego sformułowania.

Ale to jak się zapędzę, bo już kilka osób mi to wypominało, więc staram się unikać mówienia o zawodnikach „chłopcy” (śmiech). Ale powiem z czego to wynika – pracowałem te 30 lat w Austrii i Szwajcarii. Tam nikt nie ma problemu ze zwracaniem się do piłkarzy w ten sposób. Jest zespół Young Boys i ktoś się tam obraża? Albo w Anglii bardzo popularne jest używanie przez trenerów słowa „guys” albo „lads”. No i ja mam – czy miałem – to swoje „chłopcy”. Bo to mój zespół, identyfikuję się z tym. Teraz zwracam już uwagę, by tak nie mówić, bo mi dokuczają tymi „chłopcami”. Ale na Zachodzie nikt na to nie zwrócił uwagi.

Pytam o to, bo Peter Crouch powiedział niedawno fajną rzecz – że piłkarze to dzieciaki, tylko z rozwiniętymi pewnymi umiejętnościami fizycznymi. Coś w tym jest?

No tak, to są mężczyźni, ale mają w sobie cząstkę dziecka. Nawet jak na treningu zorganizujemy jakieś zabawy, to oni się bawią tym, cieszą jak takie maluchy z przedszkola. Wiadomo – tutaj w zespole traktuje się to jako pracę, natomiast dzieci w tych najmłodszych kategoriach wiekowych poprzez takie zabawy zachęcamy do uprawiania sportu. Piłkarze, dorośli mężczyźni, robią to zawodowo. Fajna sprawa – bawisz się, cieszysz i zarabiasz za to pieniądze.

A zgodzi się pan z tezą Mariusza Stępińskiego, że w Polsce zachłysnęliśmy się treningami mentalnymi i dietą bezglutenową, a za mało jakości jest w zwykłym codziennym treningu piłkarskim? W Ekstraklasie zdarzają się piłkarze, którzy wyglądają jak gladiatorzy i do poduszki słuchają wykładów motywacyjnych, a nie potrafią prosto kopnąć piłki. Nakrywają ich goście z brzuszkiem, którzy na balkonie mają popielniczkę do papierosów.

W życiu jest miejsce na piwo, na frytki i golonkę, ale musisz wiedzieć w jakiej dawce i kiedy. Niuanse w treningu są jednak piekielnie ważne. Jeśli jesteś zawodowym piłkarzem, a nie wiesz co zjeść na śniadanie i ile godzin snu potrzebujesz, to zapomnij o sukcesie. Uważam, że zawód piłkarza to jeden z fajniejszych zawodów na świecie: wielkie zainteresowanie i na dodatek, w porównaniu do sportowców z innych dyscyplin, zarabia się znacznie lepiej. I wcale nie musisz być mistrzem świata, by ustawić sobie życie po karierze. Jako piłkarz musisz to uszanować. Zacznij od najprostszego –  przygotuj się do treningu – mentalnie i fizycznie. Spotkałem też piłkarzy, którzy bali się wysiłku. No błagam… Rozpisaliśmy ze sztabem mocniejszy trening, a on pyta „a na co to, a czy trzeba tak intensywnie?”. To jest problem i może Stępiński ma rację, że może to różni naszą ligę od zachodniej. Natomiast nie bagatelizowałbym diety czy psychologa. Mając takie możliwości, to aż żal nie skorzystać z pomocy fachowców, którzy mogą pomóc ci w rozwoju swoich umiejętności.

Nadal zakazuje pan picia coca-coli?

Nie.

Bo sam pan zaczął pić?

Nie! Kiedyś faktycznie zakazywałem. Ale wytłumaczę o co chodzi – coca-cola ma dużo cukru i odbudowuje glikogen, który dodaje energię mięśniom i pomaga w regeneracji. Ale ma wiele składników, które szkodzą. Przy pierwszym podejściu do Śląska zakazywałem, dzisiaj już się nie wtrącam. Czasami widzę jednego czy drugiego ze słodkim, gazowanym napojem i lampka mi się w głowie zapala, ale już ich za to nie ścigam. I tak ich nie damy radę kontrolować poza treningiem. Jak będzie chciał, to się napije w mieszkaniu. Jeśli ktoś sam nie podejdzie do tego świadomie, to sam sobie szkodzi.

Który z piłkarzy, których pan prowadził, był najdojrzalszy?

Trudno wymienić jednego. Na pewno w tym moim pierwszym podejściu do Śląska znalazłoby się kilku – Sebastian Mila, Dalibor Stevanović, Przemek Kaźmierczak.

Ale dojrzali mentalnie? Bo mówimy, że to często dzieci.

Sebek Mila to bardzo inteligentny facet, ale też wiemy, że popełniał błędy. Ja mu kiedyś powiedziałem „Sebastian, ty nigdy nie będziesz trenerem, bo nie lubisz systematycznej, żmudnej, konsekwentnej pracy”. A tak pracuje trener – to jest żmudna robota, dzień po dniu. Sebastian to taki kolorowy ptak, piętnaście pomysłów na minutę, frywolny. Może jako agent piłkarski by się sprawdził. Teraz widzę, że świetnie realizuje się jako dziennikarz i może to jest jakaś opcja.

Dalibor z kolei był o tyle cenny, że bardzo zgrabnie spajał szatnię. Gdy obejmowałem zespół po trenerze Levym, to mieliśmy w zespole wielu obcokrajowców. On to cementował – piłkarzy zagranicznych z Polakami. Tak, o nim na pewno mogę powiedzieć, że to dojrzały facet.

Kaźmierczak wówczas był u schyłku swojej kariery, leczył urazy, ale on też miał autorytet. Nieprzypadkowo, bo przecież widział jak wygląda wielki futbol w FC Porto. Z nimi fajnie mi się pracowało, szybko znaleźliśmy wspólny język.

Z Milą to nie tak szybko.

To prawda, mieliśmy konflikt, ale Sebastian już po wszystkim przyznał mi rację. Podziękował, przyniósł koszulkę. Nie chcę uznawać się za architekta tego sukcesu, ale znamy historię – Sebastian schudł, wrócił do formy, a golem strzelonym Niemcom zapisał się na kartach polskiej piłki.

A ma pan coś sobie do zarzucenia w kwestii podczas pracy we Wrocławiu? Niekonsekwencję, zachowanie wbrew swoim zasadom…

Chyba wiem do czego pan pije.

Piję do sytuacji, gdy pozwolił pan zwolnić sobie pół sztabu i w ten sposób „kupił” pan sobie niejako kolejny miesiąc pracy w Śląsku, bo później i pana wycięto ze stanowiska.

Do dzisiaj leży mi to na sercu. Powinienem zrezygnować z pracy zaraz po tym, gdy zaczęto mi zabierać mi ludzi ze sztabu. To był mój największy błąd podczas pracy w Polsce. Drugi tak wielki to pozwolenie na to, by uszczuplić kadrę – odszedł Mila, bracia Paixao, Stevanović, Kelemen, później Pich. To była rozbiórka Śląska i nikt nie rozumiał, że albo trzeba tamtą drużynę wzmocnić piłkarzami podobnej jakości i utrzymać oczekiwania, albo nastawić się na okres przebudowy. A przy pierwszym kryzysie po tej rozbiórce wyciągnięto ręce, by dobierać mi się do sztabu, a ostatecznie zwolniono też mnie. Gdybym był bardziej stanowczy w utrzymaniu tamtej kadry, to mogłoby się to potoczyć znacznie inaczej.

Przylgnęła do pana łatka trenera-strażaka. Ona też pana denerwuje, tak jak ta „miłego, sympatycznego trenera od młodzieży”?

Ja bym tego tak nie ujął. Przychodziłem do Śląska po trenerze Levym, gdy zespół był na trzynastym miejscu i było naprawdę źle…

Czyli był pan strażakiem. W Wiśle Kraków to samo. Teraz zmieniając trenera Urbana też.

No tak, ale każdy ten przypadek się różnił. No bo to pierwszej podejście do Śląska – utrzymałem zespół, później zająłem czwarte miejsce i zostałem trenerem roku. Wtedy byłem jeszcze „trenerem-strażakiem” czy już „trenerem-budowniczym”? Przypominam sobie mecz z Celje w pucharach. Spojrzałem na ławkę, a tam Pałaszewski, Idzik, Wrąbel, Dankowski… Sama młodzież! I to co powiedziałem – nastąpiło odchudzanie kadry. Dzisiaj w Śląsku sytuacja jest inna. Utrzymaliśmy się, dobrze zagraliśmy w grupie spadkowej. Teraz na początku sezonu był czas przebudowy, doszli zawodnicy z I ligi. Czy ten skład jest już wyklarowany? W dużej mierze tak. Defensywa jest ustabilizowana. Piecha i Robaka musieliśmy zaadoptować do lepszej pracy w pressingu i obronie. Dlatego też wbijałem im takie szpileczki psychologiczne – raz grał jeden, raz drugi. Budujemy nowych piłkarzy, którzy przyszli latem. Budujemy Farshada, Pałaszewskiego. Wkomponowaliśmy Wojtka Gollę, Łukasza Brozia. Czyli może jednak Pawłowski-budowniczy?

Jeszcze a propos tego strażaka… Nasz kierownik drużyny Andrzej Tkaczyk jest byłym strażakiem. I prosił, żebyśmy pojechali do komendy, bo kibicowali tam Śląskowi i chcieli się ze mną spotkać. No i pojechałem. Dostałem nawet taki strój strażacki ze swoim nazwiskiem, więc pasowałoby idealnie pod tę tezę, że prezesi biorą mnie tylko po to, bym gasił pożary (śmiech). Teraz ważne jest wejście do pierwszej ósemki, bo dałoby nam spokojną pracę. Z prezesem i radą nadzorczą ustaliliśmy, że ta górna ósemka to nasz cel.

I wydaje się, że z tą kadrą grupę mistrzowską powinniście osiągnąć dość spokojnie.

Powiem tak – do tej pory nie spotkałem trenera, który powiedziałby, że Śląsk gra słabo piłkarsko. Irek Mamrot powiedział, że pozycja w tabeli nie odzwierciedla tego, jaki futbol prezentujemy. To samo usłyszałem ze strony sztabu Piasta Gliwice. Podobnie było po spotkaniu z Wisłą Kraków.

Ale na koniec wszyscy patrzą na punkty.

Oczywiście! Przecież ja nie pójdę do prezesa i nie powiem „może i punktów nie ma aż tyle, ale zobacz jak fajnie gramy!”. Na początku sezonu zrobiło nam się manko i widziałem już, że niektórzy przebąkiwali o tym, że z Pawłowskim trzeba się żegnać. Zwycięstwa z Jagiellonią i Piastem poprawiły nie tylko atmosferę, ale też były namacalnym dowodem na to, że idziemy w dobrą stronę. Podgoniliśmy, ale też nie ma czym się zachwycać, bo nadal jesteśmy w dolnej połowie tabeli.

Co jest trochę obrazem tego, że mocno zdziadział ten Śląsk, bo przecież chwilę temu byliście mistrzem, później graliście w pucharach, a dzisiaj trzeci raz z rzędu grupa spadkowa i średnia frekwencja w okolicach 10 tysięcy kibiców.

Pierwszym krokiem do odbudowy klubu była zmiana polityki budowania drużyny. Mieliśmy drogi zespół. Nawet bardzo drogi. Piłkarze kosztowali wiele, ale nie spełniali oczekiwań – mieliśmy z tego powodu złą prasę, a ludzie nie pokładali nadziei w ten projekt, co było równoznaczne ze spadająca frekwencją. Latem się odchudziliśmy. Ściągnęliśmy trzech zawodników rutynowanych – Brozia, Gollę i w pewnym sensie Farshada, który w lidze irańskiej miał uznaną markę. Do tego młodzież – Szczepan, Gąska, Łabojko i Radecki. Poszliśmy w tym kierunku i od początku mówiliśmy wprost – gra będzie pełna wzlotów i upadków, bo to cena za wprowadzenie tych młodych chłopaków – Łabojko złapał uraz, później anginę i chciał szybko nadrobić zaległości, co przekładało się na nerwowość. Gąska ma umiejętności techniczne, ale musi zrozumieć, o co chodzi w bronieniu. Radeckiemu wciąż szukamy optymalnej pozycji, bo grał u nas już na szóstce, ósemce i dziesiątce. Szczepan nie zadebiutował, ale jest bliski gry. Wprowadziliśmy Pałaszewskiego, który jeszcze rok temu grał w IV lidze. Może poziom się nieco obniżył, ale ci chłopcy rosną z tygodnia na tydzień pod względem piłkarskim.

To nasza inwestycja. Trzeba ten czas przetrwać. Ja wiem, że wyniki są najważniejsze. W Polsce nie jest łatwo budować długofalowo, tutaj trzy słabsze mecze i już atmosfera robi się gęsta. W innych krajach jest inaczej – Jurgen Klopp nie wygrał pierwszych ośmiu czy dziewięciu meczów na początku swojej kariery, a później mu to zaskoczyło. W tej chwili jesteśmy na etapie takim, że trudny okres przetrwaliśmy i teraz powinna nastąpić stabilizacja naszej lepszej gry. I stabilizacja pracy, bo mam kontrakt do 2020 roku. Chciałbym go wypełnić. Wracając do tego wątku o tym, że jestem z Wrocławia – dlatego tak bardzo zależy mi na tym, by było tu dobrze nie tylko dziś, ale i jutro, pojutrze. Mamy sztab, który dałby się pokroić za Śląsk. Krzysiek Osiński, Paweł Barylski, Michał Polczyk, Łukasz Czajka – to nie jest tak, że wpadliśmy tu na chwilę, tylko bardzo zależy nam na tej długoterminowości. Byłoby mi strasznie żal, gdybyśmy zaprzepaścili taką szansę.

Mówiliśmy o tym uśmiechu, który nie schodzi panu z twarzy. Zastanawiam się skąd w panu tyle pogody ducha, bo przecież mocno dostawał pan od losu po dupie.

Dostałem, dostałem…

Znam osoby, które po stracie dziecka się załamały. Pan stracił syna Pawła, w drugi syn Piotr o śmierć się otarł.

Strata Pawła i choroba Piotra były potężnymi ciosami. Piotrek wymaga codziennej, całodobowej opieki. Nieoceniona jest w tym wszystkim pomoc mojej żony, która jest przy Piotrze. Zatrudniamy też pielęgniarkę, która odciąża nas od wielu spraw. Piotra czeka jeszcze jedna operacja, musi mieć plastycznie wyrównaną zapadniętą czaszkę. To się wiążę z narkozą, więc lekarze boją się zarazków z rur operacyjnych. On tych operacji przeszedł już z osiem albo dziewięć. Żona z synem są teraz w Austrii, tam mamy mieszkanie i w sumie mogę się skoncentrować na pracy.

Pracą przykrywać trudne momenty?

Pochodzę z robotniczej rodziny. To nie było życie w luksusie, zresztą jak w prawie każdym domu wówczas. Raz w roku dostawaliśmy pomarańcze pod choinkę, pamiętam to do dzisiaj. Wyniosłem z  domu etos pracy. Do wszystkiego doszedłem dzięki pracy, a nie dlatego, że ktoś otwierał mi furtkę na skróty i wpuszczał bokiem. Byłem pierwszym członkiem rodziny, który skończył studia. Za dzieciaka poszedłem do Pafawagu Wrocław, trenowali tu niedaleko Oporowskiej. Trzecioligowy klub. Jako 11-latek byłem mały, cherlawy i mnie nie przyjęto. Załapałem się dopiero wtedy, gdy ktoś im wypadł. Wszedłem tam do gry i zostałem. Dostałem się do reprezentacji Dolnego Śląska, później do reprezentacji Polski. Zaczynałem u trenera Szczechowicza, później u trenera Strejlaua. Szybko się ożeniłem, bo jako 19-latek.  Robienie kolejnych licencji trenerskich też kosztowało, bo trzeba było latać do Warszawy na kursy. UEFA Youth robiłem już w Austrii, to było piętnaście modułów po cztery dni… Pisanie pracy też mnie dużo zdrowia kosztowało, schudłem kilka kilogramów z nerwów podczas przygotowań do obrony.

Te wszystkie małe sukcesy budowały moją stabilizację. Ona kilkukrotnie się zachwiała i to bardzo mocno, bo ciosy w rodzinę są najgorsze. Moja rodzina ucierpiała bardzo mocno.

Wrocław daje panu spokój? Wielu trenerów nie chce trenować zespołów, z którymi są blisko związani emocjonalnie, bo przygniata ich to, że nie mają dokąd uciec z myślami. Dom jest zaraz obok pracy.

Ja mam odwrotnie. Wrocław daje mi siłę. Odskocznią jest Austria, gdzie byłem długo i gdzie mam azyl, bo tam z rodziną jesteśmy przez kilka tygodni w roku. We Wrocławiu nie spotkałem się z sytuacją, bym spotkał na mieście kibica i on odezwałby się do mnie wulgarnie. Jeśli było źle, jak pół roku temu, gdy spadek zajrzał nam w oczy, to zauważałem tylko troskę. Na mieście słyszałem „Teddy, co będzie z tym Śląskiem”, a nie „Teddy, spieprzyłeś robotę, wynoś się”. Chciałbym tu pracować jak najdłużej. Wrosłem w to miasto, pracowałem na swoje nazwisko we Wrocławiu.

Jakie jest pana największe marzenie?

Żeby Piotrek był zdrowy.

ROZMAWIAŁ DAMIAN SMYK

***

„Smykałka” to nowy cykl wywiadów na Weszło, którego autorem jest Damian Smyk. Rozmowy w ramach „Smykałki” będą ukazywać się na portalu cyklicznie co środę. 

Opublikowane 10.10.2018 10:17 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 11
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dirty_Harry
Dirty_Harry

Q

Teleskop95
Teleskop95

Graficznie trochę nawiązuje do wywiadów Pana Ćwiąkały. „Sympatycznie”, że wchodzi nowy cykl wywiadów, być może będzie nowa zakładka, którą będzie można się zainteresować! W komentarzach też się tak kulturalnie i spokojnie coś zrobiło. A jak by jeszcze poligon powrócił… Oj, wtedy to bym z radości chyba wpadł do was na Domaniewską, do tego „mordoru” warszawskiego, a z pustymi rękami bym się nie fatygował 😉 Takie „weszło” można czytać i przeglądać, bo coś się zmienia! 🙂

Lluc93
Lluc93

Graficznie może i tak, ale jakościowo to jest przepaść.

blasphemer93
blasphemer93

Cały na biało, 15 rund z Rokim, Smykałka – nie ma co, tytuły serii oryginalne jak mielony z ziemniakami.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

A i tak najważniejsze, by było co poczytać.

blasphemer93
blasphemer93

Jasne, że tak – do treści nie mam się co przyczepić, po prostu kłują w oczy te wszystkie odnoszenia tytułów do nazwisk autorów. Podobnie irytowały mnie swego czasu piłkarskie blogi z ultraoryginalnymi nazwami jak „Na spalonym” „Z pierwszej piłki” etc.

Turbo_Lover
Turbo_Lover

Nie rozumiem co jest w tym zlego. Czy wszystko musi byc na sile oryginalne?

Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów
Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów

i tak najlepsze są nazwy cyklów związanych z Szamotulskim: „Szamotanina”, „Szamoobrona”, „Szamowołka” xD
Gdyby sympatyczny golkiper otrzymał kolejną rubrykę na weszło, to mam kilka świeżych pomysłów na nazwę: Szamoocena, Szamolot, Szamochód, Szamotnie, Szamobójstwo, Szamodzielnie, Szamopoczucie, Szamowar, Szamowni Państwo, Szam Futbolu

Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów
Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów

nie zapominaj o „Ciosek na wątrobę” no i oczywiście „Stan Futbolu”.
A nazwa „Smykałka” błyskotliwa – zawiera zarówno nazwisko autora, jak i „kał”. (żarcik taki, proszę nie banować!!!)

Turbo_Lover
Turbo_Lover

Ciekawy wywiad. Przeczytalem z zainteresowaniem. Dobra robota!

Redmond
Redmond

Z tą pracą trenerską Teddy’ego to bywało różnie, ale zawsze uważałem, że to pozytywny gość z klasą. Spełnienia marzeń Panie Tadku

Weszło
28.10.2020

Hattrick, którego nie było. Sztuka przegrywu im. AlVARo Moraty

Przeciwnicy VAR-u są dziś gatunkiem niemal nieistniejącym, ale czujemy, że po dzisiejszym wieczorze ich populacja wzrośnie przynajmniej o jedną osobę. Będzie nią Alvaro Morata, który zamiast skompletować hattricka w Lidze Mistrzów przeciwko Barcelonie, trzykrotnie był bramek pozbawiany, po konsultacji sędziego z wozem. W pewnym momencie zaczęliśmy już nawet obawiać się o stan psychiki napastnika Juventusu. […]
28.10.2020
Hiszpania
28.10.2020

Niedociągnięcia są, ale Barcelona wreszcie wygląda przekonująco

Wiatr zmian w Katalonii jest doskonale wyczuwalny. Dymisja Josepa Marii Bartomeu to oczywiście wiadomość miesiąca niezależnie od tego, jak ułożyłyby się losy niedawnego El Clasico oraz meczu z Juventusem. Ale za odejściem znienawidzonego prezydenta klubu idzie coś więcej. Barcelona jeszcze nie zawsze, jeszcze nie w każdym meczu, ale coraz częściej zaczyna wyglądać jak drużyna. Dzisiaj […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Zaczęło się spokojnie, a potem pojawił się Rashford. Manchester United miażdży RB Lipsk

Trzeba przyznać, że nie zanosiło się w tym meczu na pogrom. Spotkanie Manchesteru United z RB Lipsk długo toczyło się w spokojnym, fragmentami wręcz sennym tempie. A potem na boisku pojawił się Marcus Rashford i zafundował defensorom niemieckiej ekipy bardzo bolesne przebudzenie. Angielski napastnik kolejny raz został bohaterem „Czerwonych Diabłów” w Champions League i swoim […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Kolejny mecz Lecha w pucharach i inne atrakcje – czwartek z Weszło.FM

Lech Poznań przystępuje do kolejnej rywalizacji w Lidze Europy, więc ten temat zdominuje nasz poranek. Ponadto – w „Dwójce bez Sternika” także echa środowej Ligi Mistrzów. W naszej porannej audycji usłyszycie Maję Strzelczyk i Wojtka Pielę. O 10:00 antenę przejmą tematy olimpijskie. Dariusz Urbanowicz zaprosi na „Kierunek Tokio”. W południe na antenie WeszłoFM – „Stacja […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

PSG ma komplet oczek, Basaksehir poczucie, że było blisko. Czyli Turcy by się zamienili

Mimo porażki w pierwszym meczu, PSG było murowanym faworytem starcia z Basaksehirem. Turcy też polegli w premierowej kolejce, a na dodatek musieli mierzyć się z jednym z najgroźniejszych ataków świata. Tylko, że dzisiaj Neymar, Mbappe i Di Maria byli groźni niczym pies Bolca w “Chłopaki nie płaczą”. Nie można jednak całego meczu sprowadzić tylko do […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Starcie „kanapkowych osiłków” dla Lechii

Wisła Kraków i Lechia Gdańsk mogły do tej pory uchodzić za takich szkolnych osiłków, którzy znęcają się tylko nad słabszymi. I jedni, i drudzy ogrywali beniaminków, ale gdy przyszło mierzyć się z kimś silniejszym, był często kłopot, żeby ugrać choćby punkt. No i dzisiaj mieliśmy okazję sprawdzić, kto ma trochę więcej krzepy i jednak potrafi […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Jeremy Wisten. Cierpienie w ciszy

„Nie znoście cierpienia w ciszy, porozmawiajcie z ludźmi, kiedy czujecie się ze sobą źle”. Te słowa idealnie oddają nastrój, jaki towarzyszy po śmierci 17-letniego Jeremy’ego Wistena, byłego piłkarza akademii Manchesteru City. Nastolatek odbiera sobie życie. Dlaczego? Nie radzi sobie z marzeniami, które legły w gruzach. Gonił za marzeniem, napotkał problemy, miał przecież wsparcie rodziny. Dlaczego […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Prokuratura przedstawia zarzuty. Czarne chmury nad Cezarym Kucharskim

Wrze w sprawie Cezarego Kucharskiego. Czarne chmury zbierają się nad jego głową. Wczoraj zatrzymanie, zdjęcie z charakterystycznym czarnym paskiem na oczach, dzisiaj komunikat Prokuratory Regionalnej, przedstawiający bardzo konkretne zarzuty wobec byłego piłkarza i menadżera. A wszystko wokół sprawy konfliktu z Robertem Lewandowskim. Wczoraj szeroko pisaliśmy o regularnej wojnie między Cezarym Kucharskim a kapitanem reprezentacji Polski, […]
28.10.2020
Anglia
28.10.2020

Ilu zawodników na jedną pozycję powinien mieć wielki klub?

Rzadko kiedy w historii futbolu możemy bez trudu odnaleźć tak wyraźny punkt przełomowy. Często jakieś zmiany, wzloty jednych drużyn, upadki drugich, to skomplikowane i długotrwałe procesy. Z Virgilem van Dijkiem w Liverpoolu jest zupełnie inaczej. Dopóki go w Liverpoolu nie było, Juergen Klopp biegał od linii do linii wściekając się na niefrasobliwość linii defensywnej. Odkąd […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Sędzia czy obrona Tychów – nie wiemy, kto był dzisiaj gorszy

Całkiem ciekawy mecz pierwszej ligi na liście rzeczy, których spodziewaliśmy się w środę o godz. 13, stał gdzieś pomiędzy hiszpańską inkwizycją i zwycięstwem Marcina Najmana przez nokaut. A jednak, w erze wirusowej jest to możliwe, bo przecież kiedyś trzeba nadrabiać zaległości. Dzisiaj nadrabiali je piłkarze Radomiaka i GKS-u Tychy. Widowisko było całkiem niezłe, ale jak […]
28.10.2020
Hiszpania
28.10.2020

Wszystkie grzechy Bartomeu. Dlaczego prezydent Barcelony musiał odejść?

Nieudolność działań na rynku transferowym, zadłużenie klubu, konflikt z największymi gwiazdami, afera związana z działalnością w mediach społecznościowych, oskarżenia o korupcję. To tylko część z zarzutów stawianych Josepowi Marii Bartomeu przez fanów Barcelony. Prezydent katalońskiego klubu wczoraj ostatecznie podał się do dymisji. A kibice mogli sobie jedynie powiedzieć: nareszcie! ***** Od dłuższego czasu fani Barcelony […]
28.10.2020
Blogi i felietony
28.10.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Wczoraj na Weszło ukazał się artykuł o skandalicznym zachowaniu rodziców podczas meczu 14-letnich chłopaków z Ząbkovii. Jak zwykle swoje musiał wysłuchać sędzia (ślepak jebany), ale także i zawodnicy (włóż mu, kurwa, tę nogę). W tym wypadku w roli wymagających nauczycieli wystąpili rodzice, ale raz na jakiś czas piłkarski internet żyje też najróżniejszymi wypowiedziami trenerów. Od […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

William Remy pracuje nad zbiorową odpornością w Legii

Legia Warszawa dotychczas nie zaliczała się w Ekstraklasie do klubów najbardziej dotkniętych koronawirusem. Pojedyncze przypadki się zdarzały, ale nigdy nie było paraliżu czy masowych wyników pozytywnych jak w Pogoni Szczecin i kilku innych zespołach. William Remy najwyraźniej uznał, że pora to zmienić i im szybciej Legia jako drużyna nabierze zbiorowej odporności, tym lepiej.  Francuz oficjalnie […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

United – Lipsk. Drugi hit wieczoru starciem o wyjście z grupy?

Jeśli masz w grupie PSG, możesz się spodziewać, że miejsce do awansu jest tylko jedno. Dlatego mecz Manchesteru United z RB Lipsk będzie miał podwójną stawkę. Każde potknięcie może oddalić jednego z zainteresowanych od 1/8 finału Ligi Mistrzów, więc motywacja do wygranej będzie podwójna. Typujemy drugi dzisiejszy hit wieczoru w Superbet! Manchester United – RB […]
28.10.2020
Weszło Extra
28.10.2020

Nie musisz być kimś za wszelką cenę. Każdy sam sobie koloruje świat

Do czego w szatni Cracovii przydaje mu się język holenderski? Czy Polacy są zakompleksieni? Jak szybko wydorośleć, kiedy jako nastolatek wyjeżdżasz do obcego kraju? Co inni bramkarze w Bredzie mówili o Łukaszu Fabiańskim i Przemysławie Tytoniu? Jak znosi rozłąki z dziewczyną? Dlaczego za cel postawił sobie rozegranie stu spotkań w piłce seniorskiej do dwudziestego trzeciego […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Ligowe zaległości w Krakowie. Wisła zremisuje z Lechią?

Paradoks ligi w trakcie pandemii? Nadrabiasz zaległe spotkanie i dołączasz do czołówki. Wisła Kraków, jeśli dziś wygra, będzie dwa punkty za trzecim zespołem w tabeli, a przecież dopiero co miała poważny kryzys. Lechia Gdańsk? Ona byłaby już tylko punkt za Zagłębiem Lubin. To będzie ciekawa środa z Ekstraklasą, mimo że czeka nas zaledwie jeden mecz. […]
28.10.2020
Weszło
28.10.2020

Czy każde ciągnięcie w polu karnym jest faulem?

Namnożyło nam się ostatnio rzutów karnych, które w normalnych okolicznościach nie byłby odgwizdywane. Ale mamy VAR, więc sędziowie częściej wskazują na wapno. Doszliśmy do momentu, gdy wykształciły się karne ery wideoweryfikacji. Czy to słusznie? To pewnie temat na osobną analizę. My – jak co tydzień – siadamy do Niewydrukowanej Tabeli. I w tym tygodniu nie […]
28.10.2020
Niemcy
28.10.2020

Był liderem, stał się problemem? „Nie możesz mieć takiego kapitana jak Marco Reus”

Jedenaście bramek i pięć asyst w poprzednim sezonie Bundesligi. Kolejna poważna kontuzja, po której trudno wrócić na właściwe tory. Już po samych liczbach widać, że Marco Reus ma za sobą dość przeciętny czas w Borussii Dortmund. Na starcie bieżących rozgrywek Lucien Favre regularnie sadza 31-latka na ławce rezerwowych i korzysta z niego wyłącznie w końcówkach […]
28.10.2020