Piotrowski: Genk to idealne miejsce do rozwoju. W klubie pytali już o Lecha
Weszło

Piotrowski: Genk to idealne miejsce do rozwoju. W klubie pytali już o Lecha

Jeszcze zimą odrzucił ofertę z Rosji, ale latem – gdy Genk położył na stolę dwa miliony euro dla Pogoni Szczecin – to już długo się nie zastanawiał. Jakub Piotrowski ma już za sobą debiut w nowej drużynie, a krótko po przenosinach do Belgii przyjdzie mu zmierzyć się z polskim zespołem. Los chciał, że Genk już zagra z Lechem Poznań w III rundzie eliminacji do Ligi Europy. 

***

Rozmawialiśmy pół roku temu i przyznałeś, że zimą miałeś ofertę z Achmata Grozny. Wtedy uznałeś, że to nie moment na odejście i chcesz pomóc Pogoni w walce o utrzymanie. Portowcy się utrzymali i latem mogłeś z czystym sumieniem ruszyć w świat?

Warto było poczekać. Jestem w Genk i to świetne miejsce do zrobienia kolejnego kroku do przodu. Gdy usłyszałem, że Belgowie są mną zainteresowani, to sprawdziłem ich status, możliwości i wyszło na to, że jest to miejsce idealne do rozwoju. Liga belgijska to też świetny poligon doświadczalny. No i chyba nie muszę mówić o tym, kogo Genk wyszkoliło i jakie ci piłkarze robią kariery.

Przedstawiono ci ścieżkę rozwoju?

Tak, mają plan na mnie, przedstawili jaką widzą dla mnie rolę w drużynie i czego się po mnie spodziewają. Teraz wszystko spoczywa już w moich nogach i ja jestem odpowiedzialny za to, czy ten plan klubu wypali, czy nie.

Konkurencja na twojej pozycji jest bardzo duża. Malinowskij, Pozuleo, Berge…

W środku pola gramy na trzech pomocników. I trener mógłby wystawić tę trójkę, o której wspomniałeś, zmienić ich w trakcie meczu na trzech kolejnych piłkarzy, a kolejni jeszcze czekaliby na swoją szansę. Na tej pozycji może grać 7-8 piłkarzy. Berge, Malinowskij i Pozuleo są bardzo szanowani w tej lidze, są znani, mają duże umiejętności. Ale przecież ja zdawałem sobie sprawę, że trafiając do takiego klubu będę musiał walczyć o swoje. Nikt nie otworzy mi drzwi i nie zaprosi za darmo do składu. Mam czas na aklimatyzację, będę powoli wchodził do drużyny i starał się wykorzystywać każdą szansę. Liczę też na to, że trafimy do fazy grupowej Ligi Europy, bo to siłą rzeczy sprawi, że meczów będzie więcej, a co za tym idzie – też będę miał większe możliwości, by zaimponować trenerowi.

Tak czy siak możesz być zadowolony z tego początku w Genk. Grałeś w sparingach, później pechowy uraz, ale zagrałeś w dwóch meczach w Lidze Europy, zaliczyłeś dwie asysty…

Dokładnie, byłem pozytywnie nastawiony po tych przygotowaniach. Przytrafiła się kontuzja, gdy nie wychodziłem na boisko przez dwa tygodnie. Ale wróciłem i cztery dni później trener dał mi szansę debiutu w Lidze Europy. Fajny, pozytywny bodziec. W lidze jeszcze nie zagrałem, ale nie jest tak, że siedzę na trybunach przez miesiąc i czekam na swoją szansę.

Widzisz po treningach, że jednak przesiadłeś się do dużo szybszego auta? Trafiłeś jednak ze średniaka Ekstraklasy do czołowego klubu belgijskiego.

Nie ma co ukrywać, że tak jest. Technika użytkowa, tempo gierek treningowych, jakość rywali w lidze – po tym wszystkim widać, że poziom trudności wzrasta. Ale to dobrze. Lubię takie sytuacje, gdy nie jest łatwo i to od początku. Mam do czego dążyć i mam za czym gonić. Lepiej robić progres niż błysnąć i iść w dół. Pracuję, słucham podpowiedzi. Z kraju też nie wyjeżdżałem jako chudzinka bez mięśni, ale do tego też przykładam dużo uwagi. Gdy byłem kontuzjowany przez te dwa tygodnie, to miałem treningi na siłowni i uwierz mi, że obciążenia były wyższe niż na boisku.

Dariusz Dudka opowiadał o Francji, że w tej lidze czuł się jak na Pucharze Narodów Afryki. Każdy zespół miał 3-4 Afrykańczyków i albo fizycznie im dorównasz, albo cię zadeptają.

W Genk też tak jest. Ale tutaj to właściwie spotkali się ludzie z całego świata. Gdybyśmy w szatni wyciągnęli swoje paszporty, to pewnie uzbierałoby się ponad 20 narodowości. To też pomaga w aklimatyzacji. Wszyscy w klubie mówią po angielsku, nie ma obowiązku nauki języka flamandzkiego lub francuskiego. Ja właśnie wracam z lekcji angielskiego.

Ktoś z drużyny wziął cię pod skrzydła? Luka Zarandia podpowiadał, żebyś podczepił się pod…

… Thomasa Buffela. Tak, słyszałem, ale Thomas odszedł niedawno do Zulte Waregem. Pomaga mi Sebastien Dewaest, który poza francuskim mówi też po angielsku. Ale generalnie chłopacy są bardzo pomocni, nie trafiłem na jakąś sztuczną barierę. Pod tym względem nie mogę narzekać. Ponadto w klubie jest człowiek od formalności – mieszkanie, sprawy papierkowe, urzędy. O co go poprosisz, to pomoże i wszystko załatwi. W samym Genk nie mieszkam, a poza tym jest ze mną dziewczyna, więc też było mi łatwiej się przeprowadzić.

O waszym trenerze mówi się, że w Beveren zrobił „coś z niczego”, trafił do Genk i cieszy się dobrą opinią w kraju. Tobie pasuje styl gry Phillipe Clemente’a?

Bardzo mi odpowiada to, jak trener chce, byśmy grali. Ofensywnie, nowocześnie, mamy stwarzać dużo sytuacji i od początku sezonu to się udaje. Widać po nim, że ma plan na zespół. Widać po treningach i odprawach, że to wszystko jest robione z ideą.

Ucieszyłeś się, gdy trafiliście na Lecha?

Gdy wiedziałem, że trafię do Genk, to pomyślałem sobie „fajnie byłoby, gdybyśmy zagrali z jakąś polską drużyną w Lidze Europy”. No i się spełniło. Nie musiał to być Lech, po prostu chciałem się zmierzyć z polskim zespołem.

Ludzie w klubie pytali cię już o najbliższego rywala?

Może jakichś wielkich analiz ode mnie nie oczekują, ale każdy podpytuje „co to za klub, jak im szło w zeszłym sezonie, o co grają?”. Trenerzy też podpytywali o poszczególnych zawodników i widzę, że z ich strony jest szacunek do Lecha, bo uważają poznaniaków za dobry zespół. No i oczywiście pytali o kibiców i atmosferę na stadionie, bo oglądali filmiki w internecie z dopingu. Zachwalają też stadion – mówią, że bardzo ładny.

Przed kim ostrzegałeś Belgów?

Widać, że Kostewycz dobrze się czuje na lewym wahadle. Oglądałem ten mecz w pucharach z Szachtiorem i biegał bardzo dużo, a do tego dołożył kilka naprawdę świetnych dośrodkowań. Tak na moje, to Lech powinien zamknąć ten mecz już w pierwszej połowie i trochę na własne życzenie doprowadzili do nerwówki, ale już w dogrywce udowodnili swoją wyższość. Na pewno Gytkjaer już w poprzednim sezonie udowodnił, że jest bardzo skutecznym napastnikiem w teraz to potwierdza. Ale Lech, z którym się mierzyłem w barwach Pogoni, przeszedł dużą zmianę. Dziś jest tam już nowy trener, grają na trójkę obrońców, zmienił się też sam model gry, więc trudno mi opierać się na swoich doświadczeniach z gry przeciwko niemu.

rozmawiał Damian Smyk

fot. FotoPyk