Wielopoziomowa katastrofa w Cracovii. Dwie rewolucje w ciągu roku i nic
Weszło

Wielopoziomowa katastrofa w Cracovii. Dwie rewolucje w ciągu roku i nic

Cracovia na początku tego sezonu to wielopoziomowa katastrofa. Nic w tej drużynie nie funkcjonuje jak należy, ostatnie miejsce w tabeli jest w pełni zasłużone, nie ma w nim żadnego przypadku. Michał Probierz staje przed być może największym wyzwaniem w swojej trenerskiej karierze – większym, niż odrobienie dziesięciu punktów ujemnych w Jagiellonii – by to wszystko poskładać do kupy. Nie wiadomo, ile czasu mu jeszcze zostało. Janusz Filipiak ze starym podejściem zdążyłby go zwolnić z pięć razy. Teraz zdał już kilka egzaminów z cierpliwości, ale niewykluczone, że najważniejszy dopiero przed nim. 

Filipiak dał Probierzowi pełnię władzy. Nie ma dyrektora sportowego, więc trener nie tylko po swojemu układa to, co ma, ale też samemu decyduje, kto zostaje, kto odchodzi, kogo próbujemy ściągnąć. To komfort pracy, o jakim w polskich realiach mało który trener może nawet pomarzyć. Rzecz w tym, że dokonano już drugiej kadrowej rewolucji, a na dziś jest gorzej niż w punkcie wyjścia. „Pasy” po ośmiu kolejkach zajmują ostatnie miejsce w tabeli i każdy, kto śledzi ligę na co dzień, wie, że w tym przypadku tabela nie kłamie. Krakowska ekipa gra obecnie najgorszą piłkę w całej stawce.

Liczby też nie kłamią (część danych z ekstrastats.pl).
– żadnego zwycięstwa
– najmniej strzelonych goli (4)
– żadnego gola w meczu u siebie
– żadnego gola z rzutu rożnego (40), podczas gdy np. Wisła Kraków z 43 rożnych uzyskała 4 bramki
– najniższa średnia strzałów celnych na mecz (3,5), a więc zdecydowanie najwyższa niecelnych (7,5)
– najniższy procent bramek w stosunku do strzałów (3,7%)
– zero minut z prowadzeniem w tym sezonie (jako jedyni w lidze)

A to wszystko przy trzeciej najniższej średniej Polaków na mecz w wyjściowej jedenastce (4,5), co dodatkowo daje argumenty przeciwnikom Probierza. Gdyby to wszystko działo się w takich okolicznościach jak w Zabrzu, ocena byłaby łagodniejsza.

Tutaj mamy jednak nieustanne zmiany i wydawanie pieniędzy. Prześledźmy trzy okienka Cracovii pod rządami Probierza (pogrubiono piłkarzy, którzy w okresie jego rządów przyszli i odeszli).

Lato 2017
Przyszli: Szymon Drewniak, Adam Deja, Matic Fink (wypożyczenie), Sergei Zenjov, Michal Pesković, Michal Siplak, Javi Hernanez, Lennard Sowah, Oleksij Dytiatjew, Michał Helik, Mateusz Wdowiak (powrót z wypożyczenia), Adam Wilk (powrót z wypożyczenia), Jaroslav Mihalik (wykupienie)
RAZEM: 13

Odeszli: Marcin Budziński, Hubert Wołąkiewicz, Jakub Cunta, Piotr Polczak, Mateusz Cetnarski (wypożyczenie), Tomasz Brzyski, Florin Bejan, Erik Jendrisek, Paweł Jaroszyński, Florin Bejan, Robert Litauszki, Rafał Dobroliński, Hubert Adamczyk (wypożyczenie), Petteri Forsell
RAZEM: 14

Zima 2018
Przyszli: Niko Datković, Deniss Rakels, Antonini Culina, Nicolai Brock-Madsen
RAZEM: 4

Odeszli: Jakub Wójcicki, Piotr Malarczyk, Grzegorz Sandomierski, Deleu, Mateusz Szczepaniak (wypożyczenie), Sebastian Steblecki, Lennard Sowah, Tomas Vestenicky (wypożyczenie)
RAZEM: 8

Lato 2018
Przyszli: Cornel Rapa, Jakub Serafin, Filip Piszczek, Adrian Danek, Marcin Budziński, Janusz Gol, Maciej Gostomski, Elady Zorrilla, Gerard Oliva, Siergiej Serderow, Airam Cabrera, Vinicius Ferreira, Matheus Santos, Mateusz Szczepaniak (powrót z wypożyczenia), Mateusz Cetnarski (powrót z wypożyczenia)
RAZEM: 15

Odeszli: Krzysztof Piątek, Szymon Drewniak, Adam Deja, Mateusz Cetnarski, Mateusz Szczepaniak, Matic Fink, Nicolai Brock-Madsen, Deniss Rakels, Miroslav Covilo, Adam Wilk, Radosław Kanach (wypożyczenie), Elady Zorrilla
RAZEM:
12

W kilku przypadkach, jak wykupienie Mihalika czy powroty z wypożyczeń, niektórzy mogliby dyskutować co do sposobu ich klasyfikowania, ale tylko lekko uogólniając wychodzi nam, że w ciągu trzech okienek do Cracovii przyszło około trzydziestu zawodników i tyle samo odeszło! Przemiał niesamowity. Niektórzy przychodzili do drużyny pod wodzą obecnego szkoleniowca i już zdążyli z niej odejść. Elady Zorrilla to historia wyjątkowa, tu chodziło o chorą na raka teściową. Rakels, Brock-Madsen i Fink przybywali na wypożyczenia, ale tak czy siak z tej trójki sprawdził się jedynie ten ostatni. Najbardziej jaskrawe przykłady to Szymon Drewniak (po dobrej pierwszej rundzie poszedł w odstawkę), Lennard Sowah i Adam Deja, którego Probierz do pewnego momentu z niezrozumiałych względów (bo to po prostu słaby zawodnik) promował, by potem zdecydowanie odstawić na bocznicę.

Latem ubiegłego roku zrezygnowano z kilku nazwisk i trudno powiedzieć, by ktoś potem płakał po Hubercie Wołąkiewiczu czy Piotrze Polczaku. Ta czystka była raczej zrozumiała i mało kto ją podważał. Co innego, gdy zimą bilet w jedną stronę dostali Grzegorz Sandomierski, Jakub Wójcicki czy Piotr Malarczyk. Nie imponowali swoją grą, ale szybko się okazało, że ich następcy niekoniecznie są lepsi, a każdy przecież kosztował jakieś pieniądze. Tego lata doszło do drugiej rewolucji i efekty na razie są fatalne. Probierzowi można zarzucić, że w większości przypadków co chwila wymienia piłkarzy, zamiast ich rozwijać. On jednak może odpowiedzieć, że wiele zależy od chęci samych zainteresowanych, podając przykład Krzysztofa Piątka czy chociażby Michała Helika, który został wybrany najlepszym obrońcą ubiegłego sezonu. Choć, nie czarujmy się, głównie ze względu na strzelane gole, bo w samej defensywie już tak dobrze nie wyglądał.

Widać okoliczności łagodzące. Sprzedaż Piątka to i tak najmniejsza z nich, bo odszedł za dobre pieniądze, za które można teraz było ponownie wywalić połowę mebli z domu, wymieniając je na (w założeniu) lepsze modele. O pozostałych okolicznościach niedawno podczas konferencji, na której – z marnym skutkiem – odczyniał klątwę, Probierz sam powiedział. – Jest to moje kolejne doświadczenie na przyszłość, że już podczas okresu przygotowawczego trzeba szukać więcej wariantów. Nie można się jako trener zamykać w pewnej grupie ludzi, tylko ciągle poszukiwać rozwiązań i przewidywać niektóre rzeczy. Naszego splotu okoliczności nikt nie mógł przewidzieć. Gdyby ktoś mi powiedział na starcie, że w ciągu dwóch tygodni wypadnie pięciu zawodników, którzy mogliby grać – Siplak, Danek, Elady, Covilo, Oliva – to bym nie uwierzył. Przez lata nie miałem takiej sytuacji, ale wyciągnę wnioski i w przyszłości będę miał 2-3 warianty przygotowując zespół – przyznawał.

Jak jednak wspominaliśmy, mowa o okolicznościach łagodzących, a nie pełnym wytłumaczeniu. Nic bowiem nie usprawiedliwia tego, że „Pasy” grają największą padakę w lidze, ich meczów przeważnie nie da się oglądać bez krwawienia z oczu, a nawet najprostsze piłkarskie rzeczy w ich wykonaniu wyglądają na jakiś wyższy stopień wtajemniczenia, którego aktualnie nie posiadają.

Jeśli kibice Cracovii szukają powodów do optymizmu, na pewno nie znajdą ich patrząc wstecz na podobne przypadki. Odkąd wprowadzono podział na grupę mistrzowską i spadkową, tylko Korona Kielce w pierwszym sezonie uciekła spod topora, zamykając tabelę na tym etapie rozgrywek. W czterech ostatnich latach szesnaste miejsce po ośmiu kolejkach stanowiło wyrok.

Lepiej wyglądało to wcześniej, gdy rozgrywano 30 kolejek. W minionej dekadzie znajdziemy łącznie pięć przykładów, gdy zła pozycja po ósmym meczu nie oznaczała spadku. Raz z tarapatów udało się wybrnąć samej Cracovii, a raz Probierzowi, gdy sezon w Jagiellonii zaczynał na minusie i mimo to spokojnie się utrzymał.

Dokładne zestawienie z dziesięciu ostatnich lat (sezon, nazwa ostatniego klubu w tabeli po 8. kolejce, dorobek punktowy i miejsce na mecie sezonu:

2017/18: Termalica pięć punktów (na koniec sezonu 15. miejsce i spadek)
2016/17:  Górnik Łęczna sześć punktów (na koniec sezonu 15. miejsce i spadek)
2015/16: Górnik Zabrze dwa punkty (na koniec sezonu 15. miejsce i spadek)
2014/15: Zawisza Bydgoszcz trzy punkty (na koniec sezonu 15. miejsce i spadek)
2013/14: Korona Kielce cztery punkty (na koniec sezonu 13. miejsce)
2012/13: Podbeskidzie Bielsko-Biała dwa punkty (na koniec sezonu 14. miejsce)
2011/12: GKS Bełchatów cztery punkty (na koniec sezonu 14. miejsce)
2010/11: Cracovia cztery punkty (na koniec sezonu 14. miejsce)
2009/10: Jagiellonia Białystok dwa punkty, zaczynała z -10 punktów (na koniec sezonu 11. miejsce)
2008/09: Górnik Zabrze pięć punktów (na koniec sezonu 15. miejsce i spadek)

Najgorsze w przypadku Cracovii jest to, że nie widać symptomów poprawy. Drużyna sprawia wrażenie rozbitej, słabej mentalnie, bez pomysłu na wyjście z dołka. Gra jak była fatalna, tak jest nadal. Trudno wskazać choćby jedną połowę, w której „Pasy” prezentowały się po prostu dobrze. To zupełnie inna sytuacja niż na przykład w Miedzi Legnica, która przegrała trzy mecze z rzędu, ale za każdym razem pokazywała sporo efektownego fubolu, nie potrafiąc postawić kropki nad „i”. Miało się jednak przekonanie, że przy odrobinie konsekwencji za chwilę karta się odwróci i tak też się stało.

Michała Probierza o to wszystko nie zapytamy, bo aktualnie jest w fazie ciszy medialnej i wywiadów nie udziela. A plotek i spekulacji wśród kibiców coraz więcej. Słyszeliśmy już wersję, że Probierz bardziej trzyma z zarządem niż z szatnią. Że odejście Covilo ma drugie dno i chodzi przede wszystkim o konflikt z trenerem, podobnie jak pełne niedopowiedzeń rozstanie z wieloletnim kierownikiem drużyny Tomaszem Siemieńcem. Że poszedł „prikaz” z góry, by Helik wykonywał rzuty karne, bo to go jeszcze bardziej wypromuje. I tak dalej. Im mniej światła i kawy na ławę, tym więcej domysłów.

Trudno powiedzieć, czy przed trenerem „Pasów” sądne tygodnie. Dotychczas odbywało się to na zasadzie „prędzej wywalę pół drużyny niż zwolnię Probierza”. W poprzednim sezonie koniec końców udało się wyjść z kryzysu, ale dopiero wiosną. Prezes Filipiak zapewne nie przypuszczał, że po lepszej rundzie dojdzie do drugiego kadrowego potopu, po którym znów trzeba będzie wykonać kilka kroków w tył, zwłaszcza że sam trener deklarował walkę nawet o mistrzostwo. Wie, że Probierz otrzymał od niego duży kredyt zaufania i kiedyś trzeba będzie się wreszcie rozliczyć z efektów. Na razie ich nie ma. Jeśli rozliczenie ma nastąpić wkrótce, o wszystkim mogą decydować trzy najbliższe ligowe mecze z Wisłą Płock, Zagłębiem Sosnowiec i derbowy z Wisłą Kraków oraz pucharowe starcie z ROW-em Rybnik. No bo jeśli zwalniać, to najlepiej w przerwie na kadrę, by dać nowemu szkoleniowcowi choć minimum komfortu.

Jeśli zaś cierpliwość Filipiaka niezmiennie pozostaje wielka, jest szansa, że jeszcze raz poczeka do wiosny. W końcu skoro na tyle pozwolono trenerowi i za drugim razem chyba wreszcie porządnie wysprzątał sobie szatnię, to warto spojrzeć z szerszej perspektywy niż 2-3 tygodnie. Jak już być konsekwentnym, to do końca. Co nie zmienia faktu, że jakaś poprawa musi nastąpić szybciej, przynajmniej jeśli chodzi o jakość gry.

Fot. Jakub Gruca/400mm.pl