Dzień bramkarzy w Premier League. Fabiański i Cech gwarancją punktów
Anglia

Dzień bramkarzy w Premier League. Fabiański i Cech gwarancją punktów

Interesująco wyglądał rozkład jazdy, który na dzisiejsze popołudnie przygotowała dla nas Premier League. Trudno bowiem inaczej oceniać derby Londynu oraz mecz dwóch z reguły ofensywnie usposobionych drużyn (Arsenal i Everton), które raczej nie mają problemów z trafianiem do siatki. O ile jednak emocji faktycznie nie brakowało, to z golami, na które tak liczyliśmy, wyszło w najlepszym wypadku średnio. A wszystko za sprawą bramkarskich popisów Łukasza Fabiańskiego i Petra Cecha, którzy po prostu zaimponowali formą.

Derbowe starcie między West Hamem a Chelsea na podstawie samej tabeli zapowiadało się jako mecz zespołów z różnych światów. Po jednej stronie barykady mieliśmy bezbłędną do tej pory maszynę Maurizio Sarriego, po drugiej bezbarwnych gospodarzy, którzy przed tygodniem zanotowali dopiero pierwsze zwycięstwo w sezonie. Z tego połączenia wyszło jednak całkiem znośne, a momentami nawet wyrównane widowisko, w którym zabrakło tylko jednego – bramek.

Zdecydowanym faworytem tego meczu była oczywiście Chelsea i na boisku było to widać w zasadzie od pierwszego gwizdka sędziego. Łukasz Fabiański, który tradycyjnie wyszedł w wyjściowym składzie „Młotów”, już po niecałych piętnastu minutach miał na koncie trzy skuteczne interwencje, co okazało się bardzo dobrą rozgrzewką przed dalszą częścią spotkania. Ogólnie piłkarze Sarriego na bramkę Polaka oddali bowiem aż siedem celnych strzałów, ale ten za każdym razem z opresji wychodził obronną ręką.

Na szczególne uznanie zasługują zwłaszcza interwencje „Fabiana” z drugiej połowy, którymi – tu nie mamy najmniejszych wątpliwości – uratował West Hamowi jeden punkt. W 65. minucie reprezentant Polski w dość niecodzienny sposób, bo twarzą, odbił strzał z bliska Alvaro Moraty, który dopadł do piłki zgranej przez Davida Luiza. Można oczywiście mówić, że było w tym sporo farta, ale nawet jeśli, to Fabiański mocno na ten łut szczęścia zapracował, wychodząc odpowiednio szybko do Moraty i jednocześnie znacząco utrudniając mu skuteczne wykończenie.

Jeszcze bardziej widowiskowo i świadcząca już o wielkim kunszcie Fabiańskiego była za to interwencja, którą w doliczonym czasie gry zaliczył po mocnym strzale Rossa Barkley’a. A jeśli dodamy do tego dobre zachowanie „Fabiana” przy pozostałych strzałach i bardzo pewną grę na przedpolu, to prawdopodobnie otrzymamy najlepszy występ byłego bramkarza Arsenalu w tym sezonie.

O występie Fabiańskiego byłoby pewnie jeszcze głośniej, gdyby jego koledzy z pola wykorzystali którąś z okazji do zdobycia gola i finalnie pokonali Chelsea. W pierwszej połowie świetną szansę miał Michail Antonio, który w 29. minucie zmarnował podanie Felipe Andersona poprzedzone efektowną akcją indywidualną Brazylijczyka. W drugiej natomiast jeszcze lepszej sytuacji nie wykorzystał Andrij Jarmołenko, pudłując z kilku metrów po idealnym dośrodkowaniu Roberta Snodgrassa.

Remis mimo wszystko powinien jednak cieszyć gospodarzy. Przez cały mecz więcej do powiedzenia miała bowiem Chelsea, która prowadziła grę i dążyła do zdominowania przeciwnika, ale dzięki bardzo dobrej organizacji w defensywie, West Hamowi udało się ugrać jedno oczko. Piłkarze Sarriego do domu na pewno wrócą w gorszych nastrojach, lecz pretensje mogą mieć tylko do siebie, W końcu, jeśli nie wykorzystujesz takich sytuacje, jak chociażby ta Moraty albo N’golo Kante, który w 81. minucie fatalnie przestrzelił, mając idealnie wyłożoną piłkę kilka metrów od bramki rywala, to nie masz prawa myśleć o zwycięstwie. Polskich kibiców może natomiast cieszyć, że pierwsza w tym sezonie strata punktów przez „The Blues” to w dużej mierze zasługa Łukasza Fabiańskiego.

West Ham – Chelsea 0:0

***

Jeszcze ciekawiej było na Emirates, gdzie po pierwsze – Arsenal podejmował Everton, a po drugie – obejrzeliśmy aż dwie bramki. Oba zespoły do strzelenia gola dążyły właściwie od początku meczu ale w pierwszej połowie piłkarze za każdym razem napotykali na jakieś przeszkody. A to doskonale spisywali się bramkarze – Petr Cech i Jordan Pickford. A to w sukurs przychodziła im poprzeczka. A to ktoś po prostu fatalnie przestrzelił. W każdym razie sytuacji, w których można było rozwiązać worek z bramkami, na pewno nie brakowało. W przeciwieństwie do skuteczności i jest to obustronny zarzut.

Everton strzelanie powinien rozpocząć już w 2. minucie meczu, ale Dominic Calvert-Lewin, który stanął oko w oko z Cechem, zamiast strzelać lub podawać do któregoś z ustawionych w polu karnym kolegów, po prostu wpadł w bramkarza Arsenalu, marnując świetną okazję do zdobycia gola. Kolejny raz Cech na wysokości zadania stanął w 21. i 37. minucie, najpierw broniąc strzał Richarlisona z szesnastego metra, a następnie zatrzymując szarżującego w polu karnym Theo Walcotta. W międzyczasie doświadczony golkiper poradził też sobie z niezłym uderzeniem Lucasa Digne’a z rzutu wolnego, po którym piłka niechybnie zmierzała do siatki. Jego vis-a-vis w bramce Evertonu miał znacznie mniej roboty, ale i tak musi oddać Pickfordowi, że w 11. minucie kapitalnie zachował się po strzale Nacho Monreala z bliskiej odległości. No i miał też trochę szczęścia – w końcówce pierwszej połowy trochę zlekceważył dośrodkowanie Pierre’a-Emericka Aubameyanga, które spadło na poprzeczkę.

Wraz z rozpoczęcie drugiej połowy obraz gry nie uległ wielkiej zmianie. Nadal mieliśmy dużo składnych akcji i efektownej gry z tą różnicą, że teraz to Arsenal był stroną częściej goszczącą w polu karnym przeciwnika. Przewagę udokumentował zresztą dość szybko, bo już w 56. minucie, gdy Alxanandre Lacazette po podaniu Arona Ramsey’a mierzonym strzałem z dwunastego metra zdjął pajęczynę z lewego górnego rogu bramki Pickforda.

Raptem trzy minuty później gospodarze, wykorzystując wyjątkową niefrasobliwość obrońców gości, przejęli piłkę na ich połowie i ruszyli z kontrą, którą na gola zamienił Aubameyang. Szkopuł w tym, że Gabończyk był w tej sytuacji na metrowym spalonym, co oczywiście umknęło liniowemu.

Te dwa trafienie wyraźnie ostudziły zapędy Evertonu, a Arsenalowi pozwoliły świadomie nieco zwątpić oraz skupić się na kontrolowaniu przebiegu spotkania. I to piłkarzom Uania Emery’ego wychodziło niemal bezbłędnie. „Kanonierzy” zdrzemnęli się właściwie tylko raz – w 70. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Michael Keane oddał bardzo groźny strzał głową, ale Cech znów popisał się świetna interwencją.

Bramkarza gospodarzy wybralibyśmy zresztą najlepszym zawodnikiem tego spotkania, bo bez niego „Kanonierzy” mogliby dziś mieć krucho. A tak, dzięki aż siedmiu interwencjom Cecha, udało im się dopisać kolejne trzy punkty i przeskoczyć na szóste miejsce w tabeli. Do liderującego Liverpoolu wciąż im sporo brakuje, ale pierwsza czwórka, czyli cel postawiony przed sezonem, jest już coraz bliżej.

Arsenal – Everton 2:0 (56′ Lacazette, 59′ Aubameyang)

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (21)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kanapowy Janusz
Karabakh Agdam

Fapko zjada Wojtusia na śniadanie. Życzę i mu i sobie, aby do końca kariery pozostał #1 polskiej bramki. Nie przypominam sobie słabego występu Fapko w reprezentacji – wolę spokojnego, porządnego bramkarza, niż gwiazdora, który lada chwila może coś odwalić.

Wojteksiurek

Co jak co, ale Janas potrafił wyłowić perełkę, w czasach, gdy parał się trenerką

UBecja_Forever

Oho, widzę że posty się usuwa. To napiszę raz jeszcze kanapowy ciulu. Obejrzyj sobie mecz Polska Dania albo mecz Polska Armenia, a najlepiej przypomnij sobie też karne z Euro 2016. Wychodzi typowe polaczkowate cebulactwo. Określenia typu ‚gwiazdor’ świadczą o twojej zawiści, cebulactwie i biedzie umysłowej. Szczęsny jest pierwszym bramkarzem jednego z najlepszych klubów na świecie bo sobie na to ciężko zapracował i miejsce w bramce reprezentacji należy mu się jak psu buda.

Wojteksiurek – przecież za czasów kadry Janasa to Fabiański był podstawowym bramkarzem Legii Warszawa. Rzeczywiście trudno było go wyłowić….

Bernardeschi - człowiek, który pozostanie platfusem
Przepłacone i przehajpowane włoskie patałachy

Ty z kolei, drogi UBeku, przypomnij sobie fenomenalny występ Wojtusia w meczu otwarcia Euro 2012 (brak komunikacji z Wasylem przy golu + wylot z boiska po karnym sprokurowanym do współki z Boenischem) oraz jego wspaniałą skuteczność na tegorocznym mundialu (5 na 6 wpuszczonych strzałów lecących w bramkę). Nawet w ostatnim meczu z Irlandią widać było, że Glik bał się podawać do niego, a zaufanie kolegów z drużyny to u bramkarza podstawa. Jakiś idiota stwierdził kiedyś, że Szczęsny to bramkarz mający w sobie coś z szaleńca i zrobił mu tym krzywdę, bo Wojtuś uwierzył chyba, że będzie drugim Neuerem.
Wojtek miał 2 (DWA!) jednoznacznie dobre mecze w kadrze – Portugalia przed polskim Euro i ten wygrany z Niemcami. W reszcie poważnych meczów gość się spala. Tego, że gra w jednym z najlepszych klubów na świecie mu nikt nie odbierze, ale występami w kadrze od dawna nie daje powodu, by na niego stawiać.
W ogóle najlepszy był stary Szczęsny, który w jednym z wywiadów stwierdził, że na mundialu polscy bramkarze byli w słabej formie. Panie Maćku nie polscy bramkarze, tylko jeden bramkarz. Pana syn – Wojciech.

UBecja_Forever

Wyobraź sobie chłopaku, że nie muszę sobie przypominać bo pamiętam Euro 2012, ale musisz mieć chyba nierówno pod kopułą żeby przypominać taką prehistorie. Analogicznie to ja powinienem teraz wyskoczyć z Flappyhandskim w Arsenalu i stwierdzić, że do końca życia Fabiański powinien grać w polskiej B klasie po takich szmatach jakie tam zaliczał. Odnośnie skuteczności na mundialu to nawet nie będę komentował. De Gea miał jeszcze gorszą i co z tego? Podziękowali mu w związku z tym? Nie, kurwa. Nadal jest nr 1. Nie jest winą Szczęsnego, że nie dostał paru farfocli w kołyskę celem poprawienia statystyk, a grał tylko 2 mecze. W zeszłym sezonie Wojtek był rezerwowym w Juve. Sporo pograł, ale jednak jeszcze więcej siedział. Natomiast teraz jest tam jedynką i to niekwestionowaną pomimo przyjścia niezwykle utalentowanego Perina, który nadal dostaje powołania do reprezentacji Włoch mimo, że siedzi na ławie. Wojtek gra i w lidze i w lidze mistrzów. Jeżeli Glik ma problem podać do Szczęsnego, to może niech lepiej potrenuje bo to jest śmieszne. Obrońcy Juve tego problemu nie mają za grosz. Fabiański jest po prostu dużo, dużo słabszy i dlatego jest tam gdzie jest i jeżeli ma grać dlatego, że jego wizerunek nie kłuje opinii publicznej, to ja dziękuję. A ojciec Szczęsnego to ma uraz osobisty do syna i są w konflikcie od dawna i to nie z winy młodego. Każdy kto miał okazję słyszeć wypowiedzi Szczęsnego seniora ten wie, że to jest ciężki człowiek. A co do jego opinii, to ja pamiętam, że jebał syna jak burą sukę za mundial, a nie jakichś tam ‚bramkarzy’ Nawet w studio Weszło Jóźwiak komentował, że Szczęsny senior przesadził.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Bernardeschi - człowiek, który pozostanie platfusem
Przepłacone i przehajpowane włoskie patałachy

No u Szczęsnego to też już z tym rozwojem może być różnie. Zawsze grał w wielkich klubach. Teraz ma 28 lat, czyli tyle ile Buffon, gdy wygrywał mundial i o rok więcej od Casillasa, gdy ten pierwszy raz wygrywał Euro. Czy od tamtej pory w znacznym stopniu poprawili się w swoim fachu? Moim zdaniem – nie, oni już wtedy byli liderami swoich drużyn. Poziom Fabiańskiego jest bardzo wysoki i nie sądzę, by zmiana na również dobrego, lecz niepewnego w kadrze Szczęsnego miała dobre przełożenie na wyniki. Nie ma co porównywać sytuacji Szczęsnego z
Lewandowskim czy Zielińskim, bo Lewy w ostatnich 4 latach wygrywał nam eliminacje i był prawdziwym liderem, a na pozycję Zielińskiego (jakkolwiek by nie grał) nie ma realnej alternatywy i dobrze, że z Włochami zamknął usta krytykom. Dla Wojtka alternatywą jest Łukasz i z nim drużyna osiąga lepsze wyniki. Jak dla mnie sytuacja jasna – Fabian stabilny #1 w bramce, a Szczęsny po jego rezygnacji z kadry (zakładając, że Fabian nadal nie da powodu, by dokonać rotacji).

UBecja_Forever

Poziom Fabiańskiego nie jest bardzo wysoki. Wręcz przeciwnie, a jego głównym problemem jest głowa. To spowodowało, że spartaczył dobrze zapowiadającą się karierę i wylądował w klubach gdzie nikt się nie spruje jak zawali na sezon kilka bramek. Będąc ostrzeliwanym zawsze kilka sytuacji wyjmie. To naturalne. Szczęsny w kadrze zagrał 38 meczów(wedle polskiej wikipedii), a wypomina mu się jeden z Euro 2012 i ewentualnie Senegal. Litości….Wojtek ma właśnie tę zaletę, że potrafi trzymać koncentrację, mając często tylko jedną interwencję na mecz w barwach Juve. Poprawił się mentalnie, znacznie dojrzał we Włoszech, poprawił zdecydowanie grę nogami. W zasadzie tylko na przedpolu mógłby grać lepiej, ale to nie jest żadna konieczność. Jeżeli Skorupski będzie dobrze grał w Bolonii, to on powinien zastąpić Fabiańskiego jako nr 2. Jest młodszy i potrzebuje meczów w reprezentacji zamiast siedzenia na trybunach.

Bernardeschi - człowiek, który pozostanie platfusem
Przepłacone i przehajpowane włoskie patałachy

Na karierę Łukasza duży wpływ miały też kontuzje z czasów pobytu w Arsenalu, co wyhamowało jego rozwój. Wenger postawił na Szczęsnego. Zbyt długo zwlekał z odejściem z tego klubu i regularnie zaczął grać w Anglii w wieku 29 lat. Od tamtej pory broni w słabszych klubach, lecz mierzy się z lepszymi zespołami bardzo często. Zawsze ma sporo do roboty, a wiadomo, że reprezentacja też lubi się cofnąć, gdy gra z dobrym przeciwnikiem lub ma korzystny wynik. Według mnie takiego bramkarza potrzebuje teraz kadra, ale rozumiem też zwolenników Szczęsnego.

UBecja_Forever

Naprawdę wierzysz, że kontuzja wyhamowała jego karierę? Takich bramek jakie puścił w barwach Arsenalu, w Anglii po prostu się nie wybacza i bez względu na to, czy to mądre, czy nie – skreśla się zawodnika. Z tego samego powodu Karius wylądował teraz w Besiktasie. Szczęsny też zaliczał wpadki w Arsenalu i też miał swoje problemy i tak szczerze mówiąc to i mnie wnerwiał przed i w trakcie Euro 2012. Natomiast późniejsza droga tych dwóch bramkarzy pozwala mi bez problemu stwierdzić, który jest znacznie lepszy. Ostatecznie byli przecież dokładnie w tym samym miejscu, w tym samym klubie. Na tamtego Wojtka niekoniecznie bym stawiał w reprezentacji, wydawał się wiecznie rozkojarzony i tez wtedy przylgnęła do niego łatka, którą targa do dziś chociaż z wypowiedzi i zachowania widać, że to mądry, ustatkowany gość. Włochy bardzo dobrze mu zrobiły, prezesi/skauci/trenerzy takich klubów się nie mylą i nie stawiają na kogoś, kto nie jest świetnym zawodnikiem. Rozumiem, że ktoś bardziej lubi Fabiańskiego, ale w reprze powinni grać najlepsi zawodnicy z najlepszych klubów. Zawodnik, który gra w tak mocnej lidze i do tego lidze mistrzów. Absolutnie nie rozumiem tych minimalistycznych głosów, że lepiej wziąć Fabiańskiego, który jest bez fajerwerków, ale solidny niż Szczęsnego, który ‚zawsze może coś odwalić’. Że też w Juventusie się o to nie boją, że im coś odwali. To jest mocno irracjonalne zachowanie niektórych kibiców kadry.

Bernardeschi - człowiek, który pozostanie platfusem
Przepłacone i przehajpowane włoskie patałachy

Wierzę, że tak. Pewny nie jestem – żaden ze mnie Nostradamus :). Co do reszty. To nie są minimalistyczne głosy. Minimalizm prezentuje drużyna narodowa po zdobyciu bramki dającej prowadzenie, poprzez oddanie inicjatywy rywalowi. Czy bramkarz ma jakiś wpływ na grę ofensywną? Nie. Fabiański był w tej drużynie, gdy w ciągu ostatnich lat udało jej się nie zbłaźnić podczas wielkiego turnieju we Francji oraz wygrać jedyny mecz na mundialu. Można się czepiać, że nie obronił żadnego karnego, lecz to on utrzymał zespół na imprezie fenomenalnymi interwencjami w dogrywce ze Szwajcarią. Zarzut, że zachowanie kibiców, którzy nie ufają Szczęsnemu jest irracjonalne też niezbyt trafny. Pewnie dla wielu w kadrze będzie on jednym z symboli porażki tej kadry na Euro 2012 i MŚ 2018. Przyznam szczerze, że i dla mnie jako kibica są to traumatyczne wydarzenia. O ile po tegorocznym mundialu na serio nie spodziewałem się więcej, to w 2012 r. bardzo liczyłem na awans z ogórkowej grupy. Mi Szczęsny z kadry kojarzy się z gongami z Grecją (mimo że to był remis, potężnie zweryfikował on oczekiwania) i Senegalem, w których popełnił rażące błędy. Myślę, że ma tak sporo kibiców i to nie jest irracjonalny strach o bezpieczeństwo naszej bramki, a realna obawa, którą niestety Wojtek rozbudził kiedyś takim, a nie innym zachowaniem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

UBecja_Forever

Nie jestem kibicem Arsenalu, ale z tego co obserwuję wynika, że w oczach Emery’ego Cech wygrał rywalizację z Leno. Dość ciężko w to uwierzyć, ale widocznie obecny trener nie był zwolennikiem transferu Leno. Musiał porozmawiać sobie z Cechem przed sezonem i zapewnić go, że zacznie jako pierwszy bo mówiło się, że zmieni klub, a nagle temat upadł.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta