Albo zostać bandytą, albo joga bonito. Śladami Krzysztofa Piątka
Weszło Extra

Albo zostać bandytą, albo joga bonito. Śladami Krzysztofa Piątka

Gdy Krzysztof Piątek pierwszy raz wchodził do szatni Zagłębia, tu i ówdzie słychać było podśmiechujki z jego stylówki. Dziś nie śmieje się nikt. Szyderkę zastąpiło uznanie dla chłopaka z maleńkiej Niemczy, który w wieku 23 lat zdążył już wylądować na okładce „La Gazzetta Dello Sport”.

Quebonafide – raper, na którego koncercie zdarzyło się Piątkowi być podczas pobytu w Cracovii – w kawałku „Luis Nazario de Lima” nawija: „Jaka droga jest pisana tu typom? Albo zostać bandytą, albo joga bonito”. Swoje słowa odnosi do Rio De Janeiro, ale równie dobrze można je odnieść do rodzinnej miejscowości Krzyśka. Do Niemczy.

Gdyby tworzyć listę miejsc, w których najlepsza rzecz, jak może cię spotkać, to wyjazd, zdecydowanie trzeba by było wpisać na nią Niemczę. Trzy tysiące mieszkańców, bardzo wysokie bezrobocie, raczej marne perspektywy. Piątek sam w wywiadzie dla Weszło opowiadał: – To specyficzne miejsce. Gdy przyjeżdżam do rodziców, widzę, że niektórzy koledzy z klasy czy z podwórka się stoczyli. Ciężko się tam żyje, a narkotyki czy alkohol można potraktować jako pewną ucieczkę. Nie wiem, co by było, gdyby… Nie mówię, że na pewno bym chlał lub ćpał, ale bez piłki na pewno ciężko byłoby o takie życie, które teraz mam.

Szczęśliwie Piątek wybrał opcję: joga bonito.

Opcję, która zaprowadziła go aż na okładkę „La Gazzetta Dello Sport”, gdzie jego nazwisko wymienia się obok nazwy „Juventus”.

2018-09-28_11h20_02

Opcję, która sprawiła, że dziś Cristiano Ronaldo – a wraz z nim każdy inny zawodnik Serie A – spogląda na Krzyśka z dołu klasyfikacji strzelców.

Jakiś pierwiastek Niemczy wciąż w nim siedzi. Uwalnia go jednak dopiero, gdy wychodzi na boisko i zamyka z powrotem w klatce, gdy z tego boiska schodzi.

– Takich zawodników jak on nazywam boiskowymi bandytami. Lubi się porozbijać, bywa nieprzyjemny, wręcz złośliwy. Czasami nawet kopnie, jak nie wytrzymuje. Obrońcy nie cierpią grać na takich napastników, ale każda drużyna chce takiego mieć – charakteryzuje Piątka Tomasz Siemieniec, były kierownik drużyny w Cracovii.

Nie ma w tym przypadku – za dzieciaka trzymał przecież zawsze z największymi zakapiorami. – Nauczyciele wróżyli, że nie będzie z nas w przyszłości zbyt wiele pożytku – mówił. Jeśli więc znani ze swoich brudnych sztuczek obrońcy w Serie A liczyli, że kilka skrobnięć, kilka uszczypnięć i parę bolesnych łokci odbierze Piątkowi animusz? Cóż, nie mogli się bardziej pomylić.

– Liga włoska jest w tym względzie dla niego idealna, ale uważam też, że docelowo powinie wylądować w Anglii. Jest niesamowicie twardy, lubi ostrzejszą grę. Taką, gdy nie czekasz na dobre piłki, tylko musisz o każdą mocno walczyć – mówi Siemieniec.

Na potwierdzenie tych słów – wymowna statystyka. Nikt w Ekstraklasie nie stoczył w poprzednim sezonie równie wielu pojedynków w ataku co Piątek (734, drugi Carlitos – o dziesięć mniej), tylko Taras Romanczuk zaliczył więcej pojedynków w ogóle (871, Piątek – 865). Napastnik Pasów był też drugim najczęściej faulowanym zawodnikiem w lidze, zaraz za klubowym kolegą Javim Hernandezem.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Cracovia Krakow - Pogon Szczecin. 19.05.2018fot. Jakub Gruca, 400mm.pl

Wygrane pojedynki dawały Piątkowi poczucie, że spłaca się włożona w tygodniu praca. Przegrane były motywacją, by zapieprzać jeszcze mocniej. Czasami wręcz za mocno. Grzegorz Kurdziel, drugi trener Cracovii zwykł napastnikowi przypominać o tym, że tak jak będąc najedzonym po jednym obiedzie nie je się natychmiast drugiego i trzeciego, tak samo nie można przesadzić z dociążaniem organizmu nadprogramowymi seriami ćwiczeń.

– Krzysiek lubił zostawać po treningach i ćwiczyć uderzenia sytuacyjne. Zresztą widać, jak dobrze mu to teraz wychodzi. Rzecz w tym, że są takie treningi motoryczne, po których ryzyko odniesienia urazu jest duże, jeśli zawodnik będzie jeszcze dodatkowo ćwiczył po zajęciach. Po niektórych takich treningach trzeba go było ściągać. Wtedy chodził wkurzony, marudził pod nosem – mówi Grzegorz Kurdziel, asystent Michała Probierza w Cracovii.

– Zawsze chciał więcej. Jak trzeba było wykonać dziesięć powtórzeń jakiegoś ćwiczenia, on koniecznie chciał jeszcze dołożyć jedenaste, dwunaste. Patrzyłem, jak trenuje i myślałem sobie: co za człowiek. Do zajęć podchodził z nastawieniem „nie muszę, ale chcę”. „Praca, praca, praca, praca”. Jak się mu pogratulowało jednej, drugiej bramki, to zawsze odpowiadał „dziękuję trenerze, ale przede mną jeszcze sporo pracy”. Nie traci pokory i dzięki temu cały czas, tak mi się przynajmniej wydaje, nie odpływa – charakteryzuje swojego byłego podopiecznego Paweł Karmelita, asystent pierwszego trenera w Zagłębiu Lubin i człowiek współodpowiedzialny za sprowadzenie 17-letniego „Bani” do Lubina.

– Nie potrafił przejść obok treningu. Nie odpuścił choćby jednej piłki. Na treningach strzeleckich liczył sobie bramki, jeśli coś mu nie wyszło podczas gierki wewnętrznej, zawsze mówił po zajęciach: „a, niezadowolony jestem, tu i tu miałem sytuację, a nie strzeliłem” – dopowiada Tomasz Siemieniec.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPiątek (z lewej) w meczu z juniorami Piasta Gliwice, fot. Lechia.infoddz.pl // Łukasz Bienias

Często mówi się, że za sukcesem piłkarza zwykle stoi kobieta. To ambitne podejście i skupienie na karierze do tego stopnia, że tematami numer jeden, dwa, trzy i cztery w rozmowie z Piątkiem będzie piłka nożna i wszystko z nią związane, to także w dużej mierze zasługa Pauliny Procyk, partnerki zawodnika. Siemieniec, który poznał dziewczynę Krzyśka osobiście mówi, że napastnik trafił fantastycznie, bo Paulina jest równie zajarana tematami diety, treningu, zdrowego stylu życia.

Podobne zdanie mają też w Dzierżoniowie, gdzie Piątek zaczynał swoją piłkarską karierę. – Gdy chłopcy wchodzą w wiek 16, 17 lat, to niby mówią, że mają jakieś cele długofalowe, ale nie są chętni do pracy, chcą korzystać z życia. Krzysiek nie był inny, nawet na początku w Lubinie był pod tym względem trudny. Lubił się bawić, wiadomo – młoda osoba w nieco większym świecie, trochę pieniędzy, chce się żyć. Ale pomogła mu dziewczyna, która go trochę okiełznała, zmieniła mu priorytety. Po wynikach widać, że poprowadziła go w dobrym kierunku – ocenia Zbigniew Soczewski, trener Piątka w Lechii Dzierżoniów.

Gdy rozmawiam z Sebastianem Stebleckim, kolegą Piątka z pokoju zaraz po jego przenosinach do Krakowa, ten zdecydowanie potwierdza, jak mocno jego kompan był już wtedy ukierunkowany na cele piłkarskie. – Nawet w przerwie między zajęciami siadaliśmy sobie i analizowaliśmy, co można poprawić. Nie było tak, że nie dało się z Krzyśkiem porozmawiać o niczym poza piłką, ale to zdecydowanie był główny temat. Cały czas myślał, co może zrobić lepiej.

***

23 bramki strzelone dla Genoi od momentu transferu. 13 trafień we wszystkich oficjalnych rozgrywkach, z czego 9 w Serie A. Prowadzenie w klasyfikacji Złotego Buta. Dziś bardzo łatwo stwierdzić, że Piątek to zawodnik obdarzony ponadprzeciętnym talentem. Napastnik, przed którym rysuje się świetlana przyszłość. Kiedy jednak sięgało po niego Zagłębie, to wcale nie było tak oczywiste.

– Krzysiu Piątek nie grał nawet w kadrze wojewódzkiej. Wtedy gdyby ktoś w wieku 16-17 lat zapytał przykładowo: „Horoszkiewicz czy Piątek?”, padłoby od razu pytanie: „Horoszkiewicz i kto?”. Totalnie nieznany dzieciak. To znaczy – znany tutaj, w regionie, ale na zasadzie: jeden z kilku. W ostatniej rundzie przed przejściem do Zagłębia, zagrał 160 minut w III lidze. 6 meczów, bez gola – mówi Jacek Jurkiewicz, menedżer ds. rekrutacji, skautingu i administracji Zagłębia Lubin, z którym spotykam się w jego biurze, gdzie na ścianie wśród nazwisk najpilniej obserwowanych młodych zawodników w kraju wisi naprawdę długa lista wychowanków lubińskiego klubu, którzy zdążyli zadebiutować na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Nie wszyscy w Polsce, bo Piotr Zieliński zaczął od razu od Serie A. Podobnie jak Igor Łasicki.

Piątek wtedy do Serie A miał drogę dalszą i trudniejszą niż z Dzierżoniowa do Genui piechotą. Pół roku do osiemnastych urodzin, a nie był wyróżniającą się postacią nawet w III lidze. On w tej III lidze z rzadka w ogóle wchodził z ławki. Nie bywał powoływany do reprezentacji młodzieżowych, nawet w regionie w jego roczniku byli napastnicy obdarzeni – tak się wtedy wydawało – większym piłkarskim potencjałem.

Ba, jak słyszę w Dzierżoniowie, nawet w roczniku 1995 miejscowej Lechii o znacznie większy potencjał podejrzewano kogo innego. Konkretnie – Piotra Pietkiewicza, który tej samej zimy, gdy Piątek trafił do Lubina, podpisał kontrakt z Arką Gdynia, natychmiast będąc włączonym do kadry pierwszego zespołu. On jednak kompletnie się pogubił i po niecałym roku pożegnał się z arkowcami, wracając do punktu wyjścia. Do Dzierżoniowa.

To póki co nie grozi Piątkowi, mimo że on w tym samym czasie był przecież sprowadzony do Zagłębia bynajmniej nie z myślą o pierwszej drużynie.

– Był to bodaj ostatni rok Młodej Ekstraklasy. W zimie 2012/13 dużo zawodników przeszło z mojej drużyny do pierwszego zespołu. Wśród nich między innymi Damian Kowalczyk, na którym opieraliśmy grę w ataku. No więc podjęliśmy decyzję: szukamy wzmocnień. Jednym z trenerów w akademii był trener bramkarzy Jacek Kubasiewicz. Chodził wtedy za mną i cały czas powtarzał mi: „Paweł, musisz sprawdzić dwóch chłopaków. Musisz, musisz, musisz. Gwarantuję ci, to bardzo dobrzy chłopcy, ręczę za nich osobiście”. Zaprosiliśmy więc Krzyśka i Jarka Jacha. Okazało się, że Jacek jest prawdziwym odkryciem, jeśli chodzi o skauting, decyzja mogła być tylko jedna: ci chłopcy muszą zostać – opowiada Paweł Karmelita.

Odnośnie Piątka nie było podobno absolutnie żadnych wątpliwości. Wszyscy trenerzy w sztabie zgodnie stwierdzili, że to materiał na bardzo dobrego napastnika. Lis pola karnego, potrafiący się odnaleźć, potrafiący kończyć akcję zarówno nogą, jak i głową, mający świetny timing. – Byliśmy zgodni, że jeśli chodzi o fundamenty u młodego napastnika, to są one już prawidłowo wylane – mówi Karmelita.

Odpowiedzialnych za tę wylewkę znalazłem w Dzierżoniowie, w osobach Andrzeja Bolisęgi i Zbigniewa Soczewskiego. A więc pierwszego i ostatniego trenera Piątka w miejscowej Lechii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKrzysztof Piątek (z prawej) podczas jednego z młodzieżowych turniejów za czasu gry w Dzierżoniowie, fot. Lechia.infoddz.pl // Łukasz Bienias

Lechia Dzierżoniów nie jest co prawda klubem, który w dorosłej piłce byłby znaczącym punktem na piłkarskiej mapie Polski, ale trzeba oddać mu to, co jego. W ostatnich kilku latach w dorosłej reprezentacji Polski zadebiutowało bowiem aż trzech zawodników pobierających swego czasu szlify w klubie z Dolnego Śląska. Oprócz Piątka – także wspomniany wcześniej Jarosław Jach oraz wspominany po dziś dzień z sentymentem i stawiany za wzór profesjonalizmu Michał Masłowski. Zbigniew Soczewski, obecny pierwszy trener Lechii, wspominał, że podczas gdy wielu zawodnikom wystarczy nieco brudu pod paznokciem, by zgłosić niezdolność do gry, „Masło” dzień po groźnym wypadku samochodowym stwierdził, że chce zagrać w meczu ligowym.

A zaczęło się tak: Bolisęga chciał zapisać swoich synów do sekcji piłkarskiej Lechii. Jako że w klubie nie było w 2005 roku odpowiednio młodych roczników, postanowił zaproponować, iż jako człowiek z uprawnieniami trenerskimi sam je stworzy, sfinansuje i poprowadzi. Niedługo później z mianowania burmistrza Dzierżoniowa został prezesem klubu, sprawującym pieczę nad wszystkimi grupami młodzieżowymi. W międzyczasie trenował dzieci z rocznika 1995, czyli – jak się pewnie domyślacie – rocznika Krzysztofa Piątka.

– Nie graliśmy w żadnej lidze, więc jeździliśmy i rozgrywaliśmy sparingi. Jeden z nich wypadł w Niemczy. Nie pamiętam, ile on tam zagrał, ale zaraz po meczu zawinąłem Krzyśka do Dzierżoniowa. Urzekło mnie w nim to, że już wtedy był błyskotliwy, mądrze poruszał się na boisku. Miał błysk w oku, choć nie był wtedy wcale najlepszym zawodnikiem w drużynie. Tylko że on bardzo mocno na piłkę postawił – wspomina Bolisęga. Choć dodaje, że na początku Piątek nie był najłatwiejszym zawodnikiem do prowadzenia. Był czas, kiedy zarzuci treningi w Lechii, bo męczyły go dojazdy z Niemczy.

– Rozmawiałem bardzo dużo z jego tatą, bo jak Krzyśkowi się nie chciało, to nie szedł na trening. Bo po co? Ale ojciec był bardzo zdeterminowany. Woził go, później dosłownie wsadzał w autobus – mówi Bolisęga.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPiątek z 17 na plecach. Bolisęga z dumą wspomina, że jego zespół jako jeden z niewielu w regionie miał koszulki z nazwiskami swoich młodych piłkarzy, fot. Lechia.infoddz.pl // Łukasz Bienias

Tata zresztą już wcześniej bardzo mocno dbał o systematyczność Krzyśka. Ferie, wakacje, weekendy – nieważne. Siódma rano wyjście na boisko i tak od ósmego do jedenastego roku życia. Na początku nagrodą za robienie kolejnych kółek na bieżni czy treningów konkretnych elementów gry były słodycze. Później i one zniknęły.

Duży nacisk Piątek senior kładł również na to, by syn nie odleciał. Ba, on ten nacisk kładzie nadal. – W meczu z Wisłą Płock była taka sytuacja, że nawinąłem przeciwnika i chciałem szybko oddać strzał z czuba, żeby mnie nie zablokowali, ale nie trafiłem w piłkę. Jeśli nie pamiętasz, to nic dziwnego, bo to sytuacja jakich wiele. Później zresztą strzeliłem bramkę i wygraliśmy, ale jak zadzwonił tata, to od razu usłyszałem: „Jak ty możesz w szesnastce w piłkę nie trafić?! I to z czuba, musisz opanować podstawy!” Żadnego „fajnie, że wygraliście”! I tak jest praktycznie z każdym meczem, niezależnie od wyniku i mojej gry – najpierw błędy, później ewentualnie pozytywy – mówił w marcowej rozmowie z Weszło.

Nauka nie poszła jednak w las, bo Piątek na boisku raz za razem korzystał z lekcji, jakie najpierw dawał mu ojciec, a później – trenerzy w Dzierżoniowie. Jak zdążyliśmy ustalić, nie był w żadnym razie dzieciakiem wybijającym się na tle chłopaków z regionu jakimiś nadludzkimi osiągami. Ale regularnie strzelał bramki dla swojego rocznika w Lechii i w końcu dostrzegł też, że praca daje owoce, a odpuszczanie zajęć – już niekoniecznie. Aż w końcu Jacek Kubasiewicz wysłał jego i Jarosława Jacha na testy do Lubina.

– Piłkarsko był wtedy jednym z wielu. Ale jednocześnie był chłopakiem z charakterem i z tym, co w naszej akademii jest jedną z najważniejszych, jak nie najważniejszą wartością. Z pokorą – charakteryzuje 17-letniego Piątka Jacek Jurkiewicz z Zagłębia.

Reszta, jak to mówią, jest historią. Nie minęło pół roku, a Piątek doczekał się swojego debiutu w „jedynce”. Choć jego wejście nie było najłatwiejsze i pewnie gdyby był bardziej kruchej konstrukcji psychicznej, już na starcie miałby ciężary. Poszło o… ubiór. Podobno zdecydowanie odbiegający wtedy standardami od koszulek Calvina Kleina, butów Balenziagi i nieodłącznej kosmetyczki Louis Vuitton. Jak to w piłkarskiej szatni – natychmiast pojawiła się konkretna szyderka.

Gdzie są ci, którzy wtedy się śmiali, a gdzie jest Piątek, to inna kwestia.

Jego szczęście w postaci szybkiego przeskoku do pierwszej drużyny związane było z nieszczęściem klubu – spadkiem do I ligi. Ten stał się bodźcem do pozbycia się zagranicznego szrotu i sięgnięcia bardziej zdecydowanie niż kiedykolwiek po chłopaków będących na miejscu. W rezerwach, w akademii. Jednocześnie pozostawiono jednak kilka wzorów dla młodych. Lubomira Guldana, od którego nauki czerpał pełnymi garściami Jarosław Jach czy Michala Papadopulosa – wkrótce mentora, ale i po prostu świetnego kumpla Piątka.

Kogokolwiek zapytalibyście o to w Lubinie, nikt nie ma wątpliwości, że stosunki „Bani” z czeskim napastnikiem były kluczem do wszystkiego, co później wydarzyło się w jego karierze. „Papa” imponował tężyzną fizyczną, więc Piątek, chcąc mu jak najszybciej dorównać, przez pierwszy rok w Lubinie harował za zamkniętymi drzwiami siłowni za dwóch. A przy tym będąc na boisku bardzo często pytał dziś już snajpera Piasta o to, jak zrobić to czy tamto, jak ustawić się w takiej a takiej sytuacji, co jeszcze może poprawić w swojej grze. A Papadopulos nie zżymał się, gdy dzięki jego naukom chwilowo to młodszy kolega był numerem jeden. Zresztą Jurkiewicz mówi wprost: – Takich zawodników jak Papadopulos i Guldan chce się mieć w klubie do końca kariery, a najlepiej także później, w roli członków sztabu szkoleniowego. To, jak sami grają, to jedno. Ale to, ile mogą dać wchodzącym do zespołu piłkarzom, czyni ich tak pożądanymi.

Gdy więc Papadopulos złapał kontuzję kolana i jasnym stało się, że czeka go kilka ominiętych pierwszoligowych kolejek, Piątek był przygotowany, by wskoczyć w jego buty. Podczas nieobecności Papadopulosa strzelił dwa gole, zaliczył dwie asysty, a Zagłębie z nim na szpicy wygrało 5 z 6 meczów, remisując tylko z Bruk-Bet Termaliką.

DSC_0601

Jedno ze zdjęć wiszących w budynku mieszkalnym Akademii Zagłębia. Chłopaki przechodzą i widzą zawodników stawianych im za wzór. Na wyobraźnię zdecydowanie najbardziej działają ci, którzy przez zespół Miedziowych trafili do Serie A (Piątek) czy Premier League (Jach).

W dużej mierze dzięki Papadopulosowi Piątek trafił wreszcie do młodzieżowej reprezentacji Polski i zapracował sobie na transfer do Cracovii. Transfer, który w Lubinie wzbudził trochę kontrowersji, no bo jednak choćby dla marki klubu w oczach zagranicznych kontrahentów optymalnie byłoby, gdyby ich zawodnik wyjeżdżał bezpośrednio za granicę.

Ale, jak się miało okazać, przenosiny zrobiły Piątkowi dobrze. Na swojej drodze spotkał przede wszystkim Michała Probierza. Trenera, który umiał go zbudować, porównując go choćby do Roberta Lewandowskiego czy dając opaskę kapitańską. Choć ta – zdaniem Grzegorza Kurdziela – była oprócz wotum zaufania dla wciąż młodego zawodnika po prostu naturalną koleją rzeczy.

– To zawsze był typ lidera. Swoją pracą na treningach dawał dowód, że chce być najlepszy. Przez to wyrobił sobie duży szacunek u reszty zawodników, co w efekcie dało mu posłuch.

Probierz potrafił go jednak również przytrzymać przy ziemi, gdy jego stopy zaczynały się od niej odrywać.

– W poprzednim sezonie po jednym ze spotkań trener Probierz miał duże pretensje do Krzyśka o machanie rękami. Krzysiek był wkurzony, bo dostawał za mało podań, to był dla niego trudny mecz, bo zostaliśmy zepchnięci do obrony. Za karę przez cały tydzień nosił na treningach koszulkę w innym kolorze, tak jakby przygotowywał się do meczu w drugim zespole. Ale ostatecznie wyszedł w podstawowym składzie i jego reakcja pokazała, że doszło do niego to, co trener chciał mu przekazać. Strzelił dwa gole, wygraliśmy z Lechią 2:1.

Piątek sprawdził się też nie tyle w większym klubie – bo patrząc na wyniki Zagłębia i Cracovii można o tym dyskutować – ale przede wszystkim w znacznie większym mieście. Większym nawet od Genoi, co z pewnością ułatwiło mu przystosowanie się do życia w nowym miejscu, w nowym kraju tuż po transferze.

Jak bardzo – to widać na pierwszy rzut oka, gdy tylko spojrzeć w klasyfikację Złotego Buta.

1. miejsce – Krzysztof Piątek. 18 punktów za 9 strzelonych goli w Serie A.

I skoro zaczęliśmy od cytatu z Quebo, cytatem z Quebo skończmy. Bo tak jak w kawałku „To nie jest hip hop” „do Manhattanu przez Ciechanów, to brzmi jak z kawału”, tak droga na szczyt klasyfikacji strzelców Serie A z Niemczy – choć nie rymuje się to już tak dobrze – wcale nie brzmi bardziej prawdopodobnie.

Ale w przypadku Piątka nieprawdopodobne ostatnio zdecydowanie przestało być niemożliwe.

SZYMON PODSTUFKA

fot. główne Lechia.infoddz.pl // Łukasz Bienias

KOMENTARZE (48)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów
Pogranicze Półświatka

swietna robota, pozdrawiam autora

Paweł Cwe(L)iga
Obsraniec kibicujący ległej

Popieram!

pietrek

Komentarz usunięty.

Spektakularny

Wiadomo, jak zwykle za sukcesem pilkarza stoi kobieta xddd. Sorry, ale kobiety to moga jedynie nie ZRUJNOWAĆ pilkarzowi kariery

Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów
Pogranicze Półświatka

no wlasnie – jesli nie zrujnuje, to jest sukces!

pep

Nie zawsze. Cześto, nie tylko w życiu piłkarza, wartościowa i mądra partnerka może bardzo pomóc i otworzyć oczy na pewne rzeczy. A także, dać taki wewnętrzny spokój.
Może jak znajdziesz tą właściwą, to skumasz.
Pozdrawiam

Amaretka

Cytując klasyka :PIERDOLISZ

Poker

Dla mlodego chlopaka w wieku 17 laty co co chwile tryska po scianach regularne stosunki i obciaganie daje spokój i mozliwosc skoncentrowania sie na treningach a jezeli jeszcze sie zakochal i ona nie zdradza to recepta na sukces

Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów
Pogranicze Półświatka

dokladnie, niejeden obiecujący gracz przejebal swoja kariere przez tryskającą uszami spermę

nieobiektywny
Szczupak Złotoria. Baleja Starosielce

Wszystkie baby to są …uje, a co drugi chłop to …izda.

Carlito

Zależność jest prosta – masz dużo większe szanse na sukces, gdy nie przechodzisz obok treningu, wymagasz i dajesz od siebie coś extra itd. Złudne poczucie swojej zajebistości (jestem panem piłkarzem EK, czy I lub II ligi) wielu chłopakom nie pozwala wskoczyć na wyższy poziom. Brakuje ambicji, profesjonalizmu, tak sobie myślę, że gdybym był skautem/trenerem, to na równi (a może nawet wyżej) traktowałbym te cechy z umiejętnościami piłkarskimi.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Nie na rowni tylko zdecydowanie wyzej. W tym problem wielu skautow i klubow, patrza tylko na forme w danej chwili bardzo malo (jesli wogole) czasu poswiecajac na ocene charakteru.
A gosc z mocnym cgarakterem i etyka pracy wiecej osiagnie niz takie lenie jak Starzynski, Kapustka czy Wolski.

Carlito

Jasne, dlatego w nawiasie napisałem, że pewnie wyżej. Tak to sobie wyobrażam, ale rzeczywistość pewnie wygląda tak jak piszesz, albo nawet gorzej:
comment image

3-5-2
Karmazyn Warszawa

Czyja notatka?

kibicu

Piątek to już nawet nie kandydat a pewniak do składu na Portugalię. Obok Lewandowskiego. Naszą siłą jest atak i ofensywa, mamy świetnych napastników. Boję się że trener znów zdecyduje się na grę jednym napastnikiem. Nie ma co się bać. Spodziewam sie wyrównanego meczu i najpewniej jak zwycięstwa to jednobramkowego. Remis to jest najbardziej prawdopodobny w tym meczu o czym też bukmacherzy przekonują.

wojsal
Arka Gdynia

Naszą siłą jest atak, a naszą słabością jest pomoc. Nie mamy pomocników, nie mamy rozgrywającego.

pietrek

Za co usunęliście mi komentarz? Napisałem tylko, że Piątek z fotki przypomina młodego Lewego 😀

Szymon Podstufka

Usunęliśmy wulgarną odpowiedź i chyba w efekcie skasowało się całe drzewko, sorka :(

pietrek

Jasna sprawa nie ma problemu, notabene dzięki za porządny artykuł Panie Szymonie!

pejsbuk

Panie Podstufka.
Usuń pan wszystkich wulgarnych komentatorów z Weszło FM
A niech tam ! Wez pan skasuj całe drzewko zeby nie sikali pod nie.

Juri

życie człowieku jeszcze gorsze rzeczy cię spotkają

Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów
Pogranicze Półświatka

może np. zostać zgwałcony

pietrek

Daruj sobie takie insynuacje…

LOBO

Ten artykuł pokazuje jak trudną pracą jest bycie trenerem młodzieży i skautem. Chociaż z tekstu możemy się dowiedzieć, że już w dorosłej piłce Piątek był gościem, który chciał się rozwijać i trenować więcej to jako młodzieżowiec nie wyróżniał się wśród kolegów to jeszcze treningi nie były jego priorytetem.
Fajnie, że trafił na dobrych ludzi i zmienił priorytety. No i nie można zapomnieć o sytuacji Zagłębia, bez której pewnie nadal by się przebijał.

hds

Niemcza – musisz walczyc, zeby przezyc, Ubawilem sie do lez. Autor polecial schematem, albo ulica i kostnica, albo, pilka. W Niemczy nie ma innej drogi. Niemcza polskie Rio de Janeiro. Kopiesz pilke, albo rzeczywistosc skopie ciebie.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Piatek kolejny przyklad, ze „talent” jest mocno przereklamowany. Wazne sa motoryka i charakter. A to czy ktos umie dryblowac w wieku lat 10-16 gucio znaczy.

Tylko jak czytam takue wiesniackie pilkarstwo to rece opadaja. Jeszcze brakuje pochwal, ze komus zajebal w jadra albo fisting komus zrobil jak sedzia nie widzial. Stanowcze nie chamom boiskowym.

IMG_20181009_123146.png
Szaweł Littletailor wyjaśnia i rozlicza oponentów
Pogranicze Półświatka

a co w tym zlego, ze „lubi sie porozbijac”? kiedys ludzie oglądali sport, żeby podziwiać tężyznę fizyczną uczestników widowiska, a teraz rzygac sie chce od tych padoliniarzy. Jak jeden z drugim jest za suchy, zeby sie rozpychac, to polecam np. brydża albo karierę naukową

derlis

„Jak jeden z drugim jest za suchy, zeby sie rozpychac, to polecam np. brydża albo karierę naukową” – a jak jest debilem pokroju Bruno Alvesa albo Pepe, to won do oktagonu a nie na boisko

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Myslalem, ze czytanie ze zrozumieniem nie bylo zarezerwowane dla ulamka populacji.
Kopanie przeciwnika po zlosci ma tyle wspolnego z pilka nozna co zajebanie komus z piachy na Vinny’ego Jonesa czy oplucie ala Guillit.

Tomasz Kurzak

Mam jakieś nieodparte wrażenie, że się na tym doskonałym starcie Piątka i tonie artykułów wszyscy jeszcze zdrowo przejedziemy. Dziennikarze, kibice wierzący w sukces Polaka i przede wszystkim ci widzący już w nim jakąś gwiazdę i transfery za 60 milionów w europejskiej walucie. Możemy się wszyscy śmiać z Bońkowego „spokojnie”, ale on ma w tym przypadku rację. Czy naprawdę tak bezrefleksyjnie oglądacie wszyscy piłkę, że dajecie się nabierać na szum medialny i chwilową formę, albo jej brak? Żeby zrobić karierę trzeba grać długo i na wysokim poziomie. Teraz Piątek jest na szczycie, a całkiem prawdopodobne, że za rok będzie w niebycie. Chyba każdy kto kopał w piłkę zna ten stan – wszystko gra, czasami nawet nie wiadomo czemu, a często będąc idealnie przygotowanym i skupionym – nic nie wychodzi. Ma Krzysztof swój czas i moment, ale to wszystko jest przesadzone. Dobrą rundę, czy sezon zaliczało już pierdyliard piłkarzy. Niektórzy jak taki właśnie z Włoch Immobile potrafią to robić tylko w konkretnych warunkach. Żeby nie było – widzę w tym chłopaku ogromny potencjał i lepsze wykończenie nawet od Lewego, ale nie róbcie z niego tego kim jeszcze nie jest. Dowalił do pieca, zmiótł wszystkich w ostatnich miesiącach, a równie dobrze to będzie jego maks w karierze. Trzeba spuszczać z tonu, a nie pompować. Tak jest co chwilę. Dziennikarze się pocieszą, bo jest o czym pisać, wyciągną jakieś nic nie znaczące rekordy, a za kilka lat felieton o zepsutej karierze. Piątek faktycznie dużo zrobił, ale wciąż jest w poczekalni do wielkiej piłki i jeszcze sobie w niej posiedzi nawet jeśli nadal będzie strzelał. Ile przykładów trzeba mnożyć, żeby ktoś dostrzegł, że nie liczy się zajebista gra w jednej rundzie, a przez 10 lat? Taki Quaresma był już na złotą piłkę mianowany, a się miota po Turcji i i tak w sumie sporo osiągnął, ale nawet nie procent z tego wróżbiarstwa. Wyluzujcie z Piątkiem, bo na ten moment to jest gadanie ściętej głowy. Może stanie się gwiazdą, może nie. Historia pokazuje, że większość podobnych jemu się nie staje, więc wstrzymałbym wodze fantazji. W większości są tylko przykre rozczarowania na dłuższej perspektywie czasowej.

LOBO

No tak, tylko nie wiem czy zauważyłeś, że najwięcej o Piątku pisali dziennikarze zagraniczni. Poza tym, każdy sobie zdaje sprawę, że różnie się jego losy mogą potoczyć, ale, kurwa, o czym mają pisać skoro temat Piątka jest teraz najgorętszy? Może o ległej czy ciuchci?
Z resztą co by nie mówić, polski piłkarz zalicza najlepszy wjazd w zagraniczną ligę od niepamiętnych czasów do tego w tyle zostawia naprawdę niezłych strzelców, więc jest się z czego cieszyć. A transfer za 40 baniek wcale nie jest czymś nierealnym w obecnych czasach.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Wystarczy zatrzymac sie na pochwalach i analizach a nie click-baitach o tym ile niby jest wart i kto go tam zima nie kupi.
Bo tak to wychodzi, ze dziennikarze sportowi to ani dziennikarze ani sportowi.

Poker

Nie zapominajmy najwazniejszego… Piontek w serie-A byl anonimem… no Genua grala ze slabymi druzynami z dolnej czesni tabeli, teraz wszyscy sa juz ostrzezeni.. zobaczymi jak sobie poradzi z Chellinim i Bonuczczim z Juventusu, a potem Milan Roma, Inter i Napoli z Koulibayem, jezeli z tymi top 5 druzynami seria A strzeli 5 bramek albo wiecej to wtedy nie ma ze boli ale trzeba go bedzie uznac za nowego gwiazdora na skale europejska,

JuvePerSempre

Zdajesz sobie sprawe, ze on gra w Genoi a nie np. Sampdorii? Oni graja taka detke, ze gdyby nie gole Piatka to byliby na dnie tabeli chyba. W meczach z Juve, Roma, Interem i Napoli przyjma z 20 goli i nawet jesli Piatek nic nie strzeli, to nic to nie zmieni. Piatek to nie Messi aby pol boiska przejsc z pilka u nogi, jesli dostanie podanie w dobrej strefie to moze i strzeli, ale sam to nic nie zrobi niestety. Chociaz chcialbym aby przestawil pare razy Bonucciego i trafil pare bramek, bo Leo troche odlatuje i mysli ze 10 wygranych z rzedu to jest jego zasluga :)

LOBO

Dokładnie tak. Ludzie tego nie zauważają i nawet w komentarzach na weszło mówią o tym: a z kim Genoa grała? Przecież wiadomo, że to są takie same ogóry jak ci, z którymi grali i tylko gole Piątka zapewniają im pozycję w okolicach środka tabeli. Jeżeli nic nie strzeli w najbliższych 5 czy 6 kolejkach, bo teraz czeka ich maraton z czołówką, to nic w jego odbiorze zmienić się nie powinno. I tak patrząc po dotychczasowych bramkach Piątka to jest to gość, który robi bramki z niczego, bo świetnie się odnajduje w sytuacjach, które bramkami kończyć się raczej nie powinny, a on już bramek z takich akcji ma chyba ze 4.

pep pep

Najśmieszniejsze gadki to jest to gadanie w Zagłębiu o stawianiu na akademię, na młodych.
Otóż tak się im trafiło w klubie, że ostatnio i to w sąsiednich rocznikach mieli dwa megatalenty takie, że klub tego formatu to średnio ma taki jeden na 50 lat. I co z nimi zrobili, co z tego mają – obu szybko sprzedali z g…grosze, przy czym jeden do tego nic niepograł w seniorach, a drugi w sumie niewiele.
Po takim gongu , to w zasadzie można się poddać i zamknąć interes, jak się nie wykorzystuje największych szans w historii , bo więcej takie się nie trafią.
To zresztą nie był wypadek przy pracy- przecież inne największe talenty (choć Ci akurat nie wypalili) też odeszli z Zagłębia za młodu tj Lasicki i Horoszkiewicz.
Trochę winy ponosił PZN ze swoimi dawnymi przepisami dot graczy pon., 18rż, ale to niczego nie tłumaczy.
Jak by byli prawdziwi fachowcy i było zarzadzanie z wizją to Zilinski dostawał by szanse w pierwszym zespole i zaoferowali by mu promese kontraktu na miarę gwiazdy ligi, a Piątkowi też kontrakt kominowy i nigdzie by tak szybko nie odeszli. Kto wie, może ekipa zbudowana na Zeilinskim ,Piątku i Lasickim rok temu awansowała by do LM, w tym roku w niej zagrała, a potem sprzedali by dwóch pierwszych za 30 mln łacznie. Do tego kasa z LM i w zamian kupili by kilka afrykańskich i brazylijskich 18-20 letnich talentów, na których za kolejne 2 lata zarobili by 60 mln.
Tak się robi zespoły typu Basel,, tak się zwiększa budżet. Kazdy klub spoza lig top 5 ma swój szklany sufit, ale gra w LM jest poniżej tego sufitu. Tylko trzeba było iśc w kierunki tak kosmicznego celu nią w oparciu o takich graczy jak Zieliński i Piątek. Takie szanse się nie powtórzą , a takim zawodnikom niemożna bać się oferować kominowych kontraktów nawet wtedy kiedy (tu sam Zieliński bo Piątek jeszcze nie pokazał wtedy potencjału) mają 18 lat.

Niedługo może przed taką szansą stanie Pogoń Szczecin z Walukiewiczem ,Kacprem kozłowskim i Hubertem Turskim . Na 99, 9 % można strzelać że skończy się na tym samym co w Zagłebiu.

A potem tylko liczenie na ochłpy z Solidarity Cup i w lidze a to 5 a to 10 a to 15, zamist stworzeniapotęgi

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Czlowieku czy Ty pamietasz Lewego w Lechu albo Wolskiego w Legii?
Lewy w Lechu byl rasiakopodobny, podczas gdy Wolski potrafil czarowac. Co z tego skoro Lewy chcial sie uczyc i rozwijac i dlatego nie zginal w Rzeszy a Wolski smierdzial leniem i teraz blaka sie gdzies na zadupiach futbolu.
Rownie dobrze moglo Zaglebie z Piatkiem i Zielinskim zjebac sie do 2.ligii a sami zawodnicy „rozwinac” sie ale w dol.

pep pep

Mój scenariusz oczywiście był mało realistyczny, tyle, że trzeba coś próbować w tym kierunku bo inaczej nie będzie postępu. Tzn jak się klubowi z jakimiś podstawami trafi jakiś megatalent to musi zrobić wszystko żeby na nim dużo zarobić , a wcześniej zdążyć skorzystać z jego gry (dłużej lub krócej ale tak aby wywindować ceną do maxa, a bez pogrania się nie da) , bo to jest szansa na rozwój, która może się nie powtórzyć.
A nie, że mamy perełkę 17-letnią to opchniemy za kilkaset tys. euro (albo co gorsza za ekwiwalent) bo może nic niego nie wyrośnie zamiast zrobić wszystko aby go zatrzymać (np dać najwyższy kontrakt w klubie- o ile charakter piłkarza na to pozwala).

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

PEP
Wez z reka na sercu powiedz, ze w Eklapie (co do zasady) mlody pilkarz moze sie rozwinac.
Bo ja jakos nie kojarze takich przypadkow w tej dekadzie poza Beresiem. Natomiast w kierunku przeciwnym (czyli najpierw gnusnienie w swoiskim smrodzie a potem gong w powaznej pilce) zasadniczo co chwila.
Kojarzysz Furmana, Borysiuka, Swierczoka czy Starzynskiego? Wszyscy dojrzeli w Eklapie i gowno z nich wyroslo.
Natomiast ci, ktorych szkolili na Zachodzi lub szybko wyjechali calkiem sporo osiagneli vide Szczesny, Zielu, Milik czy nawet Stepinski.

pep pep

Z najlepsza ścieżką rozwoju różnie bywa, to są kwestie indywidualne. Zresztą Piątek i tak późno wyjechał, Lewandowski też te 22 lata miał.
Ja patrzę z punktu widzenia interesu klubu , któremu trafi się talent i jest to klub z ambicjami rozwoju . Taki powinien z niego próbować wycisną co się da. Interes klubu i zawodnika do pewnego momentu można pogodzić.
Oczywiście nie da sie zbudować składu z megatalentem na długo (prawdziwym talent musi w młodym wieku iść do topowej ligi), ale to powinno działać że jeden odchodzi i kupuje się młodych kandydatów na jego następców ( i nie za drobne)

Fidel

w Genui właśnie odpalili trenera. Zobaczymy czy wpłynie to na Piątka. Z jednej strony przy obecnym czuł się komfortowo i grał świetnie z drugiej może jak się ogarną to będzie miał jeszcze więcej szans? Obawiam się tylko, że na razie głównym problemem Genui była radosna gra w obronie, nowy trener może spróbować załatać wielką dziurę w defensywie autobusem co trochę utrudni Piątkowi ładowanie kolejnych bram. Chociaż jak do tej pory to i z pół sytuacji na mecz dopisywał sobie gola do statystyk.

LOBO

Rzeczywiście zwolniony, ale zastępstwo raczej nic lepszego nie wróży.

Fidel

Faktycznie nowy treneiro wygląda na niezłego ogóra. Prawdopodobnie poleci po 5 wpierdolach jakie zbierze Genua w najbliższych meczach.

blasphemer93
FC Lahti / Stoke City

https://www.transfermarkt.com/statistik/goldenerschuh Piątek jest na 8. pozycji w klasyfikacji. Ja rozumiem, że nie liczycie kabaretowych lig i Krzysztof miejmy nadzieję szybko i tych graczy łyknie, ale póki oficjalnie jest niżej to nie piszcie że jest liderem, trochę rzetelności.

mingo

Ligi graczy będących przed Piątkiem grają systemem wiosna-jesień. Jaki jest sens porównywania dorobku zawodników kończących sezon i tych, co to niedawno go zaczęli?

3-5-2
Karmazyn Warszawa

Brzęczek jest trenerem przejściowym. Cały PZPN razem z nim powinien podać się do dymisji za ostatni mundial.

jaadam

Dobrze ze trafil na Probierza.
On z Piatka zrobil pilkarza.
Szkoda tylko ze Cracovia przedzie slabiutko w tym sezonie.

wojteqq13

Jako ciekawostkę napiszę skąd wziął się numer 17 na jego koszulkach. Otóż w dzieciństwie jego idolem był Mario Mandżukić.

wpDiscuz