Pisz, Pniewy i Polonia1. Gramy w Ligę Polską Manager 95
Weszło

Pisz, Pniewy i Polonia1. Gramy w Ligę Polską Manager 95

Dream Team z Leszkiem Piszem, Jackiem Dembińskim, Adamem Ledwoniem. Na ławce Kaczówka, Chojnacki, Przerywacz i Twardygrosz. Gdzie? W Lidze Polskiej Manager 95′, pierwszym dostępnym na pecety menadżerze piłkarskim jaki powstał nad Wisłą.

Odnaleźliśmy LPM95 i jej twórcę, Rafała Cymermana. Sprawdziliśmy jaka była historia powstania gry, a także jak rozgrywka trzyma się po latach. Zapraszamy do wehikułu czasu.

Niespodzianka: Wspólnie z autorem przygotowaliśmy dla was grę ZA DARMO do pobrania wraz z instrukcją uruchomienia

liga_000

***

Rafał Cymerman był skazany na futbol. Jeśli mieszkało się kilka minut od stadionu Legii, a wychowywało w czasach, gdy warszawska drużyna biła Blackburn w Lidze Mistrzów, nie dało się nie złapać piłkarskiego bakcyla.

– Czas, gdy tworzyłem grę, był dla mnie kibicowsko najintensywniejszy. Przegląd Sportowy kupowałem codziennie przed szkołą. Miałem niezłą kolekcję, ale zaginęła. Mama się śmieje, że myszy w piwnicy zżarły. Chodziłem na każdy mecz Legii, oczywiście na Żyletę. Pamiętam podniosłą atmosferę Ligi Mistrzów, pamiętam mecz ze Spartakiem przy -15. Pamiętam pomysły: chodź, szykuje się feta na boisku, przeskoczymy trzymetrowe ogrodzenie, pobiegamy z kibicami po płycie boiska! Pamiętam zadymy, choć sam akurat w nich nie brałem udziału. Na GKS Katowice wjechały armatki wodne i policjanci na koniach. Albo taka migawka: oddalam się od stadionu po meczu, noc, a na tle jupiterów latające fragmenty ławek. Mama czasem dramatyzowała: co tam się dzieje na tych stadionach! A człowiek tak naprawdę najbezpieczniej czuł się z kibicami, wśród swoich. Nic mi się nigdy nie stało. Jedynie od policji można było dostać pałą, ot tak, za nic. Kiedyś też policjant zabrał mi szal, tylko po to, żeby upokorzyć.

Cymerman oczywiście lubił pograć, wielki wpływ wywarł na niego The Manager, ale pasja komputerowa nie wiązała się u niego ściśle z graniem. Większą frajdę sprawiało odkrywanie świata programowania. Już w podstawówce pisał pierwsze programy na Atari. Uczył się z gazet lub z jednego z pierwszych w Polsce połączeń internetowych, które pojawiło się w 1992 na Uniwersytecie Warszawskim.

– Jedna sala na uniwerku, jedyne wyjście na świat. Miałem dostęp przez kolegę. Przeglądało się w terminalu tekstowym informacje i uczyło pisać. Pamiętam, całkiem niezłą bazę informacji udostępniał uniwersytet z Finlandii.

To wtedy w zaciszu domowym szesnastolatek z Żylety zaczął tworzyć grę. Miał być to program na pożytek jego, kolegów i równie wkręconego w piłkę brata Łukasza, który przyjął na siebie ciężar nieoficjalnego betatestera, któremu szyki potrafiło spętać np. dziesięć czerwonych kartek. Po półtora roku dopracowywania mechaniki, bazy zawodników, a nawet własnoręcznie robionych grafik i muzyki, powstał produkt dostatecznie ciekawy, by Cymerman spróbował zainteresować nim wydawcę. Na rynku było ich może ze trzech. Rafał poszedł do Marksoftu. Jak sam wspomina, był niesłychanie bezpośredni.

– Dzień dobry, chciałbym rozmawiać z prezesem.
– A co się stało?
– A grę napisałem.

Prezes faktycznie przyszedł do osiemnastolatka i dostrzegł w grze potencjał. Ten sam, który później podkreślali recenzenci, dziwiąc się, że tak długo trzeba było czekać na rodzimy menadżer piłkarski. Liga Polska Manager dostała oceny nad wyraz dobre jak na fakt, że stał za nią jeden człowiek, dla którego gra była twórczym debiutem.

20180904_080909

20180904_080923

20180904_081053

Gra rozeszła się w ośmiu tysiącach legalnych egzemplarzy. Jak na ówczesne polskie warunki to dobry wynik. Wiadomo, że piractwo sięgało wtedy zenitu.

– W pierwszy weekend po wydaniu poszedłem na bazar. Oczywiście gra już tam była (śmiech).. Zabezpieczaliśmy ją książeczką kodów wydaną na papierze, którego nie dało się skserować. Ale tam już mieli wersję zhackowaną. Polscy hakerzy lat dziewięćdziesiątych byli mistrzami.

Nie da się policzyć ile poszło nielegalnych kopii Ligi Polskiej Manager 95. Ja sam natknąłem się na nią pierwszy raz w sali komputerowej swojej szkoły w Kolumnie pod Sieradzem. Była to oczywiście piracka wersja. Sam fakt jednak, że dotarła na prowincję, pokazuje z jaką powszechnością mamy do czynienia.

Autor, mimo sukcesu, nigdy więcej nie pociągnął tematu. Kolejne polskie menadżery pochodziły od innych twórców. Cymerman dostał dobrą ofertę pracy w branży programistycznej. Pomysły na grę były, ale z czasem coraz istotniejszy był rachunek ekonomiczny, a ten sprzyjał skupieniu się na pracy. Nastolatkowi łatwiej znieść fakt piractwa, czyli – było nie było – zostania okradzionym z zysków. Gdyby postawił na to jako na sposób utrzymania się, pigułka okazałaby się zbyt gorzka.

Mój syn Kacper napisze kolejną wersję – kwituje Rafał.
***

Przyznam się bez bicia: czułem autentyczną ekscytację odpalając ten tytuł po tylu latach. Wtedy, na sali komputerowej, nie było większego rozczarowania, niż niestabilność LPM. Wersja włączana w 2018 za pośrednictwem emulatora chodziła jak strzała.

Wirtualnie był 6 sierpnia 1994, gdy obejmowaliśmy Sokoła Pniewy. Skład – jeden z najsłabszych w lidze. Najsławniejszym nazwiskiem młodziutki Krzysztof Nowak na obronie, ale jego statystyki nie rzucały na kolana, lepsze miał Mirosław Rzepa. Atak Najewski – Konon nie miał szans podbić Ekstraklasy.

sokol1

liga_024

Jak powstawała baza danych? Cymerman siedział wtedy tak mocno w polskiej piłce, że wszystkie statystyki pierwszoligowców dał z głowy i ręczy za nie fachowością. To był czas, gdy zbudzony w środku nocy potrafiłby podać skład Stali Stalowa Wola na wyrywki. Nieco gorzej jest z II ligą, ale samo zestawienie graczy jest aktualne. I tylko III liga – wtedy całe osiem grup regionalnych – to nazwiska od czapy. Ciężko było wtedy dotrzeć do informacji o zespołach. Autor wysłał list z prośbą o pomoc do Przeglądu Sportowego, ale nigdy mu nie odpisano, więc zaczerpnął nazwiska z książki telefonicznej.

Mimo to początkowo chciałem, abyśmy zaczęli rozgrywkę od III ligi. Niestety nie da się jednak objąć – dajmy na to – Warty Śrem czy Orła Biały Wałcz. Start w III lidze jest możliwy, ale tylko… pierwszoligowcem. Bierze się więc Legię, ale Pisz i reszta stają się trzecioligowcami, co więcej – ich statystyki również spadają do trzecioligowego poziomu.

liga_034

liga_017 liga_020 liga_021

Zostaliśmy więc przy skazanym na spadek Sokole. Wpływy ze sprzedaży miejsca reklamowego na koszulkach i bandach wokół boiska są podstawą utrzymania, ale ciężko na nich oprzeć rewolucję kadrową. Folkloru dodaje fakt, że chcą się u ciebie reklamować takie marki jak Tic Tac, Polonia 1, Fanta czy Kodak. Nie za wiele mówiąca nazwa TopCanal to wykopalisko dla znawców: była to telewizja transmitująca mecze Legii jeszcze przed wejściem jakichkolwiek praw telewizyjnych. Symptomatyczne jest, że również w grze średnio sprzedajemy swój mecz dwóm, trzem telewizjom jednocześnie.

liga_059 liga_060

Stadion możemy rozbudować o ławki, krzesełka, a także miejsca stojące. Możemy go unowocześnić o takie sensacyjne wynalazki jak tablica świetlna a także większa moc jupiterów. Wszystko, do spółki z wynikami, ma wpływać na frekwencję, a więc i na zyski z biletów.

Kontrakty zżerają zasadniczą część budżetu. To w Ekstraklasie średnio sto tysięcy pensji plus drugie tyle premii za zwycięstwo. Wydatki stanowi też klasa hotelu, możliwość treningu na stadionie rywala i logistyka. Tu niespodzianka: możemy lecieć samolotem z Pniew do Poznania, Częstochowy, Białegostoku a także każdej wioski, jaką wylosuje się w Pucharze Polski. Każdy z tych czynników wpływa na jakość gry zawodników.

liga_006

liga_016

Zawodników, których trenujemy, zawodników, których forma rośnie i spada, zawodników, których możemy ustawić w szereg standardowych ustawień, z których najbardziej rzuca się w oczy 6-3-1 godne reprezentacji Janusza Wójcika na Wembley. I taka taktyka była jedyną, jaką w zasadzie mógł stosować wybrany przez nas Sokół Pniewy. Ale mówimy przecież o latach dziewięćdziesiątych, kiedy pół ligi jechało na kredycie. Postawiliśmy i my na awanturniczą politykę transferową, zadłużyliśmy się na największe kwoty, jakie tylko się dało, a potem ruszyliśmy na zakupy.

Wzmocnienia przyszły do każdej formacji. Na bramkę Robakiewicz, na obronę Chojnacki, na pomoc Bukalski, na atak Płuciennik. Na papierze skład zaczął wyglądać naprawdę nieźle. Każdy z nich był ponadprzeciętnym ligowcem.

Ale papier wszystko przyjmie, potem zaczęły się mecze. I nie tylko przegrywaliśmy jak leci. Nie potrafiliśmy stworzyć żadnej sytuacji.

liga_028

liga_029

Tak, w Lidze Polskiej Manager są grafiki meczowe. Jest kilkanaście animacji – ot, sam na sam. Karny. Strzał z dystansu. Wrzutka i bomba z głową. Szczerze mówiąc, myślałem jednak, że będą nużyć bardziej. Sekret tkwi w tym, że do ostatniej chwili nigdy nie wiadomo czy dana animacja skończy się golem czy pudłem. To sprytne rozwiązanie daje emocje. Pierwszą sytuację dla naszego Sokoła, bodajże w III kolejce, fetowaliśmy jak mistrzostwo Polski. Pierwszy gol był jak awans do Ligi Mistrzów.

Liga Mistrzów, do której w międzyczasie nie udało się awansować GKS-owi Katowice. Innym polskim drużynom wiodło się jednak lepiej. Hutnik doszedł do półfinału Pucharu UEFA, po drodze bijąc Werder Brema czy Karslruhe. Odpadł natomiast… z Bangor City. Na pewno splendor europucharów zabija duża losowość tych rozgrywek. Zagraniczne drużyny nie mają też kadr, z których można by kupić zawodników.

liga_036

liga_051

Mniejszą losowość widać w polskich ligach, gdzie faktycznie rzeczony GKS jest potęgą, za nim jest choćby mocny Widzew. Nawet Legia, która pierwszy raz wygrała dopiero… z nami około ósmej kolejki, później szybko zaczyna nadrabiać i pnie się w górę, ostatecznie dostrajając się do reprezentowanego w bazie poziomu. Przy tym pokazując, że nawet ligowa potęga nie jest odporna na wahania formy.

W Sokole tymczasem stabilnie – strefa spadkowa. Tyle dobrego, że tabela jest spłaszczona przez fakt otrzymywania dwóch punktów za wygraną. Gra trójką w ataku – Konon-Płuciennik-Najewski – okazała się błędem mimo zaszczytnego 54 miejsca Płuciennika na liście najlepszych strzelców ligi. Przeszliśmy do klasycznego 4-4-2. Tu cześciej udawało się urywać punkty, wciąż jednak nie tak często, by nie korciły kolejne transfery. Wkrótce zespół wzmocnił Janusz Kaczówka. Na obronę Kaczmarek. Z czasem wycwaniliśmy się i sprzedawaliśmy kontuzjowanych, dokonując dość znacznych rotacji w składzie – okienko otwarte jest cały sezon, a masz pewność, że znajdzie się chętny na zawodnika wystawionego na listę transferową. Żaden piłkarz nie odmówił przejścia do Sokoła.

Wiosna to kolejne hitowe transfery, z Ryszardem Czerwcem z Widzewa na czele. Największym rozczarowaniem był Marek Chojnacki, który miał być liderem defensywy, ale wciąż się leczył. Nie sprzedawaliśmy go jednak, bo do kupienia nie było nikogo lepszego. Od tego jesteś w pewnym stopniu uzależniony – wszystko zależy kto akurat jest dostępny na rynku.

liga_058

liga_004

Pompowaliśmy mnóstwo pieniędzy w niezły zespół, poza tym graliśmy taktyką w stylu Norwegii lat dziewięćdziesiątych: strzel bramkę, a potem zamuruj. Jeśli wygrywaliśmy pierwszą połowę, na drugą wychodziliśmy skrajnie defensywnym ustawieniem. Zazwyczaj udawało się dowieźć zwycięstwo. Ze strefy spadkowej wygrzebaliśmy się dopiero w 28 kolejce.

W 29 kolejce przyszedł największy triumf. Przegrywaliśmy 0:2 z Legią, by wygrać 3:2 (dwie bramki Mirka Rzepy). Pewne perturbacje przyszły, gdy zapomnieliśmy zmienić ultraofensywnej taktyki, dzięki której pogoniliśmy w drugiej połowie legionistów. W 32 kolejce widmo spadku zajrzało w oczy. Do kupienia był Leszek Pisz, idealny ratownik, ale najlepszy piłkarz w grze znajdował się poza naszym zasięgiem transferowym.

liga_069

liga_070

Ostatecznie Sokół dowiózł jednak utrzymanie. Na kolejny sezon patrzyliśmy z optymizmem. Wiosną punktowaliśmy regularnie. Zdarzały się okazałe zwycięstwa. Emocji było mnóstwo. Może uda się awansować do pucharów? Może w oparciu o nie podreperować budżet?

liga_073 liga_079 liga_080

Ale skończyło się na 0:5 od beniaminka, Błękitnych Kielce, a potem nas wyrzucono za zrujnowanie budżetu. LPM potrafi być bezlitosna.

***

Po powrocie do domu odpaliłem dłuższą karierę Rakowem Częstochowa. Dlaczego Rakowem, a nie na przykład Widzewem? Tak zawsze grałem w menadżerach – zacznij od słabeusza, którego uczyń potęgą.

W Lidze Polskiej Manager nie jest o to łatwo. Nie zadłużając Rakowa stałem się ligowym pariasem. Grałem ultradefensywną strategią, strzeliłem mniej niż dziesięć bramek i spadłem z ligi. W kolejnych sezonach, choć poznawałem mechanikę gry coraz lepiej, wyłącznie balansowałem między drugą ligą a pierwszą.

Spadek wiąże się z obniżeniem statystyk wszystkich graczy o ładnych kilka punktów. Analogicznie awans to statystyki wędrujące w górę. Chcąc wykorzystać tę zasadę nakupiłem przed końcem sezonu II ligi mnóstwo graczy, by później ich drogo sprzedać. Ale awans wymknął się w ostatniej kolejce i mało nie zbankrutowałem. Później, zgodnie z tropem tamtych lat, zdarzało się, że nie płaciłem żadnych pensji i żadnych premii przez kilka miesięcy.

Dobrze można zarobić na rynku transferowym handlując drugoligowcami, za których zwykle dostanie się lepszą cenę, choćby i tydzień po zakupie. Ogółem gra wymaga dużej żonglerki składem, przedłużanie kontraktu z zawodnikiem jest horrendalnie drogie i w zasadzie nieopłacalne. Lepiej sprzedać takiego gracza – nowy będzie miał z urzędu dwuletni kontrakt.

Jak dla mnie, nie tylko biorąc pod uwagę 23-letni staż gry, Liga Polska Manager zachowała dużo miodności. Oczywiście nie jest to ani Championship Manager, ani Football Manager. Ale nostalgiczna osnowa i niemały poziom trudności sprawiają, że gra tak szybko się nie nudzi. Może z czasem frustruje, gdy masz świadomość, że próbujesz wszystkiego, a znowu nie żre, ale przynajmniej rozgrywka stanowi wyzwanie i każdy sukces w Ekstraklasie sprawia faktyczną satysfakcję.

Przygotował Leszek Milewski

Pobierz grę

Napisz autorowi, że w pierwszym sezonie zrobiłeś mistrza Stalą Stalowa Wola