Historia, która porusza i mimo wszystko daje nadzieję. Książka Dawida Janczyka już do kupienia
Weszło

Historia, która porusza i mimo wszystko daje nadzieję. Książka Dawida Janczyka już do kupienia

Na pozór to kolejna książka o totalnie pokręconych losach utalentowanego piłkarza, który u swoich stóp miał właściwie cały świat i czerpał z tego garściami, zagarniając wszystko to, co w linii prostej prowadzi do upadku. Ot, historia naiwnego hedonisty, który z uśmiechem szedł na stracenie, bo tak naprawdę nie miał pojęcia dokąd zmierza. Ale z drugiej, to także przykra historia skromnego i wrażliwego chłopaka o bardzo delikatnej konstrukcji, który w najpodlejsze życiowe rewiry zabrnął wbrew swoim intencjom i zaszczepionym w domu rodzinnym wartościom. Dlaczego? Bo Dawid Janczyk pił, więc nic dziwnego, że jego książka też ocieka alkoholem.

Gdyby po przeczytaniu tej biografii ktoś zapytał mnie, dlaczego wychowanek Sandecji skończył tak, jak skończył, odpowiedziałbym, że to efekt połączenia dwóch czynników: jego introwertycznej natury i nieodpowiedniego otoczenia nastawionego na wyzysk. Działając w pojedynkę, żaden z nich nie ściągnąłby Janczyka na samo dno, ale w duecie ich siła była wręcz zabójcza. Były reprezentant Polski sam się zresztą o tym przekonał, bo ze stryczka urwał się ledwo, ledwo. Działo się to, gdy już jako alkoholik i człowiek, który sięgnął dna, osiadał na nim nie zważając na okoliczności.

Rano otwieram oczy, rozglądam się, a w drzwiach stoją mama i siostra. Popłakałem się. Nie byłem już zapięty, ale i tak nie miałem sił, żeby wstać. Jednak uparłem się, że muszę do nich dojść. Podniosłem się z niewyobrażalnym trudem. Drżały mi nogi i musiałem chwycić się łóżka. Ostrożnie zrobiłem pierwszy krok. Znowu się zachwiałem, ale postanowiłem zacisnąć zęby. Kurwa, musisz być twardy – pomyślałem. – Jak teraz do nich nie dojdziesz, to będziesz się już czołgał przez całe życie. I pomalutku, noga za nogą, ruszyłem w kierunku drzwi.

Gdy wreszcie dowlokłem się do mamy i Anety, nie potrafiłem wykrztusić choćby słowa. Mama tylko spojrzała z troską i mocno mnie przytuliła, a potem weszła do gabinetu lekarza. Mnie odprowadzono do łóżka. Byłem bardzo osłabiony, mimo to, nie wiedząc nawet, co robię, zjadłem zupę mleczną.

Pielęgniarki patrzyły na mnie jak na ducha. Były chyba w jeszcze większym szoku niż ja na widok mamy i siostry. Potem przyszedł do mnie lekarz.
– Panie Dawidzie, poprzedniej nocy kilka razy ratowaliśmy panu życie – zaczął. – Pięciokrotnie znalazł się pan w stanie agonalnym. Jest pan bardzo silnym, wysportowanym, młodym człowiekiem. I głównie to zadecydowało, że możemy tu dziś rozmawiać.

***

Pięciokrotne otarcie się o śmierć nie było punktem zwrotnym w życiu Janczyka. Alkohol towarzyszył mu jeszcze długo i szczerze mówiąc, nie mam pewności, czy nie towarzyszy mu do tej pory. I wcale nie chodzi o to, że jako czytelnik nie ufam Dawidowi i z góry odrzucam jego zapewnienia o chęci wytrwania w czystości. Po prostu alkoholika z gruntu należy traktować jako kłamcę. Bo uzależnienie zawsze będzie dawać o sobie znać, zawsze będzie kusić i przekabacać. Nałóg zawsze będzie wiercił dziurę w głowie, domagając się ujścia. I mam wrażenie, że Janczyk… między innymi właśnie to stara się przekazać.

Czytając jego biografię, próbowałem dotrzeć do kwestii moim zdaniem najważniejszej – kiedy to wszystko się zaczęło? Kiedy ten nad wyraz utalentowany chłopak, piłkarz, który miał (ma?) talent, charakter i zacięcie do pracy, a więc wszystko, co jest potrzebne do osiągnięcia sukcesu, rozpoczął sprint w stronę upodlenia? Do sedna, jak sądzę, dotarłem mniej więcej w połowie. Janczyk problem miał w zasadzie od początku poważnej kariery. Zaczęło się niewinnie, bo od imprezek, na których tylko patrzył na drinkujących i drobnego popijania. Te w gruncie rzeczy błahe epizody wykształciły w nim przekonanie, że kilka łyków alkoholu tak naprawdę o niczym nie przeszkadza. Z czasem kilka łyków, przeszło jednak w kilka szklanek, a kilka szklanek – w kilka butelek. Tylko co z tego, skoro Dawid wciąż czuł się dobrze? I wciąż – jak każdy alkoholik – potrafił usprawiedliwić swoje zachowanie.

A usprawiedliwiać było co, bo Janczyk tankował wszędzie. Raz więcej, raz mniej, najpierw tylko do 19:00, bo taką miał zasadę, później dopóki totalnie pijany nie zasnął na stole albo pod komodą. Najpierw w tajemnicy przed żoną czy mamą, później już otwarcie, ponieważ nie miał ani siły, ani ochoty, żeby się maskować. Albo żeby udawać kogoś kim nie jest.

***

Janczyk to niemal podręcznikowy przykład alkoholika, a jego książka strona po stronie maluje do tego przykładu wyjątkowo smutną ilustrację. Jest w niej element tłumaczenia słabości, jest element zwalania winy (w wielu momentach słusznego) na otoczenie, jest też element samokrytyki i ciągnięcia bata przez własne plecy. Właśnie dlatego ta książka to nie tylko historia szybkiego wzlotu i równie szybkiego upadku, ale też studium alkoholizmu. Wykładnia rozwoju tej okropnej choroby, począwszy do bagatelizowania problemu aż do stanu, w którym butelka wódki jest niezbędna do przeżycia.

Dawid o tym wszystkim mówi otwarcie i szczerze. Nie unika trudnych tematów, nie chowa się za względami rodzinnymi, nie ucieka w niedopowiedzenia. Jeśli kiedyś najebał się do tego stopnia, że po melanżu skończył bez spodni i bez butów, to pisze, że przez Warszawę wracał boso, czerwieniąc się przy tym nie tylko z przepicia, ale też ze wstydu. Jeśli siedząc na murku tracił przytomność i z ziemi zbierać musieli go obcy ludzie, pisze o łzach matki, która w takim stanie odbierała go z rąk nieznajomych. Jeśli żona po odkryciu w domu kolejnej skrytki groziła mu rozwodem i wyprowadzała się z dziećmi do rodziców, pisze o niepohamowanej chęci odzyskania rodziny poprzedzonej wielkim haustem na odwagę. W tej książce po prostu nie ma ściemy i czarowania. Jest sama prawda wyrażona w wyjątkowo dosadny sposób.

Były piłkarz Legii w swojej książce w pierwszej kolejności rozlicza się z samym sobą, ale przy okazji nie oszczędza też ludzi, którzy – co stwierdzam ze stuprocentowym przekonaniem – przyczynili się do jego upadku. Jerzy Kopiec, który przez długi czas prowadził karierę Dawida, to przykład menadżera, którego piłkarze powinni omijać szerokim łukiem. Niby przy jego udziale Janczyk zarobił trochę grosza, dzięki czemu miał za co balować na parkietach w Warszawie, Moskwie czy Londynie, ale w gruncie rzeczy nieustannie namawiający go na zakrapianie imprezy Kopiec, bardziej mu przeszkadzał w zrobieniu kariery niż pomagał. Z kolegi kolega Janusz, nagrany zresztą przez Kopca, dla którego sposobem na życie długo było korzystanie z bankomatu zwanego „Dawid Janczyk”, pozornie był źródłem wsparcia, ale tak naprawdę zależało mu wyłącznie na wystawnym życiu za nieswoje pieniądze. Dawid obu jednak ufał, do obu zwracał się w trudnych chwilach i choć czuł, że to wyjątkowo toksyczne znajomości, to jednak nie potrafił zerwać kontaktu. A nie potrafił dlatego, bo i Kopiec, i Janusz zwyczajnie byli mu potrzebni.

Tu właśnie dochodzimy do drugiego aspektu, który ściągnął Janczyka na dno. Do jego introwertycznej natury, która również przebija się z tej książki. Dawid to typ samotnika. Typ człowieka, który potrafi przebywać w grupie, ale na dobrą sprawę funkcjonuje trochę obok niej. W takiej pozycji zawsze czuł się pewniej i bezpieczniej, taka pozycja zawsze bardziej mu odpowiadała, ale to również ta pozycja w połączeniu z problemami zawodowymi i podszeptami zakłamanych doradców wpędziła go prosto w objęcia alkoholu. Bo samotność dla kogoś wychowanego w domu pełnym miłości i wsparcia, a Dawid taki dom bez wątpienia miał, to obcy ekosystem, więc organizm pozbawiony niezbędnych składników, z automatu szuka w nim substytutów. Dla Janczyka takim zamiennikiem stał się właśnie alkohol.

Paweł Golański powiedział, że gdybyś w czasach Korony zwrócił się do niego z jakimkolwiek problemem, toby ci pomógł. Ty jednak byłeś zamknięty w sobie, nikogo do siebie nie dopuszczałeś.
To prawda, i dziś wiem, że to był błąd. Bo choć z każdym w drużynie miałem dobry kontakt, to nie umiałem się otworzyć. Tak było w każdym klubie. W Belgii Serbowie czy Chorwaci wielokrotnie zapraszali mnie na kawę, do swoich domów, jednak zawsze odmawiałem. Nie czułem potrzeby bycia z kimś. Wystarczało mi towarzystwo żony albo samotność. Football Manager, drink i ja – pełnia szczęścia. To też świadczy o jakimś moim rozchwianiu, bo z jednej strony w walce z alkoholizmem potrzebuję wsparcia

Z czego to się brało? Z przeświadczenia, że jesteś tak dorosły i twardy, że ze wszystkim poradzisz sobie sam?
Zawsze tak uważałem, zresztą myślę tak do tej pory. Choćby w kwestii walki z alkoholem. Jestem przekonany, że z nim wygram, bo to jestem ja, Dawid, i nie ma możliwości, żebym się poddał, żeby mnie coś pokonało! Wiadomo, że nie da się żyć, cały czas tkwiąc w kokonie, ale z drugiej strony wiem, że jeśli sam nie ogarnę i nie pokonam nałogu, to niczego nie zdziała i cała armia ludzi.

Pamiętasz kiedy ostatni raz płakałeś?
Przed chwilą… Tam w środku. Bo to, o czym rozmawiamy, jest dla mnie bardzo bolesne.

***

Bólu w opowieści Janczyka jest oczywiście bardzo dużo To ból żony i matki jego dzieci, która musi toczyć codzienną walkę z kłamcą i alkoholikiem. To ból rodziców, którzy wielokrotnie ratowali syna przed upadkiem zarówno w kwestiach mentalnych, jak i finansowych. To wreszcie ból męża, ojca, mężczyzny i sportowca w jednym, który siebie i bliskich zawodzi niemal na każdym kroku. Chociaż wie, że bez wsparcia rodziny sobie nie poradzi, to i tak co rusz łamie dane słowo i składane obietnice. Chociaż każdego dnia widzi ich cierpnie, to nie jest w stanie powstrzymać się od wycieczki do monopolowego. To właśnie boli go najbardziej i rozpala parzącego od środka poczucie wstydu, które coraz mocniej pcha go w alkoholową matnię.

Janczyk wstydzi się wielu rzeczy. Tego, że lekką ręką przepuścił kilka milionów złotych, tego, że notorycznie oszukiwał ważne dla niego osoby, tego, że w poszukiwaniu pieniędzy na flaszkę zastawił w lombardzie łańcuszek córki i oczywiście tego, że pije. Waśnie dlatego w książce dokonuje szczegółowego rachunku sumienia, a nawet potrafi przeprosić. Być może nic więcej po prostu mu nie zostało, być może to resztka przyzwoitości, na którą ktoś z podobnym bagażem doświadczeń zwyczajnie musi się zdobyć. Ale z drugiej strony – może te proste, wypowiedziane publicznie słowa są też grubą kreską, która odcina mglistą przeszłość od teraźniejszości i przede wszystkim przyszłości?

Przez alkohol zawiodłem wielu ludzi – rodzinę, siebie, trenerów, kolegów z drużyny, którzy tyle razy wy- ciągali do mnie rękę i dawali szansę. Teraz chciałbym ich za to przeprosić. Co tu ukrywać – zawiodłem też siebie, zaprzepaściłem marzenia. Zawsze chciałem zagrać na Na- rodowym, nie było mi to dane… Ale nie chcę wszystkiego zrzucać na alkohol. To był taki miks rozmaitych czynników: nałogu, złych decyzji osobistych i zawodowych. Nie miałem też szczęścia do ludzi, którzy bardzo często mnie wykorzystywali, traktowali jak bankomat. Tak naprawdę tylko mama i żona wiedzą, jak do mnie trafić, jak ze mną postępować, żeby wydobyć ze mnie to, co najlepsze. Potrzebuję spokoju, ciszy i zaufania. Jeśli to dostaję, to w zamian daję z siebie dwieście procent.

***

Czy są w tej książce wesołe momenty? Są, aczkolwiek absurdy piłkarskiej szatni, śmieszne zachowania i komiczne wypowiedzi giną w natłoku wyznań Janczyka. Trudno zresztą dłużej zatrzymywać się nad jakimś tekstem czy wybrykiem, mając świadomość, że za chwilę znów przeczyta się o Janczyku popijającym w garażu, nawalonym do tego stopnia, że matka musi podawać mu glukozę albo przepijającym kolejne wszywki. Jego biografia może być – jak zresztą chciałby sam Dawid – przestrogą dla innych ujętą w książkowej formie. Przykładem na to, dokąd prowadzą złe wybory, jak kończy się zadawanie z nieodpowiednimi ludźmi albo do czego może zaprowadzić człowieka tak straszna choroba, jak alkoholizm. Choroba, która w naszym społeczeństwie – co straszne – jest najlepszą motywacją do wzgardzenia człowiekiem i Dawid, chociażby po podpisaniu kontraktu z KTS-em Weszło, też to odczuł.

O ile jednak KTS może być dla Janczyka świetnym uzupełnieniem terapii i odskocznią, dzięki której odbije się od dna, to nikt nie powinien mieć wątpliwości, że nie tak powinna potoczyć się ta kariera. Janczyk mógł zajść wysoko, mógł zaistnieć na europejskich boiskach, mógł stać się piłkarzem rozpoznawalnym nie tylko w Polsce i nie przez swój nałóg. Ktoś powie, że to przesada, bo przecież nie przebił się w CSKA Moskwa, ale akurat w mojej ocenie niepowodzenie w Rosji kompletnie o niczym nie świadczy. Mniej więcej w tym samym czasie w Moskwie, tylko że w Dynamie i Spartaku, przepadli Thiago Silva i Marcos Rojo, a więc piłkarze, którzy także trafili do Rosji w młodym wieku, wpadli tam w tarapaty, ale po zmianie otoczenia zdołali się podnieść i dziś dużo w piłce znaczą. Myślę, że na podstawie tego, co działo się w karierze Dawida na wypożyczeniu w Lokeren można zakładać, że gdyby nie zmarnował tamtej szansy, to jego losy potoczyłyby się podobnie. No ale zmarnował, jak wiele innych zresztą, i dlatego dziś z latynoskim duetem łączy go wyłącznie wywieziona z Rosji wspólnota przykrych wspomnień.

Budujące jest jednak to, że Dawid, mimo tylu ciężkich chwil i upokorzeń, wciąż trzyma się na powierzchni. Że ma dla kogo żyć, bo najbliżsi, choć w wielu przypadkach mieli go po prostu dość, wciąż są przy nim i próbują wyprowadzić go na prostą. Że on sam nie chce być dłużej ochlaptusem i wykolejeńcem, tylko tym samym Dawidem, który kilkanaście lat temu wyjechał z Nowego Sącza w prostym celu – chciał po prostu grać w piłkę.

Mam wielką nadzieję, że już wkrótce zagra. I że ludzie po przeczytaniu jego książki, do czego mocno zachęcam, zrozumieją skalę dramatu tego chłopaka. Trzymaj się, Dawid. Powodzenia!

KOMENTARZE (30)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kb24

A miałem nadzieję na tytuł książki w stylu „przechlany” lub „zamelanżowany” 😐

SmyQ

Zarzygany.

Larry Gopnik

A podobno nadal pije – https://twitter.com/GPopielar/status/1042287787947503616
Szkoda chłopaka.

dejwid Ildefons dzbankowiak
prezes bałwanów i pierwsza beksalala na Weszło

Jego szkoda? Bądź poważny – nie będę wymądrzał się jakie piekło robi od lat swoim najbliższym bo każdy jest w stanie to sobie wyobrazić. Ale jak okrada własne małe dzieci to jemu należy się jakiekolwiek współczucie? Nie wiem kiedy Białek z nim wrzuci wywiad ale po jego fragmencie to Janczyk wcale z tego nałogu nie chce wyjść – https://twitter.com/jakubbialek/status/1042158694178410496

dejwid Ildefons dzbankowiak
prezes bałwanów i pierwsza beksalala na Weszło

Prezio tam nie pitolił się w tańcu. :)

Zrzut ekranu (645).png
Zadi

https://sport.se.pl/pilka-nozna/ekstraklasa/mama-dawida-janczyka-czasami-mysle-ze-syn-chce-sie-zapic-ze-chce-umrzec-wywiad-i-zdjecia-aa-mFoV-2Q5M-RZrL.html

Tu dzisiejszy wywiad z matką. Pierwsze słowa na pytanie, co słychać u syna?
„Nie ma lekko. Pije…”

B123

Kup książkę bo nie ma za co

Voitcus

Jeśli ta książka ma służyć temu, żeby jej bohater dostał kolejne pieniądze na alkohol, to jest to żenujące. Jeśli spłaci tym jakieś swoje długi, to ok. Tyle o p. Janczyku.
Pytanie, czy w tej książce jest jakiś morał. Czy czytelnik będzie w stanie wyobrazić sam siebie w takiej sytuacji, czy jest tam jakaś przestroga, że to nie jest tak, że każdy mówi, że jego to nie dotyczy, że jest odporny, a czy książka uczy czytelnika pokory czymś w rodzaju „nim kogut zapieje, trzy razy się mnie wyprzesz”? Jeśli tego nie ma, jeśli to się czyta z obrzydzeniem i odrazą do bohatera, to skutek będzie tylko gorszy i pytanie czy jest w tym jakikolwiek sens. Zacytowany w artykule fragment (o wstawaniu z łóżka do matki i siostry) trudno uznać za pokonywanie własnych ograniczeń czy słabości, a w jakiś sposób jest niestety obrzydliwy. Doceniłbym to, gdyby p. Janczyk został sparaliżowany i własną wolą zmusił mięśnie do pracy.
Myślę, że taka opowieść ma sens, jeśli czytelnik dowie się, że warto było z tym zerwać, że ktoś wygrał, pokonał swoje nałogi i sam siebie. Czy tam jest opis walki? Z fragmentów, które znajduję w internecie, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jest tylko sam upadek, a wstawania nie ma, a to właśnie w podnoszeniu się z upadku jest sens. A tak to czytelnik uzna „no tak, koleś się zapił, ale mnie to nie dotyczy, ja mogę przestać, kiedy chcę”.
Na pewno takiego odbioru nie ułatwia fakt, że p. Janczyk był mimo wszystko znaną postacią, a celebrytów nikt nie lubi i każdy się cieszy, gdy im się nie uda. Czy ta książka wspomina o tych dodatkowych trudnościach celebryty i tym bardziej pokazuje, że walka z nałogiem dla zwykłego człowieka jest możliwa?
Jeśli nie ma, to nie promujcie tej pozycji, bo sami też czynicie zło.

derlis

Ja uważam inaczej
Uważam, że dogłębna, bogata w szczegóły historia upadku również może mieć charakter zapobiegawczy
Pamiętam fragment który opowiadał coś w stylu że jeżeli każdego dnia nie możesz doczekać się tej chwili w której masz możliwość wypicia choćby małej ilości alkoholu, to to już jest pierwszy sygnał ostrzegawczy, i właśnie do śpiewek typu „mnie to nie dotyczy” on się jak najbardziej odnosi, bo pokazuje jak z pozoru normalna sytuacja, czyli wypicie sobie tego piwka czy dwóch np. po pracy, może stopniowo przerodzić się w alkoholizm… i jeżeli cała esencja twojego dnia to wyczekiwanie tej chwili, to jest prawdopodobne (nie mylić z przesądzonym), że przerodzi się
Dany fragment mogłem oczywiście mocno przekręcić, ale tu chodzi głównie o jego sens, i, jak by nie było, przekaz
Z postępowaniem „pozaksiążkowym” niestety pełna zgoda, jednak to nie zmienia faktu że w połączeniu z książką ono może robić za lekcję i niejako wytyczną, bo jak się słyszy o okradaniu własnych dzieci itd., to jest okazja żeby zadać sobie pytanie czy właściwie chce się podążać tą samą ścieżką

Voitcus

Ok, rozumiem, nie wiem, jaka jest ta książka, mam nadzieję, że jest w niej jakiś morał.
Nie chciałbym jednak, żebym czytając, jak p. Janczyk sprzedał wisiorek córki w lombardzie, nie usprawiedliwiał takiego samego swojego zachowania, bo „pan z telewizji też tak robi”.
Bardziej chodzi mi o to, czy całe to promowanie książki m.in. przez portal weszedło nie jest podyktowane chęcią zysku i zarobienia, pod szczytnymi słowami, że zapobiegamy alkoholizmowi (bo i słowo „spowiedź” ma przecież pozytywny kontekst w naszej kulturze, to takie „oczyszczenie”, „rozpoczęcie nowego życia”, nawet ateiści czują, o co chodzi), a tak naprawdę tego biednego p. Janczyka wykorzystano, spisano jego żale i smutki (bo przecież nie on pisał), chociaż on nic (być może) nie ma do powiedzenia poza „byłem głupi” i tych frazesów usłyszanych kiedyś od jakiegoś terapeuty
Tego się po prostu obawiam, że ktoś sprzedaje czyjeś przyznanie do błędu jako nie wiadomo jaką historię umoralniającą, a skrytykować nie można, bo „przecież szkoda człowieka, taki młody i zdolny był, reprezentant Polski”.

derlis

Rozumiem, tylko że osobiste wrażenia o samej książce, a osobiste wrażenia o jej bohaterze i jego „poksiążkowych” losach (w końcu jest postacią rzeczywistą) to dwie inne kwestie
Książka może się nieźle sprzedać po prostu jako ciekawa, pełna szczegółów historia upadku spowodowanego alkoholizmem, i przeciętnego czytelnika może nawet nie obchodzić kto jest bohaterem i co się z nim teraz dzieje, bo wystarczy mu samo zafascynowanie się tematem książki i sposobem w jaki wszystko jest przedstawione

derlis

Dodam, że osobiście mnie fragmenty przedstawiane na weszło zaciekawiły, i mocno zastanawiam się nad kupnem książki, od tak żeby sobie przeczytać ciekawą mimo wszystko historię, po prostu tak dla samej lektury, bez wykraczania poza jej granice i zwracania uwagi na obecne, rzeczywiste problemy
Jestem pewien, że ludzi z podobnym podejściem znajdzie się więcej

Insaciavel

Wygląda na to, że on wciąż pije i sam się do tego przyznaje:


Co ma w takim razie dać mu kasa z książki i kontrakt z KTS Weszło? Kasę na alkohol?
Mam nadzieję, że nie chodziło tylko o naciągnięcie gościa na zwierzenia, sprzedanie książki, zarobienie na problemach alkoholika, a dalej kij z nim, niech się zachla. W razie czego powiemy, że chcieliśmy go wyciągnąć, o proszę, nawet kontrakt z nim podpisaliśmy, trenować miał … tego ten. Ktoś tu chyba nie rozumie skali problemu.

Ludzie kurwa, niech ktoś przekona matkę do ubezwłasnowolnienia Dawida (z historią choroby nie powinno być problemu) i pomoże w prawnej realizacji tego pomysłu, a następnie wyśle do zamkniętego ośrodka na terapię. Wszystko do odwołania. Po 2 latach w ośrodku, bez grama alkoholu wypuścić i zwrócić prawa. Pieniądze z książki na prawnika dla matki, ośrodek i leczenie. Inaczej maksymalnie za 2 lata spotkamy się na jego pogrzebie.

MarekKoniarek

Weszlo umoczylo kasę w wydanie tej książki czy co, że ją tak usilnie promują?

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Czemu L-ke pokazuje? Prseciez ani go ten klub wychowal, ani mu pomogl, a gral w nim cale 2 sezony.
Kolejny, co „troszke zakochal sie w Warszawie”?

jeremy

bo on loser jest

lupi45

Mylisz się. Legia mu chciała pomóc. Między innymi Magiera. Ale Dawid pomoc odrzucił. To co, mieli bez jego zgody i wiedzy zamknąć w garażu i donosic tylko jedzenie?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

lupi45

Jeśli Dawid zostanie w tym otoczeniu w którym jest obecnie, to nic się nie zmieni. Przecież na meczach weszło piwo leje się litrami. Więc to nic nie da. To tak samo jak zatrudnić alkoholika w monopolowym. Dla niego jedynym ratunkiem jest kuracja. My mieliśmy wśród przyjaciół alkoholika, on też sprzedawał rzeczy żony i dzieci żeby się napić. Chęć napicia się jest silniejsza od wszystkiego. Tylko że my kumpla wywiezlismy na odludzie gdzie do najbliższego sklepu było kilka km. Mimo to i tak zawsze ktoś z nim był, dzień i noc. Zmienislismy się na tak zwane dyżury. Trwało to prawie dwa lata. Kolega nadal jest alkoholikiem, ale nie pije. Wrócił do żywych. Dlatego jeśli Dawid nadal będzie w środowisku gdzie widzi alkohol, to nigdy się nie wyleczy. Ale chciałbym się mylić. Nie piszcie i nie krytykujcie go że sprzedał coś córki, bo łatwo jest pisać. Ale gdy taki nałóg / chorobę widzi się na co dzień, to wtedy inaczej się na to patrzy. Nie życzę nikomu żeby to przeżył. Wydaje mi się że weszło popełnia błąd pisząc o książce i dając kontrakt Dawidowi. On potrzebuje bliskich i rodziny, a nie rozgłosu. Czołem.

Joanna Zboczen
Polska myśl szkoleniowa

Masz absolutną rację. i mówi ci to DDA. Pozdro.

dejwid Ildefons dzbankowiak
prezes bałwanów i pierwsza beksalala na Weszło

Chłopie bzdury piszesz. To co mamy go chwalić za wyniesienie z domu na alko prezentu który córka dostała na chrzcie? I kogo on potrzebuje – bliskich i rodziny? Chla już ładnych parę lat a córki ma w wieku 3 i 8 lat. Czy przyjście dzieci coś w nim zmieniło? Nie – chlał dalej i jeszcze więcej. A ty piszesz by go nie krytykować? Może zastanów się jakie dzieciństwo mają córki przy takim chlejusie. Janczyk ma innych „bliskich” na których mu najbardziej zależy. Zwą się piwo i wódka.

Habanero
Las Palmas

Rojo nie jest Brazylijczykiem, książki nie kupię

MiLow

ja myślałem, że ta książka to spowiedź, chęć oczyszczenia i startu w nowe życie, a on dalej chleje! Są świadkowie… ehh… nie kupie książki, żeby nie miał na kolejną flachę. Zamknąć do zakładu i oduczyć go picia, nawet jeśli ma to trwać rok czy dwa

Babacosieniezna

Ta książka może być dla niego swoistą terapią. W przypadku jakiegokolwiek uzależnienia nie ma jednego patentu, który zadziała na wszystkich. Oglądałam dziś w DDTVN reportaż o nim, wzruszyłam się.

Jacek1975
MKS ZAPIERDALACZ

Sam jestem alkoholikiem , ten literat co spłodził te dzieło Chuja wie o tej chorobie i nawet nie zadał sobie trudu aby cokolwiek związanego z rzeczywistością napisać . Wychodzac z załoźenia pana pismaka bedac osobiście zdrowiejacym człowiekiem od ponad siedmiu lat miałbym być kłamcą , bo tak należy załoźyć ? W Polsce jest zarejestrowanych oficjalnie około 200 tysiecy chorych osób ale ze swojego skromnego obycia w ludzkim źyciu myšle ze w Polsce zyje jakieś 20 milionów chorych ludzi na alkoholizm , lekomanie , narkomanie , hazard , seksoholizm, zakupoholizm i inne obsesje . Konsekwencje tych zjawisk sa róźne dlatego alko i prochy sa peee bo mozna spotkac delikwenta oszczanego lub ożyganego na ławce ale codzienna lampka koniaku i kreska koksu w kiblu eleganckiej restauracji jest nieproblemowa bo koszula czysta ale rytuał jednakowy w dzien w dzien to samo…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jacek1975
MKS ZAPIERDALACZ

Czy ten 14mistrz14 jest chory na schizofremie wskutek picia ?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

glitch3179

W Weszło dadzą dobry przykład i nie będą w ogóle pić alkoholu? a tych talentów to jak się okazuje mamy od groma- ale zawsze się udaje- a to alkoholizm, a to kontuzja, zły wybór klubu- talenty zawsze mają usprawiedliwienie.

wpDiscuz