post Avatar

Opublikowane 28.08.2018 17:35 przez

Jan Ciosek

Tak, Peter Polansky to zdecydowanie największy farciarz w świecie wielkiego tenisa. 30-letni Kanadyjczyk właśnie zameldował się w wielkoszlemowym US Open jako lucky loser. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ta historia powtarza się po raz kolejny. Zresztą, nieważne, jak często Polansky będzie „szczęśliwym pokonanym” – i tak nigdy nie będzie miał takiej fury szczęścia, jaką miał kiedyś podczas… lunatykowania.

Na początek, tytułem wstępu, garść przepisów tenisowych. W turniejach wielkoszlemowych gra 128 tenisistów (i tenisistek, oczywiście). 104 osoby awansują na podstawie rankingu – naturalnie, nie zawsze są to gracze od 1. do 104. miejsca, zawsze ktoś wypadnie z powodu kontuzji czy choroby. 16 miejsc jest zagwarantowanych dla zwycięzców trzystopniowych kwalifikacji, do których także przystępuje 128 osób. W praktyce oznacza to, że trzeba być notowanym w okolicach 230. miejsca w rankingu ATP czy WTA, żeby móc wystartować w kwalifikacjach. Zarówno do turnieju głównego, jak i do eliminacji, organizatorzy przyznają „dzikie karty”, czyli specjalne przepustki dla graczy, którzy w rankingu są za nisko, żeby zagrać normalnie (najczęściej juniorzy, albo gracze „po przejściach”).

Mamy więc listę zgłoszeń, na niej graczy powiedzmy od 1. do 110. miejsca. Toczą się kwalifikacje, 16 osób zdobywa awans. W międzyczasie okazuje się, dość często, że ktoś z graczy turnieju głównego jednak nie będzie w stanie wystąpić (znów – kontuzja, choroba, wypadek). Żeby nie zostawiać pustego miejsca w drabince, w miejsce nieobecnego zawodnika wchodzi tak zwany „lucky loser”, czyli szczęśliwy pokonany. Jak się go wyłania? Najłatwiej, jak to możliwe – spośród zawodników pokonanych w ostatniej rundzie kwalifikacji losuje się tego, który będzie miał szansę zagrać w turnieju głównym.

Wreszcie coś wygrałem

I teraz wchodzi mister Polansky, cały na biało. Kanadyjczyk nie jest żadnym wymiataczem, ot, solidny gracz z drugiej setki światowego rankingu. Nigdy w karierze nie był tak wysoko, żeby bez eliminacji zagrać w Wielkim Szlemie (najwyżej 110. miejsce, w czerwcu tego roku). Prawie zawsze jednak był na tyle dobrze notowany, żeby łapać się do eliminacji czterech największych turniejów. W sumie od 2008 roku zagrał w nich 35 razy, odpuszczając ledwie sześć startów. Jak wypadał?

Cóż, początek miał dobry. W 2009 roku przeszedł kwalifikacje do Australian Open, Roland Garros i US Open (za każdym razem porażka w pierwszej rundzie). Rok później w Nowym Jorku wygrał kwalifikacje, a potem odprawił z kwitkiem 32. zawodnika światowego rankingu, Juana Monaco. To do dziś jego najlepszy wynik, bo w kolejnych 12 turniejach kwalifikacyjnych regularnie odpadał (najczęściej w pierwszych lub drugich rundach). W 2014 awansował do Roland Garros (porażka w pierwszym meczu), a na kolejny występ w turnieju głównym Wielkiego Szlema czekał do stycznia 2017. Wtedy, w Australian Open wygrał dwa mecze w kwalifikacjach, zanim przegrał z Yukim Bhambrim w pojedynku o awans. Szczęście się jednak uśmiechnęło do Kanadyjczyka, bo w wyniku kontuzji Thanasiego Kokkinakisa został „lucky loserem” i zagrał w turnieju głównym, za co otrzymał 60 tysięcy dolarów australijskich (zamiast 30 tysięcy za porażkę w 3. rundzie eliminacji, a wszystko dzięki szczęściu w losowaniu).

Nigdy w mojej karierze nie miałem takiej myśli, że jak nie wygram tego meczu, to już koniec. Nigdy nie było tak źle, ale jasne, zawsze miło dostać taki bonus i dużą wypłatę, to daje komfort na następne miesiące. W końcu czuję, że coś wygrałem w zawodowym tenisie, jako profesjonalny sportowiec. Gdyby mój ranking był między 200., a 250. miejscem przez resztę mojej kariery, sprawy wyglądałyby inaczej. Coś, jakbym przez 10 lat kopał i nic tak naprawdę nie wykopał – mówił wtedy w rozmowie z CNN.

W pierwszej rundzie przegrał z Pablo Carreno Bustą po pięciu setach. Potem w Roland Garros zaliczył 2. rundę eliminacji, w Wimbledonie i US Open – trzecią. Tam nie miał szczęścia w losowaniu i nie został lucky loserem. Aż tu nagle przyszedł 2018 rok i zmieniło się wszystko.

Najszczęśliwszy pokonany

W Australian Open drugi rok z rzędu Kanadyjczykowi się pofarciło i awansował do turnieju głównego, mimo porażki w ostatniej rundzie kwalifikacji. Choć brzmi to kompletnie niewiarygodnie, dokładnie tak samo wydarzyło się w Paryżu, gdzie Polansky w ten nietypowy sposób wywalczył awans do głównej drabinki. Siedzicie wygodnie? Minęło kilka tygodni i dokładnie ta sama historia powtórzyła się na Wimbledonie!

Postaram się dostać do turnieju bezpośrednio, wygrywając kwalifikacje. Ale jeśli dotrę do trzeciej rundy, to zawsze jest szansa zostać lucky loserem. Myślę, że byłoby fantastycznie, gdybym awansował w ten sposób. To trafiłoby na listę rekordów na długi czas, nie sądzę, żeby ktokolwiek zdołał poprawić taki wynik – mówił w rozmowie z magazynem „The Outlook” przed startem eliminacji US Open (w materiale pod znakomitym tytułem „The Luckiest Loser”).

Resztę opowieści już znacie: w Nowym Jorku Peter Polansky przegrał ostatni mecz eliminacji, a potem miał farta w losowaniu. Po raz czwarty zagra w Wielkim Szlemie jako lucky loser!

O tym, jak bardzo niesamowita jest ta historia, niech świadczą statystyki. Oczywiście, Polansky, przez niektórych nazywany już PoLLanskym (LL – lucky loser) jest pierwszym w historii, który dwa, a potem trzy razy z rzędu został szczęśliwym pokonanym w Wielkim Szlemie. W Nowym Jorku tylko wyśrubował rekord, który i tak wydaje się nie do pobicia. Dlaczego? Do tej pory zaledwie sześciu zawodników zaliczyło po trzy występy w tej roli… przez całą karierę. Kanadyjczyk – cztery w jednym roku.

Nic dziwnego, że taki szczęśliwy zbieg okoliczności zadziałał na wyobraźnię tenisowej społeczności. – Lepiej być fartownym niż dobrym – pisze ktoś. Inny odpowiada: PoLLansky CaLLendar SLLam – nawiązując do największego możliwego osiągnięcia w tenisie – zdobycia Kalendarzowego Wielkiego Szlema, czyli wygrania Australian Open, Roland Garros, Wimbledonu i US Open w jednym roku kalendarzowym. Sam Polansky na Twitterze komentuje: „LL GOAT”. W tym przypadku „goat” to nie koza, tylko skrót od „greatest of all time”, czyli najlepszy zawodnik wszech czasów. Fakt, osiągnięcie z kompletnie innej planety.

Wylosowane 330 tysięcy

W Australii, Francji i Wielkiej Brytanii Polansky drugiej szansy nie wykorzystał, za każdym razem odpadał w pierwszych rundach, żartując, że trzeba go trafić dwa razy, by wyjechał. W USA prawdopodobnie będzie tak samo, bo w pierwszej rundzie wpadł na rozstawionego z czwórką Alexandra Zvereva (mecz dzisiaj wieczorem).

Wejść do turnieju jako lucky loser, a potem od razu przegrać to duże rozczarowanie. Wydaje mi się, że szanse na przegranie za każdym razem w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema są dość niskie. (tak, a szanse na wygranie czterech losowań na lucky losera z rzędu są dość wysokie, prawda, Peter?) Jeśli grasz dobrze, część meczów musisz wygrać. Ostatnie porażki były ciężkie, ale staram się myśleć pozytywnie, bo regularne dochodzenie do ostatniej rundy eliminacji też o czymś świadczy – mówi.

Co jednak ważne, poza samym przejściem do historii jako gigantyczny farciarz, Kanadyjczyk zyskał także finansowo. W zaokrągleniu i przeliczeniu na dolary amerykańskie, za każdym razem, kiedy to kartka z jego nazwiskiem została wylosowana, Polansky stawał się bogatszy o ponad 20 tysięcy. W sumie cztery występy w roli lucky loosera przyniosły mu zysk w wysokości przekraczającej 90 tysięcy dolarów (ponad 330 tysięcy złotych)!

To fantastyczny zastrzyk gotówki. Do tej pory, w ciągu 10 poprzednich sezonów Polansky zarobił łącznie nieco ponad 860 tysięcy dolarów, średnio niespełna 90 za sezon. W tym roku już przekroczył 330 tysięcy, a do końca roku jeszcze mnóstwo gry. Kanadyjczyk poważną kontuzję miał raz, w 2015 roku, kiedy nie grał przez pół sezonu. Przez lata zapracował na opinię pracusia. Gra praktycznie co tydzień, non stop lata po świecie. I walczy.

Wiem, że nie mam już 20 lat i wiek zaczyna stawać się czynnikiem działającym na moją niekorzyść. Ale czuję, że wciąż się rozwijam we właściwym kierunku. Kocham ten sport, kocham rywalizację. I co ważniejsze, kocham uczucie, które towarzyszy mi po dobrym, ciężkim dniu treningowym – mówi. – Niektórzy goście z czasem tracą motywację. Ja taki nie jestem. To zawsze było moją mocną stroną, przez całą karierę. Ja po prostu wychodzę i robię swoją robotę, dzień po dniu, nie opuszczając żadnego. I zawsze lubiłem tę część mojej pracy.

Skok z trzeciego piętra

Efekty są. Lada dzień będzie notowany najwyżej w karierze. Jeszcze chwila i może nie będzie potrzebował szczęścia w losowaniu, bo zagra w Wielkim Szlemie bez eliminacji. Inna sprawa, że Polansky jest książkową ilustracją zwrotu „mieć szczęście w nieszczęściu”. I wierzcie albo nie, ale fart w losowaniu lucky losera nie ma tu nic do rzeczy.

Polansky jako 9-10-latek kilka razy miał przypadki lunatykowania. Budził się w nocy, nieprzytomny wstawał z łóżka i chodził po domu, czasem po ogrodzie. Nic poważnego nigdy mu się nie stało i zdążył już o tym problemie zapomnieć. Do czasu. Już jako zawodowy tenisista, został zabrany jako rezerwowy na mecz Pucharu Davisa w Meksyku. Ocknął się w środku nocy i był przekonany, że w pokoju hotelowym jest włamywacz, który właśnie atakuje go nożem. Rzucił się na okno, wybijając je i wyskakując na zewnątrz. Z trzeciego piętra.

Pamiętam moment, w którym nogą rozbijałem okno, słyszałem jak pęka. Następna rzecz, którą pamiętam, to jak byłem na dole – wspominał dwa tygodnie po zdarzeniu w rozmowie z „The Globe And Mail”. Całe zdarzenie opisał jako połączenie koszmaru sennego i lunatykowania. W całym nieszczęściu miał furę farta. Pozostali koledzy z kadry mieli pokoje na wyższych piętrach, jemu przypadło „tylko” trzecie. Poza tym, wylądował na krzaku, rosnącym pod oknem, który zamortyzował upadek. Gdyby nie to, prawdopodobnie by zginął, a w najlepszym razie został inwalidą. – Najgorzej wyglądała moja noga. Lekarze powiedzieli, że została uszkodzona jedna z arterii i jakieś nerwy. Bardzo się bałem. Na początku było bardzo dużo krwawienia, myślałem, że to się skończy utratą nogi i końcem kariery.

Polansky spędził pięć godzin na stole operacyjnym, lekarze założyli mu ponad 400 szwów. Choć brzmi to niewiarygodnie, po upadku z trzeciego piętra nie doznał żadnego złamania. Mimo tego, jego stan był poważny. Dwa miesiące poruszał się na wózku inwalidzkim, o treningach mógł zapomnieć na pół roku. A jednak, i tak musiał to wszystko traktować jako przykład gigantycznego farta, który – jak widać – towarzyszy mu do dzisiaj.

JAN CIOSEK

foto: newspix.pl

Opublikowane 28.08.2018 17:35 przez

Jan Ciosek

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 5
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ElMundoo
ElMundoo

Halo halo, przecież lucky loser nie jest losowany w tenisie! Lucky loser to koleś, który przegrywa w ostatniej rundzie kwalifikacji i legitymuje się najwyższym rankingiem spośród zawodników, którzy ponieśli porażkę i na tej podstawie jest kwalifikowany do turnieju. Tak samo jest z kolejnymi szczęśliwymi przegranymi, jak wycofuje się drugi zawodnik z turnieju głównego to wchodzi przegrany z drugim najwyższym rankingiem

ElMundoo
ElMundoo

Czyli w sumie cały artykuł trochę bez sensu, bo te wyliczenia, że szanse 1/65000 nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – wystarczy jedynie utrzymywać w miarę równy ranking, by dostawać się do wielkich szlemów jako LL

furczok
furczok

W oryginalnym artykule na atptourcostam.com wyjasniono, ze bierze sie 4 najwyzej sklasyfikowanych i losuje sie LLkow sposrod nich, czyli szansa zostania LLem jest 25%. Szansa 4 krotnego LLstwa jest 1/4*4*4*4, czyli 1/256. Myle sie?

blasphemer93
blasphemer93

Do turnieju głównego awansują najwyżej rozstawieni LL (grający w ostatniej rundzie kwalifikacji) , wystarczy sobie zobaczyć na wikipedii https://en.wikipedia.org/wiki/2018_US_Open_%E2%80%93_Men's_Singles_Qualifying i zobaczyć którzy tenisiści zostali LL. Oczywiście, dalej trzeba mieć farta, by wyżej rozstawieni odpadali wcześniej bądź udało im się awansować do turnieju, ale redaktor wprowadzający w błąd piszący o losowaniu niech się zajmie swoim kolarstwem (bo Gapcio i Jan Ciosek to ta sama osoba, niestety bystrzak syn pani poseł zbyt bystry nie jest i dalej myśli że nikt tego nie widzi). Tak czy inaczej jest dokładnie jak ElMundoo napisał.

Yarek
Yarek

Są ludzie w tak zwanym czepku urodzeni i ten Pan ewidentnie do nich się zalicza 🙂

Inne sporty
03.06.2020

Wraca NBA! Kluby dogadują ostatnie detale

Jeśli z niecierpliwością oczekiwaliście powrotu najlepszej ligi świata, to mamy dla was świetną oraz… gorszą, choć niezbyt zaskakującą wiadomość. Zacznijmy od najważniejszego: NBA jest na najlepszej drodze do wznowienia sezonu, zespoły będą grać w kompleksie Disneylandu. Ale niestety, jak donosi Adrian Wojnarowski z ESPN, planowy termin powrotu to dopiero 31 lipca. Do tego na trybunach […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Zmienia się stadion, zmienia się mecz. Tylko poziom sędziowania nieszczególnie

Dopiero pisaliśmy o marnym sędziowaniu w starciu GKS-u Jastrzębie z Wartą Poznań. Łudziliśmy się, że może w Grudziądzu będzie z tym lepiej. Że dwóm zespołom naprawdę potrafiącym pograć piłką arbiter nie przeszkodzi. Nasze niedoczekanie. Pan Wojciech Krztoń dał się nabrać w sytuacji absolutnie newralgicznej dla przebiegu spotkania i to boli jeszcze bardziej. Mecz wciąż był na styku, […]
03.06.2020

Hejt Park w dobrym składzie – Live 21:00 – Kosecki i Stanowski

Zapraszamy na Hejt Park w dobrym składzie – Roman Kosecki i Krzysztof Stanowski będą odpowiadali na telefonu od widzów Kanału Sportowego i słuchaczy Weszło FM. Sponsorem programu jest właściciel marki Okocim. Będzie naprawdę ciekawie. Pewnie czeka nas trochę wspominek, trochę anegdot, trochę mocnych opinii. Nudy się nie spodziewamy. Telefon do studia to 22 219 50 31. […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Marna gra, jeszcze gorsze sędziowanie. Warta Poznań zwycięża w Jastrzębiu-Zdroju

Nie ma co ukrywać, GKS Jastrzębie i Warta Poznań nie zgotowały dzisiaj telewidzom niezapomnianego widowiska. Właściwie starcie dwóch czołowych ekip I ligi długimi fragmentami aspirowało do rangi paździerzu. Co gorsza – do poziomu gry obu ekip dostosowali się sędziowie, którzy uznali gola zdobytego ręką. Koniec końców Warta wywozi jednak do Poznania trzy punkty, bardzo ważne […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Liga kobiet zamknięta, AZS UJ poszkodowany. Trener: – To żenada

Jeśli myśleliście, że to koniec kontrowersji w związku z rozstrzygnięciami w ligach, w których zakończono sezon z powodu pandemii, jesteście w błędzie. Dziś Polski Związek Piłki Nożnej ogłosił, że sezon Ekstraligi kobiet zostanie zakończony. O rozstrzygnięciach (mistrzostwo, spadki) decyduje tabela ustalona w momencie przerwania ligi. Największym poszkodowanym jest drużyna AZS UJ. Rozmawialiśmy przed chwilą z […]
03.06.2020
Weszło Extra
03.06.2020

„Tylko kibice rywali go nie lubili”. Koledzy wspominają Piotra Rockiego

Odszedł zdecydowanie za wcześnie. Szok. Nie dało się go nie lubić. Wyjątkowa postać. Lider w szatni i na boisku. Pytając kolejne osoby, które na różnych etapach kariery spotykały Piotra Rockiego, wyłania nam się obraz człowieka, za którym naprawdę wielu zapłacze. Zmarł nie tylko jeden z najbardziej charakterystycznych ligowców pierwszej dekady XXI wieku. Polska piłka traci […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Pogoń Szczecin – klub przeklęty

Pogoń Szczecin to dla nas klub-zagadka. W teorii wszystko wygląda w nim tak, jak należy – jest prezes, który rozsądnie układa klocki, jest trener z uznaną marką, który ma w klubie mocną pozycję, jest dobry pion sportowy, który potrafi wyszukać solidnego piłkarza i może pochwalić się wysoką skutecznością. Jest miasto, które żyje piłką, jest dobra […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Warta Poznań – cztery lata temu III liga, dziś apetyt na Ekstraklasę

Warta Poznań rozpoczyna dziś ostatni etap walki o powrót do Ekstraklasy. Niemal dokładnie cztery lata temu warciarze szykowali się do walki o to, by zagrać w barażach o awans do II ligi. Dziś mają już pewną licencję na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pozostaje tylko tę promocję do Ekstraklasy wywalczyć. „Zieloni” po cichu przedłużyli kontrakty […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Czy Unia Tarnów poczeka na baraż z Cracovią II do czasu, aż Cracovia I skończy sezon?

Unia Tarnów zajęła pierwsze miejsce w swojej grupie IV ligi i chciałaby zagrać baraż o wejście piętro wyżej ze zwycięzcą drugiej grupy, Cracovią II. Niestety na razie nie wiemy, kiedy do tego dojdzie. Dlaczego? Zdaniem Unii, Cracovia II nie chce grać bez posiłków powołanych… z pierwszego zespołu. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że koronawirus spowodował duży […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Izolacja? Kto by się tym przejmował. Racowisko kibiców na treningu Resovii

Dwutygodniowa izolacja. Ograniczone wejścia dla przedstawicieli mediów, początkowo brak kibiców na stadionie. Pełne bezpieczeństwo, dostosowanie obiektów do wyjątkowych okoliczności, podział na strefy. Słowem – wszystko przygotowane na tip top. Wszystko to po to, żeby bezpiecznie wrócić do gry. Tak miało to wyglądać nie tylko w Ekstraklasie i I lidze, ale też II lidze, w której […]
03.06.2020
Blogi i felietony
03.06.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Leczenie nałogów to długa, trudna, żmudna praca, podczas której powodzenie każdego kolejnego kroku zależy nie tylko od uzależnionego, ale też od całego jego otoczenia. Zwłaszcza otoczenia najbliższego – rodziny, przyjaciół, pracodawców, grupy społecznej, w której człowiek walczący ze swoimi słabościami się porusza. Nie trzeba być magistrem psychologii, by domyślić się, że po wyjściu z kliniki […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Regres motoryczny Wisły, mądrość Legii i efekt Bartoszka

W trakcie tej przerwy spowodowanej pandemią zastanawialiśmy się – jak to całe zamieszanie z brakiem treningów wpłynie na zespoły PKO Bank Polski Ekstraklasy? Czy będziemy oglądać poprawę pod względem fizycznym – bo przecież był odpoczynek oraz czas na złapanie świeżości? Czy może jednak zawodnicy będą snuli się jak muchy w smole i zaobserwujemy wyraźny spadek […]
03.06.2020
Weszło Extra
03.06.2020

Dyrektor sportowy – to nie brzmi dumnie. A powinno!

Mnóstwo jest powodów, dla których polska piłka klubowa nie tyle znajduje się w tak zwanej ciemnej dupie, co urządziła się w tym miejscu już tak dawno temu, że właśnie jest na etapie wymiany mebli w sypialni, bo stare się znudziły. Jeśli ktoś mówi wam, że zna jedną przyczynę – po prostu kłamie. Ale jeśli ktoś […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Roznosiłem wirusa, i co mi zrobicie? Gasperini pomylił odwagę z odważnikiem

Znacie pewnie ten cytat z „Młodych Wilków” – nigdy do niczego się nie przyznawaj. Złapią cię pijanego w samochodzie, mów, że nie piłeś. Złapią cię za rękę na kradzieży, mów, że to nie twoja ręką. Cóż, nie będziemy tego podejścia bronić, ale niezmiernie dziwi nas fakt, że niektórzy po zrobieniu czegoś absurdalnie głupiego, ale to […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Rafał Górak: „Chcieliśmy grać. Czulibyśmy niesmak z awansu przy zielonym stoliku”

O ile powrót Ekstraklasy cały czas wydawał się dość prawdopodobny, o tyle wznowienie rywalizacji w I czy – zwłaszcza – II lidze wcale nie było takie oczywiste. Wychodzi jednak na to, że do grania wracają wszystkie trzy szczeble centralne w Polsce. Dziś drugoligowcy ponownie inaugurują rundę wiosenną. Z powrotu na boisko raduje się trener GKS-u […]
03.06.2020
Bukmacherka
03.06.2020

Eintracht przełamie defensywę Werderu? Sprawdź typy na Bundesligę w BETFAN!

Środowy rodzynek z Bundesligi na pewno ucieszy fanów niemieckiego futbolu. W końcu musieli oni czekać aż dwa dni na kolejną porcję wrażeń zza zachodniej granicy… Mecz Werderu z Eintrachtem to ciekawa propozycja, zwłaszcza z uwagi na to, że pojedynki tych drużyn zwykle dostarczały sporych emocji. Czego spodziewać się po tym meczu? Sprawdźcie nasze propozycje typów […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Boniek: Obniżyć pensje piłkarzom – i to na stałe. Będą trenować mocniej

– Kluby szybko ustaliły, że w czasie kryzysu piłkarze powinni zarabiać połowę pensji, a ja uważam, że trzeba by obniżyć wynagrodzenia na stałe. Wtedy chcieliby trenować trzy razy mocniej, by wyjechać za granicę i zarobić więcej. W Polsce wielu piłkarzy ma eldorado, zwłaszcza ci z Europy Środkowej i Bałkanów. Ci gracze są ważną częścią niektórych […]
03.06.2020
Weszło
02.06.2020

Najlepsze zostawili na koniec. Michał Żyro skradł show w hicie w Legnicy

Nie oszukujmy się, nie był to mecz, na który czekaliśmy przez całą kwarantannę. Jest wtorek, jest 20.40, deszcz nasuwa z takim impetem, że piłkarze mogą z miejsca wziąć udział w reklamie szamponu albo bollywoodzkim musicalu. A jednak, kiedy już po 15 minutach mieliśmy dwie bramki i jedną awarię systemu nawadniającego, który włączył się bez wyraźnego […]
02.06.2020