Adamek kontra Miller, czyli kolejne bokserskie „mission impossible”
Inne sporty

Adamek kontra Miller, czyli kolejne bokserskie „mission impossible”

41 kilogramów – o tyle cięższy będzie Jarrell Miller (21-0-1, 18 KO) od Tomasza Adamka (53-5, 31 KO). To różnica, która w boksie dzieli pięściarza wagi muszej od zawodnika kategorii junior ciężkiej. Wyzwanie już na papierze wydaje się piekielnie trudne, ale sygnały płynące z obozu Polaka pozwalają na ostrożny optymizm. Faworyt według bukmacherów i ekspertów jest jednak zdecydowany – i nie jest nim nasz rodak.

Początkowo dominowało oburzenie i niedowierzanie. Dan Rafael pisał o „haniebnym mismatchu”, a inni wpływowi dziennikarze nie mogli uwierzyć, że hucznie zapowiadana inauguracja projektu promotora Eddiego Hearna w USA będzie się opierać na pięściarzu, który od dawna nie jest już postrzegany jako przedstawiciel elity królewskiej kategorii. Rzeczywiście – próżno dziś szukać Tomasza Adamka w TOP 15 rankingów czterech najważniejszych federacji. Statystyczny i w założeniu gwarantujący większą bezstronność portal Boxrec klasyfikuje go jednak na 16. pozycji wśród wszystkich ciężkich na świecie – jego rywal jest dziesięć pozycji wyżej. Niby różnica niewielka, ale bukmacherzy nie mają wątpliwości – Miller jest mniej więcej takim faworytem jak Rafael Nadal podczas meczów na mączce.

Im bliżej walki, tym robi się ciekawiej. Według pierwotnych ustaleń walka z udziałem Polaka miała być pierwszym z czterech głównych dań zaplanowanych w sobotę w Chicago. Na ostatniej prostej ranga pojedynku urosła. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Nie jest tajemnicą, że największym atutem Tomasza Adamka oprócz nazwiska i długiej listy osiągnięć jest to, że w USA cieszy się uznaniem Polonii. Organizatorzy najprawdopodobniej przekalkulowali, że po walce Polaka na samym początku tłumy jego fanów mogą po prostu wyjść z hali. Nie byłoby to wcale nic dziwnego – podobna sytuacja miała miejsce na ostatniej walce Adama Kownackiego (18-0, 14 KO) z Charlesem Martinem (25-2-1, 23 KO), która otwierała niedawno telewizyjny przekaz gali Showtime.

Długo niewiadomą pozostawał też dystans. Stawką pojedynku nie jest żaden z pasów, więc naturalnym wyborem wydawało się dziesięć rund. Eddie Hearn zdradził jednak, że obóz Adamka bardzo naciskał na dwanaście. Jeśli rzeczywiście tak było, to może to oznaczać, że Polak naprawdę w siebie wierzy i zamierza spróbować „obskoczyć” rywala. W tym scenariuszu słabsze w teorii warunki fizyczne mogłyby się okazać atutem – choć Miller potrafi narzucić niezwykle intensywne tempo, to w końcowych rundach zdarzają mu się przestoje.

Amerykanin jest znany jako „Big Baby” – to naprawdę kawał bobasa. Pochodzi z Brooklynu, który w ostatnich latach słynął z wielkich mistrzów wagi ciężkiej. Mike Tyson i Riddick Bowe w latach dziewięćdziesiątych rozdawali karty, potem po tytuł sięgnął też Shannon Briggs. „Za sprawą Tysona zainteresowałem się boksem. Chciałem być taki jak ci wielcy pięściarze. Dziś wiem już na pewno – jestem kolejnym z tej linii” – przyznaje Miller. Na razie nie dał jeszcze zbyt wielu podstaw, by w to uwierzyć. Pokonuje wprawdzie kolejne przeszkody, ale zdecydowanie nie zaliczył jeszcze takiego występu, który pozwalałby mu marzyć o zwycięstwie nad Anthonym Joshuą (22-0, 21 KO) i Deontayem Wilderem (40-0, 39 KO).

Brat Adam

Mimo to nie sposób mu odmówić pewności siebie, która graniczy wręcz z arogancją. Miller to specjalista w trash-talku – publicznie jest w stanie powiedzieć naprawdę każdą głupotę. Gdy w lipcu wreszcie spotkał się w USA twarzą w twarz z Joshuą, to prawie doszło do rękoczynów. Amerykanin po wszystkim zapowiedział, że zaprosi na randkę… mamę mistrza świata. Udało mu się dokonać rzadkiej sztuki – na moment złączył podzielone środowisko brytyjskich ciężkich, którym zdarza się rzucać stołami, ale nikt nie wciąga do takich gier rodziny. Lennox Lewis napisał nawet, że po czymś takim w życiu nie wyszedłby z Millerem do ringu, bo po takich słowach zwyczajnie nie zasługuje on na wypłatę. „Kocham cię, ale nie znasz mojej sytuacji. W czasie wojny bycie grzecznym mogło działać jedynie w twoim przypadku” – odpisał mu Amerykanin.

Na czym polega problem Amerykanina z Joshuą? „Nienawidzę wszystkiego, co za nim stoi. Wszystko miał podstawione pod nos. Cały czas trzymają go pod kloszem. Najpierw dostał złoto igrzysk, potem łatwe walki. Chcę mu złamać szczękę” – tłumaczył niedawno Miller. Brytyjczyk to istotnie złote dziecko współczesnego boksu, ale z mówienie o „łatwych walkach” w kontekście Kliczki, Parkera, Whyte’a czy Powietkina to gruba przesada. Wystarczy powiedzieć, że „Big Baby” nie ma w CV nawet jednego nazwiska tego kalibru. Ale faktycznie – gdy Joshua przechodził na zawodowstwo, to promotorzy się o niego zabijali. Już na samym początku zaczął zarabiać miliony i mógł liczyć na wsparcie w każdym zakresie. Miller nigdy nie miał takiego komfortu i sam musiał pokonać drogę z dna na szczyt.

W tej wędrówce od niemal samego początku towarzyszył mu Adam Kownacki (18-0, 15 KO). Wspólnie przesparowali setki godzin i na zawodowych ringach walczą dziś w całkiem podobnym stylu. Obaj nieustannie wywierają presję na rywalach i zadają mnóstwo ciosów, co wyróżnia ich na tle innych „ciężkich”. Nie mają może pojedynczego potężnego uderzenia, ale kumulacją naprawdę potrafią zrobić krzywdę. We wrześniu 2017 roku obaj otrzymali ofertę, by zmierzyć się ze sobą przed swoimi kibicami w Nowym Jorku. Zgodnie odmówili.

„Jarrell to mój brat z innej matki” – mówił Polak. „Gdy gasną światła, to jedyne, co nam zostaje, to przyjaźń i te same brudne sale, w których zaczynaliśmy. Pięściarze – brońcie swoich praw i walczcie o swoje. My z Adamem dopiero się rozkręcamy” – komentował wówczas Miller. Wygląda na to, że miał racje – obaj konsekwentnie zwyciężają z coraz trudniejszymi rywalami i są coraz bliżej walki o pas.

Mimo wszystko „Big Baby” nie pokazał jeszcze na zawodowych ringach potencjału na miarę mistrzowskich aspiracji. W lipcu 2017 roku pokonał Geralda Washingtona (18-1-1, 12 KO), który w poprzednim występie został znokautowany przez Wildera. Miller kontrolował walkę, ale nie skończył przeciwnika tak efektownie, jak mistrz federacji WBC – pojedynek został poddany przez narożnik po ośmiu rundach. W listopadzie zmierzył się za to z innym Polakiem – Mariuszem Wachem (33-2, 17 KO). „Wiking” nic nie robił sobie z najmocniejszych uderzeń Amerykanina i kto wie jak zakończyłaby się ta walka, gdyby nie jego kontuzja.

W ostatnim występie Amerykanin rywalizował z twardym Johannem Duhaupasem (37-4, 24 KO). Choć był od niego o ponad 20 kilogramów cięższy, to również nie potrafił przewrócić przeciwnika. Każde z tych zwycięstw rodziło się w bólach – w żadnym z tych występów Miller nie zaprezentował nawet połowy tego, co na konferencjach prasowych czy w wywiadach.

Uda się cofnąć czas?

I tu do gry wchodzi Tomasz Adamek – cały na biało. Nie oszukujmy się – Eddie Hearn nie zorganizował tej walki po to, by Polak ją wygrał. Pierwotnie chciał w ogóle zestawić swojego podopiecznego z Arturem Szpilką (21-3, 15 KO), ale „Szpila” woli spokojnie odbudować się w ojczyźnie. W sobotę to Jarrell Miller ma triumfować – najlepiej wreszcie przy pomocy efektownego nokautu, którym mógłby poprawić swoje notowania w oczach amerykańskich kibiców. Potem brytyjski promotor może trzymać go w roli opcji rezerwowej dla Joshuy lub wystawić go na innego ze swoich wysoko notowanych ciężkich – Dilliana Whyte’a (24-1, 17 KO) lub Derecka Chisorę (29-8, 21 KO).

Pewne wydaje się jedno – zwycięzca sobotniej walki będzie miał możliwość zaboksowania o mistrzowski pas. Problem jest jeden – to tytuł tylko i aż „regularnego” mistrza znanej z kreatywnego podejścia do tematu organizacji WBA. Mistrzem „super” (tym najważniejszym) jest według tej samej federacji Joshua. To wcale nie koniec – nieco niżej w tej układance jest także mistrz… „tymczasowy”. To zaszczytne miano dzierży szerzej nieznany Trevor Bryan (20-0, 14 KO).

Pas to jednak pas – była nawet szansa na to, by znalazł się on w stawce walki Miller kontra Adamek. Pierwotnie o tytuł mistrza regularnego mieli walczyć pod koniec września Manuel Charr (31-4, 17 KO) i marzący już od dawna o emeryturze Fres Oquendo (37-4, 24 KO). Na ostatniej prostej pierwszy z pięściarzy wpadł jednak na dopingu. Co dalej z pasem? Tego na razie nie wie nikt. Pewne jest tylko to, że Oquendo będzie musiał o niego zawalczyć, bo to prawo wywalczył sobie… w sądzie. Ostatni raz na zawodowym ringu wystąpił jednak w 2014 roku!

„Polityka w boksie jest straszna, trudna i pozbawiona logiki” – tłumaczył nam niedawno na antenie Weszlo.fm Mateusz Borek, promotor Tomasza Adamka. „WBA to dla mnie World Boxing Absurd. Jeśli ktoś wierzy, że te rankingi cokolwiek odzwierciedlają, to chętnie wyprowadzę go z błędu. Byłem raz na takim głosowaniu i widziałem jak to wygląda – przez głosowanie można było awansować o 10-15 pozycji bez żadnej walki” – dodaje założyciel MB Promotions. Dowodów nie trzeba daleko szukać. Według WBA 15. pięściarzem w obecnej wadze ciężkiej jest Christopher Lovejoy (14-0, 14 KO), który w trakcie całej kariery wygrał tylko jedną (!) walkę z przeciwnikiem o dodatnim bilansie.

Pasa w stawce pojedynku Miller kontra Adamek ostatecznie nie będzie, ale Eddie Hearn tuż przed walką potwierdził, że zwycięzca zostanie kolejnym rywalem Oquendo. Według amerykańskich mediów takie starcie mogłoby się odbyć już 15 grudnia. Najpierw jednak Polak musi wygrać. Nie ma się co oszukiwać – taki scenariusz byłby jedną z największych bokserskich sensacji tego roku. Biorąc pod uwagę okoliczności byłoby to również największe zwycięstwo „Górala” w historii występów w kategorii ciężkiej i jedno z największych w długiej karierze.

„Jak Adamek nie zapomniał po co ma nogi, to jest w stanie wygrać” – tak Grzegorz Proksa skomentował na Twitterze to, co obaj pokazali na wadze. Znany z zamiłowania do cheeseburgerów Miller wniósł aż 144 kilogramy – najwięcej w karierze. Różnica jest gigantyczna, bo Polak waży o 41 kilogramów mniej. Choć Adamek w długiej karierze widział prawie wszystko, to z takim wybrykiem natury zmierzy się po raz pierwszy. Amerykanin wygląda przedziwnie – nie ma wielkiego brzucha, którego można by się spodziewać patrząc na same liczby. One zresztą w próbie zrozumienia jego pięściarskiego fenomenu nie pomagają ani trochę. W długiej historii wagi ciężkiej nie było i pewnie długo nie będzie kogoś, kto przy takich gabarytach jest w stanie boksować z taką intensywnością na tak wysokim poziomie.

Choć „Big Baby” słynie z ciętego języka, to najbliższego rywala pod tym względem oszczędza. „Mam szacunek do tego faceta. Oglądałem go wiele razy na ringu, a poza tym kocham polskich fanów. Polacy zrobili wiele dla mojego drugiego kraju – Haiti. Razem pokonaliśmy Hiszpanów i Anglików w walce o wolność. Nie mam nic do Adamka – po prostu będziemy razem walczyć, a ja chcę wygrać. To tylko biznes” – mówił Miller, którego w TOP 5 rankingu klasyfikują trzy z czterech najważniejszych bokserskich federacji.

Polak cały obóz przygotowawczy spędził w Stanach Zjednoczonych pod okiem trenera Gusa Currena, który odbudował go po porażce z Moliną. Sparował z Bryantem Jenningsem (24-2, 14 KO) i Bermanem Stivernem (25-3-1, 21 KO) – pięściarzami z szerokiej czołówki kategorii ciężkiej. Zajmujący się przygotowaniem fizycznym doktor Jakub Chycki ocenia, że pod względem kondycyjnym Adamek wygląda najlepiej od lat. „Niezwykle ważne przed tym pojedynkiem było dla nas przygotowanie szybkości i wytrzymałości” – stwierdził.

Tym razem „Góral” będzie potrzebował nie tylko tego, ale także szczęki i siły ciosu. Jeśli uda mu się zdobyć szacunek Millera i nie da się zaskoczyć pod linami w pierwszych rundach jakąś szaloną serią, to będzie miał szansę poprowadzić ten pojedynek według własnego scenariusza, który oczywiście nie zakłada innego finału niż zwycięstwo. Ewentualna wygrana byłaby jednym z największych triumfów nie tylko w dziejach polskiej wagi ciężkiej, ale w ogóle w historii polskiego boksu zawodowego. Jednak nawet jeśli to łabędzi śpiew polskiej legendy, to zdecydowanie warto zarwać dla niego noc lub po prostu wcześniej wstać. Adamek i Miller powinni wyjść do ringu około 5:00 – transmisja w Polsacie Sport oraz w otwartym Polsacie.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (21)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Tralalala

Przed każdą większą walką pada ta kwestia:

„Zajmujący się przygotowaniem fizycznym doktor Jakub Chycki ocenia, że pod względem kondycyjnym Adamek wygląda najlepiej od lat. ”

Można tylko zmieniać nazwisko.

Po walce zwykle tłumaczenia i wymówki…

Ale życzę Adamkowi powodzenia!

Tralalala

A nie mówiłem…

Świroos

Sam nie wiem na kogo postawić. Przy wygranej Adamka płacą 5.5 za Millera 1.15. Niby faworyt jest jeden ale coś mi śmierdzi niespodzianką.

Krzycho

Adamek musiałby być w formie porównywalnej do walki z Arreola, czyli szybki, ruchliwy, non-stop stosujący swoją taktykę „doskocz-przypieprz-odskocz”. Jakoś nie bardzo w to wierze, raczej sądzę, że jest to wyjście do ringu po ostatnią dobra wypłatę przez zardzewiałego, choć niegdyś niezłego boksera.
Jak go Miller złapie przy linach i trafi czysto 1-2x to nie będzie czego zbierać.

Świroos

Trudno się z Tobą nie zgodzić. Właśnie w pracy nóg i szybkości upatruje szans Tomka. Z drugiej strony pamiętam walkę z Moliną gdzie dobrze żarło ale zdechło, 50 pójdzie na Tomka jak wejdzie to będzie co na tacę rzucić. 😉

Krzycho

Nie podzielam opinii, że Adamkowi żarło w walce z Moliną, to był dość wyrównany pojedynek, Adamek trafił czysto i mocno w sumie tylko kilka razy, miał naprawdę dobre ze dwie rundy (8 i 9) gdzie dominował- ale nie potrafił Moliny skończyć a w 10 opadł z sił i równo z gongiem dostał ostatecznego gonga. Gdy był młodszy to takie walki z takimi przeciwnikami wygrywał z duzym spokojem, a tu mu odcięło paliwo i poszedł na deski w ostatniej sekundzie rundy.

Krzycho

No i skończyło się babci sranie. Dzisiejszy Adamek to nawet nie jest 10% Adamka z jego najlepszych czasów.

M.

Łomot :(

baku27

Ta walka jest absurdalna i prawdopodobnie zakończy się laniem. Pytanie tylko gdzie leży granica i kiedy w końcu Adamek się opamięta

Misquamacus

Teraz dostanie tak konkretnie po oczodołach, ze nawet komitywa z Father Managerem mu myśli na miejsce nie poukłada. Niestety, od ładnych kilku lat Adamek jest niezłej jakości workiem do okładania. Będzie dziś tworzył horyzont z matą.

Misquamacus

Ktoś, na serio, CZEGOKOLWIEK innego się po tym katolu spodziewał, niż gleby po kilku ciosach na ten tępy ryj?

Krzycho

No ja się miedzy innymi spodziewałem po tej walce takich właśnie debilnych komentarzy od debili twojego pokroju,

Misquamacus

Proszzzz… Nie musisz dziękować. Tylko że takie są fakty, od dobrych kilku lat gościa dobrze pogrzało na punkcie Torunia i tym podobnych. Doskonale pamiętam, jakim był zajebistym zawodnikiem, tylko że przestał nim być po sztucznej zmianie kategorii wagowej na ciężką. Wiara to jedno, nic do tego nie mam, ale obcowanie z popaprańcami pokroju wielkiego redemptorysty to już objaw choroby psychicznej.

Krzycho

No i co z tego że go pogrzało na punkcie Torunia i tym podobnych. Co mnie obchodzi czy Adamek jest fanatycznym katolem, czy prawosławnym popem albo wyznawcą latającego potwora spaghetti? Ciebie to bardziej obchodzi niż to czy jest jeszcze bokserem czy już workiem do bicia? Czyli co, dla ciebie Ali był gównem bo go pogrzało na punkcie Allaha?
Ty kurwa debilu złamany…

Misquamacus

O, widzę, tatusia szukasz…

Co mnie obchodzi?!? A to mianowicie, że skoro kogoś skrajnie popierdoliło na punkcie czegokolwiek i taka osoba publicznie się z tym obnosi, to wizerunek takiej osoby mi nie pasuje i będę na to zwracał uwagę, bo mam takie prawo. Mały kutasiku.

Ali, gdyby wypierdolił się w Madison Square Garden wśród publiki krzycząc „Kebab Akhbar!” też byłby inaczej odbierany.

Gdyby twoi starzy nagle zaczęli wielbić potwora spaghetti tak bardzo, że tylko makaron wpierdalałbyś 5 razy dziennie, a za próbę wciągnięcia bułki z masłem – tortury, to też by ci to pasowało?

„Ciebie to bardziej obchodzi niż to czy jest jeszcze bokserem czy już workiem do bicia?” – pierdolisz, jak potłuczony, idiotyczne wnioski wysnuwasz. Kiedyś był świetnym zawodnikiem, który wierzył w Boga. Teraz jest zjebanym katolem, który dostaje po ryju, jak worek na treningach.

Skoro twierdzisz, że osoba publiczna może robić co jej się rzewnie podoba, byle tylko udawała, że nadal robi to, za co kiedyś była uwielbiana, to zastanów się, kto tu jest debilem złamanym.

Krzycho

Jesteś zwyczajnym, zawistnym i zakompleksionym debilem. Sąsiadom tez zazdrościsz, że mają więcej kasy niż ty, pierwszy protestowałes jak ktoś na swojej działce sobie drzewo ścinał, prawda?
Ty mały gnojku.

Misquamacus

Sposób, w jaki tworzysz myśli (bo przecież nie powiem, że myślisz) pokazuje, że NIC, kompletnie nic, do ciebie nie dociera. Ameba.
Jesteś upośledzony. Nie jesteś partnerem do dyskusji, łap za ścierę i do kuchni, po obiedzie pozmywaj. Chociaż tak się rodzicom odwdzięcz za to, że się z tobą męczą.

Krzycho

Trudno żebym za partnera do dyskusji uznał debila takiego jak ty, który nigdy nie zrozumie jak wielkim debilem jest. Ty się powieś, utop albo przynajmniej pierdolnij czymś ciężkim w swój głupi łeb, to ci oczywiście nie pomoże ale na pewno nie zaszkodzi.

Pre

Chce teraz uslyszec zlotoustego borka promotora. przeciez na to powinny byc paragrafy. jak mozna starszemu czlowiekowi wyprac tak mozg.

Misquamacus

Najlepsze, kolejne, przygotowania od lat. I jeb! wąchanie materaca.

Krzycho

Nie za darmo to wszystko, tu leży pies pogrzebany. Sam byś wyszedł do tego osiłka jakby ci ktoś zaproponował ze 100 grandów.

wpDiscuz