Ogromne bóle i męki Juventusu, ale Parma ostatecznie pokonana
Włochy

Ogromne bóle i męki Juventusu, ale Parma ostatecznie pokonana

Jeżeli ktoś powiedziałby nam, dajmy na to, w styczniu, że 1 września Cristiano Ronaldo będzie wybiegał na boisko AC Parmy w meczu ligowym, kazalibyśmy mu popukać się w głowę. Kompletna abstrakcja, ale, co dziwniejsze, spełniła się dzisiejszego wieczoru. W składzie Parmy pojawiło się kilka znajomych w Serie A twarzy. Gervinho, Gobbi, Inglese – fajne nazwiska, ale nic ponadto. Po drugiej stronie barykady – konstelacja gwiazd. Cóż, po raz kolejny nie można byłego tego odczuć na murawie. Parma momentami mocno napędzała stracha wszystkim fanom Starej Damy, ale mistrzowie Włoch ostatecznie wrócą do Turynu z kompletem oczek.

Łatwo im to zwycięstwo nie przyszło.

Choć wszystko zaczęło się zgodnie z oczekiwaniami. Juventus od pierwszych minut przycisnął pedał gazu i już po niespełna 120 sekundach objął prowadzenie. Juan Cuadrado, grający tego wieczoru na prawej obronie, wrzucił futbolówkę w pole karne powracającej na salony Parmy, gdzie Mario Mandzukić skorzystał z nieporadności Simone Iacoponiego, a następnie pokonał Luigiego Sepe. Golkiper gospodarzy również się nie popisał, choć i tak nie miałby większych szans na obronę uderzenie chorwackiego napastnika.

Przez pierwszych kilka minut Bianconeri okupowali szesnastkę Gialloblu. A następnie sami znaleźli się w niemałych opałach.

Mistrz Włoch w tym sezonie nie zachwyca i to określenie jest zdecydowanie najbardziej delikatne. Dało się to odczuć w już dziewiątej minucie gry. Gervinho najpierw okiwał Blaise’a Matuidiego, następnie to samo zrobił z Giorgio Chiellinim i gdy wydawało się, iż sytuację rozpaczliwym wślizgiem uratował Alex Sandro, futbolówka trafiła pod nogi Di Gaudio. 29-latek jednak nie zdobył bramki, lecz okazję do tego wyczynu miał całkiem całkiem. Kolejną groźną okazję gospodarze mieli dosłownie chwilę później. Z 25 metrów huknął Leo Stulac, lecz piłka wylądowała na poprzeczce bramki strzeżonej przez Wojtka Szczęsnego.

Juventus szybko zdobywa bramkę a następnie oddaje pole przeciwnikom? Aż ziewnęliśmy z zaskoczenia. Ostatecznie przyszła kryska na matyska i Juve się tym razem doigrało. Gobbi dorzucił piłkę w szesnastkę ekipy Maxa Allegriego, musnął ją jeszcze Inglese, a na listę strzelców wpisał się człowiek, który najbardziej marzy o swojej prywatnej wyspie. Gervinho we własnej osobie. Nie mógł sobie wymarzyć lepszego rywala, żeby przypomnieć o sobie sympatykom calcio.

Czy Wojtek Szczęsny zawalił przy golu? To nadużycie. Ale mógł zachować się lepiej, niepotrzebnie spekulował.

Oczywiście, Juve próbowało kreować okazje, ale prochu w ofensywie nie wymyślili i wiele zagrożenia z tego nie było. Ponownie słaby występ notował Cristiano Ronaldo, bardzo dyskretny natomiast Federico Bernardeschi. Remis do przerwy turyńczycy wzięli z pocałowaniem ręki. Tym bardziej, że w samej końcówce pierwszej odsłony Gervinho ponownie wjechał jak w masło w obronę wyżej notowanych rywali. Później wyłożył piłkę jak na tacy do Rigoniego, którego strzał w świetnym styku obronił Szczęsny. Nawet jeżeli nie pomógł zespołowi przy golu, to wieloma innymi interwencjami pozostawił po sobie wspaniałe wrażenie.

Starcia Parmy i Juventusu to nieco zakurzony już klasyk lat 90-tych. Do przerwy gospodarze grali na miarę swoich znakomitych poprzedników sprzed ćwierćwiecza.

Po słabej pierwszej połowie, druga miała być standardowa – Stara Dama wrzuca trzeci, potem czwarty bieg, pach i rywal zostaje w tyle. Bernardeschi próbował wedrzeć się w pole karne Parmy, lecz bezskutecznie. Albo inaczej – obrońca przestawił go jak juniora. Chwilę potem oglądaliśmy uderzenie (?) Samiego Khediry, które poleciało kilka metrów nad poprzeczką bramki Sepe. W 58. minucie już było po ptokach. Alex Sandro słabszą, prawą nogą prostopadle podał do Mario Mandzukicia, a ten fenomenalnie piętką zostawił piłkę Matuidiemu.

Juventus prowadził 2-1. Nie zwykli oddawać takiego prowadzenia w meczach z beniaminkami.

Parma ewidentnie straciła nadzieję. Już nie grała z polotem, fantazją, a raczej dała się zdominować Starej Damie. W 73. minucie, wprowadzony na początku drugiej połowy Douglas Costa przyładował zza pola karnego w słupek, na co podirytowany Ronaldo odpowiedział rozłożeniem rąk. Cóż, chcielibyśmy powiedzieć, że to w końcu był TEN mecz Portugalczyka, ale niestety nie. W cień zepchnął go nawet Gervinho. Wydaje nam się, iż CR7 po prostu musi się jeszcze nauczyć Serie A, pod wieloma względami.

Mówiło się, że Juventus jest bardzo cyniczną drużyną. Skoro tak, to na starcie rozgrywek 18/19 grają po prostu super-kunktatorsko. Po linii najmniejszego oporu. Plan minimum jednak jak zwykle wykonali, komplet punktów po trzech kolejkach jest. Tylko ten Ronaldo nadal jakiś niemrawy…

Parma – Juventus 1:2 (1:1)

2’ Mandzukić 0:1

33’ Gervinho 1:1

58’ Matuidi 1:2