Gruziński aktorzyna chciał skończyć z Oscarem, a został zwykłym Dzbanem
Weszło

Gruziński aktorzyna chciał skończyć z Oscarem, a został zwykłym Dzbanem

Mecz Wisły Płock z Koroną Kielce był w pierwszej połowie tak obrzydliwie nudny nawet jak na standardy ekstraklasy, że przed uśnięciem uratowało nas wyłącznie wypicie sześciu kaw i poprawienie tego pięcioma energetykami. Powieki i tak ledwie trzymały się w górze podczas oglądania tego festiwalu koślawych zagrań. Okazało się jednak, że spotkanie wynudziło nie tylko widzów, ale i uczestników.

Do tego stopnia, że Giorgi Merebaszwili już w 34. minucie podjął się desperackiej próby ucieczki z boiska. Prosto do przytulnej, chłodnej szatni.

Próba zakończyła się sukcesem, arbiter bez mrugnięcia okiem wypieprzył Gruzina z murawy. Dlaczego? Krótko mówiąc – zawodnik Wisły zachował się w taki sposób, jak gdyby na moment rozstał się z rozumem. Albo naprawdę z premedytacją chciał zakończyć mecz przedwcześnie. Zarobił dwie żółte kartki w pół godziny. Ofensywny piłkarz! Pierwszą już w czwartej minucie meczu, za przerwanie groźnej kontry rywali z Kielc.

Drugą otrzymał za żenującą symulację. Choć mamy dopiero trzecią serię spotkań, na pewno będzie to kandydat do tytułu Dzbana Sezonu. Jeżeli chodzi o laur w ramach tej kolejki – pewniaczek, kurs 1.20 u buka. Jak można osłabić swój zespół w tak beznadziejnie głupi sposób?

Był to pokaz fatalnego aktorstwa. Gruzin nie przeszedłby z takimi zdolnościami nawet castingu do „Trudnych spraw”. Merebaszwili poczuł na plecach delikatny zefirek, wywołany przez przebiegającego Diawa. Nie zastanawiając się wiele – wywinął malowniczego orła, sugerując sędziemu, że został potrącony. Arbiter połapałby się w tym szwindlu nawet gdyby został po przeciwnej stronie boiska i właśnie zawiązywał sznurowadła.

Jednak sędzia za akcją jak najbardziej nadążył i jak na dłoni widział, że o żadnym kontakcie na linii obrońca – napastnik mowy być nie mogło. Tym bardziej że był to upadek tak bardzo nienaturalny jak tylko to możliwe. Druga żółta i pod prysznic. Koniec męczarni i konieczności kopania się po czole w okrutnym upale.

Na usprawiedliwienie piłkarza Nafciarzy możemy ewentualnie powiedzieć, że zaraz po upadku podniósł się i ruszył dalej za piłką. Pokierował nim po prostu jakiś nieokiełznany impuls głupoty. Ale za głupotę się płaci. Brawa dla sędziego Łukasza Szczecha, że nie odpuścił zawodnikowi tylko dlatego, iż żółtko skutkowało w tym przypadku wykluczeniem z gry.

Oby to nie był incydent, tylko norma na polskich boiskach. Symulanci muszą wiedzieć, że nie są bezkarni. Bez względu na okoliczności.

fot. FotoPyk