Z Teneryfy do zimnej Rosji. Nowe wyzwanie Mateusza Ponitki

Inne sporty

Z Teneryfy do zimnej Rosji. Nowe wyzwanie Mateusza Ponitki


Latem 2017 roku zamienił słoneczny Izmir na jeszcze bardziej wakacyjne Wyspy Kanaryjskie. Trafił do Iberostaru Teneryfa – klubu, który właśnie wygrał koszykarską Ligę Mistrzów. Mateusz Ponitka z miejsca odnalazł się w zdaniem wielu najmocniejszej europejskiej lidze, ale teraz postanowił wykonać kolejny nieoczekiwany krok – przenosi się do Lokomotiwu Kubań. „To doskonały czas, by wskoczyć na jeszcze wyższy poziom” – powiedział nam 24-latek po transferze do jednej z najmocniejszych drużyn w Rosji.

„Najlepszy polski koszykarz” – to hasło w powszechnej świadomości od lat kojarzy się z pewnym wysokim graczem ligi NBA, który także niedawno zmienił klub. Nie wszyscy są jednak tego zdania – według serwisu Polski Kosz w 2017 roku to właśnie Ponitka bardziej zasłużył na ten tytuł. „Kolejny rok postępów. Z bardzo dobrej ligi tureckiej przeniósł się do najlepszej hiszpańskiej, szybko dał się zapamiętać jako bezkompromisowy, dynamiczny, waleczny i bardzo skuteczny gracz” – napisano uzasadniając wybór.

Ponitka w ostatnich latach przyzwyczaił do dwóch rzeczy – często zmienia środowisko i za każdym razem szybko potrafi się w nowych warunkach odnaleźć. W sezonie 2015/16 ze Stelmetem grał w Eurolidze, a za występy na krajowych parkietach został nagrodzony tytułem MVP Polskiej Ligi Koszykówki. W tym samym czasie otrzymał także prestiżowe wyróżnienie Wschodzącej Gwiazdy Eurocup, które sezon wcześniej powędrowało do dzisiejszej gwiazdy NBA – Kristapsa Porzingisa.

Po drugim w karierze mistrzostwie Polski przyszedł czas na kolejną zagraniczną przygodę. Wtedy zaskoczył po raz pierwszy – wszyscy spodziewali się transferu do Hiszpanii, jednak Ponitka wybrał Turcję. „Pinar Karsiyaka ma być trampoliną na wyższy poziom” – przekonywał wówczas, ale wielu kibiców i dziennikarzy kwestionowało ten wybór.

Jasne, takie słowa w świecie sportu słyszy się praktycznie podczas każdego okienka transferowego, ale rzadko okazują się one prawdą. W tym przypadku wszystko wypaliło jednak w stu procentach – Ponitka sezon 2016/17 zakończył jako trzeci strzelec zespołu (średnio rzucał 13,7 pkt i notował 4,9 zbiórek). Wystąpił także w ligowym Meczu Gwiazd, a oprócz tego dobrze zaprezentował się w Lidze Mistrzów.

Minusy? Kilka by się znalazło – Pinar nie zdołał jednak awansować do fazy play-off, a poza tym zmienił się trener, więc Polak uznał, że przyszła pora na szukanie nowych wyzwań. Spekulowało się o tym, że interesowały się nim słynny Żalgiris Kowno oraz Baskonia – etatowy uczestnik Euroligi. Ostatecznie wybrał jednak Teneryfę. Przekonywał, że nie skusiła go pogoda ani wysoki kontrakt, ale fakt, że czuł się pierwszym wyborem. Jak żyło się na co dzień w miejscu, do którego ludzie przyjeżdżają na wakacje?

„Coś takiego raczej nie może spowszednieć. W takim pozytywnym sensie można się do tego łatwo przyzwyczaić – naprawdę codziennie jest tu ładna pogoda, a słońca jest mnóstwo przez cały rok. To sprawia, że cały czas panuje taka pozytywna aura, ale po dwóch latach spędzonych w gorących, wakacyjnych miejscach miło będzie wreszcie zaznać trochę chłodu” – opowiada Weszło Ponitka.

Pod okiem odkrywcy Gortata

Faktycznie – zamiana Izmiru i Teneryfy na zdecydowanie zimniejszy Krasnodar tylko pozornie wydaje się dziwna i mało logiczna. Polak deklaruje, że dalej chce się rozwijać i wszystko wskazuje na to, że w Rosji naprawdę będzie miał do tego optymalne warunki. W Lokomotiwie bardzo chciał go trener – słynny Sasa Obradović. Kibicom koszykówki tego pana przedstawiać nie trzeba – kiedyś był świetnym zawodnikiem, jednak w powszechnej świadomości funkcjonuje dziś przede wszystkim jako odkrywca talentu Marcina Gortata.

„Oczywiście przy dokonywaniu wyboru osoba trenera miała spore znaczenie. Sasę Obradovicia znam nie od dziś. Wiadomo, że miał wiele dużych sukcesów jeszcze jako zawodnik, a jeśli chodzi o trenerkę, to w zeszłym roku był najlepszym szkoleniowcem Eurocupu. Wydaje mi się, że jest to osoba, która w niedalekiej przyszłości będzie się rozwijać i nie zdziwię się jeśli zostanie szkoleniowcem w jakimś jeszcze większym klubie. Jego warsztat to bałkańska szkoła, z którą miałem już niejednokrotnie do czynienia. To dobry trener na ten etap mojej kariery – będę mógł dużo się pod jego okiem nauczyć i dalej iść do przodu” – ocenia Polak.

Wielu kibiców i ekspertów jest jednak trochę zaskoczonych obranym przez niego kierunkiem. Ponitka przez rok gry w Hiszpanii zdążył sobie wyrobić bardzo dobrą markę. Zaliczył kilka znakomitych występów – szczególnie głośno zrobiło się o nim w grudniu. Iberostar pokonał wówczas po dogrywce na wyjeździe słynną Barcelonę 93:91, a on zdobył 28 punktów i zaliczył 10 zbiórek. Warto dodać, że przez większość meczu krył go wtedy Adam Hanga – najlepszy obrońca Euroligi w 2017 roku.

Tamto spotkanie było dla Polaka wyjątkowe z bardzo osobistego względu – kilka godzin przed wyjściem na parkiet dowiedział się o śmierci ukochanego dziadka. Wystąpił na własne życzenie – trener Iberostaru chciał dać mu wolne. To właśnie takie momenty sprawiły, że błyskawicznie zyskał w Hiszpanii powszechny szacunek.

Najpoważniejszy z dowodów uznania przyszedł kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego – Ponitka znalazł się w drugiej piątce najlepszych ligowych zawodników sezonu zasadniczego. Wyboru dokonały władze ligi ACB przy udziale dziennikarzy, zawodników i trenerów.

„Wszechstronna gra, w której wyróżnia się niesamowitymi możliwościami rzutowymi i inteligencją w walce o zbiórki, czyni go graczem kompletnym, który w każdym momencie wie, jak wykorzystać niezbędną energię. Skrzydłowy Iberostaru zasłużył sobie na miejsce wśród najlepszych” – napisano w uzasadnieniu. Dlaczego wobec tego Ponitka nie spróbował powalczyć o przejście do lepszego klubu w Hiszpanii?

„W jakimś stopniu na pewno żal odchodzić, ale trzeba iść do przodu. Na Teneryfie żyło nam się świetnie i zostawiam tu wielu przyjaciół. Nie chciałem iść do zespołów, w których nie wszystko było jasne – na przykład nie było trenera albo były jakieś inne problemy organizacyjne. Nie ukrywam, że Lokomotiw interesował się mną wcześniej – miałem opcję trafić tu jeszcze jako zawodnik Stelmetu, ale wtedy ostatecznie do tego nie doszło” – wyjaśnia 24-latek.

Marząc o NBA

Lokomotiw to uznana marka, która regularnie walczy o najwyższe trofea. W ostatnim sezonie klub triumfował w Pucharze Rosji, co udało się osiągnąć dopiero po raz drugi w historii. Oprócz tego dotarł także do finału Eurocupu, a sezon zasadniczy rosyjskiej ligi VTB zakończył na trzecim miejscu. Na drodze do półfinału stanęły jednak świetnie dysponowane Chimki Moskwa.

„Na ten moment Lokomotiw to drużyna, która będzie walczyła o wygraną w Eurocupie i powrót do Euroligi. Oprócz tego to zespół, który zawsze mierzy wysoko w rosyjskiej lidze VTB – dużą ambicję potwierdzają ostatnie transfery. Moim zdaniem Lokomotiw jest jednym z trzech-czterech zespołów ze ścisłej czołówki, które zawsze są w stanie sprawiać pozytywne niespodzianki. Dlatego myślę, że wykonałem po prostu naturalny krok w kierunku walki o najwyższe cel” – dodaje Ponitka.

Aspiracje 24-latka z roku na rok sięgają wyżej, ale czy kiedyś dobiją do poziomu NBA? To marzenie każdego koszykarza i nie inaczej jest również w jego przypadku. Do tej pory miał trzy podejścia – żadne nie zakończyło się ostatecznym sukcesem. W 2015 roku wziął nawet udział w drafcie, ale nie został wybrany. W trakcie świetnego sezonu 2015/16 według właściciela Stelmetu pojawiło się kilka klubów z USA, które chciały wykupić jego kontrakt. Potem próbował sił w Lidze Letniej w barwach Denver Nuggets – wciąż bez wymarzonego efektu końcowego.

„Na razie nie myślę o NBA. Jeśli coś się wydarzy, to będę się zastanawiał, ale nie będę się rzucał na wyzwania, które nie będą dla mnie naprawdę satysfakcjonujące. Na pewno nie zamykam sobie tej furtki, ale nie jest to jakąś moją obsesją. Wydaje mi się, że europejska koszykówka idzie w dobrym kierunku – można tu osiągać coraz więcej i naprawdę się rozwijać” – tłumaczy.

Na razie Ponitka może żyć pięknymi wspomnieniami – w 2010 roku z reprezentacją Polski U-17 dotarł do finału mistrzostw świata. W nim wyraźnie lepsi okazali się Amerykanie, a jedną z ich największych gwiazd był wówczas Bradley Beal. Mateusz podczas tamtych rozgrywek zdobywał więcej punktów na mecz od Amerykanina i wraz z nim znalazł się w najlepszej piątce turnieju. Beal dwa lata później został wybrany w drafcie już z trzecim numerem przez Washington Wizards, gdzie potem przez lata partnerował Marcinowi Gortatowi. Dziś jest jedną z największych gwiazd ligi – w tym roku po raz pierwszy został nominowany do gry w Meczu Gwiazd.

Ponitka z rodakiem spotkał się tylko w kadrze – dwukrotnie grali razem na Eurobaskecie. W obu przypadkach bez większego powodzenia – w 2013 roku skończyło się rozczarowującym 21. miejscem, dwa lata później finiszowali na jedenastej pozycji. Gortat reprezentacyjną karierę zakończył jako zawodnik niespełniony, a drużyna już bez niego zawiodła także na kolejnym turnieju.

Teraz koszykarska kadra – z Ponitką w roli jednego z liderów – walczy o awans do powiększonych mistrzostw świata, na które w 2019 roku po raz pierwszy pojadą 32 reprezentacje. Polacy na tej imprezie zagrali tylko raz – w 1967 roku. Na razie udało się przebrnąć pierwszy etap kwalifikacji – w drugim biało-czerwonych czeka bezpośrednia rywalizacja z Włochami, Chorwacją i Holandią.

KACPER BARTOSIAK

Fot. www.400mm.pl

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Yarek

Jego rozwój będzie z korzyścią dla kadry. Czy Rosja to dobry kierunek? Tam jest mocna liga więc czas pokaże, powodzenia!

MaciekGKS

Wiadomo przeciez, ze poszedl do Rosji zarobic. Nie krytykuje, po prostu stwierdzam fakt. Warto takze dodac, ze „koszykarska Liga Mistrzow” nie ma z liga mistrzow wiele wspolnego. To raczej odpowiednik pilkarskiej Ligi Europy lub nawet czegos jeszcze mniej znaczacego. Faktyczna „koszykarska Liga Mistrzow” jest Euroliga.

Matthew

Tekst jest git, ale właśnie warto wspomnieć o rozdarciu między Euroligą a FIBowską Ligą Mistrzów.

wpDiscuz