Rusza Vuelta, a z nią Michał Kwiatkowski. Na co stać Polaka?
Inne sporty

Rusza Vuelta, a z nią Michał Kwiatkowski. Na co stać Polaka?

Michał Kwiatkowski w końcu się doczekał. Dostał od kierownictwa Sky wielki wyścig, na który jedzie on, a w składzie zespołu brak Chrisa Froome’a i Gerainta Thomasa, tegorocznego zwycięzcy Tour de France. W nogach ma jednak naprawdę wiele przejechanych kilometrów i pytanie, jakie wszyscy sobie zadają, brzmi: czy będzie w stanie wykorzystać swoją pozycję?

Michał już wiele razy udowadniał, że niestraszne mu wyzwania. Odnosił sukcesy w jednodniowych wyścigach, zgarniał zwycięstwa w tygodniowych etapówkach, zakładał koszulkę lidera… Vuelta a España, a przede wszystkim był mistrzem świata. To jednak coś zupełnie innego – trzy tygodnie ścigania na najwyższym poziomie, w najbardziej nieprzewidywalnym spośród wielkich tourów. Jeśli będzie w stanie zaprezentować się dobrze tutaj, to zrobi to wszędzie.

Pierwszy raz

Dla Kwiato to zupełne novum. Jasne, miał już okazję przejechać Vueltę, ale nie w takiej roli. Pojawił się na niej w 2016 roku. To był jego pierwszy sezon w ekipie Sky, której liderem na tamtym wyścigu był Chris Froome. Brytyjczyk dojechał wówczas drugi, a Michałowi ta sztuka się nie udała. I nie chodzi nam tu o zajęcie miejsca na podium, Polak po prostu wycofał się z dalszej jazdy po siódmym dniu rywalizacji. Wcześniej założył wspomnianą już czerwoną koszulkę, choć indywidualnie etapu nie wygrał.

Hiszpania jest więc Michałowi znana, choć ominęły go jej najtrudniejsze trasy. Nowa jest dla niego za to perspektywa walki o wysokie lokaty w klasyfikacji generalnej. Czy o zwycięstwo? Trudno stwierdzić, bo przy nazwisku Polaka pojawia się nieco pytań. Choćby to podstawowe, o zmęczenie.

Arlena Sokalska, zastępca redaktora naczelnego Polska The Times:

– Bardzo ważne jest to, co powiedział Dave Brailsford, dyrektor Sky, który stwierdził, że Kwiatkowski powinien się w tym wyścigu pokazać jako człowiek zdolny walczyć o klasyfikację generalną w wielkich tourach. Pozostaje jednak pytanie: czy Michał Kwiatkowski zdołał się zregenerować? W odróżnieniu od innych zawodników, którzy pomiędzy jazdą w dwóch wielkich tourach robią sobie przerwę, Michał w tym czasie walczył o zwycięstwo w Tour de Pologne. To musiało kosztować go wiele sił. Czy będzie w stanie jechać po klasyfikację generalną, utrzymując to ciśnienie – to jest zagadka.

Zresztą, takie pytania stawia sobie sam Kwiatkowski, świadomy wyzwania. Nawet w wypowiedziach dla oficjalnej strony zespołu. Przy okazji ogłaszania składu Sky mówił jej, że to dla niego „bardzo pracowite lato” i „sam jest ciekaw, jak jego organizm zareaguje na przejechanie dwóch wielkich tourów w jednym sezonie”. Bo to zagadka numer dwa – Michał nigdy wcześniej nie miał okazji sprawdzić się w dwóch trzytygodniowych wyścigach w trakcie jednego roku. Teraz dostaje taką szansę. Pokazał już, że jest mocny, ale czy aż tak?

Michał Gołaś, klubowy kolega Kwiatkowskiego z Team Sky:

– Na pewno jest to duży wysiłek. Były zgrupowania, potem [Critérium du] Dauphiné, Tour de France i Tour de Pologne… tak naprawdę gdzieś od połowy maja jest na najwyższych obrotach. Myślę, że sam chce zobaczyć, jak daleko uda mu się zabrnąć. Na pewno jednym z celów jest pokazanie się w pierwszym tygodniu Vuelty, bo tam forma powinna być super. Potem może skupić się na innych zadaniach. Na pewno jednak i we Francji, i na Tour de Pologne pokazał, że dobrze sobie radzi, zrobił spory postęp. Na Vuelcie jest też długa czasówka, dla niego to spory atut.

To wszystko nie oznacza jednak, że Team Sky będzie jechać dla Michała. Albo inaczej: tylko dla Michała. Bo na horyzoncie jest też David. Patrząc na jego dotychczasowe osiągnięcia, walka o generalkę w wielkim tourze, będzie dla niego prawdziwym starciem z Goliatem. Co nie oznacza, że nie może go wygrać.

Liderów dwóch

David de la Cruz, bo tak się nazywa, ma dwa główne atuty: po pierwsze, jest Hiszpanem. Jasne, narodowość nie jeździ, ale jeśli cały wyścig rozgrywa się w tym kraju (no prawie, dwa etapy wjeżdżają do Andory), to oczywistym jest, że znajomość tras i wsparcie kibiców swoje robią. Zresztą najlepszy dowód tego mieliśmy niedawno na Tour de Pologne, gdy wygrywał Michał. Po drugie, na Vuelcie osiągnął jeden z największych sukcesów w swojej karierze i coś, czego nie udało się zrobić Michałowi – wygrał etap i zajął lokatę w czołowej „10” klasyfikacji generalnej.

Sęk w tym, że biorąc pod uwagę całą karierę, to jest od Michała zdecydowanie mniej utytułowany i… śmiało można stwierdzić, że utalentowany. Bez Vuelty jego największymi sukcesami byłyby wygrane etapy takich wyścigów jak Paryż-Nicea (Kwiatkowski kilka lat temu był tam drugi w generalce) czy Wyścigu Dookoła Kraju Basków. Jego „nominacja” na jednego z dwójki liderów to pokerowa zagrywka Sky, przypominająca nieco wyciągnięcie królika z kapelusza przez magika. Ale Hiszpan swoje atuty ma.

Bartosz Huzarski, były zawodowy kolarz, przez dwa lata jeździł z de la Cruzem w jednym zespole:

– Już w czasie, gdy jeździł u nas, było widać, że ma potencjał, ale gubił się w najważniejszych momentach wyścigu, brakowało mu doświadczenia. Później przeszedł do Quick-Stepu, gdzie dodatkowo się rozwinął, a na koniec trafił do Sky – tam oszlifowali go jeszcze bardziej. Nie jest to pewnie zawodnik, który wygra w przyszłości Tour de France, natomiast Vueltę jest w stanie skończyć w pierwszej piątce. Nie sądzę, by poradził sobie z zawodnikami takimi jak Quintana czy Nibali, bo nie jest aż tak dynamiczny. Ma charyzmę na wygranie takiego wyścigu, ale nie wiem, czy ma odpowiedni organizm.

Że Hiszpan może powalczyć mówi też Michał Gołaś, choć zaznacza, że obsada jest mocna i tak naprawdę wszystkiego dowiemy się już w trakcie trwania wyścigu. Na ten moment prawdopodobnym wydaje się nawet scenariusz, który będzie kopią tego, co wydarzyło się na Tour de France – Sky jadące na dwóch liderów i czekające na rozwój wydarzeń.

Bartosz Huzarski:

– De la Cruz musi się trzymać  swoich kolegów z drużyny i pewnie będzie dobrze, bo jest zawodnikiem silnym i nieźle się rozwija. Czy obiorą tę samą taktykę co we Francji? Trudno powiedzieć, bo Vuelta jest całkowicie innym wyścigiem niż Tour de France: etapy są krótsze, bardziej dynamiczne, jest wielu młodych zawodników na starcie, takich, którzy pierwszy raz jadą wielki tour. Jest też łatwiejsza, ale z tego względu bardziej nieprzewidywalna. Potrafi tam zawiać silny wiatr czy być bardzo gorąco, a już następnego dnia zawodnicy ścigają się w deszczu lub śniegu, są duże skoki temperatur. Sky ma dwóch zawodników, którzy mogą powalczyć w generalce. De la Cruz powinien być numero uno, najważniejszym zawodnikiem, bo jest wypoczęty i przygotowany na Vueltę, swój „domowy” wyścig.

Jakby tego było mało, jest jeszcze opcja numer trzy. Koło ratunkowe, które Sky być może będzie w stanie wykorzystać, w postaci Sergio Henao. On też zafundował sobie dłuższą przerwę po Giro d’Italia i wrócił do gry na Tour de Pologne. Jeśli będzie trzeba, a sytuacja pozwoli, to z pewnością jest to kolarz zdolny powalczyć o wysokie lokaty.

Wiele zależeć tu będzie o strategii, jaką obierze… Michał Kwiatkowski. A w głowie ma ich zapewne co najmniej kilka.

Taktyka

Opcja numer jeden, najbardziej oczywista – walka o klasyfikację generalną. Już pisaliśmy, że zależeć to będzie od wielu czynników, na czele z dyspozycją Michała i tym, czy udało mu się zregenerować po trudach poprzednich wyścigów. Z takim postawieniem sprawy zgadza się też Michał Gołaś:

– Na pewno Kwiato ma zielone światło, jeśli chodzi o generalkę, ale z drugiej strony Vuelta to końcówka sezonu – bardzo dużo będzie zależało od tego, ile kto zatrzyma sił. Jest kilku ludzi, którzy wycofali się wcześniej z Tour de France, nie jechali Tour de Pologne i zachowali ich więcej. Jest też spora grupa kolarzy, którzy po Giro mieli przerwę i są na pewno o wiele świeżsi. Jestem jednak przekonany, że tych dwóch zawodników [Michał i David – przyp. red.] będzie miało w naszej ekipie wolną rękę i jeżeli tylko będą w formie, to team będzie podporządkowany temu, żeby w tej generalce powalczyć.

Opcja numer dwa, bardzo prawdopodobna – odpuszczenie walki o najwyższe lokaty na rzecz przygotowania się do mistrzostw świata. Taki scenariusz wybrał m.in. Rafał Majka. Tyle tylko, że on nie jechał Tour de Pologne, a w Hiszpanii nie jest liderem swojej ekipy. Michał w teorii też mógłby sobie na to pozwolić – jest przecież de la Cruz, na którego Sky może jechać. To już kwestia ambicji i tego, jak sam Kwiatkowski oceni swoje siły i możliwości. Z pewnością jednak ponowne zdobycie tytułu mistrza świata to dla niego jeden z najważniejszych celów na ten sezon.

Bartosz Huzarski:

– Jeżeli będzie jechał na generalkę, to trudno będzie mu złapać świeżość na mistrzostwa świata. Trochę to wszystko za blisko siebie, tym bardziej, że wcześniej jechał Tour de France i Tour de Pologne. Nie jestem jednak w jego skórze i nie wiem, co on czuje. To jest mistrz świata, kolarz niesamowicie utytułowany, zdolny robić rzeczy wielkie. Myślę natomiast, że w najważniejszych momentach może odpuszczać i tracić tam po minutę do najlepszych. Różnie może zareagować jego organizm, bo ostatnie kilka tygodni poświęcił na walkę na najwyższym poziomie. Nie da się tego przeciągać w nieskończoność. Myślę też, że trasa w Innsbrucku jest bardziej szyta pod Rafała.

Z tym ostatnim nie zgadza się Michał Gołaś, który twierdzi, że trasa, owszem, jest trudna, ale Michał może sobie na niej poradzić i kwestia tego, kto będzie liderem reprezentacji Polski rozstrzygnie się dopiero w dniu wyścigu, na jego trasie. Sam Majka mówił już zresztą, że gotów jest pomagać Kwiatkowskiemu, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dlatego traktowanie hiszpańskiego touru jako przygotowania pod mistrzostwa wydaje się w przypadku Michała prawdopodobne. I, kto wie, może wyjdzie na tym lepiej niż na walce o zwycięstwo?

W rozmowie z portalem cyclingnews.com Kwiato sam zresztą co nieco o tym powiedział:

Zawsze było moim celem, żeby pojechać Vueltę w ramach przygotowań do mistrzostw, ale też by „zaliczyć” dwa toury w jednym sezonie. Nie chodzi tylko o to, że to najlepsza droga do mistrzostw, ale też o sprawdzenia, jak to jest jeździć od Dauphiné do mistrzostw świata. Mnóstwo czasu. Zastanawiam się, jak moje ciało zareaguje na taki rodzaj stresu.

Opcja numer trzy, rezerwowa – walka o etapy jeśli nie będzie szans na klasyfikację generalną. To scenariusz, który łączy się nieco z poprzednim, bo przygotowanie na mistrzostwa nie wyklucza prób wygrania jednego czy dwóch etapów. Michałowi przecież wciąż brakuje takiego triumfu w którymkolwiek z wielkich tourów. To też może być cel sam w sobie i to taki, który sprawi i nam, i jemu wiele radości.

Arlena Sokalska:

Jeśli okazałoby się, że Michał nie będzie w stanie pilnować klasyfikacji generalnej, to zawsze może próbować wygrać etap, bo na Vuelcie jest wiele takich odpowiadających jego charakterystyce. Dwa lata temu był też liderem Vuelty i pewnie będzie chciał to powtórzyć. Na prologu może być ciężko, ale na drugim czy trzecim etapie – kto wie? To są te dni, gdy trasa jest skrojona pod niego i będzie w stanie rywalizować, a to zmęczenie jeszcze – o ile w ogóle się pojawi w trakcie wyścigu – nie będzie mu wtedy doskwierać.

Jest też opcja czwarta, której z jednej strony nie chcielibyśmy zobaczyć, a z drugiej wydaje się logiczna – wycofanie się, jeżeli zmęczenie będzie duże, a rywale odjadą. Wiadomo, nie chcielibyśmy, żeby Michał to zrobił, ale w kolarstwie trzeba patrzyć do przodu. Kwiatkowski jest w tym mistrzem – planowanie to coś, co robi doskonale. Wie, na co go stać i wie, na co może sobie pozwolić. W tym przypadku, gdyby wyścig ułożył się nie tak, jak to sobie założył, mógłby zrezygnować z dalszej jazdy. Nie po to, by pojechać na wakacje, ale po to, by na mistrzostwach świata pojechać na sto procent swoich możliwości.

Wszystkie te opcje Michał Kwiatkowski ma zapewne w głowie i i będzie je rozważać w trakcie trwania wyścigu. Po czym wnosimy? Po jego własnych słowach, które wypowiedział dla cyclingnews.com:

Oczywiście, że to zupełnie inna historia, ściganie się bez Gerainta i Chrisa, ale najważniejszą rzeczą jest to, że w zespole mamy wielu kolarzy, którzy mogą osiągnąć sukces. Trzeba być elastycznym, dostrzegać, jakie możliwości kryją się na każdym etapie i w drużynie. Nie można przyjechać na wyścig z tylko jednym celem. (…) Musimy sprawdzać każdy dzień: jaki jest etap, jakie są nasze możliwości. Może spróbujemy powalczyć o klasyfikację generalną albo o zwycięstwa etapowe.

Sprawdzian?

Ze wszystkich wypisanych przez nas możliwości w ostatniej tkwi pewne ryzyko – jeśli Vuelta ma być dla Michała sprawdzianem, który określi, czy jest w stanie stać się zawodnikiem na wielkie toury, to wycofanie się z niej mogłoby wysłać do szefostwa Sky negatywny sygnał. Z drugiej strony Kwiatkowski ma wyrobioną bardzo mocną pozycję w zespole i wydaje się, że ten darzy go coraz większym zaufaniem. Michał Gołaś twierdzi, że to kolarz, który w przyszłości na pewno będzie w stanie powalczyć o zwycięstwo w trzytygodniowych zmaganiach, a ta Vuelta to bardziej eksperyment. Nieco inaczej patrzy na to z kolei Bartosz Huzarski:

– Jest to taki sprawdzian. Michał ma w głowie Tour de France i często, może nie otwarcie, ale gdzieś w kuluarach, powtarza, że chciałby ten wyścig wygrać. Już w tym sezonie był jednym z najważniejszych pomocników Froome’a i Thomasa. Świetnie radził sobie na płaskim, na brukach i na czas, natomiast problemem wciąż pozostają wysokie góry. Czy jest w stanie przejechać trzy tygodnie na równym poziomie? To właśnie wciąż jest pytaniem i ta Vuelta może być wyścigiem, w którym Sky będzie chciało poddać go próbie.

Zaznaczmy jednak, że mało prawdopodobne jest, by stawiano przed Michałem jakieś określone cele. Nie ma tu mowy o tym, że musi zająć określoną lokatę czy wygrać chociaż jeden etap. Ma się pokazać z dobrej strony, po prostu. W tym sezonie zrobił już i tak niesamowicie dużo – wygrał dwa tygodniowe wyścigi, w dwóch kolejnych zgarniał zwycięstwa etapowe, znakomicie zaprezentował się na Tour de France, został też mistrzem Polski (wbrew pozorom to nie taka łatwa sztuka). Dlatego nawet słabsza postawa w Hiszpanii nie powinna zniechęcić szefostwa brytyjskiego zespołu do postawienia w przyszłości na niego.

Arlena Sokalska:

– Myślę, że Sky widzi w Michale zawodnika, będacego w stanie walczyć o klasyfikację generalną wielkich tourów. Jak Geraint Thomas, który przeszedł bardzo podobną drogę, może poza tym, że Michał Kwiatkowski niespecjalnie ścigał się na torze. Dobrze wiemy, że planem Michała na przyszłość jest to, by walczyć w tych wielkich tourach jechać po zwycięstwo. Z naciskiem na Tour de France.

Gdybyśmy mieli prorokować, napisalibyśmy, że to będzie pierwszy wielki tour od zeszłorocznego Giro d’Italia, gdy zwycięzcą okaże się ktoś, kto nie jeździ w barwach Sky. Kandydatów jest zresztą wielu: bracia Yates, Vincenzo Nibali, Rigoberto Uran czy Fabio Aru. Michał? Znalazłby się na szerokiej liście, ale bardziej skłonni bylibyśmy postawić na to, że zapisze się w wyścigu inny sposób, a o zwycięstwo powalczy na mistrzostwach świata, prezentując szefom Sky swoje możliwości przy obu okazjach. Nie mielibyśmy zresztą nic przeciwko temu, żeby tak zrobił.

Jedno jest pewne: to będzie naprawdę ciekawy wyścig.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

MARCRAFT
Juventus di Torino Football Club, Seleção Portuguesa de Futebol, Cristiano Ronaldo 7

Na pewno skończy w top 10. To nie Majka przecież.

pep pep

Numer lidera został przydzielony De la Cruzowi. Jeśli jadą na dwóch liderów, to samo to jest potwarzą dla Kwiatkowskiego. Jeśli musi ustąpić nawet De La Cruzowi to co ma zrobić w następnych latach (załózmy bez Froome i Thomasa) z Bernalem czy Mosconem, skoro od Bernala jest o klasę gorszy etapowo , a jako bardzo młody Bernal bedzie się przcież rozwijał

wpDiscuz