KTS wygrywa, Kowal strzela!
KTS

KTS wygrywa, Kowal strzela!

Widzieliśmy w swoim życiu przeróżne boiska. A to piaskownicę – jak swego czasu w Kielcach. A to basen narodowy, a to zapadającą się płytę w Valladolid. Ale tak dziwacznego placu gry jak w Borzęcinie, to jeszcze przed oczami nie mieliśmy. Murawa uklepana z granulatu, sztucznej trawy i piasku, lecz to jeszcze nic. Przede wszystkim jest to boisko do gry taktyką bez skrzydłowych. Od linii pola karnego do bocznej jest jakieś 1,5 metra. Damian Zbozień przerzuciłby je wszerz bez żadnego kłopotu. A może i wzdłuż by sobie poradził. KTS stanął przed sporego kalibru, ale na każdym terenie musimy umieć się odnaleźć.

Obawialiśmy się, że w razie zaparkowania autobusu przez naszych rywali, będzie naprawdę trudno wpakować pierwszego gola. Bo tutaj Michał Madej nie weźmie piłki i nie okiwa trzech chłopów. Olek Fogler nie przerzuci piłki na skrzydło do Michała Kropiewnickiego, żeby „Kropa” ścigał się z obrońcą. Jak zdecyduje się na przerzut, to piłka wyląduje w skateparku, ewentualnie na jezdni. Zresztą i to i to się dzisiaj zdarzyło.

Po prostu brakowało miejsca na normalną grę. Aczkolwiek oczekiwanie na pierwszą bramkę i tak długo nie potrwało. Kilka minut po pierwszym gwizdku zamieszanie w szesnastce wykorzystał Madej. Stało się jasne – ten mecz jest już nasz.

Prowadziliśmy grę, chociaż przypominała ona raczej masową grę w dziadka. Tymczasem KTS ma kolejny aut, znowu piłkę w rękach trzyma Madej. Rzuca na bliższy słupek, a tam z timingiem godnym Cristiano Ronaldo wynurzył się zza pleców obrońcy Wojciech Kowalczyk. I gol! W ligowym debiucie! Kowal oszalał z radości, podobnie jak reszta zespołu. Wojtek jest bardzo potrzebny w drużynie, ale niewielu sądziło, że jego obecność przyda się również na boisku. Tymczasem nasz snajper (po jednym golu już chyba można tak pisać?) pokazał, że piłkarskie jakości nie traci się nigdy. Strzelił bramkę, ale przede wszystkim koncentrował się na rozgrywaniu piłki, bardzo dużo widział, zagrał kilka nieszablowych piłek.

I zaświadczamy, że nie do niego należał w tym meczu honorowy tytuł zawodnika dysponującego najbardziej obfitym brzuchem. Sylwetka coraz bardziej sportowa. Chciałoby się powiedzieć: dzik!

(za jakość nagrania przepraszamy, lepsza będzie w naszych kulisach na YouTube)

W pierwszej połowie czerwoną kartkę dostał jeden z zawodników Starych Babic. Oczywiście na boisku nadal było tłoczno jak w meksykańskim autobusie, ale jednak grało się od tego momentu trochę przyjemniej. Druga połówka, chociaż obfita w akcje bramkowe, zostanie przez nas zapamiętana przez to, co stało się już poza murawą. Duże kontrowersje wywołała zmiana Michała Madeja po godzinie gry. Kapitan KTS nie mógł uwierzyć, że ma opuścić plac i od razu po przekroczeniu linii bocznej wszczął awanturę z trenerem Kamilem Pawlakiem.

Rety, Michał, po co były te nerwy? Trener KTS wytłumaczył zawodnikowi, że boi się o jego zdrowie przy grze na takim klepisku. Wydaje się, że spór został szybko zażegnany. Chociaż Madej po meczu nie mógł oderwać się od telefonu. Pytanie, czy negocjował z innym klubem, czy może na własną rękę szuka drużynie nowego szkoleniowca?

Zszedł Madej, chwilę wcześniej Kowal, postawiliśmy na rezerwowych. A ci się jak najbardziej sprawdzili, bo wynik na 3:0 podwyższył Grzegorz Zaleski, a na 4:0 Daniel Anczarski vel Michał Pazdan. Zrobiliśmy swoje. Przy dobrych wiatrach moglibyśmy zresztą strzelić drugie tyle. Rywale natomiast w ogóle nie zagrozili naszej bramce. A szkoda, bo wtedy większą okazję do wykazania się dostałby Wojtek Małecki. Na pewno kojarzycie go z Ekstraklasy, to były bramkarz Korony Kielce, a cały poprzedni sezon bronił w 1. lidze, w barwach Olimpii Grudziądz. Dzisiaj kierował obroną, dużo krzyczał, pomagał nowym kolegom w ustawieniu. Ale najczęstszy kontakt z piłką miał wybijając ją z piątki.

Za to ciekawy kontakt Małecki złapał z miejscowymi kibicami. Ci śpiewali na przemian „Ile ci dali, Małecki ile ci dali?” Oraz „Stać cię na więcej, Małecki stać cię na więcej!”. Parafrazując słowa Pawła Zarzecznego można napisać, że w B-klasie wszyscy kopią mniej więcej podobnie źle, tylko za różne tygodniówki. Nie no, żarty. Małecki nadal prezentuje kapitalną formę fizyczną i sportową, spokojnie mógłby wciąż bronić na zapleczu Ekstraklasy. Wojtek zajął się jednak biznesem, gra u nas wyłącznie dla przyjemności i miejscowym odpowiadał po prostu szerokim uśmiechem.

Krzykacze chyba zrozumieli, że te szpilki są zupełnie nietrafione i nasz bramkarz się nimi nie przejmuje, więc w końcu zaczęli skandować jego nazwisko w zupełnie pozytywnym kontekście.

Dużo gorzej miał z kibicami inni zawodnik. Ale tylko teoretycznie. Kowal był narażony na liczne prowokacje, ale – jak to on – miał je w głębokim poważaniu. – Niech sobie krzyczą, dzięki temu reszta chłopaków ma spokój. Nie muszą się przejmować wyzwiskami, a ja i tak mam to w dupie. Poza tym kibice z Borzęcina pytali, co mam w bidonie, a wódki z plastiku się nie pije – skwitował w swoim stylu. Znów sprawdziła się zasada: jeżeli na minusy spojrzeć przez wyprostowany środkowy palec – staną się one plusami.

Wpadajcie na nasz najbliższy mecz, tym razem na Marymont. Przyjeżdżają do nas rywale z Rembertowa, zarówno ich, jak i was ugościmy po weszlacku. Czyli darmową kiełbą i piwem. I – miejmy nadzieję – kolejnym pokazem dobrego futbolu. Marymont, Potocka 1, sobota, godzina 15:00. Bardzo dziękujemy naszej kilkuosobowej grupie kibiców za przyjazd na dzisiejszy mecz i świetny doping. Trzymajcie się, sportowe świry!

Dla porządku:

UKS GOSIR Stare Babice – KTS Weszło 0:4 (Madej, Kowalczyk, Zaleski, Anczarski)

Wyjściowy skład KTS: Małecki – Dzieran, Joczys, Fogler, Poteraj – Sekuła, Szymańczuk, Korona, Kropiewnicki – Madej, Kowalczyk

fot. FotoPyk