Kapustka nie dla Benevento. I chyba nie ma powodu, by rozpaczać…
Weszło

Kapustka nie dla Benevento. I chyba nie ma powodu, by rozpaczać…

No co tu dużo mówić – pośpieszyliśmy się. Wczoraj niemalże przesądziliśmy, że Bartosz Kapustka zostanie piłkarzem Benevento, a jeszcze raz okazało się, że nawet przy informacji o testach medycznych, które pewnie w 99% kończą się podpisaniem umowy, warto zabezpieczyć się stwierdzeniem „prawdopodobnie”. Dobra wiadomość jest taka, że to nie tak, iż to stan zdrowia 21-latka nie pozwolił parafować umowy ze spadkowiczem z Serie A, bo „Kapi” – przynajmniej fizycznie – jest gotowy do podjęcia rywalizacji. Gorsza – wszystko wygląda nie do końca poważnie. 

Kapustka był zdecydowany na grę w Serie B do tego stopnia, że wybrał się na testy medyczne do Rzymu pomimo tego, iż Benevento wciąż nie było dogadane co do warunków z aktualnym pracodawcą piłkarza. Niejako potwierdził to wczoraj nawet trener Cracovii. Po meczu z Zagłębiem Michał Probierz zdradził, że Pasy do końca zabiegały o powrót chłopaka do klubu na zasadzie wypożyczenia, ale ten zdecydował się na podjęcie próby na Półwyspie Apenińskim. Sęk w tym, że ewentualne porozumienie między klubami zeszło na dalszy plan, bo ostatecznie zdanie zmienił sam piłkarz.

A że okienko transferowe we Włoszech po raz pierwszy postanowiono zamknąć przed startem sezonu, czyli wczoraj (stąd pośpiech z testami), temat naturalnie upadł.

Jednak czy to źle? Tego już się nie dowiemy, kwestia wypalenia w danym klubie zawsze jest złożona, ale naszym zdaniem niekoniecznie. Tak jak pisaliśmy wczoraj – wydaje nam się, że skrzydłowy z takimi warunkami mógłby zginąć w otoczeniu grających dość siłową piłkę kopaczy. Coś jak swego czasu Rafał Wolski w Bari – do dziś zachodzimy w głowę, jak można było tak spektakularnie stracić rundę. Dla zawodnika grającego obecnie w Lechii był to przedostani przystanek przed powrotem do Polski, bo później zahaczył się jeszcze w Belgii.

I znów można wrócić do przypadku Kapustki, bo wydaje się, że ten ciągle może stać się podobny. Zainteresowanie zawodnikiem Leicester wykazywał już Gent, a tamtejsza liga to całkiem ciekawa opcja na trzecie podejście do zachodniej piłki, gdy nie wychodzi ci w Anglii i w Niemczech. Oczywiście niewykluczone, że były piłkarz Cracovii – w przeciwieństwie do Wolskiego – by się tam ogarnął i do kraju wrócił tylko na wakacje. Przy czym jesteśmy świeżo po rywalizacji belgijskich klubów z naszymi, więc  żadnych pieniędzy byśmy na to nie postawili.

Fot. FotoPyK