Zachwycić rozmachem, przysłonić problemy. Baku, miasto pięknych pozorów
Weszło Extra

Zachwycić rozmachem, przysłonić problemy. Baku, miasto pięknych pozorów

Dzielnice, gdzie skrzętnie skrywana przez władze bieda wygląda z każdego kąta, od luksusowych osiedli dzieli kilkunastominutowy kurs taksówką. Tutaj tanią jak w mało którym miejscu na świecie.

Idąc kilkadziesiąt metrów w prawo, kupisz sobie do domu dywan z podobizną Lenina od gościa ledwo wiążącego koniec z końcem, za to wiążącego ogromne nadzieje z tym, że ktoś jednak się na tego białego kruka skusi. Idąc w lewo – zobaczysz jeden z najbardziej ekstrawaganckich cudów architektury – pierwsze na świecie drapacze chmur przypominające ogniste języki, które nocą zamieniają się w wielkie multimedialne ekrany.

Niewiele jest miast, w których elementy krajobrazu tak kontrastują ze sobą, jak robią to w Baku.

Architekci odpowiedzialni za coraz to odważniejsze projekty podkreślają, że Baku cały czas walczy o azerbejdżańską tożsamość. Ma się stać symbolem państwa nowoczesnego, ma zerwać z niezbywalnymi wcześniej sowieckimi skojarzeniami. Realizowany właśnie piętnastoletni plan zakładał pięćset nowoczesnych projektów, by całkowicie przekształcić krajobraz miasta.

– Baku ma zadatki na to, żeby za parę lat był tu drugi Dubaj – mówi mi Jakub Rzeźniczak, który mieszka i gra tu w piłkę od ponad roku, a podczas mojego pobytu wcielił się w rolę jednego z przewodników.

Wśród tej wspomnianej wcześniej pięćsetki, dwa budynki miały się wysunąć zdecydowanie na pierwszy plan. Stać się symbolem nowego Baku. Azerbejdżańskiego. Europejskiego. I co równie ważne – a może i ważniejsze – niesowieckiego.

Po pierwsze – Flame Towers, czyli Ogniste Wieże, symbol jednego z kojarzonych z miastem żywiołów:

DSC_0339Flame Towers za dnia.

DSC_0348Typowy bakijski krajobraz. Tradycyjne stragany z dywanami, a w tle zapierający dech drapacz chmur.

img

Obrót o 180 stopni i patrzycie z kolei na XII-wieczną Basztę Dziewiczą, z którą wiąże się kilka sprzecznych legend. Jedna mówi o tym, że szach (król) budował ją dla swojej ukochanej, lecz ta – chcąc uniknąć ożenku – wciąż marudziła, że konstrukcja jest za niska. Inna – że wybranka dowiadując się o tym, że jest córką zakochanego w niej szacha, rzuciła się z wieży w morskie fale.

IMG_5440

W cieniu wieży, w walczącym o zerwanie z sowieckimi konotacjami Baku, możecie zaś zaopatrzyć się w dywan z wizerunkiem Lenina. No logiczne.

IMG_5415

IMG_5413A tutaj Flame Towers nocą.

IMG_5410Tak, oglądanie krajobrazu Baku nocą dzieliłem z oglądaniem Trnava – Legia. Nie, nie mam pojęcia, co mnie podkusiło.

Druga z najbardziej charakterystycznych budowli to zaś istny koszmar nawet największych ekspertów od budowy dachów, jak ujął to w materiale Discovery Channel Harold Halvorsen, czyli nazwane na cześć zmarłego w 2003 roku prezydenta Centrum Hejdara Alijewa.

DSC_0360

DSC_0356

Podczas wznoszenia imponującego kompleksu trzech połączonych budowli, tuż obok placu budowy znajdowało się miejsce nazywane „cmentarzyskiem”, na którym lądowały wszystkie nieudane próby rozwiązania problemu z pokryciem dachu. Zagwozdkę, jak to zrobić dobrze, rozwiązano po… dwóch i pół roku. W środku sufit jest zresztą identycznie pozakrzywiany, co dach, dlatego i tutaj trzeba było uciekać się do niestandardowych rozwiązań. Każdą płytę tworzącą dzisiejsze sklepienie trzeba było naginać i przykręcać ręcznie. Żebyście złapali skalę zadania – do pokrycia była powierzchnia wielkości siedmiu boisk piłkarskich.

Aby nie było za łatwo, architekci wymyślili sobie, że obok siebie postawią operę i bibliotekę. Czyli doszedł kolejny problem – wyciszenie całości tak, by najdonioślejsze arie nie rozpraszały miłośników słowa drukowanego.

Udało się i to załatwić. Koncertowo.

DSC_0357Poskręcany metalowy pomnik symbolizuje jak pokręcone procesy myślowe zaszły w głowach ludzi odpowiedzialnych za projekt Centrum Alijewa.
(Tak serio to nie. Chyba.)

Baku dorobiło się nawet swojej Trump Tower. Budynek stojący vis-a-vis Centrum Hejdara Alijewa nigdy nie został jednak dokończony, po tym jak dzisiejszy prezydent Stanów Zjednoczonych wygrał wybory w 2016 roku i obiecał wygasić inwestycje mogące uchodzić za konflikt interesów jego i jego kraju. Dziś niszczeje, sporadycznie przypominając o sobie, gdy wybucha w nim pożar. „The New Yorker” swego czasu nazwał budynek „najgorszą inwestycją Trumpa”.

DSC_0354Trump Tower to ten żagiel po lewej.

***

Na punkcie tego, co o Baku myślą przyjezdni, najważniejsi ludzie w kraju mają po prostu świra. Przykład? Podczas wyścigów Formuły 1 mniej efektowne budynki były zakrywane wielkimi płachtami ze zdjęciem tejże budowli, z tym że bez jej dzisiejszych wad. Niesamowicie dba się tutaj również o to, by chodniki czy elewacje budynków wyglądały na czyste. W mieście nazywanym często miastem wiatru zdecydowanie nie jest o to łatwo.

– Można wyjść z psem na spacer i wracając zobaczyć, że cały jest brudny, cały w pyle, który ten wiatr przenosi. A jednak miasto cały czas wygląda na czyste, bardzo dużo ludzi zawodowo o to dba – mówi mi w drodze na mecz Karabach – Kukesi żona Kuby Rzeźniczaka, Edyta Zając-Rzeźniczak.

Elewacje, przede wszystkim te w centrum, są więc regularnie odmalowywane. Jak cię widzą, tak cię piszą, a jeśli nie wyjeżdżają z centrum, to widzą wyłącznie nowoczesność przebijającą się wśród urokliwych i zadbanych budynków sprzed dziesiątek czy setek lat.

***

– Jak będziesz publikować to zdjęcie, przerób je tak, żeby nie było widać, że trawa w niektórych miejscach jest wydeptana.

– Ale dodaj później jakiś filtr, żeby nie było widać, że trochę tu brudno.

Nawet nie wyobrażacie sobie, ile razy usłyszałem coś podobnego, gdy tylko wyciągałem aparat.

***

Pytam Rzeźniczaka, co to za dobudówka, którą w tej chwili demontują robotnicy pod Hiltonem.

– Miał to być szisza bar, ale prezydent przejeżdżał obok i stwierdził, że mu się nie podoba. No to go rozbierają.

Norma.

***

Tutaj nawet niewielkie centrum handlowe, wewnątrz nic szczególnego w porównaniu z przykładowymi Złotymi Tarasami, z zewnątrz musi wyglądać jak małe dzieło sztuki.

IMG_5445

A to chyba i tak jeden z mniej spektakularnych projektów galerii handlowych, bo parę kilometrów dalej powstaje właśnie taka w kształcie kwiatu, zdecydowanie mocno czerpiąca z Sydney Opera House.

DSC_0343Pan Rzeźba już nawet namalował, jak budynek będzie wyglądać po ukończeniu.

W tym przypadku podobieństwo nie jest jeszcze tak uderzające, jak być mogło. Ale pewne symbole innych miast zostały do Baku przeniesione praktycznie jeden do jednego. Jak londyńskie taksówki, w których od pierwszego wejrzenia zakochała się żona prezydenta Azerbejdżanu, Ilhama Alijewa.

IMG_5441

Mehriban Alijewa miłością zapałała pewnego pięknego dnia podczas pobytu w Hiszpanii również do El Portalón – restauracji w Marbelli. Nie trzeba było długo czekać, by pracownicy dostali od prezydenta ofertę nie do odrzucenia, a knajpa doczekała się swojej azerbejdżańskiej siostrzyczki – wiernej kopii z Marbelli.

***

Jak więc się pewnie domyślacie – Alijewowie mogą wszystko. Mogą przeprowadzać wybory w bardzo niejasnych okolicznościach, za nic mając sobie protesty opozycji i oświadczenie OBWE o tym, że wybory były wadliwe i rażąco niedemokratyczne. Portret ojca urzędującego prezydenta, a więc Hejdara Alijewa, zobaczycie tutaj praktycznie w każdym miejscu publicznym.

IMG_5644Tutaj Hejdar spogląda na gości w hotelowym holu.

Wyniki wyborów z tego roku były raczej łatwe do przewidzenia, na czwartą już pięcioletnią kadencję wybrany został Ilham Alijew.

Zrzut ekranu 2018-08-09 o 12.36.37

To, że współczynnik Democracy Index Azerbejdżanu wynosi 2,65, jest niższy nawet od Białorusi, a wyższy od zaledwie 19 innych państw na świecie, też szczególnie nie dziwi.

W świetnej książce Dobrosławy Wiktor-Mach „Życie codzienne w Baku” (jeśli się wybieracie, to bodaj najbardziej przystępne kompendium wiedzy o stolicy Azerbejdżanu) czytamy:

„Zwykli obywatele czują swoją niemoc i mają poczucie, że ich głos nie jest w stanie wiele zmienić. Wybory parlamentarne w 2005 roku pozbawione były emocji i przebiegły w atmosferze apatii większości społeczeństwa. Zanotowano wówczas najniższą od momentu odzyskania niepodległości frekwencję. Zainteresowane wyborami były jedynie nieliczne grupy opozycyjne oraz międzynarodowi obserwatorzy. Ponownie pojawiły się zarzuty o fałszerstwa wyborcze, na ulicach doszło do wystąpień, ale stara władza znów odniosła sukces. Opozycji nie pomogły kraje zachodnie, gdyż zarówno Stany Zjednoczone jak i państwa członkowskie Unii Europejskiej oraz sąsiednia Turcja uznały oficjalne wyniki. Prezydencka partia Nowy Azerbejdżan odgrywa decydującą rolę w polityce; partie opozycyjne mają wprawdzie prawo do działania, ale ich szanse na przejęcie władzy są nikłe. W wyborach do Zgromadzenia Narodowego w listopadzie 2010 roku, Nowy Azerbejdżan zyskał większość głosów. Obserwatorzy z OBWE, Rady Europy i Unii Europejskiej zgłosili poważne zastrzeżenia co do sposobu przeprowadzenia wyborów; dopatrzono się nieprawidłowości, takich jak ograniczanie wolności słowa, nagonki na opozycyjnych polityków i dziennikarzy. Nie wszyscy Azerbejdżanie są jednak zainteresowani walką o przejrzystość w polityce. Wiele osób wydaje się cenić sobie stabilność i spokój, kontrastujący z ogromnym chaosem końca komunizmu i pierwszych lat niepodległości. Istnieje jednak pewne prawdopodobieństwo, że tłumienie swobód demokratycznych, połączone z rosnącymi nierównościami społecznymi, popchnie w przyszłości ludzi do masowego wyjścia na ulice.”

***

– Czasami się nad tym zastanawiam i dochodzę do wniosku, że Związek Radziecki nie dał temu krajowi nic. A jednak ludzie, nawet w moim wieku, którzy zaznali może pięciu-sześciu lat sowieckiego komunizmu wspominają tamten okres z sentymentem. „Bo wtedy były lepsze lody, bo było to, tamto”. Oni tęsknią nie za ustrojem, tylko za swoimi młodymi latami. Nie rozumieją, jaką krzywdę robią naszemu krajow. Że przez nich jeszcze bardzo dużo czasu zajmie nam zyskanie własnej, normalnej tożsamości – mówi mi znajomy pracujący w jednym z bakijskich klubów piłkarskich.

***

Policzono, że od momentu, gdy postanowiono wprowadzić wspomniany piętnastoletni plan budowy nowego Baku, rocznie miasto wydaje na ten cel sumę w okolicach sześciu miliardów dolarów. Ile rodzin, które żyją na krawędzi ubóstwa (albo już dawno tę krawędź puściły i bezwiednie spadają w dół) można by odratować, rezygnując z kolejnego drapacza chmur? Z kolejnego zachwycającego centrum handlowego?

Bo to nie niedokończone budowle są największym problemem Baku. Miasta, w którym życie – szczególnie nieobeznanemu w poziomie zarobków przeciętnego azerbejdżańskiego Kowalskiego – może się na pierwszy rzut oka wydać niesamowicie tanie.

Paczka chipsów, która w Polsce kosztuje 6,99 zł – w Baku w przeliczeniu nieco ponad 2,50 zł.

Litrowy sok pomarańczowy jednej z wiodących marek? W Polsce 4,79 zł, tam nieznacznie ponad 2 zł.

Opakowanie gum do żucia? U nas około 2 zł, tam nieco ponad 1 zł.

I tak dalej… Parę wyjazdów mam za sobą, zwykle robię bardzo podobne zakupy, niezależnie od kraju. Pierwszy raz byłem zaskoczony, że kupiłem tak dużo, a zapłaciłem tak mało, a nie odwrotnie.

Kuba Rzeźniczak mówi mi też, że na przykład prąd to kompletnie groszowa sprawa. Jeśli w danym miesiącu bywa w swoim mieszkaniu w Port Baku sporadycznie, płaci około 4-5 złotych. Paliwo? Mniej niż 2 złote za litr. W końcu Baku śpi na ropie. Zapach benzyny w niektórych częściach miasta wdziera się zresztą do nozdrzy nie dzwoniąc do drzwi i nie pytając o zgodę.

No i fakt, jest tanio. Dla tych dobrze zarabiających i dla turystów z innych krajów. Dla lokalsów to jednak nadal drożyzna. Średnie miesięczne wynagrodzenie w Baku to według danych hikersbay.com w przeliczeniu około 920 złotych. Dlatego też wiele małżeństw cały czas mieszka z rodzicami. No bo co cztery wypłaty, to nie dwie. Oni dostęp do najwystawniejszych miejsc stolicy mają tylko wtedy, gdy przychodzą do pracy.

O ile tę pracę w ogóle mają. Tak jak w czasie największego boomu budowlanego, jeszcze przed drastycznym spadkiem cen ropy, bezrobocie w Baku spadło do rekordowo niskiej wartości (236,6 tysiąca osób bezrobotnych w 2013 roku), tak teraz pracy szuka o 16,2 tysiąca osób więcej.

Gdy jednak jest się tu czysto turystycznie, łatwo o tym zapomnieć. Że w Baku dbają o to, jak postrzegają ich przyjezdni, to już wiecie. Dbają do tego stopnia, że w centrum nie spotkasz bezdomnego, bo ci są wysiedlani na obrzeża, gdzie raczej mało kto z przyjezdnych ma ochotę się zapuszczać. Dużo fajniej na zdjęciach wypadają Ogniste Wieże, imponujące drapacze chmur pokryte od stóp do głów szkłem niż osiedla, gdzie z każdej strony stoi zniszczony blok, tak daleki – a geograficznie tak przecież bliski – od tego, co widać w centrum.

IMG_5626

Knajpki w takich miejscach też nie są raczej z gatunku tych, do których zapracowani biznesmeni przyjdą na modny lunch.

IMG_5627

A to i tak nie najgorsza dzielnica, raczej coś dla średniaków. Przedmieścia wyglądają nieporównywalnie ubożej. Uberowcy często grają na czas, nie zbliżając się ani o milimetr do punktu odbioru przez dziesięć, piętnaście, dwadzieścia minut i licząc na odwołanie przejazdu, by nie musieć wyjeżdżać poza centrum. Gdzie kieszenie są zasobniejsze i gdzie można zdecydowanie bardziej liczyć na napiwki, a przy okazji uniknąć widoku domów bez ścian, blaszanych kontenerów przerobionych na mieszkanie dla cztero-, pięcioosobowej rodziny.

Na przedmieściach nie można liczyć na nic. The Guardian opublikował w maju 2015 przejmującą rozmowę z Gulnarą Sulejmanową, dla której życie to jedna wielka walka o przetrwanie. Nierówna walka.

guardian

Tutaj fragment:

„Po dziesięciu latach wynajmowania mieszkania, rodzina zamieszkała w wagonie za stadionem. Wszechobecny zapach oleju nie jest jednak jej największym problemem. Są głodni, spragnieni, a stan zdrowia dwójki jej dzieci się pogarsza (…).

– Gdziekolwiek nie proszę o pomoc, nie dostaję niczego. Nie mam stołu, nie mogę zaproponować krzesła, bo też go nie mam – mówi Sulejmanowa. – Ten pokój to jednocześnie salon i sypialnia. Nie mam normalnych zasłon. Łazienki też nie mam, kąpiemy się u sąsiadów.”

***

– Gdyby władza tak dbała o ludzi, jak o to, co widzisz po drodze, każdy tu miałby przepiękne życie – mówi łamanym angielskim taksówkarz, który w tym miesiącu, jak i w każdym poprzednim, za swoją pracę nie otrzyma nawet równowartości 800 złotych.

***

By bieda nie raziła już na dzień dobry, drogę od lotniska do centrum odgradza od mieszkańców tamtych okolic mur. Nieszczególnie rzucający się w oczy, ktoś mógłby go wziąć za zwyczajną ściankę mającą odgrodzić działkę od hałaśliwej, czteropasmowej drogi.

A to właśnie za nim znajduje się Baku, o którym się nie mówi. Baku, które nie uśmiecha się z folderów turystycznych.

Która z odsłon stolicy Azerbejdżanu jest tą prawdziwą?

Odpowiedzcie sobie sami.

SZYMON PODSTUFKA

KOMENTARZE (12)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
mechanikabg

Fajnie sie czytało, ale moglo byc dluzsze

sam_losco

Spoko, tylko trochę za mało piłki w tej relacji.

Janis Jądro
czikago fajer

współczynnik demokracji służy zachodnim koncernom, które chcą wejść na rynek w danym (cywilizowanym) państwie. Jeżeli jakiś kraj te koncerny blokuje dbając o swoich producentów, to współczynnik demokracji w tym kraju będzie niski. Dziwna zależność … na przykład wyżej od Azerbejdżanu czy Białorusi są takie „demokratyczne” (choć w sumie część już „zdemokratyzowana” 😀 ) kraje jak Etiopia, Jemen, Sudan, Laos, Sierra Leone, Irak, Wenezuela (!), Kuba (!)

tolep
Hejko Lejorz

Porównanie cen i zarbków, wystandaryzowane, na podstawie raportów userów

https://www.numbeo.com/cost-of-living/compare_cities.jsp?country1=Azerbaijan&city1=Baku&country2=Poland&city2=Warsaw

Maxizer

Ciekaw jestem, czy w Baku można się jeszcze natknąć na jakieś polskie ślady, w sensie licznej grupy Polaków, którzy na przełomie XIX/XXw. pracowała tu po odkryciach źródeł ropy. Najczęściej byli inżynierami z koncernu Branobel, który do czasu rewolucji bolszewickiej eksploatował złoża. O czym mamy też wspomniane choćby w „Szklanych domach” Żeromskiego.

tolep
Hejko Lejorz

Gdybyś był ciekaw, to byś poszukał. http://www.polonia-baku.org/pl/

Maxizer

Chodziło mi raczej o to, czy było coś, co Autor mógłby umieścić w artykule, czyli co jakoś przykułoby jego uwagę podczas pobytu.
Dzięki za link.

Król Roastów
FC Taciewo

Jedyne, co ten artykuł ma wspólnego z futbolem, to że przewodniczką autora po mieście była żona Rzeźniczaka. Ale w tagach jest moc: Euro 2020, Stadion Olimpijski!

Abominator

Nie bardzo rozumiem jak jakieś obrzydliwe drapacze chmur miałyby „zachwycać rozmachem”. Na świecie odchodzi się od wzbudzających odruch wymiotny modernistycznych gównobudynków mających na celu wizualne straumatyzowanie bywalców miast. Np. gdy w Paryżu postawiono ścierwowaty Tour Montparnasse władze po dwóch latach zakazały stawiania budowli większych niż sześciopiętrowe!
Trzeba być totalnym bezguściem, żeby dać się oczarować modernistycznym gównem. Szczyt architektury miejskiej to dziewiętnasty wiek. Proszę spojrzeć na np. znakomicie ornamentowany budyneczek ze zdjęcia z londyńską taksówką. Nieskończenie zacniejszy niż gigantomańskie wysrywy nowobogackich szejków stworzone gwoli podniecenia motłochu.

Joopiter

Mam takie samo zdanie, ale chyba jesteśmy w mniejszości. Niedawno w „moich” Katowicach wyburzono w centrum obok Spodka szpecący, zniszczony wieżowiec. Myślałem, że zostawią tam wolną przestrzeń, ewentualnie postawią jakąś fontannę, pomnik itp. Zamiast tego powstał ohydny, szklany kolos, zasłaniający wszystko. Ale co ciekawe w rozmowach mało kto podziela moje zdanie, większości wieżowiec ten się podoba…

ktw-k2-04-copy.jpg
tebaribe
Goście

Byłem w tym roku w Baku, ale byłem też w Erywaniu. To czego mi brakuje w tej relacji z Baku to uczucie nienawiści do Ormian jakie wylewa się ze społeczeństwa w Azerbejdżanie. Ale nie pojedyńczych osób, one pewnie mają stosunek ambiwalentny do sporu o Górski Karabach, mówię raczej o społeczeństwie jako całości. Aremenia, Erywań, Górski Karabach to słowa zakazane w Baku, wypowiedzenie ich na głos od razu robi z Ciebie persona non grata. Nawet w Gruzji gdy taksówkarz z pochodzenia Azer usłyszał, że pracowałem kiedyś z dziewczyną z Armenii przestał się po prostu do nas odzwyać do końca kursu.

wpDiscuz

INNE SPORTY