Trzy mecze w jednym – Premier League nas rozpieszcza
Anglia

Trzy mecze w jednym – Premier League nas rozpieszcza

Premier League to jednak liga wyjątkowa. Dzisiaj zaproponowano nam starcie Chelsea z Arsenalem. Miał być ciekawy mecz, zacięte starcie derbowe. Wyszło jeszcze lepiej – trzy ciekawe mecze w ramach jednego. Szalona karuzela emocji, ładnych goli, błyskotliwych dryblingów i spartaczonych sytuacji. Dość powiedzieć, że koniec końców bohaterem został Marcos Alonso. Autor gola i asysty, wspaniale dysponowany na połowie przeciwnika. Zaś na własnej – wręcz przeciwnie, kilka razy zupełnie bezlitośnie objechany w defensywie.

Takie to było właśnie spotkanie, zagmatwane i przez to tak przyjemne dla oka. Ostatecznie zwyciężone przez Chelsea i można się spokojnie pokusić o opinię, że zwyciężone zasłużenie. The Blues byli drużyną lepszą przez jakieś 70 minut starcia, w tym całą drugą połowę. Jednak Kanonierzy mieli swój czas w końcówce pierwszej części gry. I był to czas na tyle obfity w stuprocentowe sytuacje, że spokojnie mogli wyjść na prowadzenie i napisać zupełnie inny scenariusz na trzy końcowe kwadranse.

Ale jak się knoci tyle setek, to pretensje o zerowy dorobek punktowy można mieć w końcowym rozrachunku wyłącznie do siebie.

Jak już wspominaliśmy, to były trzy mecze w jednym. Pierwszy z nich trwał około dwudziestu minut, przypadł na początkową fazę spotkania. Podopieczni Maurizio Sarriego zaprezentowali oszałamiający futbol. Przede wszystkim byli ruchliwi, wręcz nadpobudliwi w środkowej strefie – Barkley, Pedro, Willian, Jorginho – cały czas pod grą, cały czas chętni, żeby wziąć na siebie futbolówkę, uwikłać się w drybling, pyknąć klepkę. O Kante nawet nie wspominamy, bo dla tego małego świra to norma.

Można powiedzieć, że w każdego z piłkarzy Chelsea wstąpił duch francuskiego skromnisia. Efekt wymarzony – szybko osiągnięte dwubramkowe prowadzenie. Podobać mógł się zwłaszcza pierwszy gol. The Blues wymienili w meczu przeszło 700 podań, tymczasem do zdobycia bramki wystarczyło tak naprawdę jedno. Jedno, lecz genialne. Jorginho popisał się świetnym przeglądem pola, doskonale wypuścił skrzydłem rozpędzonego Marcosa Alonso. Ten wystawił futbolówkę Pedro, były zawodnik Barcelony dopełnił formalności.

Magia. Chelsea grająca na takiej intensywności, mająca tak wiele widzącego na murawie Jorginho, to jest drużyna potężna. Choć trafienie trochę zaszkodziło samemu Pedro – tak bardzo uwierzył w swoje możliwości, że później mnóstwo akcji rozegrał pod siebie, a Petr Cech mógł te karkołomne wyczyny Hiszpana obserwować z wielkim spokojem.

Zanim kibice przyjezdnych zdążyli wyciągnąć zza pazuchy zeszłoroczne transparenty i przemalować napis „WENGER OUT” na „EMERY OUT” (względnie „WENGER IN”, żeby zaoszczędzić trochę czasu i tuszu), rozpoczął się drugi mecz. Krótki okres absolutnej dominacji gości.

Pierwszy zwiastun, że coś się na boisku odmienia to była właściwie zmarnowana setka Aubameyanga, która poprzedzała jeszcze bramkę Alvaro Moraty na 2:0. Zanim Hiszpan, który swoją reputację mocno nadszarpnął właśnie w starciach z Arsenalem, odzyskał utraconą w ubiegłym sezonie godność, Gabończyk miał wymarzoną szansę, żeby wyrównać. Dostał od Bellerina idealną piłę, sterczał w samym centrum pola karnego. Uderzył beznadziejnie. I jeżeli przypomnieć sobie ujecie realizatora na jego pełną niedowierzania minę – chyba go to ze szczętem spaliło psychicznie na pozostałą część meczu.

Bo jakiś czas później zdarzyło się to:

Nie wiemy, jak jest po „gabońsku”: „niewykorzystane sytuacje się mszczą”, może tam nawet nie funkcjonuje takie porzekadło. Ktoś jednak powinien byłego snajpera Borussii Dortmund z nim zapoznać. Długa piłka od Azpilicuety, Morata wykiwał Mustafiego jak skończonego naiwniaka i minutę po partactwie Aubameyanga było 2:0 dla gospodarzy.

Czy defensorzy Chelsea potraktowali poważnie ostrzeżenie ze strony Kanonierów? Otóż nie. Hiszpańskie boki obrony dały popis ofensywnego kunsztu i defensywnego nieudacznictwa. To coś nieprawdopodobnego, ale Arsenal – takich sytuacji jak te powyżej – stworzył sobie w sumie chyba z pięć, wykorzystując zaledwie jedną z nich. Trudno powiedzieć, o co chodziło zawodnikom Chelsea. Dlaczego postanowili tak uparcie zostawiać wielką, zionącą dziurę w okolicach jedenastego metra, czy nawet bliżej własnej bramki? Nie wyglądało to na zamysł trenera, bo Sarri był mniej więcej tak samo zadowolony z postawy swojej drużyny w końcówce pierwszej połowy, jak gdyby skończyły mu się papierosy podczas domówki, a do najbliższego sklepu całodobowego było trzydzieści kilometrów drogi piechotą.

To były chyba pierwsze minuty w sezonie, kiedy Unai Emery mógł być naprawdę zadowolony ze swojej drużyny. Druga linia Chelsea, dotychczas rozzuchwalona, została nagle zgnieciona i pozbawiona animuszu, defensywa rozerwana na strzępy. Pojawiły się głupie straty  Barkleya, Williana, nawet pomyłki Jorginho. Linię spalonego łamał Luiz, Azpilicueta i Alonso korkociągiem wyciągani z płyty boiska. Naprawdę dziw bierze, że skończyło się to tylko dwiema bramkami. Mimo wszystko – trenera Kanonierów trzeba w tych okolicznościach pochwalić. Widać było, że ten sposób rozgrywania akcji został dokładnie zaplanowany i przećwiczony.

Obrońcy Chelsea niespecjalnie przeszkadzali, więc drużyna Arsenalu przez jakiś czas brykała sobie beztrosko, faktycznie jak między pachołkami na treningu.

To już nie jest wina szkoleniowca, że Aubameyang dał kilka razy popis strzeleckiej nieudolności. Mkhitaryan strzelił co prawda ładną bramkę (choć chyba nieco więcej mógł w tej sytuacji zrobić Kepa), ale wcześniej, w znacznie prostszej sytuacji, również się pomylił. To zresztą typowe akurat dla tego zawodnika. Ormianin zawsze wolał z jakichś, sobie tylko znanych powodów wykorzystywać mniej klarowne sytuacje, zaś stuprocentowe knocić.

Pechowo dla Kanonierów, Sarri w przerwie przemówił swoim defensorom do rozumu i obrona Chelsea po powrocie z szatni sprawowała się już znacznie solidniej. A kiedy twój przeciwnik, jak gdyby nigdy nic, wpuszcza sobie w 60 minucie z ławki Edena Hazarda i Mateo Kovacica, to naprawdę trudno z tym dyskutować przy użyciu jakichkolwiek piłkarskich argumentów.

Zaczął się trzeci mecz, czyli – niemal absolutna – dominacja The Blues. Statystyka strzałów w drugiej połowie (14:3) mówi sama za siebie. Skończyło się tak, jak musiało się skończyć – Eden Hazard zahipnotyzował obrońcę, obsłużył Marcosa Alonso, który znowu udowodnił, jak znakomitym jest piłkarzem w ataku. To jest naprawdę unikat na europejską skalę, jeżeli chodzi o zestaw ofensywnych atutów. Wytrzymał trudy spotkania znacznie lepiej niż Bellerin, więc ostatecznie w potyczce hiper-ofensywnych bocznych defensorów z kraju korridy to właśnie zawodnikowi Chelsea przyznajemy palmę pierwszeństwa.

Zatem szczęśliwa dziś wieczorem jest niebieska część Londynu. Wejście The Blues w sezon możemy śmiało określić jako bardzo dobre – biorąc pod uwagę, że Eden Hazard wciąż nie jest w pełni sił, ofensywa drużyny Sarriego sprawuje się naprawdę efektownie. Zaś Arsenal jak zwykle okupuje czwarte miejsce w tabeli. Tym razem czwarte od końca. Emery dostał jednak pierwsze powody do optymizmu – przez dwadzieścia minut udało się jego podopiecznym zupełnie zmiażdżyć przeciwnika. Zabrakło tylko odpowiednio nastawionych celowników, żeby zrobić z Chelsea marmoladę.

Chelsea FC – Arsenal FC 3:2 (2:2)
9′ (1:0) Pedro
20′ (2:0) Alvaro Morata
37′ (2:1) Henrich Mchitarjan
41′ (2:2) Alex Iwobi
81′ (3:2) Marcos Alonso

fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (18)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

XardasKSP
Polonia Warszawa

A kogo w Polsce obchodzi czy wygra Chelsea czy Arsenal? Poco ogladac mecz gdzie nikomu zupelnie nie zalezy na tym kto wygra?

Wojteksiurek

Mnie obchodzi

Wicher

A kogo obchodzi jakaś Ekstraklasa gdzie poziomu i umiejętności piłkarskich próżno szukać? W sumie byłbym w stanie zaryzykować i powiedzieć, ze tylko wyjątkowi dewianci wolą Ekstraklasę.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Tak, a typowi kibice sukcesu wybieraja sobie kluby typu MU do kibicowania. Ty musiałeś wybrać dość dawno temu, szacun, że wciąż im kibicujesz. :-)

Wicher

haha typowi kibice sukcesu nie wybiorą MU z prostego powodu – wolą City jeśli wolą angielskie klimaty. Zazwyczaj wisi im liga więc w grze są Real i Barcelona 😉 Tak kibicuję United od dawna, bodaj od sezonu 1997/1998. Jak dobrze wiesz od kilku lat nie ma za bardzo się z czego cieszyć. Polska piłka nigdy mnie nie kręciła bo od początku była żałosna. Jak chcę obejrzeć polską piłkę to idę na stadion drużyny z 3 ligi i tam choć umiejętności chujowe to jednak widać chęci do gry i nie wszyscy mają wyjebane jak typy pokroju Kucharczyka. Jednak nie ma to związku z tym co napisałem wyżej.

XardasKSP
Polonia Warszawa

Bo w Ekstraklasie czlowiekowi zalezy kto wygra a nie jak graja. No chyba ze jest taki mecz ze ani ziebi to ani grzeje czy wygra Arka czy Wisla Plock wiec wtedy czlowiek woli zagrac w FMa niz to ogladac 😀

Cos jak Mistrzostwa swiata nawet jak nasza reprezentacja gra slabo to sie jej mecze oglada oraz mecze innych Slowianskich druzyn lub jak szkopy moga przegrac z kims. A jak jest taki super pilkarski mecz niby typu Belgia – Francja to czlowiek jakos sie nie emocjonuje bo ma to gdzies czy wygra Belgia czy wygra Francja.

Dobrze ze Chorwaci zapewnili emocje az do finalu, chyba jedyny raz jak Slowianska druzyna byla w finale Mistrzostw Swiata.

Detros

Oglądasz mecz z powodu jakiegoś „fanowskiego” zboczenia czy bo lubisz dobrą piłkę? Ja lubię piłkę więc nie oglądam meczy, które nazwać można jedynie kopaniną.

XardasKSP
Polonia Warszawa

Ogladam mecz bo lubie emocje i jak mi absolutnie niezalezy kto wygra mecz to szybko mnie to nudzi nawet jak graja piekna pilke.

Wiec np. w rozgrywkach reprezentacyjnych poza nasza reprezentacja kibicuje wszystkim Slowianskim druzyna oraz zeby szkopy przegraly i w ten sposob mam wiecej emocji.

W pilce klubowej jako ze nasi szybko zegnaja sie z pucharami, to interesuje mnie jak graja Slowianskie kluby z innych krajow oraz ogolnie kluby ze wschodu Europy jak ograja jakis zachodni to zawsze mam radosc.

Ostatnio z zagranicznych klubow w pucharach to fajnie sie ogladalo Zenit jak zdobyli puchar UEFA i po drodze Bayernowi 4-0 wlozyli. No i oczywiscie Rumunow (chociaz to nie Slowianie ale druzyny ze wschodu) jak mieli swoja chwile w pilce klubowej. Jak Rapid ze Steaua zagraly w cwiercfinale pucharu UEFA a wczesniej wyeliminowali kilka dobrych zachodnich klubow.

No i ten polfinal jak Steaua nie dala rady ale malo brakowalo a zagraliby w finale i te miny anglikow jak niedaleko konca meczu to Steaua byla w finale.

PS. Ciekawe czy kiedys Polska druzyna bedzie w stanie cos takiego zrobic w pucharach i czy czegos takiego dozyjemy.

Detros

Słowiańskie? A skąd to braterstwo krwi? W czym są lepsi „bracia” Słowianie od szkopów? Jakoś inaczej nas mordowali od szkopów? Wołyń lub Katyń był bardziej humanitarny? Chyba nie do końca więc nie rozumie dlaczego akurat szkopom nie kibicujesz?

Analityk33tm

Najlepsza na świecie :-) Niezwykle ciekawa, efektowna, a przede wszystkim czysta od pomyłek sędziowskich.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Wicher

Opis Ekstraklasy z ich oficjalnego wydawnictwa?

StanLevy

Po gabońsku… XD

Rogal

ta a ja juz alonso stawialem jako najlepszego LO swiata chelsea kandydat jakis do mistrzostwa PL moze to nowa klatwa minus top 4 a za rok majster hehe

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

kubbak92
Chelsea

Rewolucja taktyczna… Sarri całkowicie odmienił grę The Blues. Ostatni trener który chciał grać spektakularnie to chyba był… Andre Wywijasz-Boasz.. Spójrzmy na to kto kierował The Blues w ostatnich latach: Mourinho i Conte – całkowite skupienie na defensywie, a tutaj przychodzi Sarri i z praktycznie miejsce potrafi swą filozofię wtłoczyć do głów zawodników. Dużą rolę odegrał transfer Jorginho który po prostu wie o co w tym wszystkim chodzi i świetnie reguluje grę. Mały element a rozhuśtał The Blues. Dodatkowo odbudowany Barkley czy ofensywny Kante a jak na deser wszedł Kovacic… Takiego środka pola to Chelsea nie miała od dawna. Chyba trzeba cofnąć się aż do Franka, Essiena i Ballacka… Byle tylko taka gra nie spowodowała całkowitego rozpadu defensywy, bo dzisiaj to była tragedia. Azpi i Alonso mimo ciekawej grze w ofensywie dawali się objeżdżać nieustannie, przestrzeń na skrzydłach była przeogromna, absurdalna. Brak asekuracji? Braki taktyczne? Aż strach się bać co będzie przy starciu z Mendy i Walkerem…

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Z innej beczki: wiecie już chłopaki z weszło dlaczego Everton kupił Richarlisona? :-)

wpDiscuz