Liga Europy: Dudelange zlało Rumunów, gol Wilczka, większość Polaków poza grą
Weszło

Liga Europy: Dudelange zlało Rumunów, gol Wilczka, większość Polaków poza grą

Jakoś przyzwyczailiśmy się w tych ostatnich kilku tygodniach, że skoro przychodzi czwartek, to wieczorem emocjonujemy się grą polskich ekip w Lidze Europy. Ale Legia, Lech, Jagiellonia i Górnik szybko pozbawili nas tych przeżyć i dziś mogliśmy tylko zerkać na innych. Śladem mema „tata, zawołaj, jak będzie Małysz skakał” szukaliśmy w składach Polaków. Poza tym interesowało nas głównie to, co u tych drużyn, które odprawiły nasze kapele z europejskich pucharów. W dużym skrócie – gol Wilczka, zwycięstwo Dudelange, grali wspomniany Wilczek oraz Góralski i Lewczuk.

Nie był to wieczór Polaków w Europie, o którym z chlubą będziemy opowiadać wnukom i raczej nie wymienimy go na jednym wdechu z czteropakiem Lewandowskiego strzelonemu Realowi, golu Krychowiaka w finale Ligi Europy czy Dudek-dance w Stambule. Raczej zapomnimy o nim już pojutrze. Wielu naszych rodaków po prostu grzało ławę. Ale po kolei…

Łudogorec poważnie przybliżył się do udziału w fazie grupowej wygrywając na wyjeździe 1:0 z Torpedo Kutaisi, ale przy skromnym udziale Polaków. Jacek Góralski wszedł na boisko w 66. minucie, a Jakub Świerczok nie znalazł się w kadrze meczowej. Los napastnika Bułgarów podzielił Arkadiusz Reca, którego niektóre media włoskie przywidywały do gry w wyjściowym Atalanty na mecz z Kopenhagą, ale lewego obrońcy nie dojrzeliśmy nawet w kadrze meczowej. Włosi bezbramkowo zremisowali z Duńczykami, chociaż oddali ponad 20 strzałów przy dwóch uderzeniach rywali. Nawet na skrócie akcji widać, że było to typowy mecz z Football Managera – strzelasz, strzelasz, strzelasz i nic nie wpada.

Cały mecz na ławce Karabachu przesiedział z kolei Jakub Rzeźniczak, a jego drużyna dość niespodziewanie przegrała na wyjeździe z Sheriffem Tiraspol. Ale tylko 0:1, zatem sprawa awansu wcale nie jest przesądzona i być może Rzeźniczak wraz ze znanym i lubianym Dzikim Donaldem Guerrierem zamelduje się w jesiennej części LE. Z ławki nie podniósł się też Jakub Piotrowski, którego Genk pokonał Broendby, w barwach którego całe spotkanie rozegrał Kamil Wilczek. Genk nie miał w tym starciu aż tyle swobody, co w dwumeczu z Lechem, ale tym razem Belgowie byli piekielnie skuteczni. Do przerwy oddali dwa celne strzały i prowadzili 2:0 po trafieniach Samatty i Trossarda. Ale po przerwie goście szybko zabrali się do odrabiania strat – Hermannsson zmniejszył stratę, a chwilę później gola strzelił Wilczek dopadając do dośrodkowania z boku pola karnego.

Dwie minuty później Polak był bliski świetnego trafienia po uderzeniu z dystansu, ale pomylił się o centymetry, a Genk momentalnie odpowiedziało kolejną bramką Samatty. Piłkarz z Tanzanii dołożył później jeszcze jedno trafienie i Belgowie zwyciężyli 5:2.

Całe spotkanie rozegrał też Igor Lewczuk, którego Bordeaux po dość zaciętym spotkaniu bezbramkowo zremisowało z Gent. Tak, z tym Gent, które wyeliminowało Jagiellonię i w barwach którego zagrał Vadis Odjidja-Ofoe. Ekipa z Gandawy dominowała, częściej atakowała (17:6 w strzałach), ale kolejne akcje nie przyniosły skutku i skończyło się na 0:0.

Niespodzianek? Niewiele – remis Celtiku z litewską Suduvą, tylko remis Lipska z Zorią Ługańk, mimo grania przez ponad godzinę w przewadze. Prawdziwą sensacją jest jednak wygrana 2:0 Dudelange z Cluj. A może rację miał Kazimierz Węgrzyn z hasłem, że europejskie puchary zamazują obraz polskiej piłki, która idzie do przodu. Wszak ani Trenczyn, ani Spartak Trnava, ani Genk, ani Gent, ani Dudelange nie poniosły porażki. A w Rumunii przeżywają dziś to, co kibice w Warszawie przed tygodniem:

Z kolei jeśli chodzi o piękne gole, to naszym faworytem jest trafienie Issama Jebali (hehe) z Rosenborga, który popisał się takim cudeńkiem w starciu ze Shkendiją.

Komplet wyników:

rutex

fot. 400mm.pl