Przenieśmy polską piłkę do strefy Oceanii
Blogi i felietony

Przenieśmy polską piłkę do strefy Oceanii

Należy przenieść polską piłkę do strefy Oceanii. Będziemy grali zacięte jak klasa A na klasę B mecze z ligą Kiribati. Derbowe, gorące racowisko podczas szlagieru na Estadio de Mikronezja. W którejś drużynie niechybnie zagra Spongebob i rozgwiazda Patryk.

Być może okaże się, że futbol na bezludnej wyspie zrobił duży postęp. Być może w lidze Aborygenów dzięki reformie dzielenia punktów poziom skoczył na potęgę. Być może diabeł tasmański okaże się wymagającym przeciwnikiem.

Jest jednak zauważalna szansa, że wstydu będzie mniej.

Ciekawi mnie kto dzisiejszego poranka w Legii ma największego kaca. Kaca nie z tych po rzęsiście zakrapianej dobrej zabawie, ale kaca-moralniaka, jaki zdarza się po totalnym upodleniu, urwanym filmie, pobudce w krzaku, porwanych o gałąź gaciach.

Nie zdziwiłbym się, gdyby pierwsza myśl z jaką zbudził się dzisiaj pan Dariusz Mioduski kręciła się natarczywie wokół „Na chuj ja się w to w ogóle wpierdalałem” „Po co mi to w ogóle było?”. Refrenem polskiej piłki są biznesmeni, którzy odnieśli sukces w branży budowlanej czy innej branży handlu warzywami pod blokiem, a później są przekonani że podobnymi metodami da się osiągnąć sukces w piłce.

Wkrótce przekonują się, że futbol to nie jest pokorny piesek, żeby założyć mu kaganiec i wsadzić do budy. To niepokorne bydlę.

Bydlę, które gryzie.

Już mi się nie chce znęcać nad panem prezesem od stabilizacji, ale prawdą jest, że pucharowa stabilizacja się udała: Legia od zeszłego sezonu przegrała z mistrzem Kazachstanu, mistrzem Mołdawii, mistrzem Słowacji, mistrzem Luksemburga. Wygrała tylko dwie przedwstępne rundy przedeliminacji do przedkwalifikacji, kiedy poważni piłkarze – Messi, Ronaldo, Modrić – są w środku wylegiwania się na plaży w Mielnie.

Eurowpierdole zdarzały się wszystkim polskim klubom, ale jednak zazwyczaj na zasadzie wańki-wstańki. Szydera szyderą, ale potrafiliśmy się odkuć i też sprawić możniejszemu eurowpierdol, by wspomnieć Śląsk lejący Club Brugge. Legia natomiast aktualnie pełni rolę bliższą Cyrkowi Zalewski – jeździ po Europie i sprawia frajdę wszystkim, tylko nie swoim kibicom.

Trzech kolejnych trenerów, z których każdy w praktyce zaczyna fach. To jest fundacja „Mam marzenie”? Czy szkoleniowiec wybierany jest w trybie losowania „Teletuleji”? Za dyrektora sportowego Jozaka trener tymczasowy, który zostaje, by na początku zastąpił go kolejny trener tymczasowy, do którego zastąpienia nikt się już nie pali, bo to samowolne wejście na minę. Robota dla komandosa, sapera, nie dla szkoleniowca. Ale pewnie naturalną konsekwencją będzie jeśli przyjdzie ten Walijczyk od przygotowania fizycznego, co mało nie spuścił Lechii.

Zastanawiam się jak dzisiaj ci wszyscy legijni piłkarze mogą spojrzeć sobie w lustro. Zarabiają krocie. Dziesiątki tysięcy złotych, dziesiątki tysięcy euro miesięcznie. Dopiero co słowacka prasa pisała, że Legia ma budżet większy niż cała tamtejsza liga. Trenczyn za ułamek legijnego budżetu potrafi sprać 4:0 Feyenoord. Teraz Dudelange, klub oczywiście zawodowy, klub który ma paru fajnych grajków, ale też klub, który ma siedemnastu kibiców na krzyż, a finansowo odstaje od Legii o trzy poziomy.

A jednak znowu w ryj.

Oczywiście byłoby miło, jakby Legię prowadził trener, w dodatku na tyle długo, by dało się zapamiętać jak ma na nazwisko. Niemniej ten produkt piłkarzopodobny za takie pieniądze miał obowiązek wygrać nawet gdyby trenował ich pies prezesa.

Tymczasem oni nawet nie byli równorzędnym rywalem. Mogliby dostać 1:5. Dudelange grało w dziadka. W zasadzie powinni być rozczarowani, bo kwestię awansu mogli zamknąć już wczoraj.

I to Mistrz Polski, proszę państwa. Najlepsza drużyna zeszłego sezonu Ekstraklasy, która pokazała tyły wszystkim innym w kraju.

Dzisiaj dziesiąty, w wielu fuchach dzień rozsyłania wypłat. Myślę, że największego kaca, większego nawet od najzagorzalszych kibiców, ma legijna księgowa wysyłająca pensje piłkarzykom. Musi ją krew zalewać przy realizowaniu monstrualnych przelewów.

Na wszelki wypadek pilnowałbym jej dziś ze wzmożoną troską, bo kobicie grozi wylew.

Fot. FotoPyK