Słuchając hymnu można dostać skrzydeł. Może tak będzie z Dźwigałą i Pietrzakiem?
Blogi i felietony

Słuchając hymnu można dostać skrzydeł. Może tak będzie z Dźwigałą i Pietrzakiem?

Powołania były w poniedziałek, a skoro ja mam felietony w piątki, dostałem kilka chwil ekstra, żeby sobie o tym pierwszym rozdaniu Brzęczka dłużej pomyśleć. I – tutaj parę osób może się zdziwić – specjalnie krytykować ruchów nowego selekcjonera nie chcę, bo na razie ma to nawet ręce i nogi.

Podkreślam: na razie. To znaczy, nie odbieram Jurkowi tego, że równie rozsądne powołania może wysyłać co miesiąc, ale jego kadencja może pójść też w drugą, dużą gorszą stronę. Opieram się więc tylko o to, co widzę dzisiaj, a widzę kadrę odmłodzoną. To dobrze, bo ten reprezentacyjny pokój ewidentnie potrzebował przewiewu i to takiego solidnego. Pewnie, powołania dla Pietrzaka i Dźwigały przypominają Kosznika i Marciniaka z pierwszego sita Adama Nawałki, ale tylko przypomnę, że właśnie wtedy swoje powołanie dostał też Mączyński. Tamten selekcjoner, tak i ten, po prostu chcieli sprawdzić, czy gracze, którzy wpadli im w oko podczas pracy w klubie, są w stanie udźwignąć ciężar reprezentacji. Niektórzy, gdy słyszą hymn, dostają sraczki, a innym rosną skrzydła. Mniej więcej tak było z Mączyńskim, który mimo wiecznego przeciętniactwa ligowego, kadrze dawał całkiem dużo. Absolutnie nie mówię, że tak na pewno będzie z Pietrzakiem, ale taki eksperyment nic nas dzisiaj nie kosztuje.

Pod warunkiem, że po roku odmładzania zespołu w Lidze Narodów i słabych wynikach nie nastąpi zwrot w drugą stronę, czyli powrót do ogranych (i przegranych) nazwisk. Wtedy uznam, że ten rok Brzęczek stracił. Jeśli bowiem dziś pokazuje: „chcę odmłodzić zespół”, nie wyobrażam sobie, by za jakiś czas rozważano na środku obrony – załóżmy – Cionka.

Na co warto zwrócić uwagę to fakt, że tylko czternastu piłkarzy z mundialu pojawi się na pierwszym zgrupowaniu po mistrzostwach. Jeśli ten kierunek zostanie utrzymany, będzie słuszny, bo od porażki trzeba się odciąć, a wielu z tych, którzy najbliższe spotkania kadry zobaczą w telewizji, tej reprezentacji nie pomoże. Prochu nie wymyśli wspomniany Cionek, Jędrzejczyk, Teodorczyk albo Peszko. Sądzę, że graczy z drugiego szeregu możemy poszukać naprawdę gdzie indziej, bez straty na jakości tego zespołu. Poza tym usunięcie z drużyny Teodorczyka i Peszki oznacza jedno: albo rozbicie, albo zabranie ważnych ogniw grupie bankietowej. Ktoś powie: Kowal, sam w takich byłeś. No i może gdyby ktoś się za nas wziął, dana drużyna osiągnęłaby więcej? Kadra Brzęczka profesjonalistów pokroju Teodorczyka i Peszki nie potrzebuje.

To w sumie zabawne, że Peszko najpierw ogłosił zakończenie kariery reprezentacyjnej, potem tę decyzję zmienił, a ja się wciąż zastanawiam, kiedy on sądzi, że tę karierę zaczął.

Od reszty, która została, oczekuję, że weźmie się w garść. Lewandowski w końcu zacznie być kapitanem z prawdziwego zdarzenia, Zieliński przestanie bać się własnego cienia, Krychowiak zacznie grać w piłkę, Szczęsny przestanie notorycznie wychodzić po agrest w środku meczu. Szkielet tej drużyny wciąż jest, mimo braku Piszczka, tylko trzeba odpowiednio dobrać elementy wokół niego.

Ale nie miejcie złudzeń: Ligę Narodów przepieprzymy.