Jemu najbliżej było do poziomu Genku
Weszło

Jemu najbliżej było do poziomu Genku

Trudno z takich dwumeczów, jak ten Lecha z Genkiem, wyciągać jakiekolwiek pozytywy. Już abstrahując od tego, że Kolejorz znów nie przełamał granicy bólu, jaką jest III runda eliminacji Ligi Europy. Różnicę w jakości obu ekip widzieliśmy w obu meczach. Ale jeśli możemy się czymś pocieszać, to postawą jednego piłkarza w zespole poznaniaków. Konkretnie postawą Kamila Jóźwiaka.

Nie jesteśmy głusi, mamy swoje kontakty, słyszymy co mówią skauci i dyrektorzy europejskich średniaków. Oni mówią wprost – szukamy w Polsce perełek, które można oszlifować. Szukamy piłkarzy z mocą fizyczną, z wyszkoleniem technicznym nadającym się do wyszlifowania i takich, którzy nie chowają się za rywalami. Takim piłkarzem jest Kamil Jóźwiak.

I 20-latek pokazał to w tym rewanżowym meczu z Genkiem. Moglibyśmy wyróżnić Buricia, który w kilku sytuacjach uratował Kolejorza przed pogromem, ale wolimy postawić tę gwiazdkę obok nazwiska wychowanka Lecha. Jeśli narzekaliśmy, że w Belgii nie było komu wziąć piłki na siebie i zrobić przewagi, to dzisiaj Jóźwiak brał odpowiedzialność za całą drużynę.

Dryblingów? Z kilkanaście. Rajdów skrzydłem? Kilkadziesiąt. Podań do przodu? Kolejne kilka dyszek. Jeśli do kogoś za ten mecz nie można mieć pretensji, to do niego. On był najbliżej dostosowania się poziomem do drużyny – co tu dużo pisać – znacznie lepszej. Szkoda tylko, że Genk Jóźwiaków miał kilku, a Lech tylko jednego.

Takie mecze są nie tylko okazją do awansów (choć o polskich drużynach raczej tego nie napiszemy), ale i czasami do sprawdzenia się na tle lepszych rywali. Możemy taplać się we własnym błocie, ale koniec końców nie gramy w próżni i jednak celem naszego futbolu jest gonienie za innymi. Jóźwiak po takim meczu może powiedzieć – tak, jeszcze mi wiele brakuje, ale przynajmniej idę w dobrym kierunku, wiem do czego dążyć.

Ostatnio Wojciech Kowalczyk pisał w felietonie, że brakuje mu piłkarzy, którzy dążą do robienia przewagi wygrywaniem pojedynków. Że ta liga jest nijaka przez to, że zdecydowana większość piłkarzy gra na alibi. I jeśli pojawia się ktoś taki jak Jóźwiak, to trzeba postawić go we fleszach i dać mu do rąk kartkę z napisem „chcę być dobrym piłkarzem, gram odważnie, chcę się pokazać i idę w dobrym kierunku”.

Co nie zmienia faktu, że tak jak przy sprokurowanym rzucie karnym Jóźwiak zachowywać się nie może. To tak gwoli przypomnienia, żeby nie zrobiło się za słodko…

fot. FotoPyk