Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Nazywam się Nałóg.

Tak mógłby się przedstawiać Dawid Janczyk z późniejszych rozdziałów swojej biografii.

Może nawet powinien.

Bo przecież Dawida Janczyka jako niezależnej osoby, podejmującej autonomiczne decyzje, mającej swój własny charakter, już wówczas nie ma. Dawid Janczyk na tamtych stronach nie istnieje. Jego ciałem i umysłem rozporządza samodzielnie Alkohol. 

Przyznam się bez bicia, miałem rezerwę wobec tej biografii. Nie czekałem na nią. Czułem przesyt historiami polskich piłkarzy, którym się nie udało. Widziałem to też po czytelnikach – jak opublikowałem wywiad z Marcinem Siedlarzem, który przyznawał, że potrafił przepuścić kilka tysięcy euro na założone raz buty, wielu z was reagowało niesmakiem. „Ile można tego słuchać?” – pytaliście.

Ale książka okazała się porażającym studium zniewolenia nałogiem. Czegoś takiego nie czytałem nigdy. Za takie studium uchodziło do tej pory „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha, ale Pilch jest zbyt elokwentny, zbyt błyskotliwy i zbyt ironiczny, by potraktować jego obrazy upadków jako prawdziwe klęski. Pilch nawet jak opowiada o najgorszych odcieniach swoich ruin, ocieka polotem i dowcipem. Dajże spokój – jeśli twój umysł tak pracuje po alkoholu, to gdzie twoje zniszczenie? Na pewno utraciłeś wiele. Wierzę. Ale sam przyznajesz, że alkohol nigdy nie przeszkadzał ci w pisaniu, w konsekwencji nienaruszony pozostał twój bastion, bastion najważniejszy, bastion potężny, bo nie tylko zapewniający pieniądze, ale stanowiący fundament twojego charakteru.

U Dawida Janczyka nie zostało nic. U Dawida Janczyka nie ma Dawida Janczyka. Jest tylko Nałóg. A Nałóg interesuje się sprawami nałogu, nie sprawami ludzi. Co Nałóg obchodzi praca? Co Nałóg interesuje rodzina? Co Nałóg ma za interes w dbaniu o relacje z innymi ludźmi? Nałóg interesuje tylko podsycanie nałogu. Nic więcej.

Jest taki moment w książce, gdzie mama Dawida rozmawia z jego lekarzem. I lekarz mówi, że nałogowiec po przekroczeniu pewnych furtek nie ma już żadnych barier. Nie liczy się honor. Nie ma pojęcia wstydu. Wszystkie reguły społeczne są do złamania.

Matka znalazła go w mieszkaniu w tragicznym stanie, kiedy od trzech dni nie jadł i sam myślał, że umrze. Zamieszkała z nim w Warszawie. Jako była pielęgniarka doprowadziła go po tygodniu do pionu wkładając w to całą matczyną troskę i zawodową wiedzę.

Co zrobił Dawid, jak tylko poczuł się lepiej?

Wyszedł, kupił flaszkę, upił się do nieprzytomności. Do domu musieli go wnosić obcy ludzie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie rozpaczy jego matki na ten widok.

A zaraz potem masz zdjęcie sześcioletniego Dawida przebranego za kowboja w przedszkolu. Uśmiechnięty, dobry dzieciak – tak opowiada o nim mama.

Albo jak było z nim tak źle, że przez noc pięć razy lekarze ratowali go ze stanu agonalnego. Miał majaki, omamy, zwidy. Przypięty pasami wył na cały oddział jak opętany. Wywieziono go na korytarz, bo innych pacjentów zdejmował strach. Ale przeżył. I rozpłakał się na widok bliskich, którzy odwiedzili go o poranku. Dzień po dniu czuł się coraz lepiej.

Ale jak tylko wyszedł ze szpitala, kupił flaszkę.

Jesteś swoimi decyzjami. Najłatwiejsze rozwiązania rzadko prowadzą ku lepszemu. Do podjęcia decyzji trudnych potrzeba siły woli, bo to pokonywanie swoich oporów, swoich obaw, swoich pokus. Bez silnej woli człowiek nie jest w stanie wyznaczyć sobie kierunku. Po prostu dryfuje. Jest bezradny. Przypadkowy. Znam to z autopsji, sam miałem z tym problem – nie z alkoholem, ale z wolą. Luźny dryf, robienie tego, co się chce, a nie tego, co się robić powinno. A to prowadzi ku temu, że nie ty decydujesz o swoim życiu, nie ty jako twój rozum, rozsądek, tylko rządzą instynkty, zachcianki, toksyczne przyzwyczajenia. Stajesz się cieniem. Słaba wola, rozwalona nawet w niewinny sposób, to stojąca w poczekalni autostradą do piekła.

O tym wszystkim biografia Dawida Janczyka mi przypomniała, a jeśli ktoś w mocny sposób przypomina ci o tak fundamentalnej zasadzie życia, nie sposób nie pozostać wdzięcznym.

Osobnym wątkiem jest Janusz, postać drugoplanowa, oscarowa. Janusz, jeszcze w czasach legijnych, gdy Janczyk zarabiał 2500 zł, siedział u Dawida miesiącami i nie robił nic. Udawał, że sprawdza oferty pracy na kompie i tyle z obowiązków. W kluczowym momencie zasiał w nastoletnim Dawidzie ideę, że da się łączyć alkohol z normalnym funkcjonowaniem. Później potrafił lecieć do Moskwy, lecieć do Londynu, sprowadzać Dawida na weekendy do Polski – zgadnijcie na czyj koszt. Skończyły się pieniądze, skończyła się przyjaźń. Przyłożył obie dłonie i obie nogi do upadku człowieka. Podobnie jak Jerzy Kopiec, tak zwany menadżer. O gorszym chyba nigdy nie czytałem.

Nikt nie kazał Dawidowi spędzać z nimi czasu. Janczyk miał rodzinę, żonę, córkę, a i tak wybierał w sposób oczywisty toksyczne towarzystwo. Nie zamierzam Janczyka wybielać. Wybielić się Janczyka po tej lekturze nie da. Ale piłkarz, który przeczyta książkę i wyniesie tylko „nie pij chłopie!” będzie głupcem.

Picie nie wzięło się znikąd. Największym wrogiem nie jest butelka, a ci, którzy butelkę przynoszą.

Leszek Milewski

 

KOMENTARZE (36)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
elchullogrande
CF Granma

Nie no, serio, ja rozumiem – macie kontrakt na reklamę, czy coś takiego. Ale po co? Po co kilka razy w tygodniu od jakiegoś miesiąca lansować książkę jakiegoś pijaka, który niewiele kogo obchodzi?
Czy może po prostu książka się źle sprzedaje, więc trzeba podkręcać?

derlis

A co janusz, już do portfela musisz innym zaglądać?
Pijak niewiele kogo obchodzi? A co ciebie obchodzi czy mają kontrakt czy nie?
Niech sobie go lansują nawet pięć razy dziennie, nie robią nikomu nic złego, przecież kto nie chce to książki i tak nie kupi, i kto nie chce kolejny raz czytać o Janczyku, to po prostu w dany artykuł nie wejdzie, prosta sprawa
Ja pierdole, tak logiczne rzeczy jak to, że jak się z kimś nawiązuje w danym zakresie współpracę, to oznacza to promowanie dzieła z którego czerpie się korzyści, jak widać nie są takie logiczne
Rozumiem że jak kiedyś tobie byłoby dane współpracować przy czyjejś książce, to jako promotor mówiłbyś „pierdolcie to, to tylko kilkaset stron wyimaginowanych opowiastek jakiegoś chlejusa”?

UBecja_Forever

Janczyk dołączył do KTS Weszło to i go promują. W sumie nie lubię nachalnej promocji, ale tutaj naprawdę żal człowieka. Przed przeczytaniem artykułu Leszka na pewno bym jej nie kupił. ‚Pod Mocnym Aniołem’ oglądałem i perspektywa zobaczenia czegoś takiego w formie książkowej naprawdę mnie nie jara, ale z drugiej strony trochę żal człowieka albo może inaczej, żal jego bliskich którzy musieli przez to wszystko przechodzić. No i zacząłem po tym felietonie rozważać zakup bo Leszek przemówił do mnie konkretnymi argumentami czysto ludzkimi, których pozbawione są wszelkie marketingowe artykuły sponsorowane.

Świroos

Pod Mocnym Aniołem to książka J. Pilcha i na tej podstawie powstał film.

UBecja_Forever

Wiem. Jest o tym przecież w artykule, ale książki nie czytałem, a film oglądałem stąd moje nawiązanie.

elchullogrande
CF Granma

A to ja komuś zaglądam do portfela? A komu konkretnie? Gdzieś sprawdzam, ile ktoś zarabia, rozliczam go z wydatków? Nie widzę, żebym zrobił coś takiego. Tak więc nie rób z siebie debila.
Ba!, na stronie weszlo.com mamy do czynienia z publicystyką! I to publiczną! A jak ktoś publicznie publikuje i daje możliwość publicznego skomentowania swojej publicystyki, to dlaczego niby nie mogę tego zrobić?
Sęk w tym, że jest różnica między reklamowaniem w sposób oczywisty i nie mam z tym problemu. Najmniejszego. Ot, np. w prasie masz artykuł, nad nim drobnym drukiem „artykuł sponsorowany”. I nie ma z tym problemu. W telewizji lub radio dostajesz informację o lokowaniu produktu, o tym, że teraz jest reklama. I nie ma z tym najmniejszego problemu.
Nawet ja nie mam najmniejszego problemu np. z zamieszczoną na weszlo.com reklamą książki o Janczyku. Rozumiem, ktoś chleje, szcza pod siebie, opisuje to, ktoś ma dziwne zboczenie i to namiętnie czyta. Spoko. Zdecydowanie wolę historie o kimś, kto wyszedł z nałogu, niż o kimś, kto w nim trwa. Choć rzeczywiście – te drugie mają zdecydowanie większą wartość profilaktyczną.
Natomiast, kiedy widzę co chwilę jakiś tekst o książce o Janczyku, kiedy nawet już najlepsi felietoniści portalu piszą o tej książce, kiedy dochodzi do sytuacji, w której nawet w przeglądzie prasy cytuje się zamieszczony w jakiejś gazecie tekst o tej książce, to jest to troszkę zbyt nachalne.
A że to publiczna publicystyka z możliwością publicznego wyrażenia zdania o jej poziomie (który uważam za wysoki), to sobie wyrażam kpinę z nadmiernego lansowania tej książki. Proste.
I nie wiem, dlaczego jesteś aż takim debilem, że odnosisz się już do wytworów swojej wyobraźni, miast do tego, co ja piszę. Jeśli rozumiesz, że uważam, że osoby odpowiedzialne za marketing książki powinny do niej zniechęcać, to tak, jesteś debilem, bo niezgłębione są ścieżki Twojego rozumu.

No i masz rację, jeśli podpisali umowę na promocję, to… Zaraz, zaraz, Januszu – a dlaczego zaglądasz im do portfeli? Co Ciebie obchodzi, czy podpisali taką umowę i czy promują książkę?
Wlaśnie.

Tylko wiesz, jak widzę reklamę, to spoko. Jak widzę już zbytnią nachalność, to się krzywię, bo wtedy mnie to akurat zniechęca do książki. I chuj Ci do tego.

derlis

Nigdzie nie napisałem że nie masz prawa do wyrażenia publicznej opinii, nawet negatywnej, ale teksty typu „słabo się sprzedaje to trzeba podkręcać” to nie jest opinia, to jest prymitywizm, no chyba że ty mając jakiś słabo rokujący interes nie próbowałbyś go ratować tylko od razu zawinął się pod most – wówczas nie ma tematu
Skoro mają mieć z tego zysk, to niech sobie to „podkręcają” na wszelkie możliwe sposoby, przecież to normalne działanie
Powtórzę się: nie chcesz, to i tak nie kupisz, choćby ci Janczyk z lodówki wyłaził
Nie twierdzę że ty uważasz że powinni zniechęcać, ale wobec tego nie rozumiem skąd ta spina o promowanie, skoro rzekomo sam uważasz promowanie czegoś z czego ma się mieć korzyści za zupełnie normalne?
A że nie nadmienią że autopromocja czy coś? A po co, skoro przecież tutaj wszyscy mądrzy i każdy wie po co to publikują?

elchullogrande
CF Granma

Okej, masz rację, przekonałeś mnie.
Przepraszam za wulgaryzmy.

Tomaszz

Ktoś się włamał na Twoje konto, czy pierwszy raz ktoś w internecie przyznał rację swojemu rozmówcy?

elchullogrande
CF Granma

Nie, często to robię. Czasami wtedy, kiedy ktoś mnie przekona, czasami wtedy, kiedy nie chce mi się kontynuować dyskusji lub chcę zaskoczyć rozmówców.

AramChaczaturian

A teraz czemu? Bo wydaje mi się, że z pierwszego powodu. Chociaż sam uważam reklamę bez ostrzeżenia za świństwo (nie każdy musi mieć świadomość, że weszło.com ma coś wspólnego z tą książką, a nawet może być „premierowym” czytelnikiem portalu przy okazji czytania tego artykułu).

elchullogrande
CF Granma

Odpowiedź niech zostanie moją tajemnicą 😀

Zadi

Akurat Janczyk butelkę sobie sam przynosi

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Pytanko: czym to sie rozni od setek dokumentow w formie prozy czy filmu?
Kolejny alkoholik, jeden z milionow. Co w nim lub jego historii nowego czy innego?
Ja rozumiem, ze prikaz idzie z gory, ale mozna zwyczajnie wstawic w naglowku: „autopromocja” czy cus.

elchullogrande
CF Granma

Napisałem to wyżej, nieco innymi słowy i okazuje się, że jednak nie można oznaczyć „autopromocji” 😉

jezd
Lech Poznań

Uśmiechnięty, dobry dzieciak – tak opowiada o nim mama.-zapytajcie losowej matki na ulicy każda tak powie o swoim dziecku

elchullogrande
CF Granma

O, stary 😀 Pogadaj z moją mamą o mnie 😀

UmytyPoObsraniu

każda powie „zdolny, ale leń”

Galgan
Espanyol, Tottenham, Lazio, Polonia W.

Panie Redaktorze, zachęcił mnie Pan. Też traktowałem tę książkę jako jedną z wielu. Ale jako człowiek, który sam walczył z tym potężnym wrogiem, jakim jest alkohol (albo raczej walczy, bo mimo, że z Bożą pomocą nie piję sześć lat, ale wiem, że nigdy do końca nie wyzdrowieję), nie mogę zgodzić się z wywodem nt. silnej woli. Ona tu nie ma nic do rzeczy. Choroby nie pokonuje się silną wolą. A alkoholizm to choroba. Nikt nie pokonał nowotworu, dyskopatii itd. silną wolą. Tak samo jest z alkoholizmem. Często słyszałem „jakbyś chciał, to byś nie pił”. Chciałem, ale nie umiałem. Potrzebowałem pomocy innych ludzi. Moje doświadczenie jest takie, że alkoholikowi może pomóc tylko inny alkoholik. Nie rodzina, nie znajomi. Mam nadzieję, że Dawid spotka na swojej drodze takich jak on, którzy nie zawahają się wyciągnąć pomocnej dłoni. A on będzie chciał tę dłoń złapać. Strasznie to wszystko patetyczne, ale w kilku zdaniach trudno zawrzeć, jak trudno z tego cholerstwa wyjść i jak trudno znaleźć współczucie (bo przecież każdy pijak pije, żeby się stoczyć, nieprawdaż?)

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Panie kolego. Sa rozne uzaleznienia, w sumie kazdy jakies ma. Nie da sie wszystkich zwalczyc.
Alkoholizm sam w sobie to ciezki kaliber. Natomiast nie jest to jak z narkomania (twardymi narkotykami), ze wypijesz raz i zasadniczo przepadles. Tu trzeba systematycznosci w staczaniu sie.
I we mnie jako osobie wyrozumialej, wspolczujacej i potrafiacej zrozumiec skomplikowane sytuacje zyciowe, alkoholizm nie wzbudza empatii.
Pije, czasem wiecej, czasem mniej, czasem wogole. Natomiast nigdy w zycie sie nie upilem. Ani za gowniarza (dzieki Panie Boze za strach przed ojcem), ani nigdy potem. Ani ze smutku, ani z radosci. Ani ze szwagrem, ani w samotnosci.
Niestety z alkoholem jest tak jak z ogolna wola i samokontrola. Jedni maja slabsza inni silniejsza.
I niestety jest to wina glownie jednostki. Ktos po prostu chce pic do oporu, a po kilku latach zaczyna dawac w gaznik bez opamietania.
Mozna walczyc z problemami, starac sie, a mozna wybrac droge „na skroty” i isc w tango. Alkoholizm rzadko jest wynikiem picia „wesolego” (pozytywnego). Zazwyczaj jest to zapijanie rzeczywistosci (inaczej: ucieczka przed nia).

PS. Zycze powodzenia i silnej woli. Dobra rada: nie szukac usprawiedliwien. Szukac zainteresowan i starac sie isc pozytywna droga :)

tolep
kibic i hejter tolepa

„Alkoholizm sam w sobie to ciezki kaliber. Natomiast nie jest to jak z narkomania (twardymi narkotykami), ze wypijesz raz i zasadniczo przepadles.”

Bzdura na bzdurze, sorry. Niemal wszystkie powszechnie głoszone opinie o uzależnieniach są błedne. A ponadto wyróznianie na przykład etanolu od innych substancji psychoaktywnych tylko dlatego, że etanol jest legalny, jest dyskwalifikujące w dyskusjach.

Zacznij tutaj https://www.ted.com/talks/johann_hari_everything_you_think_you_know_about_addiction_is_wrong

Tomaszz

A tym alkoholizmem to się zaraziłeś w szpitalu, czy jakiegoś wirusa z powietrza złapałeś?

derlis

Silna wola nie ma nic wspólnego?
Stary, silna wola to klucz, zawsze i wszędzie
Zamiast kończyć na alkoholizmie, można w ogóle nie zaczynać – nierozpoczęcie tego procesu to właśnie jest silna wola, ale nawet podjęcie próby i konsekwentne dążenie do wyjścia z tego nałogu to też jest silna wola
„Chciałem, ale nie umiałem” – wierz mi chłopie, że wobec tego wcale nie chciałeś…

Michal Sz

Właśnie, że alkoholizm pokonuje się silną wolą, tak jak samo jak rzuca się palenie dzięki silnej woli. Porównanie do nowotworu jest bez sensu, bo przy tej chorobie samemu nic nie możesz zrobić, choćbyś się nie wiadomo jak zmotywował.

„Chciałem, ale nie umiałem”. Czyli nie miałeś silnej woli żeby to przerwać, ciągle znajdowałeś sobie wytłumaczenia, tak samo jak robisz to w tym komentarzu.

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

Michal, jesli nie jestes alkoholikiem, to roztropnie by bylo milczec niz pisac glupoty. Silna wola… dobre sobie. Poczytaj cos chociazby o mechanizmie iluzji i zaprzeczen. Alkoholizm to choroba psychiczna. Schizofrenika tez bys leczyl silna wola? – Jesli ja ma, to wystarczy by nie bac sie urojen i halucynacji?

derlis

Trochę dziwne porównanie, bo schizofrenik z reguły nie ma świadomości że jest chory, nie ma świadomości że jego lęki i wieczne przeświadczenie o byciu w zagrożeniu są bezpodstawne, a alkoholik? Alkoholik nie wie, że pije? Wie, i to doskonale, więc silna wola siłą rzeczy musi tutaj odgrywać rolę, nierzadko kluczową

Michal Sz

Oczywiście, że tak. Co ma zrobić schizofrenik? Alkoholik może przestać pić, schizofrenik na swoje urojenia nie ma wpływu.

Michal Sz

Następny, który porównuje dwie zupełnie odmienne od siebie choroby..Sam przemyśl zanim coś napiszesz.

Galgan
Espanyol, Tottenham, Lazio, Polonia W.

Nie bardzo wiem, co mogę wam wszystkim odpisać. Trudno dyskutować z opiniami, macie do nich pełne prawo. Ale opowiem wam pewną historyjkę. Kiedy byłem już po paru terapiach, z dosyć długim stażem prób odzyskiwania zdrowia (więc wydawałoby się, że mam jakieś pojęcie o swojej chorobie), rozmawiałem z innym trzeźwiejącym alkoholikiem. I mu mówię, że alkoholizm to polega na tym i tamtym, a alkoholik powinien to i tamto. Na co on wyciągnął białą kartkę A4 i powiedział „Wiesz co to jest? To jest wszystko, co wiemy o alkoholizmie”. I z tym was zostawiam. PS. Jeśli jest tu ktoś, kto podejrzewa u siebie problem lub jest pewien, że go ma i nie ma już siły z nim walczyć – nie wstydź się prosić o pomoc. To żadna ujma. A można dużo wygrać. Życie bez alkoholu istnieje, chociaż sam w to kiedyś nie wierzyłem.

NedStark

Ta książka nie powinna wcale zostać napisana bo Dawid dalej pije i jako pijący alkoholik nie może być naprawdę szczery. Wy dziennikarze chcąc mu pomóc w ten sposób robicie tak naprawdę wiele złego choć nie zdajecie sobie z tego sprawy. Pomóc Janczykowi można tylko zaprowadzając go na terapię albo na miting Anonimowych Alkoholików. Nie pomoże mu granie w drużynie weszlo choćbyście się zesrali bo to nie jest towarzystwo dla niego. On potrzebuje innych alkoholików ale trzeźwiejących, a nie pijących… Chcecie mu pomóc to poszukajcie w Warszawie kogoś kto mu naprawdę pomoże, a tak ta cała wasza akcja zaczyna przypominać żerowanie na cudzym nieszczęściu. Tak to jest nieszczęście – sam jestem alkoholikiem, nie piję już co prawda wiele lat i moje życie poza tym, że nie piję wygląda całkowicie normalnie i doskonale Dawida rozumiem. Rozumiem, że pewnie nie chce się leczyć bo wy go tam klepiecie po plecach i mówicie „wystarczy silna wola”, „dasz sam radę” – każdy pijący alkoholik czeka na takie słowa bo tym karmi swoją chorą głowę… bo tak naprawdę pewnie nie chce przestać pić, a zamiana wódy na browary to jak leczenie zawału serca nowotworem. Bajeczki o silnej woli są dobre kiedy chcesz kurwa schudnąć 5 kilo, nie jeść słodyczy, czy akurat naszła ciebie ochota na bieganie albo siłownię. Wtedy wystarczy silna wola, ale nie tutaj, Alkoholizm to jakbyś będąc chudzielcem wychodził na ring z Andrzejem Gołotą, dostawał w ryj, padał na deski, tracił przytomność, budził się, nie pamiętał co się stało i znowu próbował z nim walczyć. Za każdym razem dostajesz w ryj od Gołoty, padasz, walczysz choć nie masz z nim szans. Tutaj jedyną drogą jest uznanie swojej bezsilności wobec alkoholu. Tak właśnie bezsilności, przyznanie się że no kurwa nie dam rady jednak z Gołotą na ringu. Tak właśnie wygląda początek leczenia alkoholizmu – na terapii i w ruchu Anonimowych Alkoholików bez tego nie ma szans. On musi poznać innych ludzi takich jak on żeby przestał się czuć kimś wyjątkowym, ludzi których nie oszuka – bo was oszukuje i oszuka, siebie oszuka, ale alkoholika innego nie… bo my to wszystko znamy.

Odzidzia_Pajszao

Masz sporo racji. Kiedyś poznałem ekipę budowlaną wykonującą całe projekty. To była grupa około dwudziestu chłopów, fachowców, i szef. Kiedyś w chwili szczerości przyznał się, że jest wieloletnim alkoholikiem, po bardzo długiej terapii. Wszyscy jego pracownicy też. Zmontował sobie taką ekipę z pełną świadomością. Na budowach jest wielu ludzi dla których relaks po pracy w postaci flaszki i oni chcieli tego uniknąć. Za cenę pewnego wyobcowania. Pracują zawsze tylko sami, bo boją się wyzwalaczy.

Galgan
Espanyol, Tottenham, Lazio, Polonia W.

Nedstark, jako Twój brat w chorobie – dziękuję za ten wpis.

Babacosieniezna

Idealnie podsumowanie

sabas

Nedstark, Gałgan. Dzięki za wpisy chłopaki. Tylko razem dajemy radę, nigdy samemu!!!

bogdan

Czytam Cię, Lechu, już od dawna, ale ten fragment spodobał mi się szczególnie: „Jesteś swoimi decyzjami. Najłatwiejsze rozwiązania rzadko prowadzą ku lepszemu. Do podjęcia decyzji trudnych potrzeba siły woli, bo to pokonywanie swoich oporów, swoich obaw, swoich pokus. Bez silnej woli człowiek nie jest w stanie wyznaczyć sobie kierunku. Po prostu dryfuje. Jest bezradny. Przypadkowy. Znam to z autopsji, sam miałem z tym problem – nie z alkoholem, ale z wolą. Luźny dryf, robienie tego, co się chce, a nie tego, co się robić powinno. A to prowadzi ku temu, że nie ty decydujesz o swoim życiu, nie ty jako twój rozum, rozsądek, tylko rządzą instynkty, zachcianki, toksyczne przyzwyczajenia. Stajesz się cieniem. Słaba wola, rozwalona nawet w niewinny sposób, to stojąca w poczekalni autostradą do piekła.” Pozdrawiam

ksiegowy90

Zdjęcie profilowe NedStark Przeczytalem wszystkie komentarze po to zeby znalezc Twoj. Zajebisty w sedno to mialem w glowie. Troche mnie uspokoiles, ze ktos tak mysli.

Druga sprawa. ‚Picie nie wzięło się znikąd. Największym wrogiem nie jest butelka, a ci, którzy butelkę przynoszą.’ Leszek hipokryto, a co wy robicie? Publikacje, zarabianie sianka na ksiazce dla osoby, ktora jest chora I dalej pije to jest ‚przynoszenie butelki’.

Na kilometr czuc, ze koles jest klamca, lepszym klamca niz ‚pilkarzem’. Pieprzy te bzdury i wmawia sobie, ze wszystko bedzie ok i wytrzyma w trzezwosci. Jakiej kurwa trzezwosci? Skoro idzie i bierze na zeszyt browar w sklepie… On chce zarobic tylko siano i bedzie mial w pizdzie rodzine. WEZCIE TEN HAJS Z KSIAZKI LEPIEJ DAJCIE DLA JEGO RODZINY I DZIECI, A GO ZMUSCIE DO ODWYKU A JAK SIE NIE ZGODZI SPUSCIE NA DRZEWO.

Czemu nie chcial napisac ksiazki jak w PIASCIE/SANDECJI mu placili? Czemu wtedy sie nie zdecydowal na ‚spowiedz’, przeciez on podobno nie robi tego dla pieniedzy.

Za tego sluzacego to powinien w pysk dostac, frajer… Wrocilo to do niego teraz on jest tym zalosnym sluzacym, a nie sorry wedlug swojego wybujalego ego przyszlym krolem strzelcow ekstraklasy… Zalosne.

Pierdolony klamca i pajac… I tylko dzieci i rodziny szkoda

wpDiscuz