Boski Lewis. Odlot mistrza świata
Inne sporty

Boski Lewis. Odlot mistrza świata

Jest jedną z największych gwiazd sportu i najlepiej opłacanym spośród pewnie 2 miliardów kierowców na świecie. Jest także aktualnym mistrzem Formuły 1 i wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie nic się w tej kwestii nie zmieni. Lewis Hamilton zadziwia jednak nie tylko na torze. Trudno nie zauważyć, że czterokrotny mistrz świata ostatnio mocno odleciał. – Jemu Formuła 1 pomyliła się z Hollywood. Wszystko, co robi, jest grą. Jego najnowsza rola to Jezus Chrystus – grzmi zniesmaczony Jacques Villeneuve, były mistrz F1. Grubo.

Zacznijmy od tego, że Lewis Hamilton ma bardzo wiele powodów, żeby czuć się wyjątkowym kierowcą. Do Formuły 1 wszedł z buta. W debiutanckim sezonie, który większość młodych zawodników przeznacza na naukę i popełnia wiele błędów, Brytyjczyk prawie został mistrzem świata. I to „prawie” nie oznacza tyle samo, co „Liverpool prawie wygrał Ligę Mistrzów”, czy „Artur Szpilka prawie został mistrzem wagi ciężkiej”. Hamilton tytuł przegrał z Kimim Raikkonenem o jeden punkt, a wszystko rozstrzygnęło się dosłownie na ostatnim okrążeniu ostatniego wyścigu. Inaczej mówiąc, zabrakło kilkudziesięciu sekund do ustanowienia rekordu, który byłby niemal nie do pobicia: mistrzostwo 22-latka w debiutanckim sezonie! Szaleństwo, tym bardziej, że mówimy o sporcie, w którym doświadczenie jest absolutnie kluczowe.

Bóg jest dobry cały czas

Tak czy inaczej, rok później Hamilton już nie wypuścił z rąk ogromnej szansy i został najmłodszym mistrzem świata w historii F1 (potem jego wynik poprawił Sebastian Vettel). Kolejne lata tylko gruntowały jego pozycję. Dziś więcej tytułów mistrzowskich od niego mają tylko Juan Manuel Fangio oraz Michael Schumacher. Co więcej, lista rekordów brytyjskiego mistrza jest tak długa, że ciężko ją przytoczyć w całości. Z najważniejszych wypada wymienić najwięcej wygranych kwalifikacji (77), najwięcej zdobytych punktów w historii (2,823), wygrane kwalifikacje na 27 różnych torach, wygrane wyścigi na 26 różnych torach, 43 wygrane po startach z pole position, 9 kolejnych podiów od debiutu, co najmniej jeden wygrany wyścig i pole position w każdym sezonie od debiutu. I jeszcze wisienka na torcie, wynik nie do poprawienia: 4 zwycięstwa w ciągu jednego miesiąca (lipiec 2016)!

Trudno się dziwić, że ten chłopak, kawaler Najwspanialszego Orderu Imperium Brytyjskiego, ma wysokie poczcie własnej wartości. Jak wysokie? Można by o to spytać Andrzeja Bargiela, który niedawno zjechał na nartach z drugiego najwyższego szczytu na Ziemi. Z perspektywy Polski ego Hamiltona na pewno nie widać. Prawdę mówiąc, wątpliwe, żeby dało się je dojrzeć nawet z K2…

Lewis szybuje coraz wyżej. Ale wcale nie swoim prywatnym odrzutowcem, czy na fali spektakularnych sukcesów w ostatnich wyścigach. Szybuje na oparach stale rosnącego przekonania o własnej zajebistości – mówi wprost Cezary Gutowski, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, od lat śledzący z bliska rywalizację najszybszych kierowców świata. – Hamiltonowi nie wystarcza już to, że jest wyśmienitym kierowcą i widać to gołym okiem na torze. Ciągle mało mu pochwał.

O co chodzi? Choćby o zachowanie lidera klasyfikacji generalnej po zwycięstwie w Grand Prix Niemiec. Hamilton przez komentatorów brytyjskiej telewizji Sky w pełni zasłużenie był bardzo chwalony za swoją jazdę. Uznał jednak, że… niewystarczająco!

Śmieszy mnie słuchanie byłych kierowców, którzy komentują Formułę 1. Żaden nie potrafił znaleźć właściwych słów. Jakikolwiek mieliście powód, wybaczam wam – wypalił w mediach społecznościowych. I dodał jeszcze: – Miłość zawsze wygrywa, niezależnie od tego, co powiecie, żeby mnie usadzić. Dziś startowałem z 14. pozycji, a wygrałem. Bóg jest dobry cały czas.

To nie ludzie, to wilki

Grubo, co? Znamy przypadki sportowców, którzy mają ogromne wymagania wobec dziennikarzy i generalnie oczekują wyłącznie pochwał, a za krytykę obrażają się, jak dzieci w przedszkolu. Ale coś takiego? Tym bardziej, że krytykował w ten sposób nie byle kogo. W Sky F1 komentują nie dzieciaki tuż po studiach dziennikarskich, tylko Martin Brundle (dekada w Formule 1, wielokrotnie na podium, plus zwycięstwo w 24-godzinnym wyścigu Le Mans), Paul di Resta (mistrz Formuły 3 i serii DTM, trzy sezony w F1) oraz Anthony Davidson (mistrz FIA World Endurance, 2. i 3. miejsce w 24-godzinnym wyścigu Le Mans, dwa sezony w F1, plus dwa w roli kierowcy testowego). Takiej to właśnie ekipie Lewis Hamilton „wybacza”.

O, łaskawca, na pewno im ulżyło – śmieje się Gutowski. – Brundle to wyborny ekspert i jeden z niewielu brytyjskich dziennikarzy, którzy uznając wielkość Hamiltona nie wchodzą mu przy tym w dupę. Nie do końca wiem, co jeszcze mieliby powiedzieć? Może oczekuje, że powinni popełnić zbiorowe samobójstwo, kładąc się na ołtarzu dziękczynnym za to, że bogowie umieścili na tej samej ziemi jego, ten nadzwyczajny byt, w związku z czym możemy oddychać tym samym powietrzem? On jest zażenowany, że komentatorzy, w końcu byli kierowcy F1, bezczelnie niewystarczająco doceniają jego geniusz. To na pewno z zazdrości, kiedy już odrywa się od ziemi, podły świat stara się go usadzić. To nie ludzie, to wilki!

July 29, 2018 - Budapest, Hungary - Motorsports: FIA Formula One World Championship 2018, Grand Prix of Hungary, .#44 Lewis Hamilton (GBR, Mercedes AMG Petronas Motorsport) (Credit Image: © Hoch Zwei via ZUMA Wire) FOT.ZUMA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY!!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Gutowski nie neguje, że Hamilton to znakomity zawodnik. Docenia jego umiejętności, klasę, sposób, w jaki realizuje strategię, wreszcie – skuteczność. Z drugiej strony mówi wprost: w głowie mu się już bardzo porządnie przewróciło.

Ma prawo być taki, jaki jest, tak długo, jak nie robi nikomu krzywdy. Jego ekstrawagancje i dziwactwa nie zmieniają faktu, że jest wybitnym kierowcą. Problem w tym, że coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością. Idzie tą samą drogą, co Michael Jackson, który był wybitnym artystą, ale też biednym, oderwanym od rzeczywistości człowiekiem – ocenia. – Bawi mnie to dlatego, że Lewis od lat jest noszony na rękach przez swoją domową propagandę. Wysławiają go na cały świat, wybielają po wielu błędach, które zrobił i głupotach, jakie powiedział. A teraz całe te towarzystwo dostaje od swojego pupila po tyłkach!

Odgrywa rolę Jezusa

No dobra, krytyka komentatorów, nawet ostra i niezbyt rzeczowa, to jedno. Rzecz w tym, że nie tylko to ostatnio zaskakuje w zachowaniu Hamiltona. Obecny mistrz świata mocno podpadł byłemu, sprzed 21 lat. Jacques Villeneuve, cytowany przez ESPN wypalił ni mniej, ni więcej: „Hamiltonowi się wydaje, że jest Jezusem”!

Hamilton myli Formułę 1 z Hollywood. Wszystko, co robi, jest grą. W mediach społecznościowych przedstawia siebie, jako Jezusa. Sposób, w jaki klęknął obok samochodu, kiedy miał problemy w kwalifikacjach, wyglądało, jak męka Chrystusa. A to, co powiedział później, było jak Kazanie na Górze. Następnie gestykulował tak dramatycznie na podium, żeby każdy widział, kto zesłał ten nagły deszcz – zauważa Villeneuve (ten sam, któremu przed laty miejsce w zespole BMW Sauber odebrał Robert Kubica).

Mocne porównanie, co? Villeneuve słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi i – nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu – czasami po prostu gada głupoty. Tym razem jednak nad jego wypowiedzią warto się zastanowić. Czy aby Kanadyjczyk przypadkiem nie trafił w punkt?

Uwielbiam opinie Villeneuve’a. I niestety, w tej jest sporo racji, przede wszystkim w punkcie „wszystko, co robi, jest grą”. Może nie wszystko, ale na pewno wiele – podsumowuje Gutowski. – Ale jego pretensje do komentatorów Sky, czy prośby do zarządu F1, żeby Rosberg nie przeprowadzał wywiadów przed podium? Żenujące, ni mniej, ni więcej…

Uzdrowienie, błogosławieństwa i boska opieka

A może nie ma się co czepiać Hamiltona? W końcu facet od lat jest na świeczniku w niesamowicie trudnej dyscyplinie sportu, w dodatku takiej, w której naprawdę w każdym wyścigu ryzykuje się życie. Może nie ma sensu krytykować go za zbyt ekspresyjne wyrażanie radości, albo krytykę mediów? Jasne, ale trudno nie odnieść wrażenia, że gwiazdor Mercedesa naprawdę odleciał.

Kolejny przykład: jeden z najnowszych wywiadów. Miesiąc temu Hamilton wystąpił w podcaście Beyond The Grid na oficjalnej stronie Formuły 1. Brytyjczyk opowiadał na trudne pytania. Czy wciąż kochasz F1? „Tak, uwielbiam się ścigać”. Warto za to umierać? „Nie powiedziałbym. Za marzenia, pasję, cele, ambicje, być może tak”. I dalej, opowiadał historię:

Wpływam na życie innych w pozytywny sposób. Ludzie przychodzą do mniej. Kobieta do mnie podeszła, kiedy byłem na musicalu. „O mój boże, chciałam ci tylko powiedzieć, że w 2007 roku walczyłam z rakiem i przechodziłam chemioterapię, i to ty mnie przez to przeprowadziłeś”. Ja na to: jak to? A ona: „w każdy weekend widziałam, jak jeździsz, jak się wypowiadasz. Połączyłam się z tobą i z tego czerpałam siłę do walki”. Pomyślałem: wow, nie miałem pojęcia. Ona walczyła z tym i sobie poradziła, a mi mówi, że beze mnie nie dała by rady. O takie rzeczy z pewnością warto walczyć, warto za nie umierać. Jeśli możesz dotknąć jakieś dziecko i skierować je na kurs, na którym zrealizuje swój potencjał, to o to warto walczyć – mówił mistrz świata. W czasie podcastu wspominał też jeden z licznych wypadków na torze – kiedy w jego bolidzie pękła opona i pędził prosto na ścianę. – Nie masz czasu się modlić. Wszystko może się zdarzyć każdego dnia. Ale ja czuję, że Bóg trzyma swoje ręce nade mną.

Czaicie? Bóg trzyma nad nim swoje ręce. On z kolei czuje się na siłach, żeby błogosławić dzieci, a ludzie przychodzą do niego i opowiadają o tym, jak jego moc pomogła im w uzdrowieniu. Gdyby taką wypowiedź przypasować do jakiegoś brodatego gościa z Syberii, czy innej pustyni w Arizonie, z miejsca mówilibyśmy o nawiedzonym przywódcy sekty i zdecydowanie wolelibyśmy się trzymać z daleka. Problem w tym, że mówimy o mistrzu Formuły 1 i jednym z najbardziej znanych, utytułowanych i najlepiej opłacanych sportowców na świecie. Ale prawdę mówiąc: trochę nawiedzony to ten nasz Lewis jest…

JAN CIOSEK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kanapowy Janusz
Karabakh Agdam

I to „prawie” nie oznacza tyle samo, co „Liverpool prawie wygrał Ligę Mistrzów”, czy „Artur Szpilka prawie został mistrzem wagi ciężkiej”. Hamilton tytuł przegrał z Kimim Raikkonenem o jeden punkt, a wszystko rozstrzygnęło się dosłownie na ostatnim okrążeniu ostatniego wyścigu. – Liverpool ma 5 mistrzostw LM, argument całkowicie z odbytu.

kuba95

Hamilton tytuł przegrał ale w Chinach w przedostatnim wyścigu sezonu 2007 gdy zjeżdżał na pitstop i wjechał w żwir, a rozstrzygnięcie tytułu na ostatnim okrążeniu miało miejsce ale rok później gdy wyprzedził timo glocka i dzięki temu zdobył mistrzostwo.

mnichulfc

Ale w ostatnim wyścigu też miał jakieś problemy ze skrzynią biegów, która zepchnęła go na koniec stawki (ale to było na początku wyścigu).

Autorowi musiało się coś pomylić, ale sens wypuszczenia z rąk ogromnej przewagi na samym końcu sezonu oddany.

ViteQ

pierwsze zdanie i już błąd, Alonso w McLarenie kasuje więcej

ZnaFcaFutbolu

Piszącemu chodziło zapewne o udział Liverpoolu w poprzednim sezonie LM, w którym doszedł do finału, a więc „prawie” wygrał.

Jozef Wojciechowski
Bułka z Bananem i Zupa w Pięć Minut

FIA dba o swojego unikatowego Murzynka Bambo i nie da mu zrobić krzywdy.

Boski

Gratulacje to należą się inżynierom Mercedesa oraz wcześniej McLarena. Każdy wie, że w Formule 1 kluczowy jest bolid. Bez niego ani rusz. Niepotrzebna kompletnie podnieta w tym artykule. Mercedes w ostatnich latach kompletnie zdominował stawkę. A Lewis świetnie to wykorzystuje.

wpDiscuz

INNE SPORTY