„To była piłkarska patologia. Piłkarze Legii przegięli pałę”
Weszło

„To była piłkarska patologia. Piłkarze Legii przegięli pałę”

Rozmowa na gorąco po tak dotkliwym eurowpierdolu zawsze toczy się w sporych emocjach. Sylwester Czereszewski starał się zachować spokojny ton, chociaż nie szczędził Legii Warszawa gorzkich słów krytyki, określając jej postawę mianem „patologii”. Oberwało się przede wszystkim piłkarzom. Za to, że zagrali bez stylu, bez zaangażowania, bez pomysłu i bez zęba. Krótko mówiąc – zabrakło im jaj, żeby stłamsić przeciwnika, który bojaźliwą postawę Wojskowych bez litości wykorzystał.

*

… Niepotrzebnie się z panem w ogóle na tę rozmowę umówiłem. Wpakował mnie pan. Musiałem oglądać ten mecz do końca.

Jak wrażenia? Końcówka była całkiem emocjonująca!

Ciężko w ogóle o tym meczu opowiadać. To już naprawdę nie ma znaczenia, czy skończyło się ostatecznie 2:2, czy sędzia mógł jeszcze jedną minutę doliczyć. Pewnie powinien to zrobić. Chodzi przede wszystkim o styl gry. Jeżeli Legia wygrywa jakikolwiek mecz, nawet w ekstraklasie, robi to wyłącznie na bazie doświadczenia i farta. Bo pod każdym innym względem wygląda fatalnie. Dzisiaj od początku spotkania wszystko wyglądało beznadziejnie. Jakieś przesuwanie się formacjami na własnej połowie, cofnięta czwórka w obronie. Przecież graliśmy z Luksemburgiem, była potrzeba strzelić im dwie bramki! Trzeba wyjść wysoko, siąść na tych chłopaków pod ich polem karnym, zaryzykować. Efekt był taki, że rywale prowadzili już 2:0, a Legia dalej przesuwa i przeszkadza, zamiast zdominować mecz. Piłkarska patologia.

Wojskowi kolejny raz wyszli na mecz kompletnie bez planu.

Oczywiście. Legia nawet nie starała się grać kombinacyjnie. Próbowała po prostu wrzucać piłki w szesnastkę, głównie poprzez Kucharczyka. Tu wychodzi to, co jest dla mnie najbardziej przerażające – liczba zawodników w polu karnym. Jeden, góra dwóch. I to w okolicach 70. minuty, gdy trzeba było już rzucić wszystko i gonić za wszelką cenę, ryzykować.

Ludzie, zostawcie tę trójkę z tyłu, cofniętego Pazdana do przecinania akcji. Gracie z Luksemburgiem! W polu karnym ma się gotować, trzeba cały czas próbować. A tutaj tradycyjnie – w obrębie szesnastego metra dwóch graczy, reszta stoi wycofana. Mączyński na czterdziestym metrze, asekuruje nie wiadomo kogo. Pomocnicy też muszą wchodzić w pole karne, nie mogą tam grać tylko Carlitos i Kante. Kucharczyk nie miał do kogo kierować wrzutek, a innego pomysłu na grę mistrzowie Polski nie mieli.

Właśnie z myślą o takich meczach wymyślono pojęcie „eurowpierdol”.

Ten wynik to tragedia i potwarz dla klubu. Wiadomo, że z roku na rok jest coraz gorzej, ale tegoroczny wyczyn przebił wszystkie poprzednie wpadki. Niech nikt mi nie mówi, że Legia zaprezentowała się w dzisiejszym spotkaniu lepiej niż przy Łazienkowskiej. Zagrała dokładnie tak samo słabo. Przecież Luksemburczycy, już prowadząc 2:0, długo stwarzali sobie kolejne groźne sytuacje do strzelenia następnego gola. Mieli nawet słupek. Co prawda po spalonym, ale mimo wszystko…

Piłkarsko ekipa Dudelange wyglądała o klasę lepiej w przekroju dwumeczu, zgodzi się pan?

Oczywiście. Z łatwością dochodzili do kolejnych sytuacji. Może nie zawsze były to okazje strzeleckie, ale bardzo ładnie zdobywali teren, ogrywali legionistów, wchodzili w obronę jak w masło. Nawet jeżeli wybijali jakąś piłkę przypadkowo, na uwolnienie, to zawsze jeden z ich zawodników był w tej strefie i mógł powalczyć o odzyskanie. I pojawiała się okazja, że kogoś obiegnie, pokaże szybkość. Po stronie Luksemburga było więcej jakości. W Legii jest mnóstwo słabych punktów – tragiczny Philipps. Nagy, który w ogóle nie powinien grać w piłkę w takim klubie. Nie nadążał Wieteska. Wszystko to wygląda bez ładu i składu.

Podziwiam w zasadzie tych kibiców, którzy wciąż jeżdżą za tą drużyną. Chyba powinni znowu zorganizować jakieś spotkanie z piłkarzami, bo z tego co pamiętam, to po ostatnim Legia wygrała bodajże siedem meczów z rzędu. Nic nie sugeruję, ale może coś takiego by się przydało? Oczywiście musieliby zabrać ze sobą tłumacza, bo dzisiaj większość zespołu to niestety zawodnicy zagraniczni.

To problem Legii?

Ja tak to widzę. Oczywiście wszyscy są zadowoleni. Agenci i klub, który piłkarza do Legii sprzedaje. Sam zawodnik, bo dobrze sobie zarobi. Ale na większości tych zagranicznych transferów ostatecznie traci Legia. Piłkarze są ściągani za duże pieniądze, z myślą o grze w europejskich pucharach. Natomiast wszystko jest już w sierpniu pozamiatane, a kontrakty trzeba będzie utrzymywać. I znowu myślenie – zrobimy mistrza Polski i może za rok… A co może być Legią za rok, to w tej chwili nie wiadomo.

Szkolenie w Legii to też jest zagadka. Kiedyś klub zawsze ściągał do siebie najzdolniejszych piłkarzy z Polski, teraz mają własną akademię, ale nie potrafią wyszkolić nawet ze trzech zawodników zdolnych do gry w naszej przeciętnej lidze. Za Szymańskim pół Polski płakało, gdy nie pojechał na mistrzostwa świata. Z tego co widzę, to nawet w klubie chłopak nie potrafi sobie wywalczyć miejsca w podstawowym składzie.

Dół jest straszny. Mówię to jako kibic Legii i całej polskiej piłki. Można tylko usiąść i płakać. Naprawdę nie potrafię zrozumieć tych pierwszych minut. Dlaczego legioniści tak źle zaczęli i tak szybko dostali bramkę? Zaraz wpadła druga, a ja w ogóle nie widziałem po tych piłkarzach różnicy w zachowaniu. Dalej grali to samo, co przy wyniku bezbramkowym. Trzeba mieć w sobie na boisku jakąś fantazję, trzeba ryzykować. Przecież to był naprawdę słaby przeciwnik. Nie żaden renomowany rywal, nawet nie drużyna średniej klasy. Nie widziałem w piłkarzach żadnego zęba, wariactwa, przebojowości.

Co by pan proponował, więcej gry na aferę zamiast nieudolnych prób konstruowania akcji?

Skoro gra się nie kleiła, to trzeba było spróbować wręcz A-klasowego futbolu. Grać po prostu piłki w pole karne, żeby cokolwiek się tam działo. Tymczasem Kucharczyk ciągle dośrodkowywał, a w polu karnym, zamiast pięciu zawodników, stał jeden albo dwóch. Gdzie ci pozostali są poustawiani i w jakim celu? Oczywiście ja już wiem, jaka będzie jutro linia obrony. Że pod koniec się obudzili, że mecz mógł potrwać minutę dłużej, że dwumecz przegrali przy Łazienkowskiej. Oczywiście, tak było. Tylko to oznacza totalny brak wyciągniętych wniosków z poprzedniej rywalizacji. Przecież dwumecz z Trnawą też został przegrany w meczu domowym. I teraz powtórzyli to z przeciwnikiem jeszcze słabszym.

Możemy się dzisiaj wyzłośliwiać, ale przecież w Legii gra kilku zawodników, których do tej pory uważaliśmy za całkiem poważnych. Jak to jest, że dzisiaj wyglądają niczym zupełni amatorzy na tle pół-amatorów?

Indywidualnie są to przyzwoici gracze. Carlitos, Kante, Cafu, Mączyński… Teoretycznie – jest komu grać. Jednak jeżeli spojrzymy na ich zrozumienie na boisku, to wyglądają na ludzi przypadkowo dobranych z łapanki. I grają tak w każdym meczu! Jak wyglądało to zwycięstwo w Gliwicach? Słaby, choć wyrównany mecz, zadecydowały stałe fragmenty gry. Zwycięstwo w Kielcach? Korona grała w piłkę, Legia ją szczęśliwie wypunktowała. No a reszta to już w zasadzie wyłącznie porażki. W Europie, w lidze, w superpucharze. Pamiętamy, jak Legia zaczęła sezon z Arką. I cały czas w tym samym miejscu drepcze.

Nie jest to wytłumaczalne. Ja na miejscu trenera bym nie wiedział, co dzisiaj zrobić. Najlepiej chyba rozgonić całe towarzystwo. Ja rozumiem podejście kibiców, którzy stoją zawsze za klubem na dobre i na złe. Taka ich rola i szanuję to podejście. Jednak dzisiaj powinni się w jakiś sposób zebrać, zrobić jakąś akcję, zbojkotować następny mecz. Dzisiejszy wynik to jest potwarz. Piłkarze przegięli pałę.

Trudno opanować emocje po takiej katastrofie?

Staram się na to wszystko patrzeć z jakąś tolerancją i spokojem, ale coraz o to trudniej. Coraz częściej się pojawia taki tekst, który chyba jest prawdziwy – w Europie wciąż są słabe drużyny. Nasze. Legia do nich należy. Porażkę z mistrzem Słowacji jeszcze dało się od biedy usprawiedliwić, ostatecznie Trnawa ładnie powalczyła z Crveną Zvezdą Belgrad. Prezentuje pewną jakość. Ale żeby z Luksemburgiem… Trzeba było wziąć się w garść i walczyć, bo przecież udział w Lidze Europy to są przede wszystkim pieniądze dla klubu, a, co za tym idzie, również dla piłkarzy. No i dla nas, kibiców polskiej piłki, jakaś szansa, żeby emocjonować się czymś więcej niż tylko ekstraklasą. Gdzie Legia dozna 15 porażek, a i tak zdobędzie mistrza Polski.

Sporo już było wpadek polskich klubów w europejskich pucharach, ale Dudelange to na pewno ścisła czołówka.

Co Legia zrobiła w tym sezonie, to jest zwyczajna klęska. Można to nawet wyżej pociągnąć, jeżeli chodzi o słownictwo, ale już nie chcę się wyrażać. Dopiero co się wydawało, że i nasza kadra fajnie gra, sama Legia występowała w Lidze Mistrzów. Aż tu nagle znowu pikujemy. Najpierw mistrzostwa świata, teraz Luksemburg. Pikujemy i się nie zatrzymujemy. Człowiek tym wszystkim żyje, a nawet wakacje się nie skończyły, gdy my już mamy po emocjach pucharowych.

Jednak najbardziej boli styl gry. Chociaż trzeba odrabiać straty, wychodzi czwórka obrońców. Dwóch defensywnych pomocników, wszyscy cofnięci. Nie grają agresywnie, przesuwają się formacjami na własnej połowie. I po dwudziestu minutach gry w takim zachowawczym ustawieniu jest 2:0 dla Luksemburga.

Do kogo można mieć największe pretensje, do tych najbardziej doświadczonych piłkarzy, że nie pozbierali drużyny mentalnie?

Akurat Malarz, Pazdan czy Kucharczyk  to jest taka trójka, która rzadko schodzi poniżej pewnego poziomu i od lat trzyma w Legii wyniki. To reszta w tym klubie się tylko ślizga. Choćby Hamalainen. Znowu szuka formy, a sezon już prawie dwa miesiące. On dalej szuka. Może za kilka tygodni łaskawie odpali w jakimś meczu ligowym, a potem znowu się zgubi? Typowe ślizganie się, obecność w klubie na przyczepkę. Bo przecież fajnie jest w tej Legii. Dlaczego nie mógł zagrać Jędrzejczyk, nie został zgłoszony?

Tak, nie zgłoszono go do gry w europejskich pucharach.

No tak. Typowo po polsku. Bo przecież trzeba było zejść z pieniędzy, żeby było na odprawy dla poprzednich trenerów. Jędza bardzo by się w tym spotkaniu przydał. Przez Wieteskę mnóstwo akcji przeciwnika gładko przechodzi. Jędrzejczyk i Pazdan takie sytuacje zazwyczaj ładnie czyszczą w zarodku. Zresztą – w Legii tak dużo złego się dzieje, że można gadać w nieskończoność. O wszystkich formacjach po kolei.

Trener chyba niewiele tutaj mógł zdziałać? Choć ten teatrzyk po końcowym gwizdku powinien był sobie chyba darować…

Swoje zaangażowanie trener powinien przelewać na zawodników, taki teatrzyk był niepotrzebny. Choć oczywiście trudno, żeby szkoleniowiec po kilku dniach wpłynął w jakikolwiek sposób na styl gry zespołu. Mam tutaj przede wszystkim pretensje do zawodników. To oni sami powinni się nakręcać. Trener powiedział im swoje, ale na boisko wychodzą oni i wszystko od nich zależy.

Ile Legia dzisiaj dostała kartek? Jedyną żółtą wyłapał Kante, zresztą za jakąś pyskówkę z arbitrem. Ja bym sobie życzył, żeby oni goniąc wynik łapali kartki za realną walkę. Grę na pograniczu faulu. To pomaga, pozwala ustawić sobie rywala i go zdominować. Ale skoro piłkarze Legii skakali sobie przy rywalach jak zajączki, to luksemburczycy się niczego nie obawiali. I poszli jak po swoje.

Michał Kołkowski

fot. FotoPyk