post Avatar

Opublikowane 02.10.2018 17:37 przez

Michał Kołkowski

28 kwietnia 2010 roku znalazł się na szczycie. Co prawda jego drugi triumf w Lidze Mistrzów miał nastąpić dopiero za miesiąc, ale Jose Mourinho swój osobisty finał tych prestiżowych rozgrywek przeżył na Camp Nou. Dowodzony przez niego Inter wyeliminował w półfinale broniącą tytułu Barcelonę, a Jose po końcowym gwizdku popędził w stronę kibiców Blaugrany, żeby napawać się zwycięstwem. Chciał ich oślepić iskrzącym się blaskiem swojego sukcesu. Rzeczywiście – gwiazda Portugalczyka świeciła wówczas jak nigdy wcześniej.

I – co możemy po ośmiu latach stwierdzić z całą stanowczością – nigdy później.

*

  • 2:3 z Brighton

  • 0:3 z Tottenhamem

  • 2:2 z Derby County i odpadnięcie z Carabao Cup

  • 1:3 z West Hamem

Mamy początek października, Manchester United jak do tej pory rozegrał w bieżącym sezonie dziewięć oficjalnych spotkań. Wygrał zaledwie cztery z nich. Aż trzykrotnie podopieczni Jose Mourinho oglądali czerwone kartoniki, stracili aż czternaście bramek. Drużyna ewidentnie cierpi i to nawet wtedy, gdy niesiona siłą swoich indywidualności jakimś cudem zwycięża. Nie funkcjonuje organizacja gry w defensywie, środek pola prezentuje postawę anty-kreatywną, wybitnie utalentowani napastnicy czy skrzydłowi kopią się po czole, zamiast bezlitośnie punktować przeciwników. Do czego przecież są zdolni, ale – dziwnym trafem – nie pod okiem Jose.

Styl gry United był beznadziejny od dawna. Zupełnie nieprzystający do ambicji klubu, do jego marki i – przede wszystkim – siły kadrowej. Bo Czerwone Diabły dysponują piekielnie mocnym składem, nawet biorąc pod uwagę brak istotnych wzmocnień w trakcie letniego okna transferowego. Jednak w zespole co i rusz pojawiają się kolejne problemy, nad którymi ewidentnie nie panuje menedżer.

Zdaje się wręcz, że to on jest podstawowym problemem klubu.

Dla Jose Mourinho praca w czerwonej części Manchesteru miała być największym projektem w życiu. Powierzono mu gigantyczną misję, którą miał zrealizować z charakterystycznym niegdyś dla siebie rozmachem i kunsztem, a do której przymierzał się od dawna. Jego fascynacja postacią Sir Alexa Fergusona i chęć wejścia w buty otoczonego na Old Trafford kultem Szkota była odczuwalna nawet wówczas, gdy obaj panowie zaciekle rywalizowali o prymat w angielskiej ekstraklasie. Nie szczędząc sobie wyrazów wzajemnego szacunku i uznania, a przecież Mourinho nie słynie z wystawiania laurek kolegom z branży. O czym najdotkliwiej przekonał się Arsene Wenger. Jednak Ferguson to co innego – jest urodzonym zwycięzcą i potwierdzał swoją reputację na przestrzeni długich dekad. Jose bez wątpienia marzył o tym, żeby jego trenerska droga przypominała tę ścieżkę, którą przemierzył SAF.

stream_img

Jednak chyba tylko najbardziej niepoprawni optymiści wciąż wierzą, iż Portugalczyk jest w stanie zbudować w Manchesterze ekipę na miarę tej fergusonowskiej. I nie chodzi tu wcale o poszczególne nazwiska – Sir Alex w swoim pożegnalnym sezonie dysponował kadrą cokolwiek przeciętną i podstarzałą. Chodzi właśnie o ekipę, paczkę, zgraną bandę – zdaje się, że Mourinho nie jest już odpowiednim człowiekiem, by stanąć na czele gangu, który skopie tyłki wszystkim rywalom z Premier League i obrabuje ich z punktów.

To nie jest już typ herszta, którego z jednej strony można się obawiać, a z drugiej strony – podziwiać go. Raczej rodzaj upierdliwego szefa, dyszącego pracownikom w kark wewnątrz ciasnego, dusznego biura.

Bez wątpienia nie wierzą już w swojego trenera sami zawodnicy United. Wojtek Kowalczyk w ostatniej Lidze Minus zauważył, że jeżeli piłkarze tylko wyczują słabość szkoleniowca i zwęszą, iż od zwolnienia dzieli go już tylko jedna poważna wtopa, to bez mrugnięcia oka sprowokują tę wtopę. Z czystą premedytacją. Kto obejrzał starcie Manchesteru z West Hamem ten chyba nie ma wątpliwości, że Czerwone Diabły nie zostawiły na boisku stu procent zdrowia i zaangażowania, choć sam Mourinho zapewnia, że naiwnie wierzy w szczerość ich intencji i nie zakłada żadnego spisku przeciwko swojej osobie.

Im dłużej patrzyłeś na ekran, tym dłużej nic na nim nie było. Nic. Żadnego dobrego występu. Choćby jednego! Nawet złe filmy mają w sobie coś pozytywnego, za co można je pochwalić. Tutaj nie udało się nic – w ten sposób Kathleen Carroll z New York Daily News recenzowała film „Wrota niebios”. Ta surowa opinia jak ulał pasuje również do ostatniego występu Manchesteru.

*

Dlaczego spośród tylu bezwzględnych recenzji wystawionych marnym filmom pojawił się powyżej cytat akurat dotyczący „Wrót niebios”? Żeby dobrze zarysować całą analogię, wypada się najpierw cofnąć aż do lat 60-tych ubiegłego stulecia. Kiedy Hollywood miało poważny problem – Amerykanie coraz częściej posiadali w domu kolorowe telewizory i tracili ochotę na wypady do kina. Nawet największe filmowe super-produkcje nie były w stanie na siebie zarobić, oferując rozrywkę w przestarzałym stylu. Monumentalną, powolną, nużąco epicką. Tymczasem poważne przemiany społeczne w Stanach Zjednoczonych odmieniły również kinową publiczność, która chciała na ekranie tempa, krwi i erotycznego napięcia. Chciała więcej widzieć, a mniej sobie dopowiadać.

Wielkie wytwórnie filmowe nie miały zatem wyjścia – postanowiły podzielić się tortem z nową falą rzutkich, drapieżnych twórców, stawiających swoje pierwszej kroki w realiach telewizyjnych, jak choćby Steven Spielberg. A także Michael Cimino, twórca słynnej swego czasu reklamy linii lotniczych United Airlines.

Cimino doskonale się odnajdywał w świecie telewizyjnych spotów, kręcąc również reklamy dla Pepsi czy Kodaka. Jednak jego największą pasją zawsze było wielkie kino i kiedy obrzydliwie bogaci producenci zwrócili uwagę na niewątpliwy talenty reżysera, bez żalu porzucił ekran szklany na rzecz dużego. – Mam prostą definicję udanego filmu – tłumaczył kiedyś swoją filozofię. – Kiedy oglądasz dobry film, zapominasz, że w ogóle oglądasz film.

Urodzony w Nowym Jorku reżyser szybko okazał się kurą znoszącą złote jaja, a prawdziwą eksplozją finansową i – co chyba nawet ważniejsze – artystyczną, był film „Łowca jeleni”. Dziś słusznie cieszący się renomą dzieła kultowego. Cimino opowiedział o wojnie w Wietnamie w taki sposób, w jaki tylko on potrafiłby to w tamtych latach zrobić. Przedstawił widzom długą, gorzką, ponurą historię o prostych ludziach i ich zmarnowanych życiowych szansach. Piekło wojny w „Łowcy jeleni” jest całkiem inne niż to, które serwowali później pozostali twórcy, podejmując trudną tematykę i krocząc przetartymi przez „Łowcę” szlakami. Wietnam w wyobrażeniu Cimino nie wykreował herosów. Po prostu – zdewastował psychikę ludziom do znudzenia zwyczajnym. Działań typowo wojennych w tym filmie jest jak na lekarstwo, lecz jednocześnie ekran wręcz ocieka ludzkimi dramatami.

hero_Deer-Hunter-image

„Łowca jeleni” okazał się ostatecznie kasowym sukcesem, został obsypany nagrodami i pewnie również dlatego nagrodzony Oscarem Cimino wkrótce doczekał się szansy, która miała umieścić go ostatecznie i nieodwołalnie na szczycie rankingu najwybitniejszych reżyserów wszech czasów. „Wrota niebios” miały być jego największym dziełem, w każdym calu idealnym. Cimino, który już wcześniej słynął z kontrowersyjnych metod pracy, mógł sobie w tym przypadku pozwolić na wszystko. Zagwarantował sobie w kontrakcie z wytwórnią prawo do przekraczania budżetu, co samo w sobie brzmi jak szaleństwo, a później z rozkoszą to prawo wykorzystywał.

Manipulował, intrygował, kombinował – aż wreszcie zapewnił sobie pełnię władzy nad produkcją, choć z własnej portmonetki nie wyłożył na nią złamanego centa.

Potrafił poświęcić cały dzień zdjęciowy, żeby nakręcić kilka sekund sceny, gdzie jeden z bohaterów, znienacka przebudzony, trzaska ściskanym przez sen biczem. Reżyser oczekiwał wyłącznie idealnego, mistycznego trzaśnięcia. Dość powiedzieć, że pierwszy milion z budżetu (wynoszącego pierwotnie około ośmiu baniek) przeznaczył na materiał, z którego przy dobrych wiatrach można było sklecić dwie minuty filmu. Trwającego ostatecznie minut 219, choć wersja reżyserka liczyła ich 324. Całego materiału nakręcono natomiast… 220 godzin. Posklejanie go w spójną historię zajęło autorowi przeszło pół roku. Trudno się temu właściwie dziwić, ostatecznie każde z ujęć we „Wrotach niebios” liczyło co najmniej 30 dubli.

Cimino na planie zamienił się w tyrana, a zdaniem wielu jego ówczesnych współpracowników – po prostu oszalał. Oszalała od nadmiaru władzy, nadmiaru pasji i zbyt wielkiej presji, jaką na siebie nałożył. Abstrahując już od faktu, że sama historia walki osadników z Europy Wschodniej przeciwko okrutnym hodowcom bydła z Wyoming nie brzmi jak zarys fabuły spektakularnego, pięciogodzinnego blockbustera, reżyserowi odbiło od własnego perfekcjonizmu. Zażądał zburzenia miasteczka wybudowanego specjalnie na potrzeby filmu tylko po to, żeby zamontować je od nowa, ale przesunąć całą konstrukcję o metr do do tyłu. Wstrzymywał pracę nad zdjęciami w oczekiwaniu na chmurę ukształtowaną w taki sposób, jaki najbardziej mu odpowiadał.

Skoncentrował się na formie, ale zapomniał wypełnić ją przy użyciu zajmującej treści.

No Merchandising. Editorial Use Only. No Book Cover Usage Mandatory Credit: Photo by United/Everett/REX Shutterstock (961842b) 'Heaven's Gate' - landscape 'Heaven's Gate' film - 1980

Po drodze wypowiedział również wojnę dziennikarzom, którzy zaczęli się coraz bardziej dociekliwie interesować horrendalnymi posunięciami twórcy. Cimino pogardzał jednak mediami, a te odpowiedziały mu pięknym za nadobne. Les Gapay z gazety Wall Street Journal zatrudnił się na planie „Wrót niebios” jako statysta i ze szczegółami opisał wszystkie wariactwa reżysera. Malowanie trawy na łące, żeby przedstawiała odpowiedni odcień zieleni, znęcanie się nad zwierzętami i aktorami… Było tego mnóstwo, kolejne skandale wysadziły w powietrze wszelkie plany promocji filmu. Tak jak reżyser miał – rzekomo – wysadzać w powietrze żywe konie, żeby uzyskać bardziej wiarygodny efekt grozy podczas jednej ze scen.

Cimino udało się koniec końców stworzyć wymarzony film, w którym – po pewnym czasie – nikt już nie chciał grać. Zmontował dzieło złożone wyłącznie z idealnych w swoim mniemaniu ujęć, z odpowiednio kształtną chmurką płynącą po niebie. Ale nikt już nie chciał tego oglądać. Opinia publiczna znienawidziła reżysera, podobnie jak jego współpracownicy i pracodawcy. W pewnym momencie przestało się już liczyć, czy „Wrota niebios” będą filmem udanym, czy też nie. Miały okazać się porażką, bo taka była potrzeba odbiorców. Chcących utrzeć nosa krnąbrnemu dyktatorowi, który za bardzo uwierzył we własną wyjątkowość, więc zasłużył na klęskę.

Film, ostatecznie stworzony za 44 miliony dolarów, zarobił w kinach mniej niż 10% tej kwoty. Wytwórnia United Artist zbankrutowała i rozleciała się, a recenzent New York Times określił „Wrota niebios” dziełem „tak samo interesującym jak czterogodzinny spacer po własnym salonie”.

*

Co jest jednak lekko przesadzonym stwierdzeniem. Podobnie jak postawa Manchesteru United nie zawsze jest aż tak marna, jak się o niej mówi. To ostatecznie wicemistrzowie Anglii, poprzedni sezon zakończyli z zupełnie przyzwoitym dorobkiem punktowym. Przekroczenie 80 oczek przy tak wyrównanej stawce w Premier League jest wynikiem naprawdę solidnym. Sęk jednak w tym, że Jose Mourinho tak długo chodził z zadartym nosem, iż dzisiaj każdy chce być tym, kto sprowadzi bezczelnego Portugalczyka do parteru. Dlatego Jose otrzymuje po porażkach ciosy, jakich nie otrzymałby nikt inny.

Wypija piwo, które sam sobie nawarzył.

Jasne, że tak było zawsze. Kiedy prowadził Porto, Chelsea, Inter. Uwielbiał sytuacje, w których stawał w pojedynkę przeciw wszystkim. Jednak wtedy tak naprawdę nigdy nie występował samotnie, nawet jeżeli kreował taką pozę w mediach, chroniąc jednocześnie swoich zawodników przed nadmierną presją. Cały czas stała za nim jego drużyna. Dwudziestu pięciu facetów, którzy za swoim trenerem gotowi byli skoczyć w ogień i zaakceptować wszelkie jego taktyczne pomysły, bo po prostu w nie wierzyli. Wierzyli w niego.

– Jose przyszedł do szatni żeby się pożegnać, zrobił krótką przemowę o tym, jak bardzo jest dumny z relacji, jaką z nami zbudował. Rozejrzałem się dookoła i piłkarze płakali. Wszyscy mieli wilgotne oczy. John Terry, Frank Lampard, Didier Drogba… Drogby nie dało się uspokoić – tak Steve Sidwell zapamiętał dzień, w którym Roman Abramowicz pozbył się Mourinho z Chelsea w 2007 roku. – Był numerem jeden. Sekretem jego sukcesu było to, że potrafił każdego uczynić ważną częścią swojego projektu – wspomina z kolei Marco Materazzi, który również ze łzami w oczach żegnał Portugalczyka, opuszczającego Mediolan na rzecz Madrytu.

Czy w Manchesterze znajdzie się chociaż jeden zawodnik, który zapłacze po „The Special One”, przechrzczonym już zresztą przez angielskie media na „The Special, Once” („Wyjątkowy Kiedyś”)? Jeśli tak, będą to raczej łzy szczęścia.

*

Wydaje się, że Mourinho – podobnie jak Michael Cimino – w pewnym momencie za bardzo uwierzył we własną wyjątkowość i zaczął koncentrować się na formie, zapominając o treści. Jego wojenki z dziennikarzami robiły wrażenie dekadę temu, kiedy Jose na każdy złośliwy artykuł pod swoim adresem odpowiadał zwycięstwem, na każdą nieprzychylną spekulację ripostował kolejnym zdobytym trofeum. Dzisiaj? Apodyktyczny i gderliwy Jose może tylko przypominać o swoich osiągnięciach z coraz bardziej zakurzonej przeszłości. To mogło wtedy imponować, teraz śmieszy. Szczycić się liczbą zdobytych tytułów w lidze, którą opuścili Ferguson i Wenger, a zapełnili młodsi menedżerowie na dorobku, raz po raz piorący Portugalczykowi skórę? Coraz mniej jest w jego standardowych tyradach humoru, za to aż kipi w nich od zgorzknienia.

Tak, Mourinho zdecydowanie zgorzkniał. O ile w 2004 roku powiew jego nieudawanej pychy wprowadził orzeźwienie na Wyspach i zdmuchnął z piedestału kilka fałszywych autorytetów, tak dzisiaj stanowi odrażające beknięcie trenerskiego frustrata, który – chyba zupełnie szczerze – nie rozumie, dlaczego jest tak źle, skoro powinno być tak dobrze, parafrazując klasyka.

Można się zżymać również na taktyczny hermetyzm Jose, który od lat nie wymyślił niczego nowego w grze swoich zespołów i koncentruje się tylko na tym, żeby wytrącić karty z ręki przeciwnika. Przelicytować go, samemu mając tylko parę trójek. Nie blefuje, nie eksperymentuje, nie stara się zaproponować czegoś więcej, choć ma do dyspozycji kadrę naszpikowaną królami i asami światowej piłki. Tymczasem dzisiejszy futbol nie promuje już postawy zachowawczej, kunktatorskiej. Być może takie zagrywki mają jeszcze jakieś zastosowanie na poziomie mundialu czy mistrzostw Europy, gdzie nie są rozgrywane dwumecze. Ale Liga Mistrzów – również w fazie play-offów – to w tej chwili festiwal upstrzony błyskami ofensywnych fajerwerków.

Real Madryt, Roma, Liverpool i Bayern strzeliły ostatnio w półfinałach Champions League dwadzieścia goli. To już nie są czasy taktycznych szachów Mourinho i Beniteza, którzy w 2005 roku pewnie nawet rzuty karne rozegraliby na 0:0, gdyby nie bramka-widmo Luisa Garcii, zapewniająca Liverpoolowi awans do finału kosztem The Blues.

Jednak co innego odpaść po wyrównanej batalii z Benitezem, a co innego zostać rozpracowanym przez Vincenzo Montellę.

Aczkolwiek taktyczna wsteczność to w gruncie rzeczy mniej istotna sprawa. Portugalski menedżer – co poniekąd słusznie wypominali mu przeciwnicy z obozu Barcelony, choćby Xavi – nigdy nie był typem filozofa futbolu, proponującego jakieś innowacyjne rozwiązania. Ale kiedy miał pod sobą armię posłusznych, lojalnych, nieustraszonych żołnierzy – był zdolny poskromić katalońskich pyszałków. I tutaj jest pies pogrzebany, bo dziś, kolejny raz , największym wrogiem Mourinho stali się jego podopieczni.

Kiedyś odgrywał na konferencjach prasowych teatrzyk, żeby ochronić swoich podopiecznych. Dzisiaj robi to, żeby ich dodatkowo pognębić.

W Madrycie antagonistą był przede wszystkim Iker Casillas, nazwany przez menedżera kretem i traktowany z naprawdę daleko idącą pogardą. Podczas drugiego pobytu w Londynie, Mourinho wziął na celownik Edena Hazarda. Tak – sędziowie, terminarz, futbol międzynarodowy, masażyści, zarząd – z nimi też Jose nieustannie wojuje. Jednak jeżeli działacze Manchesteru United szarpną się na zwolnienie Portugalczyka (a to naprawę kosztowna decyzja), zrobią to nie dlatego, że nie mogą znieść żenującej porażki 1:3 z West Hamem. Pewnie ich to mierzi, ale bez przesady. Zdecydują się na taki krok, żeby udobruchać Paula Pogbę. I Alexisa Sancheza. I Luke’a Shawa. I Romelu Lukaku. I Antonio Valencię…

Nawet jedno nazwisko w takiej wyliczane to o jedno za dużo. Tymczasem lista wrogów, jakich narobił sobie Jose we własnej szatni ciągnie się w nieskończoność. Po meczu z Derby County miał się zamknąć wraz ze sztabem w biurze i poszukiwać sposobu na wyjście z kryzysu przez wiele godzin. Analizować taktykę, meczową strategię, system przygotowań. Ale nie ma takich taktycznych zmian, które zadziałają bez akceptacji ze strony zawodników.

Kiedy Michael Cimino tworzył „Wrota niebios”, dzieło swojego życia, nie zwracał uwagi na nic innego. Dziennikarzy potraktował jak wścibskich wrogów, statystów jak bezwartościową hołotę, aktorów jak pionki na szachownicy. I przegrał, bo musiał przegrać. Żeby zrobić genialny film nie wystarczy przesunąć tekturowe miasteczko o metr w prawo czy w lewo. Nie wystarczy upuszczać krwi cielakom, żeby wyglądała na ekranie bardziej realistycznie niż keczup. Trzeba zebrać grupę ludzi, która uwierzy w dany projekt i – razem z reżyserem – nada mu duszę.

Cokolwiek powiedzieć o pamiętnym sukcesie Interu – tamta ekipa miała duszę. I to jak jasna cholera. Dlatego 28 kwietnia 2010 roku Jose Mourinho mógł wojowniczo kiwać palcem w stronę trybun Camp Nou, dopóki z murawy nie spłukały go zraszacze. Dzisiejszy Manchester to wielka marka, wielka historia, wielcy piłkarze i wielki menedżer. Ale jako zespół? Zwykła wydmuszka. Bo portugalski szkoleniowiec z biegiem lat za bardzo się skupił na wielomilionowych transakcjach, na taktycznych sztuczkach wymierzonych w przeciwnika, na medialnych gierkach.

Zapomniał, w kim tak naprawdę tkwił fenomen początków jego kariery. A tkwił w Bennim McCarthym, w Robercie Huthcie, w Goranie Pandevie. W piłkarzach, których rozwój, lojalność i dobre samopoczucie „The Special One” stawiał sobie kiedyś za cel swojej pracy, nawet jeżeli w drużynie pełnili rolę drugoplanową, nawet gdy byli tylko statystami. Wynik przychodził równolegle. Co się zaś działo, gdy już się pojawił? Mourinho po zwycięstwie w Lidze Mistrzów w 2004 roku schował medal do kieszeni i chwile chwały pozostawił swoim piłkarzom.

Może zatem moment, w którym Jose tak bardzo osobiście potraktował triumf nad Barcą był nie tylko punktem jego największego wzlotu, ale i upadku? Odkąd wylądował w Madrycie, „The Special, Once” za cel stawia sobie własny sukces. Więc z biegiem lat stracił i miłość piłkarzy, i wyniki.

Michał Kołkowski

fot. Newspix.pl

Opublikowane 02.10.2018 17:37 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 22
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

KazimierzZdzislaw
KazimierzZdzislaw

Teraz czas na polskiego Murinio – the specjal 711
Ten to kulom (ani telefonom) się nie kłania…

Jak Co Szabat: Moshe Ohayon - Prywatnie Kolega Herberta Dicka
Jak Co Szabat: Moshe Ohayon - Prywatnie Kolega Herberta Dicka

Ja nie wiem jak można było porównać CM do Mounrinho. Nie ta charyzma, nie ta klasa, a „parkowanie autobusu” było wspólnym mianownikiem już po nadaniu tego przydomku. Autor porównania wiedział że coś dzwoni, ale nie wiedział w którym – hehe – telefonie.

Może Mou powinien trochę to ogarnąć i się uspokoić? To gość z wyjebanym ego, ale rok przerwy i może wzięcie jakiegoś średniego zespołu bazującego na walce by go odbudował. W tych wielkich angielskich klubach oczekują już nie tylko wyników, ale i efektownej gry po wydaniu setek milionów. Nie ma ani jednego ani drugiego w dodatku atmosfera się sypie. Czas spierdalać z tonącego okrętu.

Pre
Pre

Przeciez Ferguson nie pozbyl sie Pogby bez powodu. Moze i cos gra ale rozwali kazda szatnie. Wywalic gwiazdora i budowac druzyne inaczej, niekoniecznie pod wodza Mourinho ktory chyba sie wypalil co jest ludzkim zjawiskiem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Pre
Pre

ale tamten nie kosztowal 100 milionow

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jarek Gierczak
Jarek Gierczak

To jeszcze weszlo czy już Filmweb/Pudelek/Onet/Esport/FIFA

fryzjer
fryzjer

W połowie artykułu zaczynałem się obawiać dwu sekundowej reklamy

Tom Hagen
Tom Hagen

Świetny tekst. Nie do końca się zgadzam, ale szczerze gratuluję autorowi. Szkoda, że się nie podpisał. 😉

renegat
renegat

Mourinho sam sobie jest winny, ze wprowadzil zbyt wiele afrykanskiej mentalnosci w druzynie. sam sciagnal tych zawodnikow, a teraz mu sie odzwdzieczaja, jak amerykanscy koszykarze i futbolisci Stanom Zjednoczonym, za wyprowadzenie na ludzi. tam pokazuja fige Trumpowi, a tutaj pokazuja fige Mourinho.
.
dobrze widze i obserwuje mentalnosc tych ludzi. oni faktycznie uwazaja sie z gory za lepszych.

Kcramsib
Kcramsib

Szacunek za przybliżenie losów „Ajatollaha” (jak go ochrzcili aktorzy) Cimino, choć sama analogia nie do końca trafna. „Wrota niebios” to film zwyczajnie nudny i przez to cholernie ciężki do obejrzenia, jednocześnie jednak perfekcyjny w formie, pełen fenomenalnych kreacji aktorskich (choćby Walken, Bridges) i zapierających dech w piersiach sekwencji. A w Manchesterze Mourinho nie tylko nie ma wyników, ale i perfekcji jest obecnie tyle, co w komediach z cyklu „Kac Wawa”…

WhiteStarPower
WhiteStarPower

Na miejscu autora bym sie solidnie wkurwil ze nie moge sie podpisać. Świetna robota

Jose Maria Brovario
Jose Maria Brovario

Dobry tekst! Nawet kliknąłbym odpowiedź na jakieś kretyńskie pytanie, żeby przeczytać do końca. I dowiedzieć się, kto jest autorem …

DrMabuse
DrMabuse

Niby wszystko fajnie, porównanie efektowne…
Tylko, że „Wrota niebios” w wersji rezyserskiej, niepocietej, to paradoksalnie naprawdę dobry film.

Bartek Kiezun
Bartek Kiezun

„Może zatem moment, w którym Jose tak bardzo osobiście potraktował triumf nad Barcą był nie tylko punktem jego największego wzlotu, ale i upadku?”

Nie mozna zapominac, ze prowadzac Real wygral mistrzostwo tworzac niezla maszyne do wygrywania. Co prawda odpadli w polfinale z Bayernem ale wtedy przyjemnie patrzylo sie na ich gre. Szkoda, ze przez jeden sezon. To samo potem w Chelsea. Dwa kluczowe transfery Costy i Fabregasa i znowu maszyna. Znowu na sezon. Ale to ciagle byly przeblyski geniuszu. Manchester to taka prawdziwa, pierwsza porazka. Bo raczej tego juz nie zdola odwrocic na swoja korzysc. Jest juz przesyt typowy dla Mou, a jescze nic nie pokazali. Ciagle drogi trener ale juz top ofert z Europy nie bedzie. Co najwzyej Napoli po Carletto.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Sebastian Ro(L)ewski
Sebastian Ro(L)ewski

dobry tekst

Crudus
Crudus

Naprawdę dobry artykuł. Dobra robota.

JuvePerSempre
JuvePerSempre

Ten jego sukces w Interze to rowniez jest dobrze naciagany. Konkurencji we Wloszech nie mieli, wywolali afere przez ktora byli na szczycie przez 5 lat, ale jak tylko Juve wrocilo to Inter wrocil do budy w ktorej nalezy. Mourinho to co najwyzej dobry trener taktyczny a nie manager, chyba ze restauracji hue hue

Wojteksiurek
Wojteksiurek

No dobra, ale co ma konkurencja w kraju do wygrania europejskich rozgrywek?

Wojteksiurek
Wojteksiurek

Shaw akurat jako jeden z nielicznych zawodników jakoś się w tym United prezentuje i raczej chyba nie byłby obecnie za wyjebanie Jose

Weszło
14.08.2020

Najładniejsza piłka w Polsce przyniesie wreszcie trofea?

Naprawdę nie chce nam się po raz wtóry stosować metafory z Adamem Miauczyńskim. To już nudne, to oklepane. Lech Poznań też jest już znudzony tym, że jest wiecznie drugi. Dlatego wyznaczył sobie nowy cel – chce grać najładniejszą piłkę w kraju. Czy ten cel przyniesie tytuł mistrzowski? Tego nie wiemy. Póki co w rozdaniu przed […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Ekstraklasa, czyli najbardziej łaskawy rynek pracy

Ekstraklasowy piłkarz to ma klawe życie. Nie bardzo musi go interesować wynik jego drużyny, bo on doskonale wie, że miejsc pracy na rynku jest tyle, że wystarczy dwa-trzy razy celnie kopnąć piłkę i ktoś się nabierze. Odbudujemy go! Ma potencjał! Jest względnie tani (czyli zarabia 20 tysięcy)! I tak to się kręci. Gdyby Dariusz „dwa […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Tęskniliśmy za tym: Jerzy Brzęczek ogłosił zagraniczne powołania!

Sytuacja jest wciąż dość trudna. Coraz częstsze odwoływanie spotkań, te które się odbywają cały czas rozgrywane są z bardzo ograniczoną publicznością, do tego co i rusz komunikaty zespołów medycznych, które informują o zakażeniach koronawirusem wśród piłkarzy. Tym większa jest radość, gdy docierają do nas okruchy dawnej normalności. Jednym z takich okruchów jest zapowiadany powrót futbolu […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

„Góry” w Warszawie, czyli nowoczesny trening, który pomoże biegaczom i triathlonistom poprawić wyniki

Chcesz zbudować odpowiednią formę na maraton albo inny, chociażby triathlonowy start, wyjedź w góry. Jeśli potrenujesz kilka tygodni na właściwej wysokości, efekty muszą przyjść. Te dwa zdania to oczywiście nadal prawda, ale… nie do końca. Albowiem świat biegów i triathlonu, podobnie jak chociażby ten piłkarski, ewoluuje. Dlatego wypracowanie wysokiej dyspozycji nie jest już połączone wyłącznie […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Tekst czytelnika. Luis Suarez – osąd bohatera

Kwiecień 2015 roku. Pierwszy mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów – Barcelona mierzy się na Parc des Princes z Paris Saint-Germain. Oglądam to spotkanie, spędzając Wielkanoc u swojej ówczesnej dziewczyny w Meksyku. Acapulco, żar leje się z nieba, nie pomaga ani leniwie kręcący się pod sufitem baru wiatrak, ani zimna Corona. Pierwszy gwizdek wybrzmiewa o godzinie 13:45 […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Stanowisko: świetne wieści dla polskiej piłki

Prezes dowolnego klubu powinien wejść do szatni i powiedzieć do zawodników: Panowie, nie umiemy grać w piłkę, prawda? No nie umiemy. Ale umiemy siedzieć na dupie? To akurat umiemy. No to najważniejsze zadanie dla nas – siedzimy na dupie. Dziś „Stanowisko” o szansie dla polskich klubów, jaką niesie za sobą… koronawirus.  
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Jóźwiak zaskakuje: do Wisły trafia doświadczony ligowiec z Legią w CV

To już prawdopodobnie ostatni letni transfer Wisły Płock. Zapytacie – skąd niby to wiemy? Jak się tego domyśliliśmy? Przecieki z klubu czy po prostu kadra jest już kompletna? Nie, odpowiedź jest prostsza. Skoro Marek Jóźwiak ściąga do klubu Damiana Zbozienia, oznacza to, że doszedł właśnie do literki „Z” w swoim telefonie. Dalej jest już tylko […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Quiz piłkarski. Kto podnosił z boiska wygraną w Lidze Mistrzów (część II)?

Kilka dni temu zaproponowaliśmy wam zabawę, która polegała na wymienianiu podstawowych jedenastek drużyn, które sięgnęły po Ligę Mistrzów. Poszło wam to na tyle dobrze (średnia 65% poprawnych odpowiedzi), że uznaliśmy, iż należy podnieść poprzeczkę. W tym celu cofnęliśmy się o jeszcze dziesięć edycji. Czy potraficie wymienić składy ekip, które sięgały po wspomniane trofeum w latach […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Plaża, okręgówka, stół rehabilitacyjny. Gdzie są ci, którzy nie znoszą Stokowca?

Wśród byłych piłkarzy Lechii panowała ostatnio narracja, że Piotr Stokowiec to zło wcielone. Idealny kandydat na czarny charakter w Bondzie, postać, którą powinno się straszyć niegrzeczne dzieci, no i oczywiście rasista, jak ktoś jest zły w XXI wieku, to musi być rasistą, nie ma rady. Można się więc zastanawiać, dlaczego plam na charakterze tego okrutnika […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Czas zostać rycerzem wiosny. O fazie pucharowej Lewego w Lidze Mistrzów

Robert Lewandowski osiągnął w karierze klubowej wiele, bardzo wiele. Kolekcjonowanie trofeów w Niemczech z zastraszającą regularnością, wszystko okraszone tytułem w najlepszej lidze świata, Ekstraklasie, nie wspominając o wygraniu III ligi ze Zniczem Pruszków. Ale ta galaktyczna kariera domaga się dopełnienia w Europie jak przystało na jednego z najlepszych napastników w historii tych rozgrywek. Przeanalizujmy jak […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Koronawirus w Śląsku. Jak kończy się kuszenie losu? Właśnie tak

Nikomu tego nie życzyliśmy. Mieliśmy wręcz nadzieję, że skończy się tylko na obciachu związanym z przyłapaniem. No ale niestety. Śląsk Wrocław dołączył do grona klubów, w których pojawił się pozytywny wynik testu na koronawirusa. Komunikat na ten temat został wydany wczoraj wieczorem, a w nim przeczytać możemy zdanie: „od kilku dni [piłkarz] jest także odizolowany […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Mladenović: Lechia wszystko mi wypłaciła. Miałem dobre relacje z prezesem i trenerem

– Wiedziałem, na co się piszę, byłem przekonany, że nawet jeśli będą zaległości, to ostatecznie dostanę swoje pieniądze. Miałem rację. Podpisałem umowę z Legią, na koniec Lechia wszystko mi wypłaciła. Nie było sensu się obrażać, wykłócać – mówi „Przeglądowi Sportowemu” Filip Mladenović, który bardzo dobrze wspomina Piotra Stokowca i Adama Mandziarę. Co poza tym w prasie? […]
14.08.2020
Weszło
14.08.2020

Koniec Cruyffa, 7:0 Heynckesa i Pep kontra Luis Enrique. Nudy w meczach Barcy z Bayernem nie ma

Potrafimy sobie wyobrazić większe klasyki europejskiej piłki. Rywalizacji o większej historii też znajdziemy multum. Ale choć Barcelona z Bayernem pierwszy raz zmierzyły się dopiero w 1996, tak KAŻDY ich dwumecz był napakowany po brzegi intrygującymi kontekstami. To taka rywalizacja kończyła erę Cruyffa w Barcelonie. Była brzytwą, którą tonący Bayern złapał, a potem wykorzystał by dokonać […]
14.08.2020
Weszło Extra
14.08.2020

Mogłem podpisać kontrakt za granicą. Śląsk to mój wybór

– Mogłem podpisać kontrakt za granicą. Nie ma co ukrywać, nie jestem najmłodszym zawodnikiem, więc to nie były już topowe drużyny. Kluby, które grają w solidnych ligach europejskich, ale nie walczą o mistrza. Raczej druga połowa tabeli. Najbliżej było mi do Holandii. Gdy jeszcze nie podpisałem kontraktu, ale był już temat, dostawałem mnóstwo wiadomości od […]
14.08.2020
Weszło
13.08.2020

Padłeś, powstań, RB Lipsk. To nie ta firma, ale rezultat się zgadza!

Pierwsza z ekip w pewnym momencie łapie zadyszkę, nie jest już tak groźna, jak wcześniej, brakuje kontr, raczej zaczyna to wyglądać jak czekanie na nieuniknione. Druga z kolei wypracowuje sobie przewagę, można nawet powiedzieć, że ciśnie przeciwnika i chce rozstrzygnąć spotkanie przed zbliżającą się dogrywką. Brzmi jak scenariusz, w którym Atletico odgrywa rolę tego umęczonego, […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Jeśli to miał być przedsmak ligi, to cieszyć się mogą tylko w Zabrzu

Pamiętacie jeszcze kibica Liverpoolu śpiewającego o tercecie Mane, Salah, Firmino? Ta trójka sprawiała, że kibiców „The Reds” niezbyt ruszała strata Coutinho. Po dzisiejszym meczu kibice z Zabrza mogą zacząć układać przyśpiewkę w podobnym stylu, tyle że o Nowaku, Mannehu i Jimenezie, którzy pozwolą zapomnieć o Angulo. Dziś ten tercet, chociaż nie tylko on, bez problemu […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Samuel Mraz w Zagłębiu Lubin. Jest oferta za Bartosza Białka

Mraz w polskiej piłce to nie jest nazwisko anonimowe. Ale gdyby Zagłębie Lubin ściągnęło teraz Patrika, to bylibyśmy lekko skonfundowani. „Miedziowi” ściągają jednak Samuela Mraza – byłego króla strzelców ligi słowackiej, trzykrotnego reprezentanta Słowacji, ostatnio grającego w Broendby. Na papierze ten ruch wygląda obiecująco – mobilna „dziewiątka” do odbudowania, w umowie wypożyczenia go z Empoli […]
13.08.2020
Kanał Sportowy
13.08.2020

Robert Makłowicz w Hejt Parku w Dobrym Składzie! LIVE od 19:00

Wiemy, że wszyscy czekaliście na takiego gościa! Lepszej przystawki przed Ligą Mistrzów niż Robert Makłowicz w Hejt Parku nie można sobie wyobrazić. To musi być wyjątkowy odcinek! Zapraszamy od 19:00 widzów Kanału Sportowego i słuchaczy Weszło FM, prowadzi Michał Pol.  Sponsorem programu jest właściciel marki Okocim. 
13.08.2020