Jak nie oszczędzać pieniędzy – uczy przykład Legii i Artura Jędrzejczyka
Weszło

Jak nie oszczędzać pieniędzy – uczy przykład Legii i Artura Jędrzejczyka

Odcięcie od występów w rozgrywkach ligowych, brak zgłoszenia do meczów eliminacyjnych w Europie. W ten sposób prowadzono z Arturem Jędrzejczykiem negocjacje, które miały na celu nakłonić go do odejścia z klubu, ewentualnie do obniżki zarobków. Efekt tych oszczędnościowych przepychanek jest taki, że Jędzy i tak trzeba będzie płacić, tylko w ciągu czterech, a nie dwóch lat. Zaś koślawa defensywa Legii została w międzyczasie zdemolowana przez mistrza Luksemburga.

Defensywa, obrona… Uznajmy, że dla ułatwienia będziemy się trzymać tego nazewnictwa, choć w przypadku warszawskiego zespołu należałoby raczej mówić o „grupie ludzi ustawionych najbliżej własnej bramki”. Trudno przecież określić „defensywą” wczorajsze popisy Wieteski, Pazdana, Hlouska i Philippsa. „Obrona” z samej swojej definicji ma powstrzymywać ataki przeciwnika, a nie je przepuszczać.

Bankowcy, listonosze i piekarze załadowali, nomen omen, Malarzowi cztery bramki w dwumeczu, a i tak możemy mówić o najniższym wymiarze kary. Okazji stworzyli sobie wystarczająco, żeby ustrzelić drugie tyle. I chyba tylko wyjątkowy naiwniak może sądzić, że to wyłącznie efekt spektakularnego rozwoju piłki luksemburskiej, dowód wielkiej klasy przeciwnika. Klubu wywodzącego się z miasteczka mniejszego niż Mokotów.

Futbol w Luksemburgu idzie do przodu, ale jest to czynnik w tej chwili mniej istotny. Marginalny. O defensywnej degrengoladzie Wojskowych zadecydowało przede wszystkim to, że formację obronną zespołu tworzyli ludzie przypadkowi. Dobierani chaotycznie, w desperacji. Podczas gdy super-uniwersalny obrońca z gigantycznym doświadczeniem, który jest w stanie obsadzić właściwie każdy wakat w tyłach, obserwował sobie mecz  z perspektywy kibica. W ostatnich tygodniach głównie za to mu w Legii płacą.

W dwumeczu przeciwko Dudelange zdążyliśmy zaobserwować następujące rozwiązania kadrowe:

  • pozycję lewego obrońcy obstawił Dominik Nagy, lewy napastnik, bardzo ofensywnie usposobiony skrzydłowy. Równie dobrze można by ustawić na tej pozycji Cristiano Ronaldo albo na przykład Roberta Lewandowskiego. Tylko dlatego że wołają na niego „Lewy”. Nagy to nie jest obrońca i możemy zaryzykować stwierdzenie, że nigdy takowym nie zostanie.
  • na murawie pojawił się przez jakiś czas Mateusz Żyro. Wyglądał na tak oszołomionego, jak gdyby chwilę przed wejściem na murawę ktoś mu przylutował w potylicę maczugą.
  • na środku obrony wystąpił Chris Philipps, który jest takim kasztanem, że nie byłby w stanie przyzwoicie zagrać nawet przypadkowego przechodnia w „Trudnych sprawach”. Za występ w roli stopera – Złota Malina. Na tle swoich rodaków, pół-amatorów, wypadł jak stuprocentowy amator. Gość, którego w gierce na orliku wybiera się do zespołu jako ostatnią zapchajdziurę. Na pozycji defensywnego pomocnika sprawdza się nędznie, zaś w roli stopera – gorzej niż żałośnie. Wczoraj zasługiwał na wędkę po dwudziestu minutach gry, ale jakimś cudem dotrwał na boisku aż do przerwy.
  • na prawej stronie defensywy został ustawiony Mateusz Wieteska. I się skompromitował. Zdarzało mu się już na tej pozycji grywać, ale to mimo wszystko raczej jest stoper. Co oczywiście w żaden sposób jego postawy nie usprawiedliwia. Zabrakło mu umiejętności i obycia w grze pod dużym napięciem.
  • po przesunięciu Wieteski do środka na prawej obronie brykał również Michał Kucharczyk. Chyba tylko dlatego że potrafi dość szybko biegać, bo przecież to nie jest obrońca. Serio – role skrzydłowego i bocznego defensora nie są wymienne, nie są tożsame. Nie bez kozery ultra-ofensywni obrońcy, jak Roberto Carlos czy Marcelo, nigdy nie sprawdzili się na skrzydle i nie lubili tam występować. To po prostu inne granie.

Wszystko wygląda naprawdę kuriozalnie. Z jednej strony, buduje się w klubie kadrę z myślą o europejskich pucharach. Przynajmniej taka jest narracja buńczucznych zapowiedzi. A kiedy już trzeba się o udział w tychże pucharach bić, skrzydłowi są porozrzucani po bokach obrony, defensywny pomocnik kopie się w czoło na stoperze. Co dalej? Carlitos na bramce, Eduardo na dziewiątce, Astiz na dziesiątce? Skoro Nagy dopiero co strugał lewego obrońcę, to w zasadzie nic nas już nie zaskoczy.

Tymczasem wieloletni reprezentant Polski z premedytacją nie został zgłoszony do gry.

Czyniąc długą historię krótką – Jędrzejczyk podczas meczów eliminacyjnych gnije poza kadrą, bo najwyraźniej uznano w klubie, że trzeba się go pozbyć. Razem z jego wypłatą. Jednak zawodnik nie chciał się ruszać z Warszawy, ponieważ zaplanował tutaj swoje biznesy i ulokował rodzinę. Zresztą, dopiero co urodziła mu się córeczka. Patowa sytuacja została załagodzona kompromisem i rozłożeniem płatności dla zawodnika na dłuższy okres. Dlatego Jędza zagrał z Piastem (bardzo przyzwoicie), ale z Dudelange jeszcze nie mógł wystąpić. Zgłoszenia zespołu do rozgrywek dokonuje się przed dwumeczem.

W efekcie na murawie hasali albo zawodnicy desperacko przesunięci na zupełnie obcą sobie pozycję, albo kompletni parodyści. Jeżeli ten sposób postępowania z reprezentantem Polski miał zagwarantować klubowi oszczędności, to coś ewidentnie nie wyszło. Kontrakt Jędzy rzeczywiście jest tłusty, a w realiach ekstraklasy nawet można go określić mianem „astronomicznego”. Jednak strategia „za dużo zarabiasz, więc nie grasz” doprowadziła wyłącznie do tego, że Legia – z Nagyem, Kucharczykiem i Philippsem w obronie – właśnie przepierdzieliła fortunę.

Koszty utrzymania Jędzy to przecież pikuś w porównaniu z zyskami, jakie oznacza dla klubu gra w europejskich pucharach. Zyskami, które, zgodnie ze słowami Dariusza Mioduskiego, są z góry wkalkulowane w budżet. Oparty w dużej mierze właśnie o kasę wypłacaną klubom za udział w fazie grupowej Ligi Europy. Księgowa przy Łazienkowskiej będzie musiała unieważnić wszystkie znane dotychczas prawa matematyki i wymyślić je od nowa, żeby pospinać finanse Wojskowych do kupy.

Wydaje się, że brutalnie wymuszone rozbicie pensji Artura Jędrzejczyka na raty niewiele w tej sytuacji pomoże. Pomógłby natomiast solidny występ Legii przeciwko Dudelange, choćby na poziomie tego z Piastem. Gdy defensor wreszcie zagrał i strzelił kluczową bramkę. Pal licho jego beznadziejną formę w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Jędrzejczyk nawet bez jednej nogi zagrałby na lewej stronie defensywy lepiej od Nagya. Porównanie do Philippsa w ogóle nie mają sensu, bo reprezentant Polski wciąga tego ogóra nosem o każdej porze dnia i nocy.

Zresztą – udowodnił to przecież solidnym występem na mundialu przeciwko Japonii. Mecz był jaki był, ale Jędrzejczyk przypomniał swoje podstawowe atuty. Zabetonował lewą stronę, wygrywał pojedynki główkowe, kilka razy podpiął się do ofensywy. Definicja solidności. Przeciwko Piastowi tylko swoje oczywiste walory potwierdził.

Żeby było jasne – to nie był żaden koncert gry w wykonaniu Jędrzejczyka, Legia też nie zaprezentowała nic specjalnego. Było po prostu lepiej niż beznadziejnie, a mamy dziwne wrażenie, że poziom „lepszy niż beznadziejny” byłby w zupełności wystarczający przeciwko pół-amatorom z Dudelange.

Kwestia Artura jest taka, że najłatwiej byłoby odpowiedzieć „no comment”, ale mam nadzieję, że ja czy kolejny trener będzie miał okazję korzystać z każdego zawodnika, którego ma w szatni. Tym bardziej, gdy ten jest reprezentantem Polski. Na tę chwilę sytuacja jest taka, że Artur nie zagra – poinformował dziennikarzy Aco Vuković, jeszcze w roli trenera tymczasowego, przed starciem z Lechią Gdańsk dwa tygodnie temu. Wówczas strony nie doszły jeszcze do porozumienia, więc Jędrzejczyka zabrakło nawet na ławce rezerwowych. Ta wypowiedź dość jasno sygnalizuje, że nie była to suwerenna decyzja szkoleniowca.

Przypomnijmy jeszcze fragment wywiadu z Sylwestrem Czereszewskim, który przeprowadziliśmy po wczorajszym eurowpierdolu:

Jędrzejczyka nie zgłoszono do gry w europejskich pucharach.

No tak. Typowo po polsku. Bo przecież trzeba było zejść z pieniędzy, żeby było na odprawy dla poprzednich trenerów. Jędza bardzo by się w tym spotkaniu przydał. Przez Wieteskę mnóstwo akcji przeciwnika gładko przechodzi. Jędrzejczyk i Pazdan takie sytuacje zazwyczaj ładnie czyszczą w zarodku. Zresztą – w Legii tak dużo złego się dzieje, że można gadać w nieskończoność. O wszystkich formacjach po kolei.

Cóż, nic dodać, nic ująć. Odstawienie Jędrzejczyka od składu po prostu zaszkodziło drużynie. Nie tylko defensywie, choć to oczywiście najbardziej ewidentne, ale po prostu podkopało zespół jako całość. Ostatecznie strony się dogadały i to pewnie zwiastuje powrót jakiejkolwiek namiastki normalności przy Łazienkowskiej. Ale to wszystko dzieje się za późno. Bo o ile z Jędzą udało się wynegocjować rozbicie wypłat na cztery lata, tak boiskowe „negocjacje” z UEFA o udział w Lidze Europy zostały zawetowane przez mistrza Luksemburga i spaliły na panewce.

A wraz z nimi spłonęła wizja kilkudziesięciu milionów złotych w klubowym budżecie.

fot. 400mm.pl