Dobrze wykonana robota? Trzy złota! Dziś wieczorem Berlin stał się polski
Inne sporty

Dobrze wykonana robota? Trzy złota! Dziś wieczorem Berlin stał się polski

To był kolejny polski wieczór na mistrzostwach Europy w Berlinie. Nasi sportowcy zdobyli dziś trzy złota, podwajając ich liczbę z poprzednich dni. Zachwyt, jedynie to przychodzi nam do głowy. A to przecież nie koniec – jutro do koła wejdzie Anita Włodarczyk i jej koleżanki, a na skoczni powalczą tyczkarze. To są mistrzostwa, które mogłyby się nigdy nie kończyć i pokolenie, które może stać się najlepszym w naszej historii. Tak to wygląda.

Sześć złotych, pięć srebrnych i jeden brązowy. To nasz dorobek medalowy sprzed dwóch lat, gdy mistrzostwa Europy rozgrywano w Amsterdamie. Razem dwanaście krążków. Po dzisiejszych występach naszych reprezentantów jesteśmy bliscy tego, by to osiągnięcie poprawić – mamy sześć złotych i trzy srebrne medale. Co możemy napisać? Chyba tylko, że jest cudownie.

Justyna Święty baluje w… Berlinie

To nie jest tak, że w nią nie wierzyliśmy – Justyna Święty-Ersetic zdecydowanie była naszą faworytką do zdobycia medalu. Ale tego, co zrobiła w swoim biegu, nie spodziewaliśmy się w najbardziej optymistycznych snach. Dlaczego? Bo żadna polska lekkoatletka nigdy nie przywiozła nam złota mistrzostw Europy z tego dystansu. Irena Szewińska miała na 400 metrów złoto olimpijskie i rekordy świata, ale na Starym Kontynencie była co najwyżej trzecia. Dziś Justyna oddała jej w pewnym sensie hołd. I bardzo nas to cieszy.

Jej czas? 50,41. Rekord życiowy poprawiony o 0,64 s! Choć początkowo wyglądało, że tak dobrze nie będzie. Przy wyjściu na ostatnią prostą była w okolicach trzeciego miejsca. Po chwili przesunęła się na drugą i zaczęła gonić prowadzą Greczynkę. Udało jej się to, dosłownie na ostatnich metrach. Wygrała o cztery setne sekundy, czyli tyle, ile wczoraj do złota zabrakło Marcinowi Lewandowskiemu. Sport jest przewrotny, ale czasem zdarza się, że co zabierze, to odda. Choćby następnego dnia.

Justyna mówiła potem, w wywiadzie na antenie TVP: „Trener powtarzał, że jestem w stanie pobiec poniżej 51 sekund. (…) Cieszę się bardzo, liczyłam, że mi się to uda, ale aż na taki progres – nie. Cieszę się, że udało mi się walczyć do samego końca i że po raz pierwszy usłyszę Mazurka Dąbrowskiego tylko dla mnie”. Cieszyć się może, bo organizatorzy, po fatalnych dwóch pierwszych wykonaniach, przeprosili i zaczęli puszczać nasz hymn z odtworzenia. I całe szczęście.

A, jeszcze jedno – gdy była mała, Justyna trenowała piłkę nożną. Czy osiągnęłaby sukces? Nie wiemy. Ale cieszymy się, że zmieniła dyscyplinę.

Życiówkę w tym biegu poprawiła też Iga Baumgarnt-Witan (51,24), która finiszowała na piątym miejscu. Takie wyniki niesamowicie nas cieszą, ale w tym przypadku sprawiały duży problem. Bo nie wiemy, kto układał terminarz mistrzostw, jednak na swoim fachu zna się mniej więcej tak, jak my na hodowli jedwabników. Dlaczego? Bo finalistkom biegu na 400 metrów dał niecałe 90 minut na regenerację. Później czekała je sztafeta. W tym nasze dwie reprezentantki.

Połowa planu

Zanim do akcji wzięły się dziewczyny, startowali jeszcze nasi reprezentanci. Ci sami, którzy na początku marca przywieźli nam złoto i rekord świata z halowych mistrzostw świata. No, prawie – zabrakło Jakuba Krzewiny, który ma problemy zdrowotne. I, niestety, było to widać. Nie udało się utrzymać w czołówce i, choć finisz w wykonaniu Kajetana Duszyńskiego, wyglądał naprawdę nieźle, zajęliśmy tylko piąte miejsce. Tylko, bo wierzyliśmy w brąz. Wiedzieliśmy, że Belgowie są poza naszym zasięgiem, walkę mieliśmy nawiązać z Brytyjczykami i Hiszpanami. Nie zrobiliśmy tego.

Lisowczycy nie dali rady, pozostało nam czekać na Aniołki Matusińskiego. Wcześniej Justyna Święty-Ersetic na pytanie o to, jak tu się zregenerować, odpowiadała wprost: „Chyba tylko i wyłącznie leżenie, zmrożenie nóg, pobudzenie układu limfatycznego. Wydaje mi się, że w tej euforii dam radę przebiec jeszcze jedno kółko”. I na tę euforię właśnie liczyliśmy, mając nadzieję, że pozwoli nam przeżyć jej jeszcze więcej, za sprawą kolejnego medalu. Jak to wyszło?

NIE-SA-MO-WI-CIE! Justyna i Iga pobiegły, jakby miały nie nieco ponad godzinę, a nieco ponad tydzień odpoczynku. Po prostu pokazały rywalkom plecy, lepiej się tego zrobić nie dało. Ale w zachwycie nad nimi nie zapomnijmy, że w sztafecie biegły też Małgorzata Hołub-Kowalik i Patrycja Wyciszkiewicz. One też dołożyły tu swoją cegiełkę. Zresztą, co my piszemy – to nie były cegiełki. To były fundamenty pod pomnik, które same sobie wybudowały.

Szczerze napiszemy, że nie pamiętamy sytuacji, w której ktoś zdobyłby dwa złote medale na bieżni tego samego dnia – Justyna Święty-Ersetic przeszła do historii. Wraz ze swymi koleżankami. Jeśli nie widzieliście – polecamy zobaczyć ich reakcje, gdy oglądały swój bieg. Czyste, no właśnie, złoto. A przecież na bieżni rywalizowali dziś jeszcze mężczyźni, którzy do przebiegnięcia mieli dwa okrążenia stadionu.

Trzy złota dla Kszczota

W finale biegu na 800 metrów mieliśmy trzech reprezentantów. Jak to wymyślili kibice i kilkukrotnie powtórzył Przemysław Babiarz – profesora, doktora i magistra. Kto był profesorem, wyjaśniać nie trzeba. W rolę doktora wcielił się Michał Rozmys, a magistrem ochrzczony został najmłodszy z nich – Mateusz Borkowski. Gdzieś w głębi duszy liczyliśmy, że może uda się zrobić coś historycznego i zagarnąć dla siebie całe podium.

I wierzcie nam, wcale nie było do tego tak daleko. Adam Kszczot wypełnił swoje zadanie w stu procentach. Taktyka „Przyczajony tygrys, ukryty smok” ponownie zdała egzamin. Adam tradycyjnie wyczekał do ostatniego łuku, a na nim zaczął przesuwać się na prowadzenie. Gdy już się tam znalazł, nie było opcji, by komukolwiek oddał złoto. Trzecie mistrzostwa Europy z rzędu na pierwszym miejscu. Hat-trick, który mógł skompletować na tym dystansie tylko on. Dosłownie – jest pierwszym gościem w historii, któremu mu się to udało.

Niestety, nasi „doktor i magister” finiszowali tuż poza podium. Widać rywale mieli habilitacje, aczkolwiek Michał Rozmys był takiej bardzo bliski. Zabrakło mu dwóch setnych sekundy. Trudno sobie właściwie wyobrazić, jak to niewiele. Przeczytanie jakiegokolwiek słowa z tego akapitu zajęło wam z pewnością więcej czasu. Ale Michał… i tak był zadowolony. W końcu – tak jak wcześniej Iga – pobiegł swoją życiówkę.

To jest coś pięknego, tym bardziej, że poprawiłem rekord życiowy. Ogromny sukces, jestem zadowolony. Widać, że przygotowania nie poszły na marne. Przede wszystkim to cenne doświadczenie, które zaprocentuje w kolejnych latach. Dałem z siebie wszystko, nie mam sobie nic do zarzucenia.

W wywiadzie dla TVP najbardziej spodobało nam się jednak to, co mówił o Adamie Kszczocie. Że to legenda i idol z dzieciństwa, który popchnął i zainspirował go do biegania. Szczerze życzymy Michałowi, żeby i o nim kiedyś ktoś tak mówił. A sam Adam? Cóż, był skromny jak zwykle.

Jeszcze to do mnie do końca nie dociera. Mam nadzieję, że to nie są moje ostatnie najlepsze lata. Nie było lekko, bo to bardzo szybkie bieganie, trzeci dzień z rzędu. To naprawdę bardzo wymagające mistrzostwa, o bardzo wyrównanym poziomie, ale też bardzo szczęśliwe. Nie zapominajmy też o chłopakach, bo zdominowaliśmy ten finał. Na moich kanałach social media staram się przekazywać pewne bardzo ważne elementy, które tworzą lekkoatletę. Pomagają przebrnąć przez słabsze momenty. Bardzo mi miło słyszeć takie słowa, mówią mi, że warto się starać, rozwijać i walczyć o poprawę samego siebie.

Cóż, jeśli chcecie się do tych słów dołożyć, to napiszcie to Adamowi na Twitterze, Facebooku czy gdzie tam chcecie. Jeśli macie adres, możecie nawet wysłać list. Jeśli macie numer telefonu – zadzwońcie czy też napiszcie SMS-a. Zdecydowanie zasłużył. Pochwałami możecie też obsypać pozostałą dwójkę, bo nie wspomnieliśmy jeszcze o postawie Mateusza Borkowskiego. On też pobił swoją życiówkę, dobiegł na piątym miejscu, a do medalu zabrakło mu dwunastu setnych. Świetny wynik, jak na gościa, który ma 21 lat, który dobrze wróży na przyszłość.

Mamy tylko jedno zastrzeżenie – ale nie do niego, a do… polskiej Wikipedii. Bo nie wiemy, jak wy, ale nam się wydaje, że to nie Mateusz jest na zdjęciu.

wikipedia borkowski

Co napisać na koniec? Że jesteśmy liderami klasyfikacji medalowej i wprost możemy napisać: my tego nie oddamy! Anita, Joanna, Malwina, Angelika, Sofia, Piotr i Paweł – pokażcie jutro, na co was stać. Chcemy przeżyć taki wieczór jeszcze raz, na zakończenie mistrzostw.

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (18)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Nedi81

Piękny wieczór!

Teleskop95

Brawo za wyniki! W lekkoatletyce jesteśmy kocurami :) mi też sprawia satysfakcje, że Niemcy znowu hymn będą grać 😀 a chyba ciężko im to przychodzi, puszczając takie profanacje naszego hymnu (wcześniej była podobna sytuacja u skoczków), a tak to przynajmniej utrwalą sobie dobrą wersje :)

lupi45

Jaki to piękny wieczór po tych piłkarskich eurowpierdolach i po poziomie naszej kopanej. Takie biegi powinno się pokazywać naszym piłkarzom, żeby do tych ich pustych głów dotarło że warto pracować, a nie tylko liczyć stan konta.

PRT

Jaki dysonans jak się ogląda kopaczy i lekkoatletów. Ale ciszej nad tym bajzlem kopanym. Niech nikt ligi nie ogląda, to pensje im chociaż spadną. :)

Pilkarski_kibic

Brawo nasi lekkoatleci.

KJ_83

„Anita, Joanna, Malwina, Piotr i Paweł – pokażcie jutro, na co was stać.”

Ciekaw jestem cóż za ekspert sprzed TV „tworzył” ten tekst. Wymieniono wśród naszych nadziei medalowych Malwinę Kopron i Aśkę Fiodorow, ok, całkiem możliwe że któraś z tej dwójki mając swój dzień wskoczy na podium. Wspomniano również o Pawle Wojciechowskim (ten wg. mnie ma jedynie iluzoryczne szanse na medal bo u panów medale zdają się być już rozdane – Lavillenie, Duplantis, Lisek), bym się przypierdolił ale ok, odpuszczę, z racji tego, iż skok o tyczce to bardzo wymagająca od strony technicznej konkurencja i nieraz dochodziło w niej do sensacyjnych rozstrzygnięć. Natomiast pojąć nie mogę gdzie „wcięło” imiona Angelika i Sofia, przecież zarówno Cichocka jak i Ennaoui są „murowanymi” kandydatkami do medali na 1500m… Muir poza zasięgiem dla reszty stawki, ale idę o zakład z panem pismakiem, że na tym dystansie zdobędziemy srebrny krążek oraz brąz bądź znienawidzone 4 miejsce( poza Weightman nikt naszym dziewczynom nie zagrozi). Malwina, Joanna, Paweł, a Angelika i Sofia, gdzie dziewczyny mają dużo większe szanse na medal od wspomnianej wyżej trójki, już nie? Wykazał się Pan zwykłą ignorancją(bo chyba nie brakiem wiedzy?) i ze zwykłego dziennikarskiego obowiązku wypadałoby zrobić w tym tekście korektę dopisując imiona dwóch naszych pań…

pep pep

Murowany to jest akurat brak medalu Cichockiej, nawet wtedy gdyby był spacer jak w Amsterdamie.
Wojciechowski ma szanse medalowe trochę większe niż myślisz. Ennaoui ma zaś więcej niż 0 % szansy na złoto

Co do artykułu:
Kszczot jak na swój potencjał niestety karierę ma prawie przegraną- z uwagi bez medalu IO reszta jest bowiem stosunkowo mało znaczącymi sukcesami, a w Tokio raczej będzie już za stary.
Cała Polska reprezentacja LA zresztą regularnie zawodzi w każdych IO od 1988 (poza 2000) . Jak w IO zrobią takie wyniki jak w MS w Berlinie czy w Londynie, to wtedy można rozważać wyjątkowość pokolenia. Niestety znów wiele wskazuje na to, że wielu z nich jak zwykle wystrzela się w czteroleciu pomiędzy. Paradoksem jest że wiele będzie zależeć od postawy w wykonaniu zgranego duetu gwiazd Bukowiecki (wchodzący lider), Włodarczyk (schodzący lider) plus złoto w młocie M (jak Halasz się nie rozkręci) . Ale czy jak plan tej podstawy wypali, to obok tego da się obudować to wieloma dodatkowymi medalami, czy choćby trzema następnymi ? Wątpliwe

KJ_83

Medal Wojciechowskiego to chyba wyłącznie kosztem Liska. Muir pójdzie mocno, jeśli Sofia dotrzyma jej kroku to kto wie, w każdym razie złoto Ennaoui byłoby jedną z większych sensacji tych mistrzostw. Natomiast jeśli idzie o Cichocką, z ciekawości sprawdziłem teraz ofertę u polskiego ziemniaka i co ciekawe traderzy typują Angelikę do srebrnego medalu, także więcej wiary, nie skreślaj jej na starcie…

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Faktycznie Kszczot przegrał swoją karierę i życie. Po twojej fachowej opinii bedzie się zbierał tak z rok i zakończy tę nieudana przygodę ze sportem. Mógł, kurwa, przecież zostać piłkarzem , zdobyć glonojada i rozbijać się porszakami! 😀

pep pep

Nie mógł po prostu mieć formę w dwóch najważniejszych dniach swojej kariery (półfinał w Rio i po awansie którego nie było – finał w Rio ).
Albo jej nie mial albo (jak utrzymuje) miał ale popełnił fatalne błędy taktyczne tyle że na oko to po prostu Murphy był wtedy wyraźnie mocniejszy na finiszu bo był mocniejszy. Tak czy siak to była klęska. W Londynie na IO zresztą też zawiódł z kretesem, tylko tam i tak było dla niego za szybko, a W Tokio będzie za stary (tak świadczą statystyki historyczne zawodników na tym dystansie, ze forma w tym wieku prawie każdemu schodzi)
Sport na tym polega że trzeba być wtedy w formie kiedy najbardziej potrzeba, a nie kiedy indziej. Zeby tak było to np nie nalezy robić bezsensownych szczytów na hale w sezonie olimpijskim, bo za to się płaci
Taki Krystian Zalewski to może czuć się wygranym w karierze bo ma medal z ME , gdyż wiadomo że jego szanse na medal IO wynosiły zero, zero. Dla kogoś jednak kto potencjał na medal IO miał, to ten brak medalu jest porażką i kropka.

KJ_83

Dzięki

Abominator

Postanowiłem wybrać się do Berlina w ten sobotni wieczór i nie żałuję. To miał być dzień Niemiecki, tymczasem to my wyprzedziliśmy ich w klasyfikacji medalowej.
To, co uczyniła Justyna przejdzie do historii. Wynika to także z nieporadności organizatorów, ale dwa złota w półtorej godziny w takiej konkurencji to na pewno jakiś rekord.
Polscy kibice królują w otoczeniu stadionu olimpijskiego, to regularna biało-czerwona fiesta. Taka reprezentacja lekkoatletyczna to powód do dumy.

WF
MKS

Jakoś nikt nie wyciąga wniosków, że Polacy genetycznie są skrzywieni do sportu. Może po prostu są dobrze trenowani. Przez dobrych polskich trenerów. Ale ci od lekkiej atletyki nie muszą zdaje się jeździć do Białej Podlaskiej. Im wystarczy skończenie AWF.

Penguin

Doskonały wieczór, dziękuję! Złota w stylu kosmicznym. Dodatkowo wielki ukłon dla Igi oraz 800-metrowców – w finale pękły życiówki, biegi na 100%, po prostu rywale byli troszkę lepsi. Rozmys i Borkowski przegrali przecież jeszcze tylko z Kramerem, który wyrównał rekord Szwecji (też więc wycisnął z siebie full) plus ze starym wyjadaczem Bosse’m. Ale to właśnie tak się walczy za Orła. Na maksa.
Świetnie, że akurat w lokalu w którym przebywałem wieczorem, na telebimie leciała lekka zamiast jakiejś tam gównoekstraklasy – był jeden typ co chciał przełączyć na Canal+, ale został uciszony bezbłędnie :) Oby to był stały trend, oglądalność żałosnych parodystów i nieudaczników powinna wynosić dokładnie 0 ludzi.
Jakby dzisiaj wpadły jeszcze dwa, trzy, może cztery medale – finisz byłby rewelacyjny.
Co do organizacji… Niemcy już dawno nie powinni kojarzyć się z „solidnością”, serio, Polacy czy nawet słynący z „wiecznej prowizorki” Rosjanie zaczynają ich pod tym względem odstawiać.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Bardzo cieszą mnie sukcesy wspaniałych lekkoatletów, ale pozwól mi jednak oglądać też „żałosnych parodystów i nieudaczników.” Nie każdy jest tylko kibicem sukcesu.

Komunista

Dzisiaj ma byc rzut młotem ale nie wiadomo czy tarczyńskiego dowiozą.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Mała strata. Nie powinno być problemów ze znaleziem jakiegoś młota z PO. W końcu Berlin to baza ich Panów.

PRT

I wszystkie rdzenne Polki. Nie to co Francuzki, czy Brytyjki, a i tak są pierwsze. I Polska pierwsza w klasyfikacji medalowej. :)

wpDiscuz

INNE SPORTY