Tak wygląda piłkarski kosmita
Anglia

Tak wygląda piłkarski kosmita

Astronauci, przy najbliższej wizycie w przestrzeni kosmicznej pozdrówcie Edena Hazarda. Belg, od kiedy wrócił z mundialu, na Ziemi przebywa bowiem bardzo rzadko. Wzlatując za to regularnie na wysokości niedostępne dla znakomitej większości populacji na naszej planecie. Dziś wystarczyło mu nieco ponad pół godziny na boisku, by marnie grającą Chelsea zaprowadzić do kolejnej rundy Carabao Cup, w dodatku pozbawiając szansy na to trofeum Liverpoolu.

Jakże symboliczny to był wieczór, choć przecież rozgrywki oczywiście poślednie. Wszelkie okoliczności sprzęgły się ze sobą w taki sposób, by zasygnalizować przekazanie miana wiodącej postaci w lidze angielskiej z rąk Mohameda Salaha do rąk Edena Hazarda. Egipski król Anfield z boku przyglądał się bowiem aż do 87. minuty, jak Belg kradnie show i na plecach zanosi Chelsea do 1/8 finału Carabao Cup. A wchodząc na boisko nie był już w stanie odpowiedzieć.

Rzecz działa się przy stanie 1:1, w 85. minucie. Hazard przyjął piłkę na prawej stronie boiska, balansem ciała zwiódł najpierw Keitę, później Moreno, wpadł z niebywałą prędkością w pole karne i z ostrego kąta posłał petardę w kierunku dalszego słupka. Obrońcy Liverpoolu – w dość mocno zmienionym względem optymalnego składzie – nawet jeśli domyślali się, w jakim kierunku zmierza skrzydłowy The Blues, nie mogli kompletnie nic poradzić na drybling Belga. Oszołomienie trwało tak naprawdę już do końca meczu, bo nawet rzut wolny ostatniej szansy w doliczonym czasie gry został wykonany niedbale, do nikogo.

Liverpool nie powinien jednak przede wszystkim drżeć o wynik do samego końca spotkania, bowiem trzeba uczciwie powiedzieć, że miał obowiązek zamknąć mecz dużo wcześniej. Obrona Chelsea rozjeżdżała się bowiem raz za razem, a Andreas Christensen do spółki z Garym Cahillem pokazali dokładnie, dlaczego mimo wpadek Davida Luiza cały czas nie wskakują do pierwszej jedenastki. Ileż pożarów trzeba było gasić po błędach w wyprowadzeniu piłki – trudno to policzyć. Największy zgasił jednak… Daniel Sturridge. Christensen obsłużył go podaniem na sam na sam z Caballero, jednak Anglik po minięciu golkipera zamiast do pustej bramki, walnął piłką w bandy reklamowe.

Po nieco mniej druzgocącym, ale nadal fatalnym błędzie w wyprowadzeniu, padł zresztą pierwszy gol. Autorstwa Sturridge’a właśnie. Azpilicueta i Fabregas zbyt mocno chcieli wyjść spod pressingu pod własnym polem karnym serią krótkich podań, co skutecznie uniemożliwił im Sadio Mane do spółki z Nabym Keitą. Ten drugi huknął po długim słupku i choć jego strzał zbił Caballero, dobitka Sturridge’a efektownym strzałem z powietrza wylądowała już w bramce.

Wydawało się, że Liverpoolowi nie może się nic stać. Poza Alvaro Moratą, który dochodził do sytuacji, ale kompletnie nie potrafił ich wykorzystać (nic nowego), The Blues praktycznie nie zagrażali bramce Mignoleta. A The Reds nacierali – Sturridge trafił jeszcze w poprzeczkę, Keita zaliczył obronione uderzenie z 20 metrów, z kolei po technicznej wrzutce Shaqiriego strzał głową Mane zatrzymał Caballero.

Ale Chelsea na kwadrans przed końcowym gwizdkiem dostała rzut wolny przy linii bocznej boiska. Wrzutka, główka Rossa Barkleya, interwencja, dobitka, gol Emersona Palmieriego. Rzecz w tym, że bramka nie powinna zostać uznana, tym bardziej, że przecież w Carabao Cup sędziowie mogą korzystać z VAR-u. W momencie zagrania piłki na spalonym było trzech graczy Chelsea – na najwyraźniejszym Morata i Palmieri, a na trudniejszym do dostrzeżenia – właśnie zgrywający Barkley.

Co działo się później – to już wiecie. Z kosmosu na moment na Ziemię zszedł Eden Hazard, by wyprowadzić oba zespoły z klinczu i posłać Liverpool na deski. I zasygnalizować Mohamedowi Salahowi, jak wysoko wisi poprzeczka, jeśli ten chce raz jeszcze powalczyć o nagrodę MVP całego sezonu w Anglii. Pierwsze podejście do jej pokonania – już w sobotę, kiedy Liverpool raz jeszcze zmierzy się w Chelsea, tym razem w ramach rozgrywek ligowych.

Liverpool – Chelsea 1:2
Sturridge 59’ – Palmieri 79’, Hazard 85’

Pozostałe wyniki dzisiejszych meczów Carabao Cup:

Arsenal – Brentford 3:1
Welbeck 5’, 37’, Lacazette 90’+3’ – Judge 58’

Nottingham – Stoke 3:2
Osborn 20’, Murphy 40’, Lolley 50’ – Afobe 60’, Berahino 83’

West Ham – Macclesfield 8:0
Antonio 29’, Snodgrass 32’, 60’, Perez 39’, Fredericks 51’, Ogbonna 54’, Diangana 67’, 82’

Tottenham – Watford 2:2 (4:2 w rzutach karnych)
Alli 82’ (k.), Lamela 86’ – Success 46’, Capoue 89’

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (17)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Matacochceta

Kosmitów piłkarskich jest dwóch. Hazard oczywiście nim nie jest.

WieslawWojnar

Właśnie, że jest. Tylko nie strzela miliona goli rocznie, ale oglądanie go to największa przyjemność odkąd zgasł Ronaldinho. Bez kitu, czarodziej. I do tego efektywny.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

WieslawWojnar

OK, oni trzymają poziom od ponad dekady, ale chodzi mi o coś innego. Zawsze będę powtarzał, że Ronaldinho z lat 2004-05 to najlepszy piłkarz, jakiego widziałem. Messi nigdy nie był aż tak dobry, nie mówiąc już o CR7. Ogólnie, biorąc pod uwagę całokształt, stawiam ich wyżej, natomiast Everest to wg mnie właśnie Ronnie w ww. okresie. A już dopełniając temat, za najlepszego w ogólnym ujęciu uważam Zidane’a.
A Hazard wzbudza we mnie wspomnienia o Ronniem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

WieslawWojnar

Niewykluczone :)
To jeszcze inaczej – po prostu Ronaldinho na szczycie grał lepiej, niż ktokolwiek inny. To nie była tylko efektowność, ale efekty również. Chodzi tylko o poziom, na jaki wzniósł się na wspomnianym szczycie. I choćby to było np. tylko 5 meczów (ale to były dwa lata), grał wtedy na poziomie, którego nawet u Messiego nie widziałem. Pomijam tutaj osiągi (chociaż MŚ, LM, Copa America, ZP to chyba niemało?), chodzi tylko o to, jak grał. Zresztą, moje odczucia oddał dość wiernie ranking http://weszlo.com/2015/12/24/zapraszamy-na-pasjonujaca-podroz-w-czasie-100-najlepszych-pilkarzy-ostatniego-cwiercwiecza/. Tylko inaczej ustawiłbym czoło:
1. Zidane
2. Messi
3. Ronaldo
4. CR7

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

WieslawWojnar

W ogóle ten ranking fajnie się czytało, nie? Człowiek był ciekaw, kto będzie za moment, zastanawiał się, dlaczego ten wyżej od tego, itd.
Mnie weszło tym rozpieściło. Tym bardziej, że umieścili mojego ulubieńca na 9-tym miejscu, docenili gościa tak, jak na to zasłużył.

Neron

Przecież on strzelił bramkę 3 obronie Liverpoolu

lubie mezo

Ojebał w dodatku Alberto Moreno, też mi wyczyn xD

Igor

Nie ma co przesadzać z przekazywaniem pałeczki we wrześniu. Fakty są takie że Hazard jest w formie a Salah bez, jeśli ten stan się utrzyma do końca roku to można zacząć mówić o przekazywaniu, ale póki co to trochę przedwczesne podniety, ja mam bardzo świeżo w pamięci takie przekazanie pałeczki wewnątrz drużyny po tym jak Mane mocno zaczął sezon.

GooDOMaDOM

Z tym spalonym przy 1szej bramce to dalej nie wiem ocb.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Twardeusz

tak bramke mozna strzelic reka,brwo geniuszu idz ogladac krykiet

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

qdlaty81
WIDZEW

Liverpool się cieszy, teraz można się skupić na BPL i LM 😉

wpDiscuz