W Krakowie sprawdzą, czy da się wygrywać bez napastników
Weszło

W Krakowie sprawdzą, czy da się wygrywać bez napastników

Początek nowego sezonu Ekstraklasy ułożył się w taki sposób, że w przypadku Wisły Kraków i Wisły Płock, choć z zupełnie innych powodów, ciężko jest wskazać kierunek, w którym płyną oba kluby. Jedni i drudzy mają swoje problemy, ale jeden aspekt mimo wszystko ich łączy. Chodzi oczywiście o wątpliwy stan posiadania w linii ataku, który Maciejowi Stolarczykowi i Dariuszowi Dźwigale bez wątpienia spędza sen z powiek. W Krakowie wpadli ostatnio na pomysł, jak nieco poprawić tę niekorzystną sytuację, w Płocku dopiero nad tym główkują. Na razie jednak obie drużyny wyglądają na bezzębne, co nie najlepiej wróży przed ich bezpośrednim starciem.

Nastroje panujące pod Wawelem ogólnie można określić jako umiarkowanie optymistyczne. Wisła, która przed startem sezonu przeszła kolejną kadrową rewolucję, w pierwszych trzech meczach pokazała, że sportowo jest w stanie się obronić. Nieźle prezentuje się szczególnie w defensywie, która jako całość wygląda na trudny do sforsowania monolit. Gdyby nie indywidualne błędy Sadloka z Miedzią i Buchalika z Jagiellonią, to Biała Gwiazda być może cały czas mogłaby chwalić się czystym kontem. Ale nawet dwie stracone bramki w gruncie rzeczy nie są powodem do wstydu. Zasieki, za stawianie których odpowiada Marcin Wasilewski, spełniają swoją rolę, a gra obronna Wisły mogła się podobać zwłaszcza w spotkaniach rozgrywanych na stadionie przy Reymonta. Fakt, do tej pory do Krakowa przyjeżdżali rywale mocno upośledzeni ofensywnie, ale defensorom gospodarzy dzisiejszego meczu nie można odbierać, że choć wytrącać z ręki musieli im bardzo wątłe argumenty, to poradzili sobie z tym bardzo sprawnie.

Problem zespoły Macieja Stolarczyka polega jednak na tym, że im bardziej zbliża się do bramki przeciwnika, tym mniej stabilniej wygląda jego konstrukcja. Linia pomocy Wisły jest bowiem bardzo nierówna. Obok świetnego Bashy biegają chimeryczny Kort, wiecznie słaby Boguski i irytujący Imaz, który ostatnio udowadnia, że jest w stanie spartolić właściwie każdą dobrą okazję do zdobycia bramki. Nieco lepiej prezentuje się co prawda odkurzony już któryś raz Małecki, ale to wciąż za mało, by w Krakowie nie mogli ze spokojem wyczekiwać kolejnych spotkań.

Wisła Kraków faworytem na Reymonta. Kurs na zwycięstwo gospodarzy w LV BET wynosi 2,45

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w ataku, który w obecnym składzie osobowym jest po prostu słaby. Ondrasek bramki zdobywa raz na ruski rok, więc nic dziwnego, że władze Wisły bardzo chętnie odesłałyby go jak najdalej od Krakowa. Kolar, który miał być rzekomo strzelcem wyborowym, póki co sprawia wrażenie gościa niezdolnego do wykonania na boisku jakiegokolwiek udanego zagrania, o zdobywaniu bramek już nie wspominając. Na Reymonta oczywiście nie są ślepi i doskonale wiedzą, że uzbrojeni w dwa przeciekające pistolety na wodę nie mają żadnych szans w – szumnie mówiąc – ligowych wojnach. Ryczące debety na klubowych kontach skutecznie blokują jednak niemal wszystkie plany dozbrojenia. W akcie rozpaczy Wisła zgłosiła się więc do Pawła Brożka, z którym przecież pożegnała się kilka miesięcy temu, kolejny raz prosząc go o ratunek. Ciężko stwierdzić, czy Brożek znów okaże się antidotum na ofensywne problemy Białej Gwiazdy, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że w formie to napastnik dużo lepszy od duetu Ondrasek-Kolar.

Jakby tego było mało, w Wiśle niezbyt imponująco wygląda sytuacja za plecami zawodników, którzy do tej pory mieli monopol na grę w wyjściowej jedenastce. Zespół Macieja Stolarczyka każde z trzech dotychczasowych spotkań rozpoczynał w identycznym zestawieniu, a zmiennicy, którzy w ich trakcie dostali od trenera szansę, zapewne tylko utwierdzili go w przekonaniu, że trzymając się twardo tych samych nazwisk, postępował słusznie. Ławka rezerwowych Białej Gwiazdy jest więc trochę jak zwiastun filmu – krótka i niespecjalnie jest co na niej oglądać.

Totolotek za pierwsze w tym sezonie zwycięstwo Wisły Płock płaci 2,80

O ile jednak krakowianie potrafią skutecznie maskować niedociągnięcia, a liczne braki nadrabiać zaangażowaniem, wybieganiem i determinacją, to w przypadku Wisły Płock tak różowo już nie jest. Po ostatnim meczu Dariusz Dźwigała przyznał wprost, że popełnił kilka błędów, które nie powinny mieć miejsca i za które jego zespół zapłacił najwyższą cenę. Refleksja trenera Nafciarzy doprowadzi zapewne do tego, że dziś od pierwszej minuty zobaczymy na boisku Stilicia, który na kierownicy zluzuje niebyt przekonującego do tej pory Szwocha, co trzeba będzie uznać za wyjątkowo rozsądną decyzję Dźwigały.

Jest jednak mało prawdopodobne, że wraz z powrotem Bośniaka do wyjściowego składu problemy płocczan znikną jak ręką odjął. Zmiana trenera tuż przed startem rozgrywek musiała odbić się na grze piątej drużyny poprzedniego sezonu i zapewne upłynie jeszcze trochę czasu nim Wisła Płock wróci na właściwie tory. Na dziś jej największą bolączką – podobnie jak w przypadku imienniczki z Krakowa – jest atak, w którym poza niebędącym jeszcze w pełni formy fizycznej Ricardinho nie ma nawet pół skutecznego napastnika. Z takim arsenałem ciężko marzyć o wielkich podbojach, ale Dźwigała nie zamierza składać broni. Do Krakowa jedzie po to, aby przełamać niekorzystną serię i wreszcie zasmakować zwycięstwa. Plan ambitny i w pełni pokrywający się z tym, który na dzisiejszy mecz przygotował Maciej Stolarczyk. No a skoro tak, to niewykluczone, że na Reymont będą dziś działy się ciekawe rzeczy. Z bramkami włącznie, choć akurat to wygląda na mocno naiwne marzenie.

Fot. 400mm.pl/Jakub Gruca

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Rura

Wspólczuję wam, że musicie podgrzewać atmosferę i robić prognozy meczów tego śmiesznego tworu jakim jest polska liga…czy po wczoraj jeszcze ktokolwiek będzie w stanie to oglądać? Canal Plus pod sąd za puszczenie tego w telewizji

wpDiscuz