Ronaldo znowu wypchnął Higuaina z klubu
Weszło

Ronaldo znowu wypchnął Higuaina z klubu

Zrobił furorę w Neapolu, trzymał niezły poziom w Turynie. Teraz pora na podbój Mediolanu. Gonzalo Higuain niemal na sto procent zmieni barwy klubowe. Swoje talenty strzeleckie przenosi właśnie na San Siro i spróbuje przywrócić Milanowi choć odrobinkę dawnego blasku. Na razie strony dogadały się tylko w sprawie rocznego wypożyczenia, za które mediolańczycy zapłacą Juventusowi całkiem sporo, bo aż osiemnaście milionów euro.

Jeżeli będą chcieli napastnika zatrzymać u siebie na dłużej, to po sezonie przyjdzie im dołożyć jeszcze trzydzieści sześć baniek. Naprawdę niezła sumka jak za trzydziestoletniego (kolejne urodziny już w grudniu) piłkarza, który zawsze był raczej typem egzekutora niż gościa ciągnącego swoje zespoły do zwycięstw w pojedynkę. Ale 18 i 36, nawet zsumowane, nie równają się stu milionom, jakie Stara Dama, przy wydatnym wsparciu Fiata, wydała na Cristiano Ronaldo.

Któremu stuknęły już trzydzieści trzy wiosny. Mimo to, nikt gigantycznej kwoty odstępnego nie kwestionuje. Wiadomo, że zwróci się ona na rozmaitych płaszczyznach. Nie tylko Juventusowi, ale i całej włoskiej piłce.

Nie ma złudzeń – to właśnie pojawienie się Portugalczyka sprawiło, że Higuain musiał w ekspresowym trybie pożegnać się z Turynem i na gwałt poszukać nowego pracodawcy. Choć przecież przeszedł do Juve ledwie dwa lata temu, za oszałamiające jeszcze wówczas dziewięćdziesiąt milionów euro. Miał być brakującym ogniwem w walce o najwyższe cele w Europie. Zagwarantować jeszcze wyższy poziom niż jego rodak, Carlos Tevez.

Sprawdził się w sumie tylko jako cenny snajper w warunkach ligowych. Dołożył swoją cegiełkę, albo i nawet sporą cegłę, do zachowania przez Juventus statusu dominatora w Serie A. Tylko tyle i aż tyle. W Lidze Mistrzów strzelał przede wszystkim w fazie grupowej, dorzucając trafienia w dwumeczach przeciwko Tottenhamowi i Monaco. Apetyty bez wątpienia były większe.

Aczkolwiek w przypadku Pipity – troszkę nieuzasadnione. To nigdy nie był bohater szyty na miarę Champions League. Do tej pory strzelał tylko w dziewiętnastu meczach tych elitarnych rozgrywek. Dla porównania – Cristiano Ronaldo w siedemdziesięciu ośmiu. Jeżeli Juve chce przebić na europejskiej arenie szklany sufit, to chyba oczywiste, z kim ma na to większe szanse.

W tym przypadku wiek nie ma większego znaczenia – Ronaldo może i jest starszy, ale przecież turyńczycy mają ekipę już teraz, w tym momencie gotową do walki o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Zresztą – Gonzalo, przy swoich kłopotach z utrzymaniem wagi, wcale nie gwarantuje wielkiej formy strzeleckiej w ciągu najbliższych lat. Ostateczne w ubiegłym sezonie zdobył tylko 23 gole w 50 występach. To jego najsłabszy wynik odkąd trafił do Italii.

W dobie super-napastników, średnia goli poniżej 0,5 na mecz naprawdę nie robi wielkiego wrażenia.

Jakby tego było mało – właśnie Ronaldo uchodzi za człowieka, który swego czasu wypchnął Higuaina z Madrytu do Neapolu. Ostatecznie wyszło to Argentyńczykowi na zdrowie, bo w barwach Napoli zagrał bez wątpienia sezon życia (2015/16, 36 trafień w Serie A), ale gdy odchodził z Hiszpanii, wyglądało na to, że jego kariera się załamała. Cristiano zawsze wolał grać z do przesady altruistycznym Benzemą, który chętnie pogodził się z funkcją giermka i ochoczo pracował na rekordy strzeleckie CR7.

Idealny układ dla obu – Ronaldo miał zapewnioną rolę głównego żądła w ofensywie. Benzema, przy poparciu Portugalczyka, zaklepał sobie ciepłą fuchę podstawowego napastnika w jednym z największych klubów świata. Bez względu na kłopoty z własną skutecznością.

Higuain to jednak wciąż jest napastnik, na którego raczej trzeba pracować, kreować mu bramkowe okazje. Jego boiskowy profil się trochę zmienił z wiekiem, niemniej – to już nigdy nie będzie typ wolnego elektronu, jakim jest Paulo Dybala. Albo boiskowego zabijaki, jak Mario Mandżukić. Pipita zawsze chce pełnić rolę króla szesnastki. Gdy w Turynie pojawił się Cristiano, Argentyńczyk musiałby się zadowolić jedynie funkcją podczaszego.

Pole karne jest za ciasne dla Higuaina i Ronaldo. Dwa grzyby w barszcz.

Z punktu widzenia czysto sportowego, Milan to oczywiście dla Higuaina degradacja. Dużo mówiło się też o kierunku londyńskim, bo w Chelsea zaczyna pracę były szkoleniowiec Napoli, Maurizio Sarri. Oba te kluby są w tej chwili w europejskiej hierarchii półkę, albo i nawet dwie półki poniżej Juve. Stara Dama celuje w najwyższe laury. Rossoneri będą mieli zapewne trudności, żeby zaistnieć w rywalizacji o włoskie TOP4.

To tłumaczy, dlaczego Pipita tak niechętnie przystał na opcję wypożyczenia akurat do Milanu. Nie podobało mu się w tym transferze właściwie nic, jednak udało się go udobruchać przeszło siedmioma milionami rocznej wypłaty. Było to tym bardziej istotne, że w ramach transakcji wiązanej do Turynu powróci prawdopodobnie Leonardo Bonucci. Higuainowi w samolocie do Mediolanu ma z kolei towarzyszyć Mattia Caldara.

Widać, że w Turynie stawiają wszystko na jedną kartę. To ma być ich sezon.

Pobyt Bonucciego w Milanie można podsumować jednym słowem: porażka. Ale wcale się nie zdziwimy, jeżeli włoski defensor w towarzystwie poważniejszych partnerów szybko odzyska dawny blask i znów przypomni o sobie w rankingach najlepszych stoperów Starego Kontynentu.  Higuain? Jeśli drużyna skupi się wokół niego, zapewne zagwarantuje kilkanaście bramek w lidze. Co nie zmienia faktu, że jego pięć (czy może raczej – piętnaście, albo i pięćdziesiąt) minut na włoskich boiskach dobiega właśnie końca.

W Turynie pojawił się nowy szeryf. Pipita musiał zatem prysnąć. Jak pospolity opryszek. Biorąc pod uwagę ego, klasę, dotychczasową pozycję w zespole i w ogóle cały dorobek napastnika – na pewno go to zabolało. Tym bardziej, że znów przyszło mu ustąpić miejsca pewnemu cyborgowi z Portugalii.

fot. Newspix.pl