Piękniej się już chyba nie dało. Krzysztof Piątek z karetą w debiucie!
Weszło

Piękniej się już chyba nie dało. Krzysztof Piątek z karetą w debiucie!

Bramki Krzysztofa Piątka w okresie przygotowawczym nie miały większego znaczenia, ale zapowiadały dobrą formę 23-latka na starcie sezonu. Nie spodziewaliśmy się jednak, że aż tak dobrą. Cztery bramki w oficjalnym debiucie muszą robić wrażenie, nawet jeśli chodzi o mecz Pucharu Włoch z Lecce. Na dodatek Polak potrzebował jedynie 37 minut, by skompletować debiutancką karetę! 

Jasne, mamy świadomość, że trudniej będzie z drużynami Serie A, ale naprawdę nie można lekceważyć dzisiejszego wyczynu naszego rodaka. Tym bardziej że Polak nie strzelał do pustej bramki. Pierwsze trafienie było chyba najładniejsze, ponieważ Piątek strzelił bramkę tzw. szczupakiem. Przy drugim golu popisał się kolega z drużyny 23-latka, który doskonale go dostrzegł i wypuścił w uliczkę. Naszemu napastnikowi pozostało wygrać pojedynek sam na sam z Vigorito, co zresztą udało mu się zrobić z dużym spokojem. Krzysiek minął bramkarza, a następnie wpakował piłkę do bramki. Ta sytuacja dobitnie pokazała, że zawodnik urodzony w Dzierżoniowie słusznie dostał koszulkę z numerem „9”.

Długo nie trzeba było czekać, a Piątek skompletował klasycznego hat-tricka, po tym jak zamienił dośrodkowanie z prawej strony boiska na gola. Tym razem znowu uderzał głową. Mało? Proszę bardzo, wrzutka z rogu, Polak znowu wyskakuje najwyżej do dośrodkowania, co ponownie przynosi bramkę. Chyba nigdy żaden Polak nie przywitał się z kibicami w takim stylu, jeśli chodzi o najmocniejsze ligi świata.

Bramki swoją drogą, ale nam Piątek zaimponował czymś jeszcze. Była 44. minuta meczu – na koncie miał już cztery bramki – a zasuwał w pressingu jak mały motorek. Raz nawet na tyle skutecznie, że odzyskał piłkę, ale arbiter uznał, że faulował. W drugiej połowie sytuacja się powtórzyła, tym razem bez faulu. Ostatecznie skończyło się rzutem rożnym dla Genoi. Naprawdę widać, że Polak bardzo chce, a co najważniejsze potrafi. Do swojego dorobku Piątek mógł dopisać także asystę, ale nikt nie zamknął jego podania z prawej strony boiska. Mogła być również piąta bramka, ale były zawodnik Zagłębia Lubin trochę się zamotał i stracił piłkę w polu karnym.

Davide Ballardini zmienił Polaka w 60 minucie, a kibice zgotowali mu owację na stojąco. Co ciekawe w dzisiejszym meczu strzelał jedynie Piątek. A to chyba też o czymś świadczy, jeśli weźmiemy pod uwagę, że obok niego 13 minut dłużej grał Goran Pandev… Cóż, miejmy nadzieję, że dzisiejszy występ Polaka będzie wstępem do pięknej włoskiej przygody, a nie jednorazowym wybrykiem.

Fot. FotoPyk