Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Weszło

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Największym wynalazkiem w historii ludzkości jest urodzinowa sekcja 90minut.pl. Choć zdaję sobie sprawę, że może głównie dla osób takich jak ja, które własnego numeru telefonu uczyły się osiem lat, trzy miesiące i dwadzieścia pięć dni, a numeru do żony nie pamiętają po dziś dzień i nie nauczą się nigdy. 

Dla nas, ludzi dla których zapamiętywanie ciągów cyfr jest niedoścignioną sztuką, kalendarium wyręczające przeciążoną pamięć jest na wagę złota. Co rano je przeglądam i to wystarczy by nie zapomnieć o urodzinach Jacka Manuszewskiego, Janusza Bodziocha i Piotra Gierczaka; by nie zapomnieć nie wysłać życzeń Piotrowi Przerywaczowi, ale chociaż ciepło o nim pomyśleć.

Dzisiejszym jubilatem – okrągłe czterdzieste pierwsze urodziny – jest Kamil Kosowski. Kamil Kosowski, mój ulubiony zawodnik Wisły Kasperczaka, Wisły która z roku na rok przez pryzmat nostalgii zdaje się tylko nabierać siły.

Kamil Kosowski, którego – słowo niedoszłego harcerza – miałem za największego kozaka w tamtej drużynie. Byłem absolutnie przekonany, że zrobi wielką karierę. Żurawski? Może, może. Ale może też nie. Frankowski? Swietny, ale czy skrojony pod współczesne wymagania piłki? Szymkowiak, niepolski przegląd pola, niepolskie rzuty wolne, niepolskich cech wiele, ale Szymkowiak musiał odejść po Lidze Mistrzów z Widzewem, teraz  – za późno.

A Kosowski? Stosunkowo młody, przebojowy, z dorzutem, z dryblingiem, z nieprzeciętną kiwką. Niby nigdy nie wiadomo co zrobi, ale jak trzeba, przejmie odpowiedzialność za kreowanie gry. Co, skrzydłowy ma też wracać? No cóż, kiedyś był obrońcą, może coś z tamtych czasów pozostało. Pewnie tak.

Może i bez strzału, bo nawet najsłynniejszy jego strzał z dystansu to wielbłąd bramkarza, który uderzenie powinien złapać w zęby, ale ma czym strzał zrekompensować.

W docenianiu talentu miałem przynajmniej jednego sprzymierzeńca. Do dziś pamiętam, jak zapytano przed pamiętnym meczem Polska – Łotwa (albo mniej pamiętnym rewanżem, nie dam sobie głowy uciąć) trenera rywali o to kogo najbardziej się obawia u biało-czerwonych. Powiedział, że Kosowskiego. Ucieszył się, gdy usłyszał, że występ Kosy wcale pewny nie jest i to nie przez kontuzję. Potem dodał, że u niego Kosowski grałby zawsze.

Kluby Serie A, wtedy ligi bezkonkurencyjnej na kontynencie, walczą o jego numer? Taka plotka chodziła po pucharach, a zdawało się to oczywiste. Musi tam przecież trafić. Udowodnił wszem i wobec, że należy mu się miejsce w najlepszych rozgrywkach świata.

Kosowski jednak do Serie A nie poszedł, tylko w przedziwnym dealu, dwuletnim wypożyczeniu, poszedł do Kaiserslautern. Może i rozgrywki nie były idealne pod jego pakiet umiejętności. Ale jednak, nie ma co się czarować, to było fiasko, a Southampton był fiaskiem jeszcze większym. W końcu, po latach, trafił nawet do Włoch, ale wynik w Chievo? Serie A, 23 mecze, 897 minut, 0 goli, 0 asyst. Puchar Włoch, 270 minut, 0 goli, 0 asyst. Kilka razy czytałem, że tam się dobrze czuł, ale nie wygląda na to, żeby było aż tak różowo.

Kosowski, który mi się wydawał wymiataczem gotowym zrobić wszystko, odbił się od poważniejszych lig – i moich oczekiwań – dość brutalnie. Dlaczego? Kiedyś nie znalazłbym odpowiedzi.

Teraz odpowiedź znajduję.

Każdy, kto interesuje się polską piłką tak intensywnie, ma problem ze znalezieniem punktu odniesienia. Tworzymy sobie bańkę mydlaną. Tak naprawdę tamta Wisła, choć tak ważna w historii polskiej piłki, osiągnęła mniej niż szereg rumuńskich drużyn. Wiadomo, że nie istniała reforma Platiniego, ale mimo wszystko jej specjalnością były piękne, waleczne, ale porażki.

Tamten rajd był jedynym, który był rajdem faktycznie zwycięskim.

Tylko jeden, bez triumfu na wiosnę, w dodatku w najmniej prestiżowym z pucharów. Nie udało się, mimo dużych nakładów, przerodzić tamtej dyspozycji w coś trwałego. A jednak niewiele wyrazistszych występów w pucharach mieliśmy w XXI wieku.

Cała wiara w wielką moc sprawczą Kosowskiego zrodziła się w oparciu o wyrywkowe zrywy pucharowe, Ekstraklasę i co, kilka niezłych występów w kadrze? Na przykład w meczu z Włochami, który był sparingiem? To wszystko, mierzone polską skalą, faktycznie robiło wrażenie, ale mierząc skalą poważniejszą, europejską, nie jest niczym wyjątkowym. Poważniejszą, europejską skalą, dużo lepszy był dla kibica dość bezbarwny Koźmiński, bo grał w Italii nie tylko gdy rządziła piłkarskim światem, ale jeszcze gdy panowały tam ścisłe limity obcokrajowców – a jednak kosztem Brazoli, wszelkich Latynosów, grał Polak.

Nie chodzi mi ani o deprecjonowanie wyników Kosowskiego – kompilację zagrań zawsze wciągnę, wspomnienia dobre będą na zawsze. Wielki szacunek za pełne klasy późniejsze lata, gdy okazywało się, że nigdy nie potrzebował bazować na szybkości. Nie chodzi mi też na pewno o deprecjonowanie wyników Białej Gwiazdy – to były kapitalne emocje, prezent sprawiony dziecku. Ale na tych przykładach idealnie widać, że – jak to się ładnie mówi – trudno być prorokiem we własnym kraju. Wszyscy zawsze i wszędzie podkreślają: polska piłka ma doskonałą otoczkę. Przyjeżdża piłkarz z zagranicy i docenia, porównujesz z ligami będącymi wyżej w rankingu UEFA i też widzisz, że jest lepiej. Niesprawiedliwie jest na to narzekać – „produkt” jest przystępniejszy, ładniejszy, do tego przecież trzeba dążyć. To też lepszy pieniądz, a bez pieniądza w piłce dziś wiele się nie zdziała.

Ale tak zaburzona dysproporcja między całym opakowaniem polskiej ligi, a jej poziomem tym większe stwarza ryzyko, że nie tylko piłkarze osiadają w bańce mydlanej, dając się nabrać na szkodliwe złudzenie wielkości.

Stosunek poważnego futbolu do naszego jest taki, jaki jest nasz stosunek do Edgara Bernhardta z GKS-u Tychy. Bernhardt to reprezentant Kirgistanu. W tamtej kadrze – gość. Przyjeżdża z Europy! Zawodowiec!

Ważna figura!

Ale dla nas to tylko Bernhardt z GKS-u Tychy.

Wierzcie na słowo, jeśli przegapiliście – w Cracovii czasem coś nawet pokazał.

Ale jeśli nie widzieliście, nie będę udawał, że aż tak wiele straciliście.

Leszek Milewski

PS: Jeśli nie masz ochoty na powrót do przeszłości, polecam mój dzisiejszy tekst o Rangers pod batutą Stevena Gerrarda.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (47)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Boski Diego
Barca B

„Trzeba być basiorem, a nie pipolokiem.”
W. Łazarek

FC Bazuka Bolencin

Chłopak był na zasadzie: kopnij – (kiwnij-czasami) – biegnij.
Ale co było najważniejsze? Miał w sobie jaja. Takie jak wielu w jego czasach i takie jakich obecnie nieraz nawet i pół drużyny żelowych pizdusiów nie ma…

Boski Diego
Barca B

ale tez potrafil ladnie dosrodkowac z lewej :)

esi_bmf

„Miał w sobie jaja” – no to grubo…

FC Bazuka Bolencin

Literówka, wiemy o co chodzi.

emperor

Jak ta pamięć wszystko miesza. Otóż Kosowski jak najbardziej był z tamtego pokolenia żelowych pizdusiów, którym wtedy za wzór dawano wąsaczy z 90.

FC Bazuka Bolencin

Jakoś nie przeszkadzało mu układanie plerezy w porządnym graniu, czego nie można powiedzieć o obecnym „pokoleniu grzyweczek i wygolonych zaczesek” i to niezależnie od przynależności klubowej.

emperor

Przecież to był zabawowy synek, dość szybko też w kadrze (choć Engel powinien dać mu większą szansę już przed MS 02). Ale jako jakiś tam fan Górnika doceniam jak się rozwinął mimo wszystko w Wiśle, to jednak był bardzo przehajpowany pod względem piłkarskim.

Voitcus

To się dowiedziałem, że się urodziłem tego samego dnia, co Kosowski – albo on raczej tego, co ja.
Heh.
(Też mam dziś urodziny, też rocznik 77)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

sztrasburger

Najlepszego!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

pepe72

Jest to lamerskie proszenie się o życzenia. 100 lat 😉

Kierowniku
Za swoje się huśtam!

Stowka i harem dziewic

qdlaty81
WIDZEW

stówka 😉

sztrasburger

O Kosowski! Jedyny czlowiek ktory trafił z rzutu rożnego w trybuny za bramką. I to mimo że trybuny od murawy oddzielała bieżnia :) Polska-Węgry. Rok 2003

SmyQ

Mnie ciekawi, jak wyglądałaby jego kariera gdyby przed dwumeczem z Lazio Wisła nie odmówiła mu transferu do Osasuny.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

pepe72

Pewnie tak jak wszystkich pozostałych. Głównym problemem polskiej piłki było wyszkolenie fizyczne. Już teraz większość lepiej biega.

emperor

I tak i nie. Miałem wątpliwą przyjemność oglądania pierwszej rundy w Kaiserslautern Kosowskiego i szybkością dawał radę. Nawet nie oddychał aż tak bardzo rękawami. Ale problemem była powtarzalność, brak zrozumienia taktycznego z partnerami i nieumiejętność „małej gry” przy zawężeniu pola gry, po prostu przy lepszych przeciwnikach naprzeciw. A to była bardzo słaba Bundesliga, tuż po kilku krachach finansowych, np. Dortmundu, głównie z dość starymi niemieckimi „gwiazdami” i masą wyrobników z Europy Wschodniej.
Jak pamiętam w Polsce się wtedy mówiło, ze ma za… słabych partnerów i jeszcze ten charakter rozrywkowy. Bo my zawsze zamiast szukać braków stricte piłkarskich w technice czy taktyce woleliśmy mówić o mentalności.;)

pepe72

Ale kilku się z jego pokolenia na „zachodzie” przebiło. Więc być może Kosa też by dał radę. Ale szanse takie sobie. Może Cypr …

skttr

Fajny tekst Leszku, trochę nostalgiczny, trochę jakby cofający w czasie, ale przede wszystkim odmitologizowujący. Tamta Wisła, tamta polska piłka jest jest dla współczesnej polskiej piłki trochę jak PRL dla pokolenia lat 90tych – przaśnym i siermiężnym przypomnieniem dawnych (a w sumie nie aż tak odległych) minionych czasów. I choć wiadomo, że na polu klubowym polska piłka się kompromituje bardzo często, to jednak kiedyś nie było lepiej. Ja jednak wolę normalne stadiony, brak korupcji czy grę naszych zespołów od święta w jakiejś grupie (bo teraz jest obiektywnie mówiąc trudniej). Polska liga ma wiele problemów, bez ich rozwiązania nie pójdzie do przodu, ale mimo wszystko, jest to liga normalna i chociażby dzięki otoczce nie mamy się czego wstydzić (przypomnijcie sobie cyrki z meczem Wisły z Lazio – byliśmy jak trzeci świat trochę wtedy).

FC Bazuka Bolencin

Mimo wszystko zaryzykowałbym granie na kartofliskach ale żeby się piłkarsko postawić dobrym solidnym zespołom.

skttr

Tak jak wtedy Wisła stawiała się solidnym zespołom, tak i teraz od czasu do czasu jakiś polski zespół się postawi. Tamte czasy to imo jednak znacznie mniejszy rozdźwięk pomiędzy drużynami z Polski, a tymi lepszymi, a zarazem reszta była już półamatorska, było znacznie łatwiej. Teraz niestety te różnice się odpowiednio zwiększyły (za sprawą pieniędzy) i zmniejszyły (doły się profesjonalizują i wyrównują, wynika to z pomiędzy i kierunku rozwoju piłki w stronę sportu atletycznego poniekąd). Nie tęsknię za tamtymi czasami, ci piłkarze z Wisły raczej by tak w E-klasie teraz nie wymiatali. Żaden z nich nie zrobił kariery na zachodzie lepszej od takiego Grosickiego, a zobaczmy teraz ilu mamy piłkarzy, którzy osiągnęli od niego o wiele więcej.

FC Bazuka Bolencin

Myślę że by wymiatali, ale nawet na średnio poważną piłkę europejską to obecnie i tak byłoby za mało.
Góra odskoczyła za daleko a doły też robią systematyczne postępy, tylko my truchtamy w miejscu.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

pepe72

Poziom sportowy będzie jak się skończy patologia finansowania klubów przez gminy/firmy państwowe. Jak się wydaje nie swoje pieniądze to dochodzi do patologii. A jak odwali prywatnemu właścicielowi to co najwyżej skończy się jak w Niecieczy.

emperor

Napiszę to trochę złośliwie, ale nic tak nie oducza wniosków z pamięci jak obejrzenie urywków meczów sprzed 20 lat. Połowa ówczesnych gwiazd mogłaby mieć problem ze zrobieniem sztycha w dzisiejszej lidze (serio!), bo to zupełnie inne systemy obrony, inna intensywność, mniej miejsca na boisku. Pomijając nawet korupcję (a można wnosić, że od 10 kolejki w sezonie tak 1/3 spotkań była jakoś umawiana).

Choć jedną kwestię kilka tygodni ciekawie pociągnął Stanowski – wtedy padało po 5 bramek zza pola karnego, ale nie w rundzie, tylko w kolejce.Mam „wyjaśnienia” pozytywne i negatywne tego „faktu”.

Ale z jednym się zgodzę – 20 lat temu różnica między polskim ligowcem, a piłkarzem z topu Zachodu była duuuużo mniejsza.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

emperor

No właśnie oglądałem, złośniku. I to była kompletnie inna gra. Zresztą jak się przyjrzeć bliżej, to już wtedy mieliśmy słynną polską szkołę kontrataku (uprzedzając pytanie – w 82 też), która do teraz niszczy polski futbol, a na pewno system szkolenia.
Na razie.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Dokładnie – grali w chodzonego, bez kondycji, bez pressingu, a teraz ubolewają nad futbolem dzisiejszym. Zabawne.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Tralalala

Szczerze mówiąc, nigdy szczególnie nie ceniłem Kosowskiego. Skrzydłowy typu – wypuszczę piłkę przed siebie, dodam gazu i niech się dzieje wola nieba. Zabierz wrodzoną szybkość – nie ma człowieka.

FC Bazuka Bolencin

Coś jak Turbo Grosik tylko nie ma nałogów typu kasyno :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

emperor

Imho Kosowski już w Wiśle to co robił w ofensywie oddawał w defensywie, tylko Wisła miała taką pakę, że to było chowane. Umówmy się, w kadrze to był piłkarz na kwadrans (a i tak się nagrał sporo). Niestety „typowy” polski skrzydłowy bazujący na szybkości, a nie umiejętnościach. I także dlatego odbił się od wielkiej piłki, nawet w dość słabym Kaiserlautern.

Zresztą tamta Wisłą to końcówka czasów, kiedy o piłce się częściej czytało niż tak naprawdę oglądało. I potem wierzyliśmy, ze ten czy tamten to talenty na miarę światową. I teraz z perspektywy lat uważam np. Żurawskiego za najbardziej przecenianego polskiego piłkarza ofensywnego ever. Szymkowiak był zbyt miękki, dziecinny, do poważnej piłki. I fatalnie go poprowadzono w latach 1996-1999 (20-23 lata). Frankowski to zagadka. Może, urodzony we Francji czy innej Portugalii, byłby wielkim piłkarzem, a może nie wychynął ponad ligę regionalną. Można by tak długo ciągnąć, nie tylko o Wiśle. Mila, Madej, Grzelak z następnego półpokolenia piłkarskiego, Sagan przed motocyklem (był taki dobry? Czy bazował na walce?), Mięciel z niby „bajeczną techniką”. Dawidowski, który jak na polskiego piłkarza miał „dziwną” cechę – z tego co kojarzę grał przyzwocie obiema nogami, jego kolega Zieńczuk (ten znowu tylko lewą, tak?, ale). Burhardt, cudowne dziecko w wieku 19 lat, w 23 już w zasadzie rentier.

PiotrekB

Mięciel to trochę na tym zachodzie pograł przecież 😉 Sagan też.
Burkhardta zjadla Warszawa chyba

Raducioiu

Sagan po wypadku to inny piłkarz byl. Stracił szybkość, dynamikę.Wycisnal i tak strasznie swoją karierę co godne pochwały .

Weszlacki Komentator

Najbardziej pamiętam go z irytująco niecelnych strzałów z dystansu. Nierozerwalnie kojarzył mi się ze zwrotem: „Panu Bogu w okno”.

liamnieszczesny

A czemu prawiczek ‚jak co wtorek’ w tym tygodniu nic nie napisał. Wypompowany po ostatnim?

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Każdy kto nie je michniko-szczynie z ręki to prawiczek lewaczku? :)

Szczepek
Legia Warszawa

Dobry felieton Panie Leszku.

WF
MKS

RODO zmieni Pana postrzeganie świata. Lista na 90minut jest nielegalna. Tak kolejny element dzieciństwa przechodzi do historii.

Habanero
Las Palmas

Moimi ulubionymi pilkarzami tamtej Wisły byli Uche i Cantoro

Laguna

Ostatni bastion dobrego dziennikarstwa na Weszło jeszcze nadaje. Dzięki.

Broncur Rynek
przecież nie podam prawdziwej drużyny

To był i jest mój ulubiony wiślak. Właśnie za te cojones. Ja doceniłem go jeszcze bardziej w 2007, wg mnie to był fundament dużej Wisły Skorży, to on to cementował, nawet mimo tego że grał u Skorży tylko pół roku. Bez niego, wg mnie, nie byłoby wystrzału Zieńczuka i super sezonu Brożka wtedy. Ułańska fantazja, bezczelność, wg mnie w dalszej części kariery – spore ligowe umiejętności, takie czysto piłkarskie. Największy pan piłkarz w Wiśle Skorży.

wpDiscuz