Finansowe eldorado w Seria A. Włosi płacą coraz więcej
Włochy

Finansowe eldorado w Seria A. Włosi płacą coraz więcej

„La Gazetta dello Sport” właśnie opublikowała swój tradycyjny raport dotyczący zarobków w Serie A, który nas interesujące głównie ze względu na Polaków grających na Półwyspie Apenińskim. I choć nie są to żadne prawdy objawione, to jednak z ciekawością zerknęliśmy okiem na liczby przedstawione w gazecie. Całość traktujemy oczywiście z przymrużeniem oka, ale biorąc pod uwagę, iż Włosi od dawna siedzą w temacie, można chyba założyć, że są całkiem blisko wiarygodnych źródeł. Konkretnymi kwotami nie ma się raczej co sugerować, ale trendami, których odzwierciedleniem jest to zestawienie – jak najbardziej. 

Mini analizę zaczniemy od kilku wniosków ogólnych, które raczej nie będą wielkim zaskoczeniem. Po pierwsze, we Włoszech najwięksi mają się bardzo dobrze i płacą coraz więcej. Po drugie, czołówkę od reszty stawki oddziela nie tylko przepaść sportowa, ale też finansowa, co widać chociażby na przykładzie wynagrodzeń pobieranych przez naszych rodaków. Po trzecie, na szczycie rankingu jest Cristiano Ronaldo, a potem długo, długo nikt. Okładka mówi zresztą wszystko.

gazzeta

Na dalszych miejscach uplasowali się zarabiający rocznie po sześć milionów euro Douglas Costa i Gigi Donnarumma, bogatszy od nich o pół miliona Miralem Pjanić, Leonardo Bonucci kasujący ponad pięć baniek, Lorenzo Insigne, który przytula 4,6 miliona czy mediolański duet Icardi-Nainggolan z kontraktami wysokości czterech i pół miliona euro. Generalnie jednak jedenastka najlepiej opłacanych zawodników została zdominowana przez piłkarzy „Starej Damy”.

11

W takiej sytuacji żadną niespodzianką nie jest, że to właśnie Juventus wydaje na kontrakty najwięcej. Różnica, co tu dużo mówić, jest po prostu kolosalna.

zarobki

W porównaniu do ubiegłego roku wszystkie najlepsze włoskie kluby płacą jednak więcej. Juventus dwanaście miesięcy temu wydawał na piłkarzy 164 miliony euro, Milan – 117, Inter – 82, Roma – 91, Napoli – 81, a Lazio – 62. Zaskoczeniem nie jest też, że w górę poszły zarobki trenerów, a listę najbogatszych szkoleniowców otwierają Massimiliano Allegrii (7,5 miliona euro), Carlo Ancelotti (6,5 miliona euro) i Luciano Spalletti (4,5 miliona euro). Według danych każdy z nich zarabia więcej, niż w poprzednim sezonie (Ancelottiego należy porównywać z Sarrim, który miał dostawać rocznie… 1,4 miliona euro). Wszystko wskazuje więc na to, że w Serie A nastała epoka przepychu.

trenerzy

No dobra, skoro nakreśliliśmy już tło, można przejść do sprawy najciekawszej, czyli do zarobków piłkarzy. Rozbieżności oczywiście są spore, ale ogólnie zawodnicy, którym udało się zaczepić we Włoszech raczej nie mają na co narzekać. Z raportu „LGdS” wynika bowiem, że na Półwyspie Apenińskim można nie tylko pograć w piłkę na wysokim poziomie, ale też coraz lepiej zarobić. Wystarczy rzucić okiem na ten wykaz.

kluby2

kluby3

Analizując płace w poszczególnych klubach, szczególną uwagę zwróciliśmy oczywiście na Polaków. Dla większej przejrzystości wypisaliśmy wszystkich, by następnie wysnuć na tej podstawie kilka wniosków. Zacznijmy jednak od listy:

Wojciech Szczęsny – 4 miliony euro

Arkadiusz Milik- 2,5 miliona euro

Piotr Zieliński – 1,1 miliona euro

Łukasz Skorupski – 850 tysięcy euro

Karol Linetty – 500 tysięcy euro

Krzysztof Piątek, Bartosz Bereszyński, Dawid Kownacki – 450 tysięcy euro

Mariusz Stępiński, Łukasz Teodorczyk, Bartosz Salamon – 400 tysięcy euro

Arkadiusz Reca – 300 tysięcy euro

Bartłomiej Drągowski – 200 tysięcy euro

Michał Marcjanik – 180 tysięcy euro

Paweł Jaroszyński – 150 tysięcy euro

Teraz po kolei:

– Wniosek pierwszy – potwierdza się, że najlepsze kluby płacą zdecydowanie lepiej

– Wniosek drugi – Artur Jędrzejczyk z kontraktem, który podpisał wracając do Legii, zająłby w tej stawce piąte miejsce. Trochę szok, prawda? Inna sprawa, że dawniej uznalibyśmy ten fakt za dobry prognostyk oznaczający, że polski klub jest w stanie płacić więcej niż Sampdoria, Atalanta czy Genoa.

– Wniosek trzeci i jednocześnie chyba najbardziej zaskakujący – dwaj piłkarze z powyższej listy zarabiają… dziwnie mało.

Przede wszystkim chodzi o Piotra Zielińskiego, czyli czołowego zawodnika Napoli coraz mocniej aspirującego do statusu gwiazdy całej ligi. Nieco ponad milion euro to w jego przypadku po prostu śmieszne pieniądze. Tyle samo lub więcej zarabiają takie asy calcio jak Dalbert (1,2 miliona euro), Leandro Spinazzola (1,5 miliona euro), Victor Hugo (1,1 miliona euro), Armando Izzo (1,3 miliona) czy nawet wypychany niedawno z Napoli Nikola Maksimović (1,2 miliona). Dla przypomnienia – zgodnie z dziennikarskimi ustaleniami Zieliński zarabia obecnie dokładnie tyle samo, co przed rokiem (w przypadku pozostałych Polaków nie zawsze jest to regułą), a to oznacza że w Neapolu w tym sezonie może i płacą lepiej, ale przyznając podwyżki, ewidentnie zapomnieli o pomocniku reprezentacji Polski.

Drugi zaskakujący przypadek to oczywiście Łukasz Teodorczyk i jego 400 tysięcy euro rocznie. Kwota rzuca się w oczy, bo – jak donosiły przecież belgijskie media – w Anderlechcie „Teo” był najlepiej opłacanym zawodnikiem, a w skali całego roku na jego konto wpływały prawie dwa miliony euro. Poza tym, kiedy na początku nowego sezonu mimo usilnych próśb działaczy klubu Teodorczyk nie miał zamiaru ruszać się z Brukseli, belgijskie media sugerowały, że wpływ na to ma głównie jego tłusty kontrakt. Dlatego właśnie znamienne jest, że były napastnik Lecha Poznań zgodził się grać we Włoszech za pięć razy mniejsze pieniądze.

Warto też odnotować, że porównując najnowsze zestawienie „LGdS” do ubiegłorocznego, można dopatrzeć się kilku różnic. Przede wszystkim w tym roku włoscy dziennikarze wyżej oszacowali kontrakty Szczęsnego (z 3,5 do 4 milionów), Skorupskiego (z 800 do 850 tysięcy), Bereszyńskiego (z 400 do 450 tysięcy), Salamona (z 350 do 400 tysięcy) i Jaroszyńskiego (ze 100 do 150 tysięcy). Na drugim biegunie znalazł się z kolei Kownacki, któremu odjęto nieco z uposażenia (z 600 do 450 tysięcy), a bez zmian pozostały kontrakty Milika,  Drągowskiego i wspomnianego już Zielińskiego.

Oczywiście należy pamiętać, że cała ta zabawa liczbami ma tylko szacunkowy charakter. Na dobrą sprawę wcale nie jest więc powiedziane, że taki Bereszyński czy Linetty faktycznie zarabiają – jak na zachodnie warunki – dość przeciętnie. Z drugiej strony, przypuszczenia dziennikarzy „LGdS” w większości przypadków raczej nie wzięły się z kosmosu.   Zachowując odpowiedni dystans można więc wierzyć, że mniej więcej tak to właśnie w Serie A wygląda.

Fot. Newspix.pl