Piotr Stokowiec potwierdza. W Gdańsku największą bolączką był brak trenera
Weszło

Piotr Stokowiec potwierdza. W Gdańsku największą bolączką był brak trenera

Jeżeli mielibyśmy wybrać największe drużynowe rozczarowanie ubiegłego sezonu, to prawdopodobnie nasze wskazanie padłoby na Lechię Gdańsk. Zjazd, który zaliczył zespół będący niedawno w ścisłej czołówce ligi, był po prostu niewiarygodny, choć w Gdańsku wciąż mieli wielkie nadzieje i ambicje sięgające europejskich pucharów. Koniec końców skończyło się jednak tak, że biało-zieloni tracili masę bramek, nie potrafili wygrywać meczów z najlepszymi ekipami, fatalnie grali na własnym stadionie, z którego wcześniej uczynili trudną do zdobycia twierdzę, a o utrzymanie musieli walczyć niemal do ostatniej kolejki. Przed startem nowych rozgrywek od Lechii nie oczekiwaliśmy więc za wiele, tym bardziej że kadrowo wyglądała najsłabiej od lat. Figlarny los chciał jednak, że już po pięciu meczach możemy powiedzieć, że prezentujący się bardzo dobrze gdańszczanie tym razem zaskoczyli pozytywnie. Brawami za to należy nagrodzić przede wszystkim Piotra Stokowca, który potwierdza, że z trenerem na ławce gra się po prostu łatwiej.

A przecież jeszcze połowie lipca, gdy Ekstraklasa wracała do gry, kibice Lechii byli pełni obaw. W końcu ich zespołu w napiętej atmosferze odszedł Marco Paixao, wciąż kontuzjowany był Rafał Wolski, w mocno odchudzonym składzie – poza Jarosławem Kubickim – próżno było szukać nowych twarzy, a na dokładkę wśród pierwszych pięciu spotkań rozpoczynających rozgrywki kroiły im się wyjazdy do Białegostoku, Warszawy i Zabrza. Potem przyszły jednak mecze, a dotychczasowe wyniki, czyli jedenaście punktów, sześć bramek zdobytych, jedna (!) stracona i brak porażki na koncie bez wątpienia przerastają oczekiwania wszystkich sympatyków klubu z Gdańska. A nas z kolei niezmiernie zaskakują. Jak zresztą cała przemiana Lechii.

Oczywiście nie mamy żadnych wątpliwości, że człowiek odpowiedzialnym za ową przemianę jest Piotr Stokowiec. Szkoleniowiec Lechii, który w Gdańsku zameldował się w marcu, nie miał łatwego wejścia do zespołu, ale jakoś udało mu się przetrwać poprzedni sezon, a przed startem kolejnego zaszczepić biało-zielonym charakterystyczny dla siebie sznyt. Stokowiec w ciągu kilku miesięcy wykonał kawał porządnej roboty. Przede wszystkim odmienił defensywę Lechii, robiąc z i Filipa Mladenovicia czołowego lewego obrońcę ligi. Odkurzył Jakuba Araka, którego rok temu nawet nie zgłoszono do rozgrywek Ekstraklasy, przyłożył rękę do rozwoju Lukasa Haraslina, a z przymusową nieobecnością Sławomira Peszki poradził sobie na tyle dobrze, że ta przechodzi całkowicie bez echa.

Kolejne nazwiska moglibyśmy zresztą wymieniać i wymieniać, ale to nie one są najważniejsze w koncepcji Stokowca. Jego Lechia działa po prostu jak dobrze naoliwiona maszyna. Zawodnicy tworzą na boisku zgrany i świetnie rozumiejący się kolektyw, w którym każdy doskonale wie za co jest odpowiada i ze swoich obowiązków wywiązuje się z należytą sumiennością. W porównaniu z chaosem, który panował w Gdańsku za kadencji trenera doktora Adama Owena, to naprawdę duża zmiana.

Nawet jeśli w Lechii nie ma dziś takich gwiazd naszej ligi, jak, dwa czy trzy lata temu, to Stokowcowi w niczym to nie przeszkadza. Szkoleniowcowi gdańszczan w pełni odpowiada bowiem praca z ludźmi, od których w pierwszej kolejności może oczekiwać pełnego zaangażowania i którzy w jego ocenie posiadają nie tylko odpowiednie umiejętności, ale też cechy charakteru. Przykładem może być Karol Fila, który z Górnikiem wszedł w buty po Pawle Stolarskim i z miejsca stał się jednym znajlepszych zawodników biało-zielonych. Po meczu Stokowiec nie mógł się nachwalić swojego podopiecznego, zwracając szczególną uwagę właśnie na jego charyzmę, mentalność i charakter

Chemię w relacjach Stokowca z zawodnikami widać zresztą gołym okiem. Wyciągnięcie Lechii z dołka było możliwe właśnie dzięki tez specyficznej symbiozie, która jak na razie przynosi bardzo dobre efekty. W końcu biało-zieloni po pięciu kolejkach plasują się na ligowym podium, choć oczywiście na wyciąganie daleko idących wniosków wciąż jest oczywiście za wcześnie. Na robienie ze Stokowca cudotwórcy pewnie zresztą też, ale to, że Lechia na początku sezonu jest jedną z najlepszych drużyn Ekstraklasy i pewnie największym – tym razem pozytywnym – zaskoczeniem, to niezaprzeczalny fakt. Bez odpowiedniej osoby na ławce trenerskiej raczej nie byłoby to możliwe.

Fot. Wojciech Figurski/400mm.pl

KOMENTARZE (12)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
lolek_RTS

Co by nie mówić Stokowiec gdzie nie pracuje daje sporo jakości, już w Polonii Warszawa gdzie ratował tonącą łajbę pokazał że mimo braku funduszy da się stworzyć drużynę która będzie wygrywać mecze, jakby tak sklonować 15 razy Stokowca to może by coś z tej ligii było.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

M.S.

To teraz szkoda, że jak mieli bardzo fajną paczkę, to ciągle brakowało dobrego trenera.

blasphemer93
FC Lahti / Stoke City

Bez przesady, Nowak prowadził Lechie na miarę możliwości, do podium zabrakło mu niewiele, szkoda że w Polsce po jednym dobrym sezonie szybko formuła się wypala i znów trzeba mieszać chochlą w bajorku (wymiana Nowaka na Owena to tak czy inaczej sabotaż).

keptna

Ze Stokim to jest tak ze pierwszy sezon zawsze ma dobry, a kolejne to coraz gorsze. W kazdym klubie tak sie to konczylo.

Korniszon

Miałem to samo napisać. No ale w sumie z drugiej strony kto mi pokaże klub w Polsce w którym trener nie zmienił się od 4-5 lat ? 😉

FalszywyProfil

to chyba dotyczy każdego trenera Ekstraklasy :) pytanie jeszcze, czy to problem z tymi trenerami, czy klubami i piłkarzami

Bartoni
Lechia Gdańsk

Takie pierdolenie. W tej lidze po prostu nie ma drużyn (poza Legią, Lechem i od jakiegoś czasu Jagiellonią), które na najwyższym poziomie są stale. Stokowiec zaliczył 6 miejsce z upadającą Polonią, z Jagiellonii odszedł po tragicznym 1-6 z Lechem, ale miejsce zajmował wtedy 10. Nie odbiegało to od poprzednich dwóch sezonów Jagi gdy ta była dwukrotnie 11. Później awansował z Zagłębiem do Ekstraklasy po tym jak wysprzątał klub z obcokrajowców i ogarnął skład. Jako beniaminek wszedł do Europy, potem zajął 9 miejsce (czyli faktyczny potencjał Zagłębia z ich składem) a potem go zwolnili gdy zajmował 8 i zatrudnili człowieka, który nigdy nie był trenerem i zamiast stabilizacji ze Stokim i spokojnej budowy klubu wybrali eksperyment z Lewandowskim, który skończył się 8 miejscem, a teraz 6. Czyli środek tabeli, tam gdzie Zagłębie przynależy z ich składem.

Znakomity

Poczekałbym z chwaleniem tego Stokowca, bo z niego też jest niezły asior.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Mnie mogliscie sie powstrzymac przed wasza klatwa? Teraz jak nic seria meczow bez zwyciestwa albo jakies 2-3 wpierdole z rzedu.

Nie chcę się czepiać, ale...

” tym bardziej że kadrowo wyglądała najsłabiej od lat” – bym polemizował Lechia pozbyła się tylko balastu: Mili, Wawrzynika, Milosa, Kuświka, de facto Krasicia a sensownych piłkarzy na których nie było kasy pozamieniano na tańsze odpowiedniki: Oliveirę zamieniono na Maka, Sławczewa na Kubickiego, Zelinkę na Alomerovicia, a Paixao na Paixao (bo gdy Marco grał, to Flavio cieniował). Jedyne prawdziwe osłabienie, to ostatni tydzień i oddanie Stolarskiego, nie mniej jednak debiut Fili był dość obiecujący, zobaczymy co będzie dalej.

Yarek

Na pewno gra i wyniki Lechii wyglądają lepiej, ale na ocenę pracy trenera Stokowca warto poczekać przynajmniej do końca tej rundy. Oczywiście życzę mu jak i klubowi dobrych wyników oraz dobrej gry, bo w polskiej lidze potrzebnych jest kilka klubów grających na lepszym niż przeciętny poziom. Wtedy dopiero jest szansa, że rozgrywki ligowe będą niosły za sobą jakość, gdyż póki co niestety tylko oprawa telewizyjna jest atrakcyjna i ewentualnie pojedyncze mecze. To według mnie trochę mało dla kibiców…

wpDiscuz