Heung-min Son walczy w Indonezji o swoją karierę
Weszło

Heung-min Son walczy w Indonezji o swoją karierę

Zwykle jest tak, że kluby niespecjalnie rozpaczają, gdy reprezentacje w których grają ich najlepsi piłkarze, odpadają szybko z międzynarodowych turniejów. W przypadku Tottenhamu i Heung-min Son z całą pewnością jest jednak inaczej.

Co prawda Koreańczyk osłabił drużynę na początku sezonu i udał się na Igrzyska Azjatyckie, ale władze i kibice Tottenhamu trzymają kciuki, by 26-latek wrócił do klubu dopiero po finale. Rzecz jasna po wygranym finale, bo tylko złoty krążek sprawi, iż Son nie będzie musiał przerywać swojej kariery na prawie dwa lata.

Jeszcze cztery dni temu Son grał przeciwko Newcastle w Premier League. Tottenham zgarnął komplet punktów, ale Koreańczyk nie miał czasu, by nacieszyć się tym zwycięstwem. Zaraz po spotkaniu musiał szykować się do dalekiej podróży.

Na pierwszy rzut oka Igrzyska Azjatyckie wydają się mało atrakcyjne, ale dla piłkarza Tottenhamu są najważniejszym turniejem w życiu. Wszystko przez prawo w Korei Południowej, które stanowi, iż każdy mężczyzna do 28. urodzin musi odbyć przymusową służbę wojskową. Wyjątkiem są jedynie wybitni sportowcy. Do takich zaliczają się medaliści Igrzysk Olimpijskich i mistrzostw świata, a także zwycięzcy Igrzysk Azjatyckich. Jak wiemy na mundialu Son i spółka o strefę medalową nawet się nie otarli, a w trakcie IO w Tokio zawodnik Tottenhamu będzie miał już 28 lat. Tak więc ostatnią szansą na zwolnienie z obowiązku służby wojskowej jest wygranie turnieju w Indonezji, który właśnie się rozpoczął.

Były zawodnik Bayeru Leverkusen może trochę pluć sobie w brodę, ponieważ w 2012 roku zrezygnował z wyjazdu na Igrzyska Olimpijskie do Londynu (Korea Południowa zdobyła wówczas brązowy medal), ponieważ chciał się skupić na grze w Hamburgu. Cztery lat później w Rio odpadł wraz z reprezentacją po niespodziewanej porażce z Hondurasem w ćwierćfinale. 26-latka nie było również na ostatnich Igrzyskach Azjatyckich, które wygrała właśnie Korea Południowa. Cóż, trochę więc Son sprawę odwlekał, a teraz ma nóż na gardle. Bo nie oszukujmy się, ale przerwanie kariery w tym momencie na dwa lata, to dla niego dramat. Zresztą nie tylko dla niego, ale także dla Tottenhamu, który straci niezwykle ważnego zawodnika.

Jak na razie Koreańczycy dobrze rozpoczęli turniej, bo wygrali z Bahrajnem w pierwszym meczu fazy grupowej aż 6:0. Miejmy nadzieję, że w pozostałych spotkaniach spiszą się równie dobrze, bo byłoby szkoda, gdyby Son opuścił Premier League na dwa lata. A być może nawet na zawsze, bo trudno powiedzieć, czy po tak długiej przerwie byłby w stanie wrócić do optymalnej formy.

Fot. NewsPix