post Avatar

Opublikowane 02.09.2018 14:18 przez

Kacper Bartosiak

Ten pomysł długo wydawał się po prostu niedorzeczny. Tyson Fury (27-0, 19 KO) dopiero co wrócił na ring po przeróżnych perypetiach zdrowotnych (i nie tylko) i po dwóch walkach z mało wymagającymi przeciwnikami miałby od razu walczyć o mistrzowski pas? Szalony plan zostanie wcielony w życie jeszcze w tym roku – po ostatniej wygranej obok Fury’ego w ringu pojawił się Deontay Wilder (40-0, 39 KO). Obaj potwierdzili, że wszystko jest już dogadane i rozpoczęli promocję pojedynku, który ma dojść do skutku w listopadzie lub na początku grudnia.

Łączy ich wiele – nie tylko ponadprzeciętny wzrost (obaj mierzą ponad dwa metry), ale przede wszystkim niechęć do Anthony’ego Joshuy (21-0, 20 KO). To właśnie Brytyjczyk jest powszechnie uznawany za najlepszego pięściarza kategorii ciężkiej. Na ten status uczciwie zapracował – zebrał już 3 z 4 mistrzowskich pasów najważniejszych federacji. Wysłał na emeryturę Władimira Kliczkę (64-4), a oprócz tego był pierwszym, który pokonywał wysoko notowanych dziś pretendentów – Dilliana Whyte’a (16-0) i Dominika Breazeale’a (17-0). W ostatnim występie zaprosił do tańca Josepha Parkera (24-0) – ówczesnego mistrza organizacji WBO. Pewnie wygrał na punkty, powiększając liczną kolekcję trofeów o kolejny cenny skalp.

Wszystko w karierze Joshuy wydaje się idealnie zaplanowane – czasami aż do przesady. Najpierw w kontrowersyjnych okolicznościach wywalczył olimpijskie złoto w Londynie w 2012 roku, co pozwoliło mu wyrobić sobie rozpoznawalność. Na zawodowstwie był prowadzony wyjątkowo rozsądnie i krok po kroku pokonywał kolejne przeszkody. Po pierwszy tytuł mistrza świata sięgnął w kwietniu 2016 roku – trochę szybciej niż zakładał plan. Cała reszta to efekt kuli śnieżnej w skali globalnej. Kolejne nokauty napędzały koniunkturę i coraz większe areny zaczynały pękać w szwach. Gdy po raz pierwszy wyprzedał Wembley do ostatniego miejsca – zbierając bezprecedensowe w europejskich warunkach 90 tysięcy widzów na trybunach – to mimo wszystko chyba mało kto mógł się spodziewać, że wkrótce stanie się to regułą.

Można go lubić lub nie, ale Joshua gra w swojej lidze. Nikt w kategorii ciężkiej nie zarabia tyle co on, ale też nikt – może poza Canelo Alvarezem – nie gwarantuje sprzedaży takiej liczby pakietów Pay-Per-View. Oczywiście nie wszystkim się to podoba – dotyczy to zwłaszcza tych, którzy sami widzą siebie w roli liderów. Wilder w pewnym sensie jest do takiej funkcji naturalnym kandydatem. Mistrzowski tytuł posiada o ponad rok dłużej niż Joshua, ale nigdy nie zrobił nic w kierunku jakiejkolwiek unifikacji. Rywali wybierał na własnych warunkach – długo nie podejmując w tej kwestii większego ryzyka. Gdy Brytyjczyk wyprzedawał w kraju coraz większe areny, Wilder miał problem z zebraniem kompletu widzów w rodzinnej Alabamie. Joshua bił na Wyspach rekordy w liczbie sprzedanych pakietów PPV i zaczął zarabiać dziesiątki milionów funtów. Amerykanin… ani razu nie walczył na takich warunkach i inkasował około 10 razy mniej.

W skrócie: dzieliło ich prawie wszystko – może poza wysokim mniemaniem o sobie. Wilder faktycznie został pierwszym amerykańskim mistrzem świata w kategorii ciężkiej od ponad dekady, ale kompletnie nie potrafił tego faktu przekuć na marketingowy zysk. Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że po prostu zaufał nieodpowiednim ludziom. Wokół niego jest wielu doradców, menedżerów i promotorów, ale nie ma człowieka, który miałby pomysł jak zrobić z niego gwiazdę. W teorii nie powinno to być specjalnie trudne – Amerykanin ma efektowny styl, a do tego nie przebiera w słowach. Ponadto walczy przecież w słusznej sprawie (dla chorej córki), a po drodze zdążył zrobić sporo w temacie walki z dopingiem. To właśnie ostre testy, których od dawna domaga się jako mistrz, pozwoliły złapać na niedozwolonym wspomaganiu Aleksandra Powietkina (34-1) i Andrzeja Wawrzyka (34-1).

Fury – bokserski wyrzut sumienia…

No dobrze, ale gdzie w świecie zdominowanym przez Joshuę i Wildera jest miejsce dla Tysona Fury’ego? Co by nie mówić, to przecież właśnie od niego zaczęła się cała rewolucja. To Fury jako pierwszy dokonał niemożliwego – w listopadzie 2015 roku pokonał panującego od ponad dekady wielkiego Kliczkę i to na jego terenie. Nie dał z nim jednak tak porywającej wojny jak jego rodak Joshua – wręcz przeciwnie. To była właściwie wyprana z emocji taktyczna potyczka, w której pretendent po prostu zrobił wystarczająco dużo, by wygrać większość rund.

Z czasem miało się okazać, że sensacyjny triumf był w pewnym sensie początkiem końca Fury’ego. Pokonany mistrz za wszelką cenę chciał doprowadzić do rewanżu, który miał zagwarantowany w kontrakcie. Do drugiej walki jednak nigdy nie doszło – Brytyjczyk dwukrotnie wykręcał się kontuzjami, a potem okazało się, że podczas przygotowań wpadł na zażywaniu kokainy. Nowy czempion zniknął ze szczytu niemal tak samo nagle jak się tam pojawił. Publicznie przyznał się potem do depresji i myśli samobójczych. „To była najtrudniejsza walka w moim życiu – o wiele gorsza niż jakakolwiek z tych, które stoczyłem w ringu” – powie kilka miesięcy później.

Na ring wrócił dopiero w czerwcu 2018 roku – ważył aż o 13 kg więcej niż podczas starcia z Kliczką, a i tak podobno zdążył zrzucić o wiele większy nadbagaż. Starcie z Seferem Seferim (23-1) – drugim najlepszym Albańczykiem w niższej kategorii junior ciężkiej – okazało się farsą na wielu poziomach. Fury robił show na konferencjach prasowych i znów przyciągał uwagę, ale w ringu nie potrafił powalić na deski niższego o 26 centymetrów (!) przeciwnika. Po czterech rundach Seferi został w końcu poddany przez narożnik, a zwycięzca zapowiedział, że lepiej spisze się w kolejnym występie.

Drugą walkę „na powrót” mogliśmy obejrzeć 18 sierpnia. W teorii poprzeczka poszła do góry – rywalem Fury’ego został Francesco Pianeta (35-4-1), który w 2013 roku walczył nawet o tytuł mistrza świata z Władimirem Kliczką. Dziś jest już jednak cieniem samego siebie – obie poważniejsze walki na przestrzeni ostatniego roku przegrał. Przed czasem potrafił go skończyć nie tylko Kliczko – robili to także mocno już rozbici Rusłan Czagajew (33-2-1) i Kevin Johnson (31-8-1). Fury tymczasem przeboksował z Pianetą pełne dziesięć rund. Ani przez moment nie było zagrożenia, że zwycięży przed czasem. Znowu dużo się popisywał i choć wygrał każdą z rund, to zdecydowanie nie zachwycił. Kibice w Belfaście chwilami gwizdali i mieli do tego pełne prawo – to była po prostu słaba walka, która chwilami bardziej przypominała sparing.

Obraz ringowej nędzy uzupełniają liczby. Dysponujący dużo lepszymi warunkami fizycznymi Fury doprowadził do celu 107 z 620 ciosów – zaledwie 17,3 procenta! To dużo gorsza skuteczność od tej, którą zaprezentował nawet podczas specyficznych bokserskich szachów Kliczką (23 proc.). Jeszcze bardziej druzgocąca okazała się statystyka ciosów prostych bitych przednią ręką. Brytyjczyk trafił zaledwie siedem (!) takich ciosów na 394 próby! Tyle samo „jabów” w walkach poprzedzających starcie z ukraińskim mistrzem doprowadzał do celu średnio… w jednej rundzie!

Problem widzą chyba wszyscy – oczywiście poza samym zainteresowanym. „Nie wiem jaką walkę oglądałeś, ale kibice bawili się świetnie, a ja w ringu czułem się jak Sugar Ray Leonard! Podobała mi się każda minuta! Nie przyjąłem ani jednego ciosu. Chciałbym zobaczyć jak ty radzisz sobie z Francesco Pianetą, ale na pewno zostałbyś znokautowany” – przekonywał na gorąco jednego z dziennikarzy, któremu walka nie przypadła do gustu.

To klasyczna taktyka Fury’ego – wszystko, co nie pasuje do jego idealistycznej wizji świata, jest zwyczajnie wyśmiewane lub pomijane. O niewygodnych faktach się nie mówi – zamiast tego lepiej snuć kolejne wielkie zapowiedzi. Tak też oczywiście było i w tym przypadku. „Zobaczycie, znokautuję dla was Deontaya Wildera. To nie on przyleci do mnie do Anglii, tylko ja polecę do niego do USA. Te 10 rund z Pianetą to było dokładnie to, czego potrzebowałem. Świetnie wyglądało to w telewizji, a ja pokazałem naprawdę niewygodny boks na najwyższym poziomie” – przekonywał Fury, ale nie do końca wiadomo kogo – ludzi czy siebie? Wiadomo jednak, że na pewno nie przekonał komentującego ten pojedynek w Polsacie Sport Grzegorza Proksy.

„Fury nie ma najmniejszych szans z Wilderem. Myślałem, że usnę na tym pojedynku! W tych pierwszych dwóch rundach było jeszcze co oglądać, ale dalej… Poduszka i zajezdnia! To było żenujące widowisko. W momencie, gdy jesteś topową gwiazdą, to musisz dać ludziom powód do tego, by kupili bilety. (…) To był sparing, który miał wypromować starcie z Wilderem” – ocenił Proksa w audycji „Ciosek Na Wątrobę” w Weszło.fm.

Boks czy wrestling?

Rzeczywiście – mistrz świata federacji WBC przyleciał do Belfastu i spod ringu dzielił się swoimi wrażeniami, ale wcześniej zdążył wziąć udział w kilku kuriozalnych akcjach. Najdziwniejsza z nich miała miejsce dzień przed walką w fast-foodowej restauracji „Nando’s”. Amerykanina odwiedził Billy Joe Saunders (26-0, 12 KO), posiadacz mistrzowskiego pasa w kategorii średniej i zupełnie przy okazji dobry duch Fury’ego. Niby przyszedł się przywitać, ale po krótkiej wymianie uprzejmości skończyło się tym, że Brytyjczyk… rzucił w Wildera zabraną przypadkowemu gościowi restauracji połówką kurczaka (!) i uciekł w popłochu. Nie trzeba dodawać, że ta zniewaga krwi wymaga – Amerykanin ruszył się w pościg za drobiowym terrorystą, ale dobiegając do drzwi… komicznie się wywrócił. W tym wszystkim brakowało chyba tylko muzyki z „Benny’ego Hilla”.

Tego typu tanie cyrkowe sztuczki przywodzą na myśl słynne manewry z wrestlingu i wydają się podobnie wiarygodne. Następnego dnia – już podczas gali – Saunders i Wilder publicznie zakopali topór wojenny i wspólnie pozowali do zdjęć. Gość z Ameryki po walce Fury’ego pojawił się w ringu i promocja ruszyła już oficjalnie. Promotorzy Brytyjczyka potwierdzili, że pojedynek odbędzie się w USA i zostanie tam pokazany w systemie Pay-Per-View. Oprócz tego pięściarze mieli się dogadać co do podziału puli w stosunku 50/50, co wielu fanów boksu mogło zaskoczyć.

Bo co tak naprawdę zdążył zrobić Fury, że po dwóch słabych walkach wraca do gry o pasy i wielkie pieniądze? W tym cały haczyk – choć stracił niemal wszystkie mistrzowskie tytuły, to jeden z nich może stracić tylko w ringu. To status „mistrza linearnego” – w skrócie to człowiek, który pokonał ostatniego pełnoprawnego czempiona. W praktyce można więc zbliżającą się walkę reklamować jako starcie „dwóch mistrzów” – czegoś takiego Wilder wcześniej nie miał.

W tym zamieszaniu gra toczy się o coś znacznie większego. Eddie Hearn – promotor Joshuy – długo rozmawiał z ludźmi Wildera o potencjalnej walce w tym roku. Negocjacje przedłużały się w nieskończoność. Ostatecznie stanęło na tym, że Amerykanin miał otrzymać 15 milionów dolarów (a nie np. 40 procent z całego podziału puli). Choć pierwotnie oferta została przyjęta, to Wilder dziś przedstawia ją jako potwarz. Celowo nie wspomina jednak o tym, że ta propozycja gwarantowała mu ponad 4 razy więcej niż dotychczasowa najwyższa wypłata w karierze. Mimo wszystko jego podejście – choć brak w nim konsekwencji – jest w jakimś stopniu zrozumiałe. Procentowa wypłata (którą tuż przed nim za walkę z Joshuą dostał Parker) motywuje do jeszcze bardziej intensywnej promocji, co z pewnością będzie można zauważyć przy okazji starcia z Furym.

Wydaje się jednak, że mimo wszystko Wilder wciąż chce walki z Joshuą, a Joshua chce walki z Wilderem, ale to Amerykanin zdecydowanie bardziej potrzebuje tego pojedynku. Do tego spotkania wciąż może dojść w kwietniu 2019 roku – Brytyjczyk ma już zarezerwowaną datę na Wembley, gdzie tym razem walkę miałoby obejrzeć 100 tysięcy widzów. W tym kontekście decyzja Wildera o walce z Furym wydaje się mieć jeszcze więcej sensu, bo w przypadku zwycięstwa obóz Joshuy nie będzie miał wyjścia – będzie musiał dogadać się z Amerykaninem na dużo lepszych dla niego warunkach. Presja mediów i kibiców będzie jeszcze większa niż teraz.

Gra wydaje się zdecydowanie warta świeczki – i to na wielu poziomach. Mocniejsze zbudowanie profilu marketingowego to jedno, ale trzeba też przyznać, że walcząc w 2018 roku z najpierw z Luisem Ortizem (28-0, 24 KO), a potem z Tysonem Furym, Wilder po prostu mierzy się z najmocniejszymi dostępnymi przeciwnikami poza Joshuą. Obaj długo uchodzili za pięściarzy niewygodnych i unikanych przez czołówkę, a Amerykanin dobrowolnie daje im szansę – coś takiego musi działać wizerunkowo na jego korzyść.

Fury to także idealny partner do tańca w kontekście debiutu w systemie Pay-Per-View. Jeśli ktoś ma wywołać wokół walki szum, to on nadaje się do tego jak nikt inny. Ortiz to 39-latek, którego cały bokserski świat podejrzewa o „przebicie blach” o kilka dobrych lat. Choć jest świetnym pięściarzem, to wciąż nie potrafi powiedzieć dwóch zdań po angielsku – ciężko nawet z kimś tak zdolnym zbudować show wysokiej jakości i odpowiednio to sprzedać.

W przypadku Fury’ego jest inaczej – z Wilderem łączy go długa historia. Ich słowne potyczki rozpoczęły się w styczniu 2016 roku. Brytyjczyk wkroczył wtedy do ringu tuż po tym jak mistrz WBC ciężko znokautował Artura Szpilkę. Na pyskówce się skończyło, bo pogromca Władimira Kliczki wkrótce wpadł w autodestrukcyjny ciąg. Wtedy konfrontacja Fury – Wilder z pewnością byłaby jeszcze większym hitem, ale teraz również jest szansa na wykręcenie naprawdę solidnego wyniku.

Z punktu widzenia Amerykanina naprawdę warto zapłacić rywalowi więcej, by zmierzyć się z nim właśnie teraz. Fury ze swoim niewygodnym i trudnym do przeczytania stylem za kilka walk byłby dużo groźniejszym rywalem niż w trzecim pojedynku po powrocie, gdy wciąż jest wokół niego mnóstwo znaków zapytania. W takich okolicznościach to Wilder musi być wyraźnym faworytem. Nie tylko nie będzie ustępował rywalowi warunkami fizycznymi, ale może liczyć na swoją największą broń. Prawy prosty Deontaya Wildera to dziś prawdopodobnie najbardziej porażający pojedynczy cios we współczesnym boksie. Mistrz federacji WBC może przegrać większość rund (jak miało to miejsce z Ortizem, choć sędziowie punktowi widzieli wtedy inną walkę), ale jeśli zdoła doprowadzić do celu ten jeden cios, to w każdej chwili może być po zawodach.

To o tyle prawdopodobne, że Fury wcale nie ma stalowej szczęki – jeśli się go oczywiście czysto trafi, co wcale nie jest takie proste. Skoro jednak Brytyjczyk zaliczał deski po ciosach z prawej ręki anonimowego Nevena Pajkicia (16-0) oraz boksującego przez większość kariery w niższej kategorii Steve’a Cunninghama (25-5), to chyba można założyć, że prawy prosty Wildera będzie dla niego jeszcze większym zagrożeniem.

Co na to wszystko Joshua? „Moi wrogowie zostają przyjaciółmi z moimi innymi wrogami” – napisał niedawno w mediach społecznościowych. Choć nie podał nazwisk, to chyba wszyscy wiedzą kogo miał na myśli. W jego przypadku plan jest sprecyzowany. 22 września zmierzy się z Aleksandrem Powietkinem (34-1) i będzie wyraźnym faworytem. Kolejny pojedynek – również na Wembley – na pewno stoczy 13 kwietnia 2019 roku. Pozostaje tylko jedno pytanie: z kim?

W założeniu ma to być „największa walka z możliwych”, więc zwycięzca starcia Fury – Wilder będzie oczywistym kandydatem. Jeśli jednak obaj zdecydują się na rewanż lub wydarzy się coś innego, to na kolejną szansę czeka Dillian Whyte (24-1, 17 KO), który serią zwycięstw z coraz wyżej notowanymi przeciwnikami solidnie zapracował na rewanż z Joshuą. Taka walka będzie do zrobienia w pięć minut – obaj pięściarze są promowani przez Eddiego Hearna i łączy ich długa historia, która sięga jeszcze czasów amatorskich. Mimo wszystko ten rewanż to nie jest coś, na co czekałby w napięciu cały bokserski świat.

Na razie wszystko wskazuje więc na to, że Wilder i Joshua konsekwentnie podążają ścieżką wytyczoną przed laty przez Floyda Mayweathera i Manny’ego Pacquiao. Ten przykład dobitnie pokazał, że wielkiej walki wcale nie trzeba robić w momencie, kiedy ma największy sportowy sens i kiedy najbardziej chcą jej kibice i dziennikarze. Historia boksu uczy, że umiejętnie odgrzany kotlet może po latach dostarczyć sporych emocji i przede wszystkim jeszcze większych zysków.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

Posłuchaj całej audycji „Ciosek Na Wątrobę” w Weszlo.fm z udziałem Grzegorza Proksy!

Opublikowane 02.09.2018 14:18 przez

Kacper Bartosiak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
egzekutor_77
egzekutor_77

„… bardziej druzgocąca okazała się statystyka ciosów prostych bitych przednią ręką….”

Eee, a co było nie tak ze statystyką ciosów prostych bitych ręką tylną?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

PiotrekB
PiotrekB

W sumie to o boksie są zawsze dobre. Trzymają poziom merytoryczny – wiadomo jak to weszło byki jakieś male się pojawia ale bardzo przyjemnie się czyta

Poirot
Poirot

Liczę, że Fury sprawi kolejną sensację i wygra. Chociaż nie nazwałbym tego sensacją, co najwyżej niespodzianką i tylko ze względu na to, że Fury miał te 2 lata przerwy na chlanie i ćpanie. Wilder męczył się z takimi tuzami jak Szpilka, Molina czy Washington. Nie róbmy z Wildera boga boku. Ostrożna taktyka ukierunkowana na unikanie prawego prostego Amerykanina i to ręce cygana powędrują w górę po walce.

Inne sporty
03.06.2020

Wraca NBA! Kluby dogadują ostatnie detale

Jeśli z niecierpliwością oczekiwaliście powrotu najlepszej ligi świata, to mamy dla was świetną oraz… gorszą, choć niezbyt zaskakującą wiadomość. Zacznijmy od najważniejszego: NBA jest na najlepszej drodze do wznowienia sezonu, zespoły będą grać w kompleksie Disneylandu. Ale niestety, jak donosi Adrian Wojnarowski z ESPN, planowy termin powrotu to dopiero 31 lipca. Do tego na trybunach […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Zmienia się stadion, zmienia się mecz. Tylko poziom sędziowania nieszczególnie

Dopiero pisaliśmy o marnym sędziowaniu w starciu GKS-u Jastrzębie z Wartą Poznań. Łudziliśmy się, że może w Grudziądzu będzie z tym lepiej. Że dwóm zespołom naprawdę potrafiącym pograć piłką arbiter nie przeszkodzi. Nasze niedoczekanie. Pan Wojciech Krztoń dał się nabrać w sytuacji absolutnie newralgicznej dla przebiegu spotkania i to boli jeszcze bardziej. Mecz wciąż był na styku, […]
03.06.2020

Hejt Park w dobrym składzie – Live 21:00 – Kosecki i Stanowski

Zapraszamy na Hejt Park w dobrym składzie – Roman Kosecki i Krzysztof Stanowski będą odpowiadali na telefonu od widzów Kanału Sportowego i słuchaczy Weszło FM. Sponsorem programu jest właściciel marki Okocim. Będzie naprawdę ciekawie. Pewnie czeka nas trochę wspominek, trochę anegdot, trochę mocnych opinii. Nudy się nie spodziewamy. Telefon do studia to 22 219 50 31. […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Marna gra, jeszcze gorsze sędziowanie. Warta Poznań zwycięża w Jastrzębiu-Zdroju

Nie ma co ukrywać, GKS Jastrzębie i Warta Poznań nie zgotowały dzisiaj telewidzom niezapomnianego widowiska. Właściwie starcie dwóch czołowych ekip I ligi długimi fragmentami aspirowało do rangi paździerzu. Co gorsza – do poziomu gry obu ekip dostosowali się sędziowie, którzy uznali gola zdobytego ręką. Koniec końców Warta wywozi jednak do Poznania trzy punkty, bardzo ważne […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Liga kobiet zamknięta, AZS UJ poszkodowany. Trener: – To żenada

Jeśli myśleliście, że to koniec kontrowersji w związku z rozstrzygnięciami w ligach, w których zakończono sezon z powodu pandemii, jesteście w błędzie. Dziś Polski Związek Piłki Nożnej ogłosił, że sezon Ekstraligi kobiet zostanie zakończony. O rozstrzygnięciach (mistrzostwo, spadki) decyduje tabela ustalona w momencie przerwania ligi. Największym poszkodowanym jest drużyna AZS UJ. Rozmawialiśmy przed chwilą z […]
03.06.2020
Weszło Extra
03.06.2020

„Tylko kibice rywali go nie lubili”. Koledzy wspominają Piotra Rockiego

Odszedł zdecydowanie za wcześnie. Szok. Nie dało się go nie lubić. Wyjątkowa postać. Lider w szatni i na boisku. Pytając kolejne osoby, które na różnych etapach kariery spotykały Piotra Rockiego, wyłania nam się obraz człowieka, za którym naprawdę wielu zapłacze. Zmarł nie tylko jeden z najbardziej charakterystycznych ligowców pierwszej dekady XXI wieku. Polska piłka traci […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Pogoń Szczecin – klub przeklęty

Pogoń Szczecin to dla nas klub-zagadka. W teorii wszystko wygląda w nim tak, jak należy – jest prezes, który rozsądnie układa klocki, jest trener z uznaną marką, który ma w klubie mocną pozycję, jest dobry pion sportowy, który potrafi wyszukać solidnego piłkarza i może pochwalić się wysoką skutecznością. Jest miasto, które żyje piłką, jest dobra […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Warta Poznań – cztery lata temu III liga, dziś apetyt na Ekstraklasę

Warta Poznań rozpoczyna dziś ostatni etap walki o powrót do Ekstraklasy. Niemal dokładnie cztery lata temu warciarze szykowali się do walki o to, by zagrać w barażach o awans do II ligi. Dziś mają już pewną licencję na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pozostaje tylko tę promocję do Ekstraklasy wywalczyć. „Zieloni” po cichu przedłużyli kontrakty […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Czy Unia Tarnów poczeka na baraż z Cracovią II do czasu, aż Cracovia I skończy sezon?

Unia Tarnów zajęła pierwsze miejsce w swojej grupie IV ligi i chciałaby zagrać baraż o wejście piętro wyżej ze zwycięzcą drugiej grupy, Cracovią II. Niestety na razie nie wiemy, kiedy do tego dojdzie. Dlaczego? Zdaniem Unii, Cracovia II nie chce grać bez posiłków powołanych… z pierwszego zespołu. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że koronawirus spowodował duży […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Izolacja? Kto by się tym przejmował. Racowisko kibiców na treningu Resovii

Dwutygodniowa izolacja. Ograniczone wejścia dla przedstawicieli mediów, początkowo brak kibiców na stadionie. Pełne bezpieczeństwo, dostosowanie obiektów do wyjątkowych okoliczności, podział na strefy. Słowem – wszystko przygotowane na tip top. Wszystko to po to, żeby bezpiecznie wrócić do gry. Tak miało to wyglądać nie tylko w Ekstraklasie i I lidze, ale też II lidze, w której […]
03.06.2020
Blogi i felietony
03.06.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Leczenie nałogów to długa, trudna, żmudna praca, podczas której powodzenie każdego kolejnego kroku zależy nie tylko od uzależnionego, ale też od całego jego otoczenia. Zwłaszcza otoczenia najbliższego – rodziny, przyjaciół, pracodawców, grupy społecznej, w której człowiek walczący ze swoimi słabościami się porusza. Nie trzeba być magistrem psychologii, by domyślić się, że po wyjściu z kliniki […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Regres motoryczny Wisły, mądrość Legii i efekt Bartoszka

W trakcie tej przerwy spowodowanej pandemią zastanawialiśmy się – jak to całe zamieszanie z brakiem treningów wpłynie na zespoły PKO Bank Polski Ekstraklasy? Czy będziemy oglądać poprawę pod względem fizycznym – bo przecież był odpoczynek oraz czas na złapanie świeżości? Czy może jednak zawodnicy będą snuli się jak muchy w smole i zaobserwujemy wyraźny spadek […]
03.06.2020
Weszło Extra
03.06.2020

Dyrektor sportowy – to nie brzmi dumnie. A powinno!

Mnóstwo jest powodów, dla których polska piłka klubowa nie tyle znajduje się w tak zwanej ciemnej dupie, co urządziła się w tym miejscu już tak dawno temu, że właśnie jest na etapie wymiany mebli w sypialni, bo stare się znudziły. Jeśli ktoś mówi wam, że zna jedną przyczynę – po prostu kłamie. Ale jeśli ktoś […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Roznosiłem wirusa, i co mi zrobicie? Gasperini pomylił odwagę z odważnikiem

Znacie pewnie ten cytat z „Młodych Wilków” – nigdy do niczego się nie przyznawaj. Złapią cię pijanego w samochodzie, mów, że nie piłeś. Złapią cię za rękę na kradzieży, mów, że to nie twoja ręką. Cóż, nie będziemy tego podejścia bronić, ale niezmiernie dziwi nas fakt, że niektórzy po zrobieniu czegoś absurdalnie głupiego, ale to […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Rafał Górak: „Chcieliśmy grać. Czulibyśmy niesmak z awansu przy zielonym stoliku”

O ile powrót Ekstraklasy cały czas wydawał się dość prawdopodobny, o tyle wznowienie rywalizacji w I czy – zwłaszcza – II lidze wcale nie było takie oczywiste. Wychodzi jednak na to, że do grania wracają wszystkie trzy szczeble centralne w Polsce. Dziś drugoligowcy ponownie inaugurują rundę wiosenną. Z powrotu na boisko raduje się trener GKS-u […]
03.06.2020
Bukmacherka
03.06.2020

Eintracht przełamie defensywę Werderu? Sprawdź typy na Bundesligę w BETFAN!

Środowy rodzynek z Bundesligi na pewno ucieszy fanów niemieckiego futbolu. W końcu musieli oni czekać aż dwa dni na kolejną porcję wrażeń zza zachodniej granicy… Mecz Werderu z Eintrachtem to ciekawa propozycja, zwłaszcza z uwagi na to, że pojedynki tych drużyn zwykle dostarczały sporych emocji. Czego spodziewać się po tym meczu? Sprawdźcie nasze propozycje typów […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Boniek: Obniżyć pensje piłkarzom – i to na stałe. Będą trenować mocniej

– Kluby szybko ustaliły, że w czasie kryzysu piłkarze powinni zarabiać połowę pensji, a ja uważam, że trzeba by obniżyć wynagrodzenia na stałe. Wtedy chcieliby trenować trzy razy mocniej, by wyjechać za granicę i zarobić więcej. W Polsce wielu piłkarzy ma eldorado, zwłaszcza ci z Europy Środkowej i Bałkanów. Ci gracze są ważną częścią niektórych […]
03.06.2020
Weszło
02.06.2020

Najlepsze zostawili na koniec. Michał Żyro skradł show w hicie w Legnicy

Nie oszukujmy się, nie był to mecz, na który czekaliśmy przez całą kwarantannę. Jest wtorek, jest 20.40, deszcz nasuwa z takim impetem, że piłkarze mogą z miejsca wziąć udział w reklamie szamponu albo bollywoodzkim musicalu. A jednak, kiedy już po 15 minutach mieliśmy dwie bramki i jedną awarię systemu nawadniającego, który włączył się bez wyraźnego […]
02.06.2020