Vuelta, Vuelta i po Vuelcie. Skończyły się Wielkie Toury
Inne sporty

Vuelta, Vuelta i po Vuelcie. Skończyły się Wielkie Toury

Trzy tygodnie emocji. Niby dużo, ale zawsze łapiemy się na tym, że mija to zdecydowanie zbyt szybko. Po raz trzeci w tym roku żegnamy się z rywalizacją w Wielkich Tourach. Hiszpańska Vuelta jak zawsze dostarczyła nam mnóstwo emocji, każdego rodzaju. Dziś się skończyła, ku radości Simona Yatesa, jej nowego zwycięzcy.

Brytyjczyk jeździć w Wielkich Tourach potrafi – było to widać już w Giro d’Italia, gdzie wiele etapów przejechał z różową koszulką lidera wyścigu. Widać spodobało mu się, bo na Vuelcie zrobił wszystko, by zdobyć i utrzymać pierwsze miejsce. Udało mu się i to różni jego występ od tego, co pokazał we Włoszech. Tam przeszarżował i gdy ruszył Chris Froome, nie miał nic do powiedzenia. Tym razem jechał jak wielki mistrz i skończył jak wielki mistrz, którym się zresztą tym samym stał.

Adam Probosz, dziennikarz i komentator Eurosportu:

– Cieszy mnie, że tak szybko do swoich umiejętności dołożył głowę, psychikę. Pokazał w ostatnich dwóch dniach, że nie chowa się za innymi kolarzami. Nie wystarczy mu sytuacja, w której dojeżdża z innymi i kontroluje wszystko z tyłu. Nie, on chce im jeszcze dołożyć, jak wczoraj, gdy odjechał Valverde. A przecież nie musiał, mógł sobie spokojnie jechać za prowadzącymi i nic by się nie stało. Ale nie, on ma potrzebę takiej aktywnej jazdy z fantazją. I to jest fajne, to się bardzo przyjemnie ogląda. Brakowało takich kolarzy, może to będzie taki następca Contadora, który w najbardziej niespodziewanym momencie potrafił zaatakować i zmienić losy wyścigu. 

Ci, którzy kolarstwo oglądają rzadziej, mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, ale nazwanie kogoś „następcą Contadora” to ogromna nobilitacja. Alberto to zwycięzca każdego z Wielkich Tourów, jeden z największych kolarzy w historii i… bohater kilku afer. Tego ostatniego Simonowi nie życzymy, natomiast całą resztę – jak najbardziej. Patrzenie na jego jazdę to czysta radość, a sposób, w jaki rozegrał Vueltę, pokazał, że jego rodacy ze Sky muszą mieć się na baczności. Możliwe, że z ich ziemi wyrósł im jeden (lub dwóch, bo Simon ma brata, o obu już pisaliśmy) z najgroźniejszych rywali. Co gorsza, nie jeżdżący w barwach Team Sky.

A gdy o brytyjską ekipę chodzi, to powiedzieć można tylko jedno: rozczarowanie. Tak naprawdę sukcesem zespołu było tylko to, że Michał Kwiatkowski przez kilka dni zakładał koszulkę lidera, ale poza tym nic wielkiego nie pokazali i właściwie równie dobrze Polak mógłby w stawce jechać sam, podpinając się pod inne grupy. Sky miało stosunkowo słabą ekipę, Sky jechało, jakby zależało im tylko na tym, by ten wyścig ukończyć, a nie walczyć o wyniki. Żałujemy, bo Michał po raz pierwszy miał być liderem – szanujmy się, David de la Cruz nigdy takim nie będzie – a wyszło, jak wyszło.

Adam Probosz:

– Mam wrażenie, że Michał w pewnym momencie już nieco odpuścił. Nie zebrał w jego trakcie takich doświadczeń, jakie zapewne chciał, ale na pewno wpływ miały na to kraksy, przecież on dwa razy leżał na asfalcie. W obu przypadkach nie ze swej winy. Myślę, że nie będzie zadowolony z tego wyścigu. Jednak czegoś zabrakło… Może zwycięstwa etapowego. Ale z drugiej strony jako pierwszy Polak przez trzy dni miał koszulkę lidera Wielkiego Touru. Może te ostatnie etapy to była też trochę gra pod mistrzostwa świata. Próbował wygrać czasówkę, próbował złapać się w ucieczkę, ale się nie udało, więc odpuścił z myślą o Innsbrucku. 

Powiemy szczerze: chcielibyśmy, by tak to właśnie wyglądało. Bo Michał w Austrii ma być liderem naszej reprezentacji, a poturbowany po kraksach i zmęczony wiele nie zrobi. On sam starał się robić dobrą minę do złej gry i nawet gdy miał już duże straty walczył. Niemal nie było etapu, który przejechałby niewidoczny, zawsze gdzieś się pokazał – a to pracował z przodu peletonu, a to łapał się w ucieczkę, a to próbował dojść. Był aktywny i za to należy mu się szacunek, choć wiadomo, jaka jest jego ambicja – pewnie sam najbardziej chciałby, żebyśmy mogli, zamiast pisać takie teksty, rzucić hasłem: „Polak zwycięzcą Vuelty”. Zamiast tego możemy co najwyżej napisać „drugi na etapie, lider przez trzy dni”. Kto wie, może za rok uda się osiągnąć coś wielkiego?

Drugi z naszych reprezentantów, Rafał Majka, miał pecha i… trochę złych wyborów. Kilka razy walczył o etapowe zwycięstwo, podobnie jak na Tour de France bywał blisko, dojeżdżał w czołówce, ale kończyło się to wszystko klapą. Raz zaatakował za wcześnie, raz po prostu odpadł na podjeździe (co nie powinno się dziać i mocno nas to niepokoi), jeszcze innym razem zbyt długo czekał na atak, zdarzyło się też, że musiał poczekać na lidera swej ekipy. Przerobiliśmy z nim właściwie wszystkie możliwe scenariusze poza tym, w którym wygrywa etap. A o to Polakowi chodziło i to był jego cel na ten wyścig.

Adam Probosz:

– Rafał był w kłopotliwej sytuacji, bo nie pojechał na ten wyścig jako lider i czasem stawiało go to w niekomfortowej pozycji, gdy ewidentnie był mocniejszy od Buchmanna, a musiał zostawać i go ciągnąć. Mam nadzieję, że w Innsbrucku nastąpi taka kumulacja jego sportowej złości i pojedzie tam świetnie. Głupia sytuacja była w Borze też, Buchmann był liderem, ale gdy tracił już miejsce w dziesiątce, a szefowie nie puszczali mocniejszego kolarza na wygranie etapu… no to jest głupota. Nie wiem, na co liczyli, przecież oni nie wygrali w tym wyścigu etapu. 

O ile Rafał z niezrealizowania celów drużyny nie musi się rozliczać, o tyle po raz kolejny wszystko stracił Movistar. Hiszpańska ekipa, dla której Vuelta to narodowy wyścig, jeszcze na kilka etapów przed końcem miała dwóch kolarzy na podium – Alejandro Valverde i Nairo Quintanę. Skończyło się tak, że obaj spadli daleeeeeekooooo. Quintana odpadł szybko, Valverde na przedostatnim etapie, gdy zaatakowali inni. Jeśli szukacie największego przegranego tego wyścigu – Movistar tu jest. Dozwolona minuta ciszy lub śmiechu. W zależności od tego, kto ich lubi, a kto nie.

Adam Probosz:

– Myślałem, że Quintana powalczy o zwycięstwo w wyścigu, bo był moim faworytem. Okazało się, że sam nie dał rady, a potem próbował ratować miejsce na podium dla Valverde. Skończyło się tak, że obaj z niego wypadli, a byli wysoko. Na Tour de France mieli trzech liderów i nie zrobili nic, tu mieli dwóch i wyszło tak samo. Zostały im jedynie zwycięstwa etapowe Valverde, ale to nie o to walczyli.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (4)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
MARCRAFT
Juventus di Torino Football Club, Seleção Portuguesa de Futebol, Cristiano Ronaldo 7

Doszliśmy do bardzo ciekawego momentu w historii. Dzisiaj mieliśmy trzy bardzo podobne mecze w trzech różnych państwach!!! Chodzi oczywiście o Everton – West Ham 1:3 w Anglii, Sevilla – Getafe 0:2 w Hiszpanii, a nawet Spartak Moskwa – Akhmat 1:2!

MARCRAFT
Juventus di Torino Football Club, Seleção Portuguesa de Futebol, Cristiano Ronaldo 7

Zwłaszcza Spartakowi Moskwa musimy wbić Szpilkę do trumny. Pierwsza sprawa, to nazwa rywala. Akhmat brzmi jak jakaś turecka przeróbka słowa Ahmed. Spartak Moskwa jest klubem wycenianym wyżej przez transfermarkt, niż Getafe lejące dzisiaj na wyjeździe słynną Sevillę z trzema wygranymi Ligami Europy z rzędu!!! Co za obciach! Nie dość, że grali u siebie, to przejebali z jakimiś brudnymi, egzotycznymi, islamskimi ogórami o minimalnie tylko większej wartości od poległej na każdym polu Legii!!! Jeśli kiedyś trafią w jakichś rozgrywkach na Dudelange, to lepiej, żeby dali walkowera, zamiast stawiać na kompromitację praktyczną na boisku. Szkoda sił i reputacji.

MARCRAFT
Juventus di Torino Football Club, Seleção Portuguesa de Futebol, Cristiano Ronaldo 7

Co tu dużo mówić. Wszystkie trzy wymienione przeze mnie mecze wyglądały dzisiaj bardzo podobnie. Totalna dominacja statystyczna gospodarzy wycenianych wyżej przez transfermarkt od gości. W przypadku angielskich klubów w sumie ta różnica nie jest tak duża. Jednak wszystkie trzy kluby przegrywające dzisiaj swoje mecze, czyli Everton, Sevilla i Spartak zagrały bardzo podobnie i popełniły w zasadzie ten sam błąd. Błąd marnotrawstwa!!! Skoro są wyżej wyceniani i grają u siebie, to oni powinni wręcz wygrać dużo prędzej, niż ich niżej wyceniani goście. Jednak wyszło odwrotnie. W przypadku Anglii to nie dziwi. Nawet Hiszpania jest uznawana za zlewaczały naród pozbawiony rozsądku. Ale Rosja!? Przecież hrabia Potocki tak ich wychwala. Putin taki mądry. Naród rosyjski taki mądry. A tutaj oddają wielkie dobro, jakim w dzisiejszych czasach są oficjalne piłkarskie punkty, do brudnych islamistów. Taki to jest kapitalizm rosyjski. Taka to jest mądra gospodarka. Brawo!!! Jak to się mówi po rusku. Dawajcie więcej tego różowego wina. A co!

MARCRAFT
Juventus di Torino Football Club, Seleção Portuguesa de Futebol, Cristiano Ronaldo 7

Przepraszam, ale chciałbym doradzić państwu, żeby nie używali państwo brzydkiego słowa pt. „anty”. Najlepiej będzie, kiedy będziecie po prostu nazywać się wolnościowcami i tyle. Musimy wszyscy wzajemnie się szanować, niezależnie od pochodzenia i religii. Stwórzmy wszyscy razem nowy, lepszy świat. Niech każdy będzie sobą według własnej wiary. To jest najlepszy pomysł. Kochajmy się. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Możemy być stworzeni na podobieństwo Boga lub nie, ale musimy nawzajem wszyscy szanować się jako ludzie, oraz szanować poglądy każdego człowieka. To jest nasza demokracja, to jest nasz nowy, lepszy porządek świata…

wpDiscuz